Górski Karabach: Trwają walki, ale też dyplomatyczne starania o wstrzymanie ognia

Ruiny w mieście Agdam na terenie Górskiego Karabachu, z którego podczas wojny w latach 90. XX wieku wypędzono azerskich mieszkańców, żródło: Flickr, fot, Marco Fieber (CC BY-NC-ND 2.0)

Ruiny w mieście Agdam na terenie Górskiego Karabachu, z którego podczas wojny w latach 90. XX wieku wypędzono azerskich mieszkańców. To m.in. tu toczą się obecne armeńsko-azerbejdżańskie walki, żródło: Flickr, fot, Marco Fieber (CC BY-NC-ND 2.0)

W rejonie samozwańczego Górskiego Karabachu nie milknie wymiana ognia artyleryjskiego. Pierwsze pociski spadają już jednak także na terytorium Armenii i Azerbejdżanu, która toczą wojnę o karabaskie terytorium. Mediować w sporze chce Gruzja. Jaki stosunek do konfliktu ma Iran, Rosja oraz Turcja?

 

 

Walki między wojskami Azerbejdżanu oraz wspieranymi przez wojsko Armenii siłami samoobrony samozwańczej republiki Górskiego Karabachu trwają od niedzieli (27 września). Choć obszarem działań wojennych jest głównie pogranicze karabasko-azerbejdżańskie, pociski spadają też na terytorium Armenii oraz Azerbejdżanu.

Pierwsze pociski na terenie Armenii i Azerbejdżanu

We wtorek (29 września) ostrzelane zostało armeńskie miasto Wardenis położone około 20 kilometrów od granicy z Azerbejdżanem. Zginać miała jedna osoba. Z kolei dziś (1 października) pociski spadły na miasto Terter w środkowym Azerbejdżanie. Również poinformowano o śmierci jednego cywila.

Informacje o przebiegu walk są bardzo skąpe, ponieważ obie strony nałożyły blokadę informacyjną. W rejonie nie ma zagranicznych dziennikarzy oraz niezależnych obserwatorów. Pojawiające się z jednej strony konfliktu informacje o zniszczeniach kolumn czołgów czy zestrzeleniach samolotów lub śmigłowców są dementowane natychmiast przez drugą stronę.

Wiele wskazuje jednak na to, że każda ze stron konfliktu straciła już po ponad 100 żołnierzy i przynajmniej po kilku cywilów. Zniszczonych zostało też kilkadziesiąt czołgów i pojazdów opancerzonych, a zestrzelonych zostało kilka helikopterów i przynajmniej dwa samoloty. Rannych są już zapewne setki osób.

W nocy informowano o przypadkach bombardowania stolicy Górskiego Karabachu – miasta Stepanakert. Spaść miało na nie co najmniej kilka pocisków wystrzelonych przez azerbejdżańskie drony. Dlatego w mieście ogłoszono całkowite zaciemnienie. Od frontu dzieli Stepanakert tylko około 20 kilometrów.

Coraz więcej wskazuje też na to, że armia Azerbejdżanu skutecznie zniszczyła stanowiska armeńskiej obrony przeciwlotniczej w rejonie Górskiego Karabachu, co pozwoliło Azerom uzyskać przewagę w powietrzu.

Potwierdzają się też informacje o zajęciu przez azerbejdżańską armię kilku wiosek na terenie Górskiego Karabachu, co pozwoliło stworzyć trzy przyczółki. Z drugiej strony, armeńska artyleria mocno ostrzeliwuje pogranicze, co uniemożliwia na razie Azerom posuwanie się naprzód.

Górski Karabach: Armenia oskarża Turcję o bezpośredni udział w walkach

Walki między Armenią a Azerbejdżanem o Górski Karabach wciąż trwają mimo międzynarodowych wezwań do wstrzymania ognia.

W Karabachu walczą najemnicy z Syrii?

Obie strony oskarżają się też o ściąganie w rejon walk zagranicznych najemników. Nie ma potwierdzenia czy do Azerbejdżanu rzeczywiście przybyli ochotnicy z Turcji, ale BBC dotarła do jednego syryjskich bojowników, który potwierdził, że przebywa on w Azerbejdżanie razem z grupą 320 rodaków.

Mężczyzna, którego redakcja nazywa Abdullahem (choć jest to fikcyjne imię), przekonuje, że trafił na Zakaukazie kilka dni przed wybuchem walk, a pochodzi z terenów północnej Syrii kontrolowanych obecnie przez Turcję.

Cała grupa ma być związana z Syryjską Armią Narodową, czyli milicją walczącą z reżimem syryjskiego prezydenta Baszara Asada, ale lojalną wobec Turcji. Tureccy rekruterzy mieli oferować 2 tys. dolarów miesięcznie za ochronę posterunków granicznych w Azerbejdżanie. Ale krótko po przyjeździe Syryjczycy mieli zostać wbrew swojej woli przeniesieni na front, gdzie ponieśli spore straty.

„Ta grupa to nie są zaprawieni w bojach żołnierze. To osoby, które dotąd zajmowały się patrolowaniem ulic. Nikt nam nie mówił, że jedziemy tam walczyć na froncie. Prawdę mówiąc, to chcemy wracać do domu od początku wojny, ale nam nie pozwalają i grożą więzieniem” – opowiadał BBC Abdullah.

Skontaktować się z nim pomogło brytyjskim dziennikarzom działające w Londynie Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, które od ponad 14 lat monitoruje sytuację w Syrii, a od 2011 r. głównie przebieg wojny domowej w tym kraju.

Azerbejdżan zdementował jednak doniesienia BBC i oskarżył Armenię o „inspirowanie wojennej propagandy”. Władze w Baku przekonują, że to Erywań ściągnął na wojnę najemników z Syrii, którzy wywodzić się mają z armeńskich oddziałów samoobrony, które walczyły m.in. w Aleppo.

Syryjscy Ormianie w większości opowiedzieli się w syryjskiej wojnie domowej po stronie Asada, który – sam wywodząc się z religijnej mniejszości alawitów – zapewniał także, w zamian za lojalność, ochronę innym mniejszościom, w tym chrześcijańskim Ormianom.

Walki między Armenią a Azerbejdżanem o Górski Karabach wciąż trwają

Najpoważniejsze walki toczą się w północnej części Górskiego Karabachu chociaż ostrzeliwana jest także stolica tej samozwańczej republiki – Stepanakert.

Moskwa nie angażuje się w spór?

Tymczasem nie ustają międzynarodowe wysiłki na rzecz wypracowania zawieszenia broni. O wstrzymanie walk zaapelowały już m.in. Unia Europejska, Organizacja Narodów Zjednoczonych oraz Organizacja Bezpieczeństwie i Współpracy w Europie. Do pokojowego rozwiązania konfliktu wzywają także USA, Japonia oraz Iran i Rosja, które są sprzymierzeńcami Armenii, ale oficjalnie się w tym konflikcie jeszcze po stronie Erywania nie opowiedziały.

Rosja jest sojusznikiem wojskowym Armenii w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, która zrzesza część państw byłego ZSRR. Ale gwarancje bezpieczeństwa dotyczą terytorium samej Armenii, a nie spornych rejonów Górskiego Karabachu, które od lat 90. XX wieku pozostają pod faktyczną kontrolą Armenii.

Chłodnia jak dotąd reakcja Moskwy, który oficjalnie tylko wzywa obie strony do wstrzymania walk, może wynikać z tego, że obecnie w Erywaniu rządzi najmniej prorosyjska ekipa od ponad dwóch dekad, po tym jak w 2018 r. pokojowa rewolucja wyniosła do władzy Nikola Paszyniania, a odsunęła od niej tzw. klan karabaski z Serżem Sarkisjanem na czele.

Rosja jednak posiada na terenie Armenii dwie bazy wojskowe, w tym dużą w mieście Gyumri niedaleko granicy armeńsko-tureckiej. Dlatego sojusz obronny z Armenią jest dla Moskwy ważny. Prezydent Rosji Władimir Putin rozmawiał telefonicznie z Paszynianem krótko po wybuchu walk, ale na razie oficjalnie Moskwa stoi w tym konflikcie z boku.

Armenia i Azerbejdżan znów walczą o Górski Karabach

Wieloletni konflikt między Armenią a Azerbejdżanem o Górski Karabach przyniósł wczoraj kolejne ofiary, wśród których są najprawdopodobniej również cywile. Oba kraje oskarżają się wzajemnie  o eskalację napięcia i w obu wprowadzono stan wojenny.

Iran przesuwa czołgi na granicę

Natomiast Iran, ustami szefa swojej dyplomacji Mohammeda Dżawada Zarifa, zaoferował stronom swoją mediację. Ale tę propozycję natychmiast odrzucił Azerbejdżan. Choć historyczne związki Azerbejdżanu i Iranu są dużo głębsze niż te azerbejdżańsko-tureckie, to jednak dziś dla Baku najważniejszych regionalnym sojusznikiem pozostaje Turcja, z którą łączą Azerbejdżan głównie kwestie etniczne i językowe.

Iran natomiast postrzega niewielką i pozbawioną dostępu do morza Armenię za ważnego partnera handlowego. Bo choć Iran jest duży i ma dostęp do morza, to jednak jest obłożony wieloma zagranicznymi sankcjami, do których akurat Armenia nigdy nie dołączyła. Iran rozmieścił już w wzdłuż swojej granicy z Azerbejdżanem 216. Brygadę Pancerną, ale na razie też otwarcie nie staje po stronie armeńskiej.

Natomiast Turcja oficjalnie poparła Azerbejdżan. „Azerowie to nasi bracia. W zasadzie jesteśmy tym samym narodem, który historia umieściła w dwóch państwach. Zawsze będziemy bronić Azerbejdżanu przed agresją – ze strony Armenii czy kogokolwiek innego” – zapowiedział rzecznik prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana   Ibrahim Kalin.

Wiele wskazuje na to, że to właśnie Turcja dostarczyła Azerbejdżanowi drony, które tak skutecznie atakowały armeńską obronę przeciwlotniczą. Erywań twierdzi też, że nad Górskim Karabachem latają tureckie F-16, które zostały w bazie lotniczej w Gandży w Azerbejdżanie po lipcowych manewrach. Ankara jednak temu zaprzecza.

Znów incydent na granicy Armenii i Azerbejdżanu. Zginęło kolejne 7 osób

Gorąco na granicy między skonfliktowanymi Armenią i Azerbejdżanem. W kolejnym incydencie zginęło tam siedmiu Azerów, w tym wysocy rangą oficerowie. Strona armeńska nie informowała o ofiarach śmiertelnych. Zwiększone napięcie trwa od niedzieli (12 lipca).

Gruzja chce mediować

Tymczasem mediacji między Azerbejdżanem i Armenią chce się podjąć trzecie zakaukaskie państwo, czyli Gruzja. „To jest w naszym wspólnym interesie, żeby jak najszybciej zapanował pokój w naszym regionie” – oświadczył premier tego kraju Giorgi Gacharia.

Gruzja graniczy zarówno z Armenią, jak i z Azerbejdżanem i utrzymuje z obydwoma sąsiadami (a także z Turcją i Iranem) poprawne relacje, choć w lipcu ubiegłego roku doszło do gruzińsko-azerbejdżańskich incydentów granicznych.

W położonym na samej granicy zabytkowym kompleksie klasztornym Dawit Garedża doszło bowiem do sporu o dokładny przebieg granicy. Część dawnych gruzińskich świątyń znajduje się po stronie Azerbejdżanu i od czasu do czasu między pogranicznikami dochodzi do spięć i przesuwania słupów granicznych, gdy gruzińska ludność przychodzi do monastyrów po azerbejdżańskiej stronie.

Są to jednak drobne i zwykle szybko rozwiązywane zatargi, które pozostają bez większego wpływu na relacje między Baku i Tbilisi, które polegają m.in. na bliskiej współpracy w dziedzinie energetyki.

Z kolei Gruzję i Armenię łączą m.in. relacje handlowe oraz wybudowana jeszcze w czasach ZSRR linia kolejowa z Batumi przez Tbilisi i Gyumri do Erywania. W Gruzji mieszkają też duże grupy Azerów i Ormian. Dlatego Tbilisi jest mocno zainteresowane stabilizacją konfliktu między swoimi dwoma postsowieckimi sąsiadami.