Górski Karabach: Armenia oskarża Turcję o bezpośredni udział w walkach

Siły samoobrony Górskiego Karabachu w stolicy tej samozwańczej republiki - Stepanakercie, źródło: Flickr, fot. David Stanley (CC BY 2.0)

Siły samoobrony Górskiego Karabachu w stolicy tej samozwańczej republiki - Stepanakercie, źródło: Flickr, fot. David Stanley (CC BY 2.0)

Walki między Armenią a Azerbejdżanem o Górski Karabach wciąż trwają mimo międzynarodowych wezwań do wstrzymania ognia. Obie strony wzajemnie oskarżają się o eskalację napięcia, a Armenia twierdzi, że w działania zbrojne aktywnie włącza się Turcja.

 

 

Poważne starcia o Górski Karabach trwają od niedzieli (27 września). Polegają głównie na wymianie ognia artyleryjskiego i rakietowego oraz atakach z powietrza, ale strona azerbejdżańska twierdzi, że zajęła również kilka wsi na karabaskim terytorium. Strona armeńska oraz władze samozwańczego Górskiego Karabachu jednak temu zaprzeczają.

Rada Bezpieczeństwa ONZ o sytuacji na Zakaukaziu

Sytuacja jest trudna do rozpoznania, ponieważ na miejscu brakuje zagranicznych dziennikarzy lub obserwatorów. Oba kraje starają się też blokować większość informacji na temat sytuacji na froncie.

Wiadomo jednak, że doszło już do zniszczenia kilkudziesięciu czołgów i pojazdów opancerzonych oraz zestrzeleń samolotów i śmigłowców. Zmagania zbrojne przybrały już więc postać otwartej wojny.

Wczoraj (29 września) sytuację wokół Górskiego Karabachu omówiła Rada Bezpieczeństwa ONZ. Jednomyślnie wezwano później do natychmiastowego zakończenia walk między Azerbejdżanem a Armenią i potępiono użycie siły.

W komunikacie po spotkaniu napisano także o „centralnej roli państw współkierujących pracami tzw. Grupy Mińskiej (USA, Rosja i Francja), działającej w ramach Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE).”

O szybkie spotkanie tej grupy zaapelowały już także USA, Francja oraz Niemcy. Oprócz państw koordynujących prace Grupy Mińskiej OBWE oraz Niemiec, w jej skład wchodzą także Białoruś, Włochy, Portugalia, Holandia, Szwecja, Finlandia oraz Armenia i Azerbejdżan.

Walki między Armenią a Azerbejdżanem o Górski Karabach wciąż trwają

Najpoważniejsze walki toczą się w północnej części Górskiego Karabachu chociaż ostrzeliwana jest także stolica tej samozwańczej republiki – Stepanakert.

Armenia oskarża Turcję o udział w walkach

Tymczasem dyplomacji z Armenii i Azerbejdżanu przerzucali się na forum ONZ oskarżeniami o sprowokowanie konfliktu oraz używanie nieproporcjonalnych środków w walce. Oba zwaśnione kraje odrzuciły też zaproponowany przez Moskwę format negocjacji w trójkącie Rosja-Armenia-Azerbejdżan.

„Mówienie o takim szczycie w sytuacji, gdy toczą się intensywne walki, jest niewłaściwe. Do podjęcia negocjacji konieczna jest odpowiednia atmosfera i warunki. Armenia i Górski Karabach nie mogą dążyć do rozwiązania konfliktu ze szkodą dla swych interesów narodowych i bezpieczeństwa” – powiedział w rozmowie z rosyjskimi mediami armeński premier Nikol Paszynian.

Szef rządu Armenii oskarżył też Turcję, że popiera w tym konflikcie Azerbejdżan nie tylko słowem, ale także czynem. „Turcja jest rzeczywiście zaangażowana w ten konflikt. Według naszych rzetelnych informacji instruktorzy wojskowi i wysoki rangą personel wojskowy jest na stanowiskach dowodzenia armii Azerbejdżanu, a w niektórych miejscach nawet dowodzi działaniami wojskowymi” – stwierdził.

Strona armeńska przekonuje, że w Azerbejdżanu udają się już, aby wziąć udział w walkach, tureccy ochotnicy, a regularne tureckie jednostki przebywają na terenie Nachiczewańskiej Republiki Autonomicznej. To pozostająca pod kontrolą Azerbejdżany eksklawa położona między Turcja a Armenią.

Wcześniej władze Armenii podały też, że turecki myśliwiec F-16 zestrzelił armeński samolot bojowy Su-25. Według ministerstwa obrony w Erywaniu zginął pilot maszyny, która była w trakcie wykonywania rozpoznawczej.

Turcja jednak zaprzeczyła, że jej samolot wziął udział w walkach. Eksperci zwracają jednak uwagę, że część stanowisk armeńskiej obrony przeciwlotniczej w Górskim Karabachu udało się Azerom zniszczyć dzięki dronom otrzymanym od Turcji.

Armenia i Azerbejdżan znów walczą o Górski Karabach

Wieloletni konflikt między Armenią a Azerbejdżanem o Górski Karabach przyniósł wczoraj kolejne ofiary, wśród których są najprawdopodobniej również cywile. Oba kraje oskarżają się wzajemnie  o eskalację napięcia i w obu wprowadzono stan wojenny.

Turcja odrzuca oskarżenia

Władze Azerbejdżanu zdecydowanie odrzuciły oskarżenia o ściąganie posiłków z Turcji. „Turcja jest naszym bratnim krajem, naszym sojusznikiem i gwarantem stabilizacji w regionie. Daje nam jedynie wsparcie moralne i jesteśmy wdzięczni jej za tę solidarność” – stwierdził azerbejdżański prezydent Ilham Alijew.

Zaprzeczył także informacjom, jakoby w konflikt mieli się zaangażować bojownicy z Syrii. „To kolejna fałszywa wiadomość. Brak jest na to jakichkolwiek dowodów” – oświadczył. Wcześniej o ściąganie syryjskich najemników oskarżały się wzajemnie obie strony konfliktu o Górski Karabach.

Także Turcja zapewnia, że nie angażuje się w walki z Armenią. „To absolutnie nieprawdziwe informacje. Armenia powinna wycofać się z okupowanych terytoriów zamiast uciekać się do tanich sztuczek propagandowych” – powiedział dyrektor ds. komunikacji w gabinecie prezydenta Turcji Fahrettin Altun.

Eksperci zwracają jednak uwagę na to, że w lipcowych azerbejdżańsko-tureckich manewrach wojskowych brało udział m.in. tureckie lotnictwo. Na lotnisku wojskowym w Gandży w Azerbejdżanie mogły pozostać jeszcze tureckie myśliwce.