Fejk Tygodnia: Andrzej Duda w rozmowach z Donaldem Trumpem reprezentuje nie tylko Polskę, ale też Europę

Prezydent Andrzej Duda i prezydent USA Donald Trump, fot. Kancelaria Prezydenta RP [Facebook]. Opracowanie: EURACTIV.pl

Prezydent Andrzej Duda i prezydent USA Donald Trump, fot. Kancelaria Prezydenta RP [Facebook]. Opracowanie: EURACTIV.pl

Dyrektor prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch stwierdził jeszcze przed wylotem Andrzeja Dudy do USA, że w Waszyngtonie w rozmowach z Donaldem Trumpem polski prezydent będzie „reprezentował nie tylko Polskę, ale i Europę”. Nie wiadomo jednak, na jakiej podstawie Andrzej Duda został przez swojego doradcę mianowany wysłannikiem całego kontynentu.

 

Henry Kissinger miał się zastanawiać „do kogo zadzwonić, aby skontaktować się z Europą”. Jedno jest pewne: nie do prezydenta Andrzeja Dudy.

Interesy Unii Europejskiej w relacjach zewnętrznych reprezentuje wchodzący w skład Komisji Europejskiej Wysoki Przedstawiciel ds. polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa, czyli obecnie Josep Borrell. Ale to nie koniec. Unię Europejską reprezentują też inni przedstawiciele Komisji – Ursula von der Leyen jako jej przewodnicząca, a w sprawach sektorowych poszczególni komisarze, np. Janusz Wojciechowski w dziedzinie rolnictwa. Interesy rządów państw członkowskich reprezentuje z kolei przewodniczący Rady Europejskiej – Charles Michel, który zastąpił na tym stanowisku Donalda Tuska.

Jeśli jednak to właśnie Trump miałby dzwoniłby do Europy, wybrałby Charlesa Michela. Jego sekretarz stanu Mike Pompeo zadzwoniłby raczej do Borrella.

Fejk Tygodnia: Polska wynegocjowała już sobie pieniądze z przyszłego unijnego budżetu i z Funduszu Odbudowy UE

Fundusz Odbudowy ma postawić na nogi unijną gospodarkę uderzoną przez kryzys wywołany przez koronawirusa. Premier Mateusz Morawiecki chwali się więc „wynegocjowaniem miliardów dla Polski.” Kłopot w tym, że negocjacje na ten temat dopiero się zaczną…

 

Nowe Wieloletnie Ramy Finansowe na lata …

Rozmowy m.in. o amerykańskich wojskach w Europie

W planie dzisiejszych rozmów między prezydentem Polski Andrzejem Dudą i prezydentem USA Donaldem Trumpem mają znaleźć się bezpieczeństwo i obronność, współpraca wojskowa, wzajemna wymiana handlowa, energetyka oraz cyberbezpieczeństwo. Taki zakres rozmów potwierdziły już zarówno Kancelaria Prezydenta RP, jak i Biały Dom.

Emocje wokół tej wizyty potęgują nie tylko finisz polskiej kampanii przed wyborami prezydenckimi i start kampanii prezydenckiej w USA, ale także ubiegłotygodniowa zapowiedź Trumpa o redukcji amerykańskich wojsk w Niemczech do 25 tysięcy. Polska liczy, że przy tej okazji uda jej się wynegocjować jeszcze większą amerykańską obecność wojskową na swoim terytorium.

Jest mało prawdopodobne, aby (przynajmniej teraz) zapadła decyzja o bezpośrednim relokowaniu części żołnierzy USA z Niemiec do Polski. Natomiast możliwe jest, że w ramach realizacji podpisanych w ubiegłym roku przez Trumpa i Dudę deklaracji o współpracy wojskowej, do Polski przyjedzie w najbliższym czasie około 1 tys. nowych amerykańskich żołnierzy. Mówił o tym w tym tygodniu polski minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

Spekuluje się jednak na temat tego, że do Polski mógłby przyjechać jeszcze kolejny 1 tys. amerykańskich żołnierzy, a dodatkowo przebazowanych zostać z Niemiec 30 samolotów F-16. Polska chętnie widziałaby też u siebie kolejną amerykańską brygadę pancerną oraz dowództwo V Korpusu US Army, którego formalną siedzibą jest Fort Knox w Kentucky, ale w praktyce to Campbell Barracks w Heidelbergu w Badenii-Wirtembergii.

Bezpośrednie łączenie decyzji Trumpa dotyczących Niemiec z decyzjami dotyczącymi Polski to jednak raczej domena mediów. O tym, że osłabienie amerykańskiej obecności wojskowej u naszych zachodnich sąsiadów może wprost oznaczać jednoczesne jej zwiększenie w naszym kraju pisały jednak agencje Associated Press oraz Reuters, a za nimi wiele polskich mediów.

Osłabienie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie (w przypadku Niemiec to redukcja o 9,5 tys. żołnierzy, a możliwości ich stacjonowania o ponad połowę) martwi wiele krajów europejskich, a także Kwaterę Główną NATO. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg stwierdził bowiem na wieść o planach Trumpa, że „transatlantyckie więzi są kluczowe dla wzmocnienia i sukcesu Sojuszu“, choć później dodawał też, że ewentualne wycofanie się części amerykańskich żołnierzy z Niemiec to „kwestia dwustronna między Waszyngtonem a Berlinem“.

Ewentualna zwiększona amerykańska obecność w Polsce – przynajmniej na obecnym etapie i według obecnie dostępnej wiedzy – nie zrekompensuje w skali całego kontynentu zmniejszonej obecności US Army w Niemczech. Ale być może otoczenie polskie władze w jakimś sensie postrzegają toczone z Amerykanami rozmowy na temat dwustronnej współpracy wojskowej, jako próbę utrzymania militarnego status quo w Europie.

Tym chyba można tylko tłumaczyć słowa szefa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha z jego wywiadu dla Polskiej Agencji Prasowej, cytowanego na stronie internetowej BBN. Stwierdził w nim bowiem, że „podczas wizyty w USA prezydent Andrzej Duda będzie reprezentował wobec amerykańskiego przywódcy nie tylko Polskę, ale i Europę”.

Fejk Tygodnia: Tylko politycy Platformy Obywatelskiej krytykują władze swojego kraju na forum europejskim

Czy ktoś widział Niemców lub Francuzów atakujących w Parlamencie Europejskim własne państwo? Tak pytał europoseł PiS Karol Karski. Uzupełniamy więc krótką pamięć Karskiego.

Konsultacji na poziomie UE nie było

Nie wiadomo bowiem na jakiej podstawie polski prezydent miałby w Białym Domu być wysłannikiem całego Starego Kontynentu lub Unii Europejskiej. Nie uzasadniają takiej tezy bowiem słowa Solocha z tego samego wywiadu, że „to będzie pierwsza od wybuchu pandemii wizyta w Stanach Zjednoczonych przywódcy państwa europejskiego.”

Unię Europejską w jej relacjach zewnętrznych reprezentuje bowiem powołany w tym celu specjalny organ jakim jest wchodzący w skład Komisji Europejskiej Wysoki Przedstawiciel ds. polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa (obecnie to Josep Borrell).

To ten organ odpowiada za realizację Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa i to jemu unijne traktaty przyznają prawo do wyrażania stanowiska UE w organizacjach międzynarodowych i na międzynarodowych konferencjach. To Wysoki Przedstawiciel prowadzi także w imieniu UE dialog ze stronami trzecimi oraz czuwa nad spójnością unijnych działań zewnętrznych.

Zasadą działania Wysokiego Przedstawiciela (oraz wspierającej go w realizacji Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych) jest przede wszystkim koordynacja polityki zagranicznej i bezpieczeństwa państw członkowskich tak, aby chronić wspólne europejskie wartości, podstawowe interesy europejskie, a także niezawisłość i integralność UE.

Unię w relacjach zewnętrznych reprezentują też specjalni wysłannicy oddelegowani do różnych krajów i regionów świata – np. ostatnio często widoczny w mediach Miroslav Lajčák.

Jednak na bilateralnych i multilateralnych (np. G7) spotkaniach głów państw i rządów Unię reprezentuje przede wszystkim przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel i/lub przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. I tak, poprzednik von der Leyen Jean-Claude Juncker spotkał się w 2018 r. z Donaldem Trumpem, aby zapobiec eskalacji sporu handlowego między Unią a USA. Z sukcesem. Juncker doczekał się nawet wzmianki w nowo wydanej książce Johna Boltona – Trump miał go uznać za „człowieka złośliwego” (TUTAJ).

Tymczasem prezydent Andrzej Duda, choć w poniedziałek (22 czerwca) rozmawiał telefonicznie z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem o „znaczeniu więzi transatlantyckich w niepewnych czasach”, to nic nie wiadomo o jakichkolwiek jego rozmowach z unijnymi liderami, którzy odpowiadają za niełatwą koordynację stanowisk państw UE.

A według źródeł dziennika „Rzeczpospolita” Stoltenberg miał także powiedzieć Dudzie podczas ich poniedziałkowej rozmowy, aby w trakcie rozmowy z Trumpem nie angażował się w żaden sposób z niemiecko-amerykańskie rozmowy o wojskach USA, ponieważ to sprawa albo dwustronna albo dla całego NATO. Miał mu również przypominać, że nie ma uprawnień, aby w Białym Domu występować jako reprezentant całego Sojuszu.

W ostatnim czasie głowa polskiego państwa (przynajmniej oficjalnie) nie prowadziła też żadnych konsultacji z przywódcami innych państw członkowskich UE, a zwłaszcza tak istotnych z punktu widzenia USA i relacji transatlantyckich jak Niemcy, Francja, Hiszpania czy Włochy.

Co prawda szef Gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski mówił (m.in. na antenie Polskiego Radia), że „wiele stolic regionu odbywa z nami konsultacje”, ale nie precyzował o jakie chodzi stolice, ani o jaką ich liczbę. Nazwał jednak Andrzeja Dudę „rzecznikiem regionu i interesu sojuszniczego”.

A może – Trójmorze?

Być może doradcy polskiego prezydenta mają jednak na myśli nie całą UE, ale Trójmorze. Na inicjatywę zacieśnienia współpracy między środkowoeuropejskimi państwami leżącymi w pasie od Bałtyku po Morze Czarne i Adriatyk obecna amerykańska administracja patrzy bowiem z dużą przychylnością. O tym, że przyszłość tego projektu pojawi się w rozmowach w Białym Domu mówił bowiem Krzysztof Szczerski.

A głównymi inicjatorami tego projektu są właśnie Andrzej Duda oraz była już prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović. Ale Trójmorze nie jest jednak organizacją międzynarodową, a jedynie inicjatywą na rzecz zacieśnienia współpracy – głównie gospodarczej i transportowo-infrastrukturalnej – w tym regionie Europy.

Bezpieczeństwo – zwłaszcza w sensie militarnym – nie jest osią tego projektu.

Trójmorze nie posiada też swoich organów (np. jakiegoś sekretariatu), a jedynie od ubiegłego roku Fundusz Inwestycyjny Inicjatywy Trójmorza. A do tego podejście poszczególnych państw do całego projekty jest różne. Do największych entuzjastów obok Polski oraz Chorwacji uchodziła dotąd Rumunia (która jest obok naszego kraju uważana powszechnie za najbardziej proamerykański kraj w Europie Środkowo-Wschodniej).

Trudno więc postrzegać Andrzeja Dudę w Białym Domu jako reprezentanta Trójmorza, ponieważ to inicjatywa, której państwa politykę zagraniczną prowadzą całkowicie niezależnie, a często bardzo różnie definiują priorytety swojego bezpieczeństwa i inaczej postrzegają sojusz europejsko-amerykański.

Trudno zatem potraktować słowa Pawła Solocha inaczej niż chęć przydania wizycie Andrzeja Dudy w Waszyngtonie dodatkowego znaczenia poprzez akcentowanie jej rzekomo europejskiego wymiaru. A to z kolei od razu przypomina o toczącej się w Polsce kampanii wyborczej, w której pojawienie się obecnego polskiego prezydenta w Białym Domu jest bez wątpienia przez jego obóz wizerunkowo wykorzystywane.

Ale korzeni takiego traktowania wizyt u transkontynentalnych partnerów należy szukać  także na zachodzie Europy. Prezydent Francji Emmanuel Macron mianował się już przed wizytą w Chinach w styczniu 2018 r. „przedstawicielem całej Europy”, choć załatwiał w Pekinie głównie francuskie interesy (np. kontrakt na dostawy samolotów pasażerskich czy zniesienie embargo na francuską wołowinę).

Oczywiście to całkowicie normalne, że prezydenci państw załatwiają podczas zagranicznych wizyt interesy swoich państw. Właśnie takie jest ich zadanie i dlatego zostali na swój urząd wybrani. I to nawet jeśli chcą przy tym zarobić kilka punktów w sondażach. Natomiast występowanie w roli „rzecznika całego regionu” i „reprezentanta Europy” nie może być warunkowane chęcią jednego z przywódców do jej ogdrywania.