Ewakuacja z Kabulu wznowiona. Dwa polskie samoloty jednak polecą do Afganistanu

Samolot typu C-130H Hercules, źródło: New Zealand Air Force/CC BY 2.0

Samolot typu C-130H Hercules, źródło: New Zealand Air Force/CC BY 2.0

Wojskowe samoloty znów startują z międzynarodowego lotniska w Kabulu. Wczoraj ruch wstrzymało wojsko amerykańskie, bo na pasie startowym gromadzili się zdesperowani afgańscy cywile.

 

Na kabulskim lotnisku rozgrywały się wczoraj (16 sierpnia) dantejskie sceny. Tysiące chcących uciec z Afganistanu przed talibami ludzi próbowało dostać się do jakiegokolwiek samolotu odlatującego z kraju. Wszystkie lądowe przejścia graniczne kontrolują już fundamentalistyczni rebelianci.

Tłum szturmował lotnisko w Kabulu

Według obecnych na miejscu dziennikarzy po Kabulu miała się lotem błyskawicy rozejść plotka o tym, że zachodnie samoloty wywożą wszystkich bez pytania o wizy. Tymczasem konsulaty wielu krajów, nie tylko europejskich czy północnoamerykańskich, zostały już dawno zalane wnioskami w tej sprawie i przestały nadążać z ich rozpatrywaniem. Na czarnym rynku szybko pojawiły się oferty sprzedaży podrobionych wiz.

Ponadto część ambasad została ewakuowana w części lub nawet w całości. Napływ cywilów na lotnisko zablokował natomiast drogę dojazdową. Stacjonujący na miejscu żołnierze z USA (w sumie wysłano ich tymczasowo do Kabulu już 7 tys.) otoczyli drutem kolczastym część pas startowych.

Wstrzymano również wszystkie cywilne loty komercyjne. Nie startowały m.in. samoloty linii Emirates, Flydubai czy afgańskiego narodowego przewoźnika Kam Air. Amerykańska armia dopuszczała jedynie starty wojskowych maszyn wywożących z Kabulu głównie zachodnich dyplomatów oraz Afgańczyków współpracujących z placówkami dyplomatycznymi lub zagranicznymi oddziałami wojskowymi.

Afganistan: Talibowie zajęli Kabul. Trwa ewakuacja zachodnich dyplomatów

Talibowie przejmują kontrolę nad kolejnymi częściami Kabulu, a z międzynarodowego lotniska odlatują kolejne samoloty z obywatelami państw zachodnich.

Amerykanie otworzyli ogień

Napierający tłum jednak wdarł się na płytę lotniska. W pewnym momencie amerykańscy żołnierze otworzyli nawet ogień. Według świadków strzelano wyłącznie na postrach w powietrze, ale potem okazało się, że co najmniej pięć osób nie żyje. Wiele jednak wskazuje na to, że nie zostały postrzelone, ale stratowane przez napierający tłum.

W innym miejscu lotniska ludzie weszli nawet na pas startowy pomiędzy startujące samoloty. W internecie pojawiły się nagrania pokazujące jak zdesperowani mężczyźni czepiają się kół ciężkiego amerykańskiego transportowca C-17 Globemaster lub wskakują na otwarte klapy podwozia.

Kilkadziesiąt sekund później, gdy samolot wzniósł się już na większą wysokość i zaczął chować koła, widać było ludzkie sylwetki spadające z dużą siłą na ziemię. Zginęły co najmniej trzy osoby, które spadły na otaczające lotnisko zabudowania.

Ostatecznie armia USA wstrzymała wszystkie starty i lądowania, aby usunąć ludzi z płyty lotniska. Dlatego wysłany z Niemiec samolot transportowy Bundeswehry przez ponad godzinę krążył nad Kabulem, a potem musiał polecieć na lotnisko w Taszkiencie w Uzbekistanie.

Pełne działanie lotniska wznowiono dopiero dziś (17 sierpnia) rano. Z Kabulu wystartowały już pierwsze samoloty. Wiele maszyn odlatuje tylko do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a potem szybko wraca do Kabulu po kolejnych ludzi. Maszyny mają też zabierać minimalną ilość paliwa, aby nie zabrakło go na kabulskim lotnisku.

Blinken: Pozostanie w Afganistanie "nie jest w interesie USA"

Amerykański sekretarz stanu stwierdził, że Waszyngton osiągnął swoje cele, z którymi wkroczył do Afganistanu. Odrzucił też porównania obecnej sytuacji do upadku Sajgonu z 1975 r.

Chaos informacyjny ws. polskiej akcji ewakuacyjnej

Ewakuację swoich obywateli i afgańskich pracowników oprócz USA i Niemiec prowadzą także m.in. Wielka Brytania, Kanada, Nowa Zelandia, Holandia, Francja, Włochy, Słowacja, Czechy czy Węgry. Sprawa ewakuacji pracujących dla Polski Afgańczyków wzbudziła natomiast kontrowersje w naszym kraju.

Polskie władze długo nie umiały wskazać w jaki sposób chcą działać. Premier Mateusz Morawiecki co prawda jeszcze w niedzielę (15 sierpnia) poinformował, że podjął decyzję o wystawieniu wiz humanitarnych 45 Afgańczykom oraz członkom ich najbliższych rodzin.

Kłopot w tym, że Polska od początku 2015 r. nie ma już w Kabulu ambasady, a za kwestie afgańskie odpowiada nasza placówka w Indiach. Po odbiór wiz humanitarnych Afgańczycy musieliby się więc zgłosić do… New Delhi, a więc 1,2 tys. kilometrów od Kabulu.

Później rządowa komunikacja stałą się chaotyczna. Najpierw twierdzono, że działania ws. ewakuacji z Kabulu „musi być trzymana w tajemnicy z powodów operacyjnych”. Potem minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak przekonywał, że współpracowników polskiego wojska ewakuowano z Afganistanu w czerwcu. Dziennikarze alarmowali jednak, że niektórzy cywilni afgańscy współpracownicy polskiej dyplomacji koczują na lotnisku.

Morawiecki: Polska pomoże Afgańczykom współpracującym z Polakami

Premier poinformował, że Polska wystawi wizy humanitarne dla 45 osób, które współpracowały z Polską i delegaturą UE w Kabulu, a także dla członków ich rodzin.

Morawiecki: Nasi współpracownicy rozpierzchli się

Premier Mateusz Morawiecki pytany wczoraj o ewakuację z Kabulu stwierdził natomiast podczas wizyty w centrum dystrybucyjnym jednej z sieci supermarketów, że „ci, którzy tam (w Afganistanie – przyp. red.) z nami współpracowali, często rozpierzchli się”. Słowa premiera wzbudziły krytykę wielu ekspertów zajmujących się kwestiami afgańskimi.

Ostatecznie wieczorem poinformowano, że Polska wyśle do Kabulu wojskowy samolot transportowy, a także, że nawiązuje kontakt z afgańskimi współpracownikami polskiego państwa. Dziś (17 sierpnia) szef kancelarii premiera Michał Dworczyk doprecyzował, że na liście ewakuacyjnej znajduje się 100 osób.

„Samo zorganizowanie od strony technicznej załadunku tych osób od samolotów, które pojawią się w Kabulu dla wszystkich jest dużym wyzwaniem. Tu chodzi o zweryfikowanie osób, które pojawią się na lotnisku” – mówił w Polsat News. Zastrzegł, że być może polskie samoloty wywiozą nawet więcej osób niż wspomniana wyżej setka.

Do Kabulu wylecieć miały w końcu nawet dwie maszyny typu C-130H Hercules, a na ich pokładach są także żołnierze elitarnej wojskowej jednostki specjalnej GROM, którzy mają osłaniać ewakuację.