Europa apeluje do Trumpa, aby zmienił zdanie ws. WHO. Trump chce zmieniać G7

Donald Trump oskarża WHO o zbytnią zależność od Chin. Chce też zmian w spotkaniach G7 (Photo by Charles Deluvio on Unsplash)

Donald Trump oskarża WHO o zbytnią zależność od Chin. Chce też zmian w spotkaniach G7 (Photo by Charles Deluvio on Unsplash)

Unia Europejska, tak jak część jej państw członkowskich, zaapelowała do prezydenta USA, aby przemyślał jeszcze decyzję o wycofaniu się jego kraju z udziału w działaniach Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Tymczasem Trump mówi teraz o zmianach w G7.

 

Donald Trump o zerwaniu przez USA relacji z WHO poinformował w piątek (29 maja) wieczorem. Przypomniał wszystkie swoje dotychczasowe oskarżenia pod adresem tej oenzetowskiej agencji, czyli zbyt powolną jego zdaniem reakcję na pandemię koronawirusa, uzależnienie od Chin i niechęć do wewnętrznej reformy.

Nie poczekał przy tym nawet na upływ swojego własnego ultimatum. W połowie maja zażądał w liście do dyrektora generalnego WHO Tedrosa Adhanoma Gebreyesusa, aby organizacja przedstawiła plan zmian strukturalnych i ujawniła wszystkie materiały dotyczące jej działań we wczesnej fazie pandemii, gdy koronawirus występował niemal wyłącznie w Chinach.

Czas, jaki Trump wyznaczył Gebreyesusowi na odpowiedź upływał dopiero w drugiej połowie czerwca, ale prezydent USA już teraz podjął decyzję o pełnym wycofaniu amerykańskiego finansowania dla WHO. Dotąd było ono jedynie zamrożone.

Mowa o niebagatelnych kwotach. W 2019 r. Waszyngton przekazał Światowej Organizacji Zdrowia ok. 400 mln dolarów, czyli prawie 15 proc. budżetu tej organizacji. Dla porównania, Chiny corocznie przekazują mniej więcej dziesięciokrotnie mniej niż USA.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

UE apeluje do Trumpa

Unia Europejska zaapelowała do Trumpa, aby jeszcze raz przemyślał swoją decyzję. „W czasie, gdy świat walczy z pandemią głównym zadaniem nas wszystkich jest ratowanie ludzkiego życia i ograniczanie skali zachorowań. W obliczu tego globalnego zagrożenia nadszedł czas na więcej międzynarodowej współpracy i wspólne szukanie rozwiązań” – napisali we wspólnym oświadczeniu przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i Wysoki Przedstawiciel UE ds. polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa Josep Borrell.

Przedstawiciele KE stwierdzili też, że „należy unikać działań, które osłabiają międzynarodowe wysiłki.” „Dlatego, biorąc wszystko powyższe pod uwagę, wzywamy Stany Zjednoczone do przemyślenia jeszcze stanowisko względem WHO” – czytamy w unijnym oświadczeniu.

Von der Leyen i Borrell zapowiedzieli jednak we wspólnym oświadczeniu, że UE popiera „spokojny przegląd międzynarodowej odpowiedzi na pandemię koronawirusa, w tym działań podejmowanych przez WHO”.

Zastrzegli jednak, że „WHO musi utrzymać zdolność do przewodzenia międzynarodowej odpowiedzi na pandemie – tę obecną i te przyszłe.” „Ewaluacja działań Światowej Organizacji Zdrowia musi posłużyć wyłącznie wzmocnieniu światowego bezpieczeństwa zdrowotnego” – przekonują przedstawiciele KE.

Trump: USA zrywają relacje ze Światową Organizacją Zdrowia

Prezydent USA Donald Trump poinformował, że jego kraj zrywa relacje z WHO. Po raz kolejny oskarżył tę działającą pod egidą ONZ instytucję o błędy podczas pandemii i zbyt dużą zależność od Chin.

Niemcy chcą przekonywać Trumpa

Również minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas skrytykował Trumpa za decyzje o wycofaniu się USA z WHO. Nazwał ją „złym sygnałem wysłanym w złym czasie”. „Nie można robić dziur w dachu, gdy trwa burza” – napisał na Twitterze.

Szef niemieckiej dyplomacji stwierdził też, że „potrzeba teraz zjednoczonej i solidarnej odpowiedzi na pandemię ze strony wszystkich państw członkowskich ONZ, a WHO musi być w centrum tych działań”.

„Koronawirus to pierwszy prawdziwie globalny kryzys w tym wieku. Poradzimy sobie z tym wyzwaniem tylko dzięki międzynarodowej współpracy, a nie jakimś solowym rajdom. Będziemy prowadzić z Waszyngtonem rozmowy, aby przekonać władze USA do zmiany decyzji” – napisał Maas.

Z kolei niemiecki minister zdrowia Jens Spahn nazwał decyzję Trumpa „rozczarowującą” i „negatywnie wpływającą na globalny system zdrowia”. „Zgadzam się, że WHO powinna przejść reformę, ale trzeba to zrobić spokojnie. Teraz to UE musi przejąć w tej reformie przewodnią rolę i zaangażować się finansowo mocniej” – stwierdził.

Również Wielka Brytania z zaskoczeniem przyjęła decyzję Waszyngtonu ws. WHO. „Koronawirus to wyzwanie globalne, a Światowa Organizacja Zdrowia ma do odegrania bardzo ważną rolę w przewodzeniu międzynarodowym wysiłkom w walce z pandemią. My nie mamy żadnych planów wycofania się czy ograniczenia finansowania – napisano w komunikacie brytyjskiego Foreign Office.

Trumpa krytykują także amerykańscy senatorowie. I to zarówno demokratyczni, jak i republikańscy. „To bezmyślna decyzja. Trudno uwierzyć, że przywódca kraju sądzi, że USA pokonają pandemię w pojedynkę. Czy możliwe jest, że kraj, który do tej pory przewodził światu, w czasie kryzysu rezygnuje z przywództwa?” – napisał demokratyczny senator z Wirginii Zachodniej Joe Manchin.

Z kolei należący do Partii Republikańskiej przewodniczący senackiej komisji zdrowia i edukacji Lamar Alexander oświadczył, że „nie zgadza się z decyzją prezydenta.” Wezwał też Trumpa do zmiany decyzji.

„Owszem, trzeba się dokładnie przyjrzeć błędom WHO w czasie pandemii, ale nie kiedy ona trwa, lecz po jej zakończeniu” – stwierdził wywodzący się z Tennessee senator Alexander.

WHO ostrzega: Epicentrum pandemii koronawirusa przenosi się do Ameryki Południowej

W Ameryce Południowej rośnie liczba nowych zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2 oraz zgonów z tego powodu.

Teraz Trump chce zmieniać G7

Donald Trump myśli natomiast o kolejnych zmianach w globalnej dyplomacji. Wczoraj (30 maja) wieczorem zapowiedział, że planowany na czerwiec szczyt G7, czyli grupy siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państw świata, zostanie zorganizowany jesienią.

Początkowo spotkanie, w którym mieli wziąć udział przywódcy USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Japonii, Kanady oraz Włoch, a także szefowie instytucji Unii Europejskiej – KE oraz Rady Europejskiej -, planowano na 10-12 czerwca. Na miejsce spotkania wyznaczono rezydencję prezydentów USA w Camp David ok. 100 km od Waszyngtonu.

Gdy wybuchła pandemia koronawirusa, zadecydowano, że szczyt przeprowadzony zostanie w formule wideokonferencji. Rozmowy postanowiono też przyspieszyć i już się odbyły. Ale teraz Trump ogłosił, że spotkanie w Camp David jednak się odbędzie, ale jesienią.

I dodał, że jego zdaniem należy poszerzyć skład grupy G7. „Nie wydaje mi się, aby obecnie uwzględnione w tym formacie państwa właściwie reprezentowały to, co dzieje się na świecie. To bardzo nieaktualna grupa krajów” – powiedział prezydent USA.

I uściślił, że chciałby jeszcze zaprosić przywódców Rosji, Korei Południowej, Australii oraz Indii. Nie wymienił natomiast w tym gronie Brazylii, która także ma coraz większe globalne aspiracje.

Rosja należała już do tego najściślejszego formatu międzynarodowych rozmów, który wówczas funkcjonował jako G8. Została jednak z tych spotkań wykluczona w 2014 po aneksji ukraińskiego Krymu oraz wybuchu wojny w Donbasie.

Trump już w sierpniu ubiegłego roku opowiadał się za powrotem do formuły G8 i uwzględnienia Rosji, podobnie mówił premier Włoch Giuseppe Conte, ale pozostałe państwa nie wykazały zrozumienia dla tej inicjatywy.

Na razie nie wiadomo, kiedy dokładnie miałby się odbyć jesienny szczyt G7, ale Trump zasugerował, że najlepszy byłby wrzesień, gdy w Nowym Jorku odbędzie się spotkanie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Ale zaraz dodał, że „może lepiej byłoby to zrobić po wyborach”.

Wybory prezydenckie w USA zaplanowane są natomiast na 3 listopada. Trump nazwał potencjalny jesienny szczyt „spotkaniem G-10 lub G-11”. Na razie tylko Niemcy oficjalnie zareagowały na zapowiedź amerykańskiego prezydenta.

„Biorąc pod uwagę sytuację wokół pandemii na świecie kanclerze Angela Merkel na razie nie może się zgodzić na osobistą podróż do Waszyngtonu” – poinformował jej rzecznik Steffen Seibert. Dodał jednak, że „Berlin będzie jeszcze na bieżąco monitorował sytuację epidemiologiczną na świecie”.