Europa protestuje przeciw rasizmowi

Protest antyrasistowski w Berlinie (fot. Samuel Regan-Asante/Unsplash)

Protest antyrasistowski w Berlinie (fot. Samuel Regan-Asante/Unsplash)

W kolejnych europejskich krajach dochodzi do ulicznych manifestacji, które z jednej strony są wyrazem solidarności antyrasistowskimi protestami w USA, a z drugiej sprzeciwem wobec niedostatecznego zdaniem manifestantów rozliczenia się z kolonialną przeszłością.

 

Choć protesty odbywają się w wielu europejskich krajach (także w Polsce), szczególnie ostre były w Wielkiej Brytanii, Belgii oraz Niemczech.

Protesty pod ambasadą USA w Londynie

W Wielkiej Brytanii, której dawne imperium kolonialne rozciągało się na wszystkich kontynentach (dlatego mówiono o „Imperium, nad którym słońce nie zachodzi”) największe protesty odbyły się w weekend.

Podczas tych sobotnich (6 czerwca) doszło nawet do przepychanek z policją przy londyńskiej Downing Street, gdzie znajdują się rezydencje premiera oraz najważniejszych ministrów.

W niedzielę (7 czerwca) największy protest w brytyjskiej stolicy odbył się zaś pod ambasadą USA w dzielnicy Vauxhall, gdzie zebrało się kilkanaście tysięcy ludzi. Manifestacja przebiegła pokojowo.

Wznoszono antyrasistowskie hasła i wyrażano solidarność z protestującymi w USA po tym jak dwa tygodnie temu w Minneapolis zmarł podczas policyjnej interwencji 46-letni Afroamerykanin George Floyd.

Jeden z interweniujących wówczas funkcjonariuszy otrzymał już zarzut morderstwa drugiego stopnia (czyli bez premedytacji), a pozostali trzej współudziału w nim.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Pomazany pomnik Chruchilla

Gdy przed amerykańską ambasadą w Londynie protestowano pokojowo, więcej emocji było na znajdującym się po drugiej stronie Tamizy Parliament Square nie opodal Westminsteru, gdzie znajduje się siedziba parlamentu.

Na stojącym tam pomniku Winstona Churchilla (powszechnie szanowanego dwukrotnego premiera z czasów II wojny światowej oraz z lat 50. XX wieku) wymalowano farbą w sprayu dopisek, że był on rasistą.

Churchillowi zdarzało się co prawda wypowiadać lekceważąco o Hindusach w czasach ich walki o niepodległość lub o Arabach w czasach istnienia tzw. terytoriów mandatowych, ale nie jest znany z rasistowskich poglądów, a raczej z ostrej krytyki antysemityzmu.

Inna manifestantka wdrapała się natomiast na pomnik poświęcony ofiarom I wojny światowej. Próbowała spalić zawieszoną na nim brytyjską flagę, ale powstrzymali ją inni uczestnicy demonstracji. Większość z nich zachowywała się bowiem pokojowo.

Protesty przeciw rasizmowi także w Wielkiej Brytanii

Kilkadziesiąt tysięcy osób wzięło udział, mimo przeciwepidemicznych obostrzeń, w protestach przeciwko rasizmowi. To gest solidarności z protestującymi w USA. W Londynie doszło też do pewnych incydentów.

Obalony pomnik w Bristolu

Do najpoważniejszego incydentu podczas niedzielnych protestów doszło nie w Londynie, ale w położonym w południowo-zachodniej Anglii Bristolu. Na tamtejszą manifestację przyszło 10 tys. osób. Podczas niej doszło do obalenia i zniszczenia pomnika dawnego kupca i polityka Edwarda Colstona.

Colston żył na przełomie XVII i XVIII wieku. Był znanym kupcem i filantropem oraz posłem z ramienia Torysów. Ale swoją fortunę zbudował działając w Królewskiej Kompanii Afrykańskiej, która wysłała z Afryki do Ameryki przeszło 80 tys. czarnoskórych niewolników.

M.in. za pieniądze z handlu ludźmi Colston fundował w Bristolu szkoły, szpitale czy kościoły. Działał też w innych regionach Anglii. Za to postawiono mu pomniki, ale teraz manifestanci przypomnieli o tym, że bogacił się handlując ludźmi.

Odlany z brązu pomnik Colstona został zrzucony z cokołu, pomalowany czerwoną farbą w sprayu, przeturlany na nabrzeże, a na koniec wrzucony do rzeki Avon. Policja postanowiła jednak nie interweniować.

„Wiemy co się stało, ale traktujemy to jedynie jako symbol. Nie przerwaliśmy tego, ponieważ nie chcieliśmy wzniecić jeszcze większych emocji” – tłumaczył potem szef policji okręgu Avon and Sommerset nadkomisarz Andy Bennett. Dodał też, że rozumie emocje manifestantów.

Także burmistrz Bristolu Marvin Rees (który sam ma po części jamajskie korzenie) stwierdził, że istnienie pomnika Colstona „było od lat afrontem dla wielu ludzi”. Od dwóch lat trwała kampania na rzecz usunięcia pomnika legalną drogą.

„Myślę, że te okoliczności sprawiły, iż ludzie poczuli potrzebę zdjęcia pomnika. Nie mogę i nie będę udawał, że pomnik handlarza niewolników w mieście, w którym się urodziłem i wychowałem, nie był dla mnie afrontem i dla ludzi takich jak ja” – stwierdził burmistrz Rees. Dodał, że „nie czuje straty z powodu jego usunięcia”.

USA: Zamieszki coraz ostrzejsze. Trump zapowiada użycie wojska

Protesty w USA, które wybuchły po śmieci czarnoskórego George’a Floyda w wyniku interwencji policji, przybierają na sile. Policja tłumi wybuchające po niektórych protestach zamieszki coraz ostrzej. Prezydent Donald Trump zapowiada użycie wojska.

 

Jedne z najostrzejszych zamieszek odbywają się w Waszyngtonie, gdzie …

Rząd Wielkiej Brytanii potępia agresję

Minister spraw wewnętrznych Priti Patel (która sama ma imigranckie korzenie, a jej rodzice pochodzą ze społeczności Hindusów zamieszkujących afrykańską Ugandę) dotąd mówiła, że rozumie emocje manifestantów, ale nawoływała, aby nie wychodzili na ulicę z powodu pandemii.

Teraz Patel potępiła jednak zniszczenie w Bristolu pomnika Colstona. „Jestem pewna, że brytyjskie społeczeństwo zgodzi się ze mną, że to, co widzieliśmy, było całkowicie niewłaściwe i haniebne. Szczerze mówiąc, dlatego właśnie te protesty powinny się zakończyć, a nie trwać. Nie ma usprawiedliwienia dla tego rodzaju gwałtownych zachowań” – stwierdziła.

Natomiast działania manifestantów pochwalił poseł opozycyjnej Partii Pracy Clive Lewis, który także ma po części imigranckie korzenie, ponieważ jego ojciec pochodzi z karaibskiej Grenady. Z kolei lider Labourzystów Keir Starmer uznał, że sposób usunięcia pomnika był „kompletnie niewłaściwy”, ale dodał też, że nie powinno go być w Bristolu już od wielu lat.

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson napisał zaś potem na Twitterze, że „ludzie mają prawo do pokojowych demonstracji, o ile zachowają sanitarny dystans”. „Te demonstracje zostały jednak splamione przez bandytów” – stwierdził Johnson. Jego rzecznik przypomniał zaś, że pomniki „powinny być usuwane na drodze demokratycznej decyzji władz miejskich.”

Protesty w USA prowokują debatę w Belgii na temat kolonializmu

Codzienny briefing z europejskich stolic – 5 czerwca.

Belgia przypomina sobie o kolonialnej przeszłości

Do poważnych protestów dochodzi też od kilku dni w Belgii, które przypominają o kolonialnym dziedzictwie tego kraju. Belgijskie imperium kolonialne znajdowało się w środkowej Afryce. Obejmowało Kongo Belgijskie oraz protektorat Ruanda-Burundi.

Szczególnie złą sławą owiane było właśnie Kongo, które długo stanowiło osobistą własność nie państwa belgijskiego, ale XIX-wiecznego króla Leopolda II. Prowadzona tam eksploatacja plantacji kauczuku była całkowicie rabunkowa. Dochodziło też masowego mordowania Kongijczyków. Wielu z nich zmarło też z wycieńczenia oraz z powodu przywiezionych przez białych kolonizatorów chorób. Stąd właśnie w Belgii dewastowanie m.in. pomników tego monarchy.

Ale niedzielne manifestacje w Brukseli przerodziły się w regularne zamieszki, które z kolei zakończyły się plądrowanie sklepów i atakowaniem policjantów. Około 10 tys. osób zebrało się w belgijskiej stolicy przed Pałacem Sprawiedliwości, gdzie mieszczą się m.in. sądy.

Tym razem po manifestacji doszło jednak w położonej niedaleko historycznego centrum miasta dzielnicy Ixelles do przypadków rozbijania witryn sklepowych (przede wszystkim jubilerskich i odzieżowych) oraz rabowania towarów. Takie incydenty miały miejsce m.in. na Chaussee d’Ixelles oraz przy Bulwarze Waterloo.

Dochodziło też do atakowania policjantów oraz prób podpalenia budynków. Niszczono również przystanki autobusowe, znaki drogowe, uliczną sygnalizację świetlną oraz samochody. Policjanci odpowiedzieli siłą. Zatrzymano ponad 150 osób.

Przy Pałacu Królewskim po raz kolejny zdewastowano pomnik Leopolda II, manifestanci wdrapali się też na niego i powiesili na nim flagę Demokratycznej Republiki Konga.

Policja zablokowała więc część ulic i uniemożliwiła poruszanie się między dzielnicami Brukseli. Do późnych godzin nocnych było w mieście wiele policji, a w powietrzu krążyły policyjne helikoptery.

Policja chce identyfikować kolejnych uczestników zamieszek dzięki zapisom z miejskiego monitoringu. „Mam nadzieję, że materiały z kamer pozwolą nam zatrzymać więcej osób. Mam również nadzieję, że wymiar sprawiedliwości surowo ich ukarze” – mówił burmistrz Brukseli Philippe Close.

Protesty w Niemczech

Protesty odbyły się także w wielu miastach w Niemczech, ale tylko w Hamburgu i Berlinie doszło do starć części manifestantów z policją. Na berlińskim Alexanderplatz zebrało się ok. 15 tys. osób.

Demonstranci pamięć George’a Floyda uczcili 8 minutami i 46 sekundami ciszy. Tyle czasu policjant Derek Chauvin (to on otrzymał zarzut morderstwa) klęczał na szyi Afroamerykanina, choć ten kilkanaście razy mówił mu, że nie może oddychać.

W Berlinie doszło jednak do kilku prób atakowania policjantów kamieniami i kijami, ale prowodyrzy zajść szybko zostali zatrzymani. Kilku policjantów jest jednak lekko poturbowanych.

Z kolei w Hamburgu doszło do dwóch manifestacji – na promenadzie Jungfernstieg oraz na Placu Ratuszowym. W sumie wzięło w nich udział 14 tys. osób. Tam w kierunku policja kilku manifestantów rzucało petardami. Trzech funkcjonariuszy zostało lekko poparzonych.

Doszło do niewielkich potyczek z policjantami, ale zamieszki nie wybuchły. Spokojnie za to było w Monachium (gdzie manifestowało aż 25 tys. osób), we Frankfurcie nad Menem (8 tys. manifestantów) oraz w Düsseldorfie (1 tys. manifestantów).

Część polityków (także socjaldemokratów) skrytykowało jednak to, że protesty były aż tak liczne, ponieważ wciąż obowiązują przeciwepidemiczne obostrzenia. Każda z manifestacji była legalna, ale zgłoszono w nich udział zaledwie po 200 osób.

„W pełni rozumiem przyczynę tych protestów. Jednak odstępy między demonstrantami są za małe. Niebezpieczeństwo pandemii jeszcze nie minęło. Rasizm należy zwalczać, ale bez niepotrzebnych ofiar śmiertelnych z powodu koronawirusa” – napisał na Twitterze poseł SPD Karl Lauterbach, który z zawodu jest profesorem ekonomiki zdrowia na Uniwersytecie w Kolonii.