Etiopia: Wojna rozgorzała na całego. Premier ogłasza powszechną mobilizację, a tigrajscy rebelianci proponują sojusz Oromom

Sytuacja w Etiopii jest napięta od kilku miesięcy, źródło: Wikipedia, Photo by Jonathan Alpeyrie. Licensed under Creative Commons Attribution ShareAlike 3.0 Licence: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)

Sytuacja w Etiopii jest napięta od kilku miesięcy, źródło: Wikipedia, Photo by Jonathan Alpeyrie. Licensed under Creative Commons Attribution ShareAlike 3.0 Licence: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)

Rebelianci z Ludowego Frontu Wyzwolenia Tigraju (TPLF) zajęli część terenów w sąsiednich regionach Amhara i Afar. Ponieważ negocjują także antyrządowy sojusz z Armią Wyzwolenia Oromo, premier Etiopii ogłosił powszechną mobilizację, bo buntownicy mogą ruszyć na stolicę.

 

Konflikt w Etiopii trwa już dziewięć miesięcy. W listopadzie ubiegłego roku doszło do rozpadu rządzącej zróżnicowanym etnicznie krajem koalicji. Wywodzący się z etiopskiej północy Tigrajczycy z TPLF opuścili rząd i zaczęli się szykować do secesji.

Premier Etiopii Abiy Ahmed Ali usiłował narzucić im nowe wojskowe władze na co Tigrajczycy zareagowali zbrojnym powstaniem. Wtedy rządowa armia wkroczyła do Tigraju i szybko rewoltę stłumiła, zajmując m.in. stolicę zbuntowanego regionu – Makale.

Etiopia: Partia urzędującego premiera przygniatająco wygrała wybory

W trzech regionach Etiopii – w tym w ogarniętym wojną Tigraju – głosowanie się nie odbyło.

Głód i walki na północy Etiopii

Okazało się jednak, że TPLF wycofał się jedynie taktycznie i po przegrupowaniu i dozbrojeniu ruszył do kontrofensywy. Pod koniec czerwca zaczęli wypierać wojska rządowe z Tigraju, a w lipcu to władze w Addis Abebie musiały prosić Tigrajczyków o rozejm.

Oddziały TPLF ruszyły do boju oskarżając o to, że rząd centralny celowo wywołał w Tigraju kryzys humanitarny. Część wiejskiej ludności cywilnej wypędzono bowiem z domów, aby uniemożliwić im dokonanie zasiewów, a istniejące już uprawy zniszczono, zaś zmagazynowane plony zrabowano.

W ten sposób doszło do głodu na północy Etiopii, co miało osłabić morale buntowników i zwrócić przeciw nim ich głodujących pobratymców. O tym, że głów mógł być użyty przez rząd centralny jako broń mówili też przedstawiciele organizacji humanitarnych oraz zajmujących się pomocą cywilom agencji ONZ.

„Obecna sytuacja zaczyna już przypominać kolosalną tragedię, jaką był głód w Etiopii w latach 1984-1985. Myślenie, że to może się ponownie zdarzyć, jest uzasadnione, o ile nie poprawią się działania podejmowane w tej sprawie” – mówił wówczas dyrektor Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) Mark Lowcock.

Pojawiły się wówczas nawet oskarżenia o to, że władze w Addis Abebie celowo blokują dostawy pomocy humanitarnej do Tigraju. Premier Abiy Ahmed temu jednak zaprzeczał.

Etiopia: Rebelianci z Tigraju przystali na rozejm, ale stawiają rządowi centralnemu twarde warunki

Władze Etiopii ogłosiły jednostronny rozejm, a rebelianci po kilku dniach na niego przystali.

Tigrajczycy wkroczyli do Lalibeli

Teraz sytuacja w wojnie domowej na północy Etiopii zdecydowanie przechyliła się na stronę TPLF. Tigrajscy bojownicy nie tylko całkowicie wyparli ze swojego regionu armię rządową i sprzymierzone z nią bojówki amharskie, ale nawet wkroczyli na tereny sąsiadujących z Tigrajem regionów Amhara i Afar.

Zamieszkują je skonfliktowani historycznie z Tigrajczykami Amharowie i muzułmańscy Afarowie. Doprowadziło to do ucieczki z domów co najmniej 250 tys. ludzi, a oddziały TPFL znalazły się nawet w ubiegłym tygodniu w amharskim mieście Lalibela, które ze względu na znajdujące się tam wykute w skałach kościoły znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Tigrajczycy – podobnie jak Amharowie w większości chrześcijanie – nie dokonali w Lalibeli żadnych zniszczeń, ale pokaz ich siły był dla wszystkich w Etiopii zrozumiały. I choć TPLF z Lalibeli szybko się wycofało i zapowiedziało, że nie chce podbijać amharskich czy afarskich terenów, a jedynie stworzyć korytarz dla pomocy humanitarnej i zablokować kolejną ofensywę wojsk rządowych, to jednak w Addis Abebie pojawiła się nerwowość.

Etiopia: Spustoszony wojną Tigraj głoduje. ONZ i UE apelują o międzynarodową pomoc

Klęska głodu na północy Etiopii jest przedmiotem międzynarodowych rozmów na najwyższym szczeblu.

Tigrajczycy i Oromowie ruszą na stolicę?

Premier Etiopii ogłosił w związku z sytuacją powszechną mobilizację. „Teraz nadszedł czas, aby wszyscy pełnoletni i zdolni do walki Etiopczycy przyłączyli się do sił obronnych, sił specjalnych i milicji i pokazali swój patriotyzm” – napisał w oświadczeniu Abiy Ahmed.

Ową nerwowość powiększa bez wątpienia także to, że dowództwo TPLF ogłosiło prowadzi zaawansowane rozmowy o utworzeniu sojuszu z inną zbrojna grupą – Armią Wyzwolenia Oromo (OLA).

„To oczywiste, że ludzie, którym zależy na przyszłości Etiopii chcą ze sobą współpracować” – wyjaśniał lider TPLF Debretsion Gebremichael. Odmówił jednak podania szczegółów rozmów. „Na tym etapie po prostu wymieniamy się informacjami i dzielimy własnymi pomysłami” – stwierdził natomiast rzecznik prasowy OLA Odaa Tarbii.

Armia Wyzwolenia Oromo jest odłamem Frontu Wyzwolenia Oromo, organizacji zdelegalizowanej przez premiera Abiya Ahmeda (który sam pochodzi z ludu Oromo, ale z innej jego frakcji) po objęciu przez niego władzy w 2018 r. Dlatego pojawiły się podejrzenia, że TPLF i OLA mogą wspólnie ruszyć na stolicę i obalić obecne etiopskie władze.

Dowództwo wojsk rządowych na razie nie komentuje doniesień o tym, że może powstawać szerszy rebelianci front. Natomiast rzeczniczka premiera Abiya Ahmeda – Billene Seyoum – stwierdziła jedynie, że „TPLF i OLA to organizacje oficjalnie przez parlament Etiopii uznane za terrorystyczne”. Odmówiła jednak dalszych komentarzy.