Co z lekiem na koronawirusa? Chlorochina jednak nie pomoże?

Photo by Michał Parzuchowski on Unsplash

Remdesivir, chlorochina oraz hydroksychlorochina – z tymi substancjami lekarze wiązali największe dotąd nadzieje na opracowanie leku zwalczającego koronawirusa SARS-CoV-2. Na razie w miarę skuteczny i przede wszystkim nieszkodliwy okazał się tylko pierwszy z tych środków.

 

Jedną z przyczyn wysokiej śmiertelności wśród osób zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2 jest brak jakiegokolwiek leku o potwierdzonej skuteczności, który można by szybko podać pacjentom i nie dopuścić do rozwinięcia się polegającej głównie na ostrym, obustronnym zapaleniu płuc choroby COVID-19.

Zakażone osoby muszą więc polegać głównie na sile swojego systemu immunologicznego, a lekarze stosować leczenie objawowe lub wspierać podstawowe funkcje organizmu, takie jak oddychanie. Przebieg choroby zależy więc w ogromnej mierze od zdolności danego organizmu do szybkiego wytworzenia przeciwciał oraz przetrwania ewentualnego stanu ciężkiego związanego przede wszystkim z poważnymi zaburzeniami oddychania.

W wielu miejscach na świecie trwają praca badawcze, które mają pomóc ustalić jaka substancja mogłaby zatrzymać namnażanie się wirusów oraz uniemożliwić im przedostawanie się do kolejnych komórek co zatrzyma postęp infekcji i da wystarczająco dużo czasu na reakcję układu odpornościowego.

Takim lekiem jest np. oseltamiwir (znany głównie pod handlową nazwą Tamiflu), który wspomaga leczenie infekcji grypowych (o ile poda się go odpowiednio wcześnie) i stanowi tzw. inhibitor występującego u wirusów grypy enzymu – neuraminidazy. Dzięki temu lekowi zwalnia się szybkość działania tego enzymu, których wirus wykorzystuje do rozbicia błony komórkowej i przeniesienia się do sąsiedniej komórki.

W przypadku koronawirusa SARS-CoV-2 na początku wiązano duże nadzieje z kombinacją dwóch leków stosowanych przy zakażeniu wirusem HIV. Kombinacja dwóch retrowirusowych substancji – lopinawiru i rytonawiru – pomogła na początku marca w wyleczeniu jednego z pacjentów w Hiszpanii. Ale późniejsze testy prowadzone m.in. w Chinach nie potwierdziły skuteczności tych leków, a już na pewno bezcelowość ich podawania, gdy chorzy na COVID-19 są już w poważnym stanie.

Koronawirus: Wzrasta zainteresowanie portalami randkowymi

Na świecie zakażonych koronawirusem jest ponad 2 mln osób. W czasie, gdy większość populacji jest zamknięta w domach, wielu ludziom zaczyna doskwierać samotność i decydują się na korzystanie z portali randkowych.

 

W Polsce przypada 107 kobiet na 100 mężczyzn, w tym …

Chlorochina jednak nie pomoże?

Kolejnym kandydatem na lek na nowego koronawirusa stała się chlorochina – lek o działaniu pierwotniakobójczym stosowanym przy leczeniu malarii, czerwonki czy zarażeń lambliami. Zalecano go również pacjentom cierpiącym na reumatoidalne zapalenie stawów lub toczeń układowy.

Zauważono jednak także jego skuteczność przy zwalczaniu retrowirusów, flawiwirusów oraz niektórych koronawirusów, w tym wirusa SARS-CoV-1, którego epidemia wybuchła w Chinach w 2002 r., a potem stwierdzono go jeszcze w kilkunastu innych krajach. Chlorochina powodowała bowiem podwyższenie pH wewnątrz komórek (a konkretnie w tzw. endosomach, które pełnią ważną rolę w transporcie substancji między komórkami), co z kolei mocno utrudniało patogenowi wnikanie do kolejnych komórek. Lek ten ma również silne działanie przeciwzapalne.

To wszystko sprawiło, że lekarze od razu zainteresowali się chlorochiną (w Polsce substancję tę sprzedaje się na receptę pod nazwą Arechin). Podawano ją pacjentom, a potem z zadowoleniem notowano u części z nich poprawę stanu zdrowia. Ale u wielu pacjentów podanie chlorochiny nie dawało rezultatu. Mimo to eksperymentowano z dobraniem odpowiedniej dawki lub wzmocnieniem działania tej substancji innym lekiem, a przede wszystkim antybiotykiem azytromycyną.

Ale na platformie medRxiv pojawił się artykuł, który przyniósł wyniki badań naukowców z brazylijskiego Manaus, które rozczarowują zwolenników chlorochiny. Podali oni chlorochinę 81 pacjentom cierpiącym na COVID-19. Połowa grupy dostała mniejszą dawkę (i podawano ją krócej), a druga połowa dostała więcej leku (i przez dłuższy czas). Dodatkowo leczono ich antybiotykami.

Niestety, o ile u części pacjentów zaobserwowano niewielką poprawę walki z infekcją koronawirusem, ale jednocześnie u bardzo wielu pojawiły się groźne efekty uboczne polegającej głównie na zaburzeniach rytmu serca. U dwóch osób wystąpił nawet groźny dla życia częstoskurcz komorowy. Zaplanowany na 10 dni eksperyment przerwano już w 6 dniu z obawy o życie pacjentów.

Również prowadzone we Francji (a konkretnie w Nicei) badania innej substancji – będącej pochodną chlorochiny hydroksychlorochiny. O tym leku zrobiło się głośno, gdy na jednej z konferencji prasowych jej skuteczność ogłosił prezydent USA Donald Trump i próbował na początku marca uzasadniać tym brak zdecydowanych działań wprowadzających dystansowanie społeczne. I to mimo tego, że na tej samej konferencji prasowej towarzyszący mu epidemiolodzy zastrzegali, że jest o wiele za wcześnie, aby mówić o tym, że znaleziono lek na nowego koronawirusa.

Ale także hydroksychlorochina, choć w odpowiednio dużej dawce pomagała niektórym pacjentom, to jednak wywoływała zaburzenia rytmu serca. Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne oficjalnie już ostrzega przed stosowaniem chlorochiny i hydroksychlorochiny u osób z chorobami układu krążenia.

To jednak nie koniec badań nad obiema substancjami. Być może trzeba po prostu ustalić odpowiednią dawkę tej substancji, a także połączyć ją z innymi, które złagodzą lub wyeliminują skutki uboczne. Jeszcze w kwietniu rozpocznie się St. Louis w USA duże, bo aż na 500 pacjentach, badanie skuteczności chlorochiny i hydroksychlorochiny.

Koronawirus zniknie dopiero gdy pojawi się szczepionka, a lockdowny będzie trzeba powtarzać?

Coraz więcej wskazuje na to, że wbrew nadziejom części lekarzy koronawirus SARS-CoV-2 nie zniknie wraz ze wzrostem temperatury. Zamiast latem uda się go pokonać najpewniej dopiero, gdy pojawi się skuteczna szczepionka. Dlatego lockdowny być może będzie trzeba cyklicznie powtarzać.

 

W wielu …

Remdesiwir najskuteczniejszy?

Na świecie bada się także ewentualną skuteczność substancji przeciwwirusowej – remdesiwiru. Na łamach przywoływanego już „New England Journal of Medicine” opublikowano artykuł, który wskazuje na skuteczność tego specyfiku. Pracę przygotowali naukowcy z różnych krajów. Pacjentom (w sumie 53) w Europie, USA i Japonii podano ten lek w ramach tzw. procedury compassionate use (czyli „aktu miłosierdzia”), która pozwala na pominięcie badań klinicznych w przypadku stosowania leków mogących uratować życie.

Remdesiwir podano pacjentom w bardzo poważnym stanie, u których właściwie żadna inna terapia już nie wchodziła w grę. 30 z tych osób podłączonych było do respiratora, a czterech do tzw. płucoserca, czyli urządzenia zastępującego aż 2 organy. Aż u 68 proc. pacjentów (czyli 36 osób) zauważono wyraźną poprawę, w tym u 17 podłączonych do respiratora. 25 pacjentów już wróciło do domu, a zmarło dotąd zaledwie 7.

To dopiero pierwsze tak szerokie badanie skuteczności remdesiwiru. Należy jest jeszcze przynajmniej kilka razy powtórzyć oraz sprawdzić czy nie wystąpiły żadne skutki uboczne. Obecnie trwa już 7 różnych tego typu analiz. Ich pierwsze wyniki powinny być dostępne pod koniec kwietnia.

Remdesiwir okazał się na razie najskuteczniejszy w zwalczaniu koronawirusa SARS-CoV-2, ponieważ hamował replikację jego RNA. To stosunkowo młoda substancja. Opracował go zaledwie kilka lat temu amerykański koncern Gilead Sciences (ten sam, który stworzył oseltamwir), który szukał leku na wirusa Ebola, którego epidemia wybuchła w Afryce Zachodniej w 2012 r. Remedesiwir miał także pomóc w zwalczaniu wirusa Marburg, również atakującego głównie w tej części Afryki.

W pracach nad remdesiwirem brała udział amerykańska armia (a konkretnie wojskowy Instytut Badań nad Chorobami Zakaźnymi). W eksperymentach wykazano jego skuteczność również w walce z wirusami Nipah, Hendra, Lassa oraz koronawirusami SARS-CoV-1 i MERS. Nie wiadomo jednak czy ostatecznie okaże się on równie skuteczny w zwalczaniu SARS-CoV-2.

Koronawirus: Szczepionka dostępna już jesienią?

Zdaniem uznanej brytyjskiej ekspertki do spraw szczepień, preparat zapewniający odporność na koronawirusa SARS-CoV-2 może być gotowy już we wrześniu tego roku.