Chiny „odnalazły” nowych zmarłych na koronawirusa

Photo by Tedward Quinn on Unsplash

Chińskie władze dopisały do oficjalnej liczby zgonów z powodu infekcji koronawirusem prawie 1,3 tys. kolejnych osób. Tłumaczą to uporządkowaniem aktów zgonu. Ale rosną wątpliwości co do prawdomówności władz w Pekinie. Wciąż też nie wiadomo, jak doszło do wybuchu pandemii.

 

Podczas organizowanej codziennie od początków stycznia konferencji chińskiej Narodowej Komisji Zdrowia podawane są najnowsze statystyki dotyczące nowych zachorowań i zgonów związanych z infekcją koronawirusem SARS-CoV-2. Tym razem jednak urzędnicy postanowili do codziennych danych doliczyć jeszcze erratę za ostatnie trzy miesiące.

Według zaktualizowanych danych liczba zgonów w mieście Wuhan, a więc epicentrum chińskiej epidemii, była wyższa aż o 50 proc. niż dotąd podawano. Dopisano bowiem 1290 nowych przypadków śmiertelnych. Zatem liczba zgonów w Wuhan wzrosła z 2579 do 3869. Natomiast w całych Chinach liczba zgonów wynosi obecnie według oficjalnych danych rządowych do 4632.

Władze w Pekinie wytłumaczyły, że errata do wcześniej podawanych informacji wynikła z niezgłoszenia na czas aktów zgonu wielu osób lub nie uzupełnienia rubryki o „przyczynie zgonu”. Zwłaszcza w pierwszej fazie epidemii część osób umierała także w domu, a w oficjalnych statystykach były tylko osoby, które zmarły w szpitalu.

Według tych wyjaśnień, wraz z nasileniem się epidemii lekarze mieli skupiać się przede wszystkim na ratowaniu życia i zdrowia pacjentów, a nie na wypełnianiu dokumentów. Teraz, gdy sytuacja się uspokoiła, brakujące dane miały spłynąć do Pekinu. „Chcemy pokazać odpowiedzialność wobec historii, ludzi i ofiar, a także zapewnić dokładność danych” – ogłosiły władze Chin.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Wątpliwości coraz więcej

Ale bynajmniej nie sprawiło to, że świat nabrał teraz więcej zaufania do danych przedstawianych przez Pekin. Metodę liczenia zgonów i zachorowań zmieniano już wcześniej w Chinach dwa razy – w styczniu i lutym. Pojawiały się wtedy doniesienia, że w aktach zgonów wpisuje się jako przyczynę śmierci „niewydolność oddechową”, a to pozwalało nie zaliczać takiego zgonu do tych spowodowanych zakażeniem SARS-CoV-2.

Co więcej, w oficjalnych statystykach miały się znaleźć tylko osoby, u których rozwinęła się wywołana nowym koronawirusem choroba COVID-19, a nie wszystkie, u których stwierdzono zakażenie tym patogenem. Tymczasem statystyki europejskie czy amerykańskie sumują każdy przypadek wykrytej infekcji, nawet te bezobjawowe.

Chiny bronią się jednak, że jako pierwsze na świecie dotknięte pandemią, nie miały na początku w ogóle żadnych testów na obecność SARS-CoV-2 (trzeba je było bowiem najpierw stworzyć), a potem zestawów testowych było bardzo mało. Pacjentów miano więc diagnozować głównie na podstawie rentgenowskich lub pochodzących z tomografu komputerowego zdjęć płuc.

W marcu agencja Bloomberg poinformowała o istnieniu tajnego amerykańskiego raportu wywiadowczego, w którym miały się znaleźć dowody na to, że faktycznie w Chinach (a w szczególności w Wuhan) było o wiele więcej zgonów z powodu koronawirusa niż podają oficjalnie chińskie władze. Służby USA miały ustalić, że w całych Chinach zmarło przynajmniej 50 tys. osób, a w samym Wuhan – 35 tys. Pekin odrzucił jednak sugestie o ukrywaniu prawdziwej skali epidemii.

Teraz natomiast pojawiają się poszlaki wskazujące na to, że nie tylko lokalne władze prowincji Hubei, której Wuhan jest stolicą, ukrywały na początku fakt, że w ogóle epidemia ma miejsce. Według oficjalnych chińskich ustaleń lokalne władze na początku sprawę tuszowały, licząc, że epidemia sama szybko wygaśnie. Ale teraz, jak podała agencja Associated Press, cień wątpliwości mocno kładzie się także na centralnych władzach w Pekinie.

Skąd się biorą koronawirusy?

Odpowiedzialny za obecną pandemią SARS-CoV-2 nie jest pierwszym koronawirusem, który infekuje ludzi. Nie jest nawet tego typu patogenem o najwyższej śmiertelności. Potrafi jednak bardzo szybko się rozprzestrzeniać. Skąd mógł się wziąć?

 

SARS-CoV-2 jest wirusem odzwierzęcym, a więc „przeskoczył” na ludzi. To …

AP: Władze w Pekinie zataiły informacje na kluczowe 6 dni

Choć epidemia oficjalnie ma miejsce od końca grudnia, to zdaniem wydawanego w Hong Kongu dziennika „South China Morning Post” do pierwszych zakażeń doszło już w połowie listopada. Tymczasem przywódca Chin Xi Jinping oficjalnie ostrzegł świat przed SARS-CoV-2 dopiero 20 stycznia.

AP dotarło do dokumentów pokazujących, że kryzysowe spotkanie w Pekinie odbyło się 14 stycznia i już wtedy było dla chińskich przywódców jasne, że koronawirus to zagrożenie nie tylko dla całych Chin, ale nawet dla całego świata. Mimo to zachowano to w tajemnicy, a misja ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) długo nie była wpuszczana do prowincji Hubei.

Według AP owe 6 dni zwłoki mogło być kluczowe dla rozwoju pandemii, a tymczasem w Chinach nie wprowadzono żadnych ograniczeń, miliony ludzi podróżowały po kraju w związku z nadchodzącym chińskim Nowym Rokiem, a turyści i biznesmeni ze świata przyjeżdżali do Chin. W tym okresie miało się zakazić ponad 3 tys. osób, a potem rozwieść patogen po świecie.

Z Europy i USA płyną coraz mocniejsze głosy krytyki pod adresem Chin i oskarżenia o to, że fałszywe dane o śmiertelności i zdolności wirusa do przenoszenia się między ludźmi opóźniły reakcję i doprowadziły do wybuchu epidemii w świecie zachodnim. Amerykański prezydent Donald Trump wprost oskarżył Chiny o kłamstwo, a WHO o wspieranie Chin w oszukiwaniu Zachodu i zapowiedział wycofanie dotacji dla tej oenzetowskiej agendy.

Również prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział w opublikowanym dziś wywiadzie dla „Financial Timesa”, że „istnieją poważne luki w informacjach z Chin i właściwie nie wiemy co tam się stało”. „Naiwne jest twierdzenie, że Chiny lepiej niż inne państwa poradziły sobie z epidemią. Nie wiemy tego. Są rzeczy, które się wydarzyły, a o których nie wiemy” – powiedział francuski prezydent.

Jeszcze ostrzej wypowiedział się zastępujący obecnie w kierowaniu państwem chorego premiera Borisa Johnsona brytyjski minister spraw zagranicznych Dominic Raab. „Będziemy musieli zadać trudne pytania o to, jak to się stało i dlaczego tego nie powstrzymano wcześniej” – oświadczył.

Chiny oskarżenia o wywołanie pandemii odrzucają i wskazują na to, że dzięki nim udało się szybko opracować skuteczne testy na obecność SARS-CoV-2 w organizmie i rozpocząć na świecie aż 70 programów badawczych na temat potencjalnej szczepionki. To chińscy naukowcy pierwsi rozkodowali genom nowego koronawirusa i wiedzą tą natychmiast podzielili się ze światem.

Koronawirusa nie stworzył człowiek?

Najnowsze ustalenia naukowców z Kalifornii ostatecznie dowodzą, że patogen stworzyła sama natura.

USA sprawdzają, czy koronawirus to broń biologiczna

Donald Trump już oficjalnie poinformował, że amerykańscy naukowcy sprawdzają czy SARS-CoV-2 nie powstał w laboratorium. Ale odmówił odpowiedzi na pytanie czy cokolwiek na to wskazuje. Wiele jednostek badawczych, w tym działający w Kalifornii amerykański Scripps Research Institute, wykluczyło by koronawirus był dziełem człowieka, ponieważ w jego genomie nie ma śladów ludzkiej ingerencji, a przede wszystkim sztucznego przyspieszania jego mutacji w określonym kierunku (np. zdolność do szybszego zakażania ludzi). SARS-CoV-2 miał według badaczy powstawać naturalnie przez dziesiątki lat w organizmach kolejnych zwierzęcych nosicieli.

Pośrednio rację przyznają tej teorii także amerykańscy oficjele. Szef sztabu sił zbrojnych USA gen. Mark Milley powiedział dziennikarzom, że „dowody wskazują na naturalne pochodzenie wirusa”, a amerykańskie władze „chcą tylko mieć tego pewność”.

Za to Sekretarz Stanu (a wcześniej przez 1,5 roku szef CIA) Mike Pompeo był bardziej tajemniczy. Wskazał on, że w Wuhan jest największe chińskie laboratorium wirusologiczne. „Wiemy, że Chińczycy mają to laboratorium, wiemy, że sam wirus powstał w Wuhan, wiemy też o targach „świeżej” żywności [chodziło o tzw. mokre targi]. To wszystko się łączy. Chociaż wiele jeszcze nie wiemy, to, jak mówił prezydent, musimy poznać odpowiedzi na te pytania. Chiński rząd musi wyjaśnić, jak ten wirus się rozprzestrzenił, musi się oczyścić” – oświadczył Pompeo.

Owe laboratorium, należące do Wuhańskiego Instytutu Wirusologii, jest jednym z zaledwie 54 na świecie, które posiadają najwyższy certyfikat bezpieczeństwa BSL-4. To oznacza, że można tam przechowywać służące do badań próbki najgroźniejszych wirusów, jakie kiedykolwiek wystąpiły na Ziemi, w tym wirusa Ebola, wirusa Nipah, wirusa Marburg, wirusa gorączki Lassa czy wreszcie poprzednich groźnych koronawirusów SARS-CoV-2 oraz MERS-CoV.

Wiadomo też, że w owym laboratorium eksperymentowano dużo nad różnymi odzwierzęcymi koronawirusami. Chińscy naukowcy, po epidemii pierwszego SARS z 2002-2003 chcieli przewidzieć to, jak tego typu patogen (pochodzący od nietoperzy) może wyewoluować, aby taką sytuację przewidzieć i zawczasu pracować nad szczepionkami czy lekami.

Naukowcom pod wodzą prof. Shi Zhengli udało się dotąd odkryć kilkadziesiąt nowych typów koronawirusa u nietoperzy. Ona sama przyznaje, że w laboratorium znajdowały się zwierzęta zakażone nawet kilkom różnymi typami patogenu. Wyłapywano je w jaskiniach w prowincji Hubei oraz Guangdong (gdzie po raz pierwszy pojawił się SARS-CoV-1).

Koronawirus: Chiny sfałszowały liczbę zgonów?

Pojawia się coraz więcej głosów mówiących o tym, że epidemia koronawirusa SARS-CoV-2 mogła zabić w Chinach więcej osób niż oficjalnie podają władze w Pekinie.

Nie broń biologiczna, a zwykły wypadek?

Część osób zaczęła więc podejrzewać, że SARS-CoV-2 „wymknął” się z tego właśnie laboratorium. Takie oskarżenie wprost postawili już badacze z Indii, które są głównym polityczno-gospodarczym rywalem Chin w Azji Południowo-Wschodniej. Sama prof. Zhengli, którą część nie tylko chińskich internautów nazwało już „Profesor Diabeł” napisała w popularnym w Chinach serwisie społecznościowym WeChat: „Przysięgam na swoje życie, że nie ma to nic wspólnego z naszym laboratorium. Radzę tym, którzy rozsiewają plotki ze szkodliwych medialnych źródeł, tak samo jak tym, którzy wierzą nierzetelnym tzw. akademickim analizom indyjskich badaczy, żeby zamknęli swoje śmierdzące gęby.”

Chińska wirusolożka, która ma wiele zasług na polu badania najgroźniejszych patogenów i sama od lat przestrzegała światowe rządy przed możliwym zmutowaniem atakującego nietoperze koronawirusa i grożącej nam pandemii winą za obecną sytuacją oskarża tzw. mokre targi, na których sprzedaj się w Azji żywe zwierzęta wielu gatunków, a często uśmierca się je na miejscu na życzenie klienta. To tam chory nietoperz (lub jego płyny ustrojowe) mógł zetknąć się z innym zwierzęciem i doszło do powstania nowego patogenu. „Nowa odmiana koronawirusa to kara, którą natura wymierza ludzkiej rasie za podtrzymywanie barbarzyńskich zwyczajów” – napisała prof. Zhengli o „mokrych targowiskach”.

Ale część osób podejrzewa, że – choć wirus jest pochodzenia naturalnego – to jednak mógł po prostu „wymknąć” się z laboratorium z powodu błędów popełnionych przez jego pracowników. Według informacji byłego pracownika tego laboratorium Botao Xiao (zajmował się analizą próbek DNA) w wuhańskim laboratorium miały się znajdować tysiące nietoperzy i dochodziło do przypadków, gdy któryś z nich ugryzł pracownika. A jeden z nich mógł tym razem zataić ten fakt przed przełożonymi z obawy o swoją pracę.

Druga teoria mówi też o nieostrożnym obchodzeniu się z próbkami. W 2017 i 2019 r. pracownicy Instytutu mieli zgłaszać przełożonym, że szkolenie części pracowników jest niedokładne, a procedury bezpieczeństwa są niespójne, ponieważ w laboratorium pracują badacze z różnych jednostek naukowych o różnych regulaminach wewnętrznych.

Prof. Richard Ebright z Instytutu Mikrobiologii na Uniwersytecie Rutgersa wprost oskarżył już Chińczyków, że w swoim najbardziej niebezpiecznym laboratorium wirusologicznym zamiast procedur BSL-4, stosowali o wiele mniej dokładne procedury BSL-2. A w ich myśl pracownicy są chronienie w o wiele mniejszym stopniu – zamiast kilkuwarstwowych kombinezonów i masek tlenowych mieli nosić tylko fartuchy, gumowe rękawiczki i papierowe maseczki.

Co z lekiem na koronawirusa? Chlorochina jednak nie pomoże?

Remdesivir, chlorochina oraz hydroksychlorochina – z tymi substancjami lekarze wiązali największe dotąd nadzieje na opracowanie leku zwalczającego koronawirusa SARS-CoV-2.

Chiny zaprzeczają

30 chińskich wirusologów wzięło jednak w obronę prof. Zhengli i jej laboratorium. Ich zdaniem artykuł opublikowany w internecie przez Botao Xiao to stek obliczonych na wywołanie sensacji (i ściągnięcie kliknięć czytelników) bzdur. On sam zresztą po pewnym czasie się z części swoich sensacji wycofał, tłumacząc, że część stwierdzeń była tylko teoriami, które należało sprawdzić.

To jednak nie wyklucza, że do wypadku doszło. Takie rzeczy zdarzały się już przecież na świecie. W 2014 r. doszło do katastrofalnej pomyłki w laboratorium Centrum Kontroli Chorób (CDC) w Atlancie, czyli najważniejszej amerykańskiej instytucji zajmującej się chorobami zakaźnymi. Próbkę zawierającą wirusa Ebola przesłano do laboratorium o bardzo niskim poziomie zabezpieczeń. Jeden z pracowników po prostu… pomylił fiolki. Na szczęście wówczas nie doszło do żadnego zakażenia.

CIA ma jednak rozpatrywać jeszcze jedną teorię o pochodzeniu SARS-CoV-2. Według niej problemem okazało się kiepskie opłacanie pracowników. Część z nich miała dorabiać wykradając schwytane do badań nietoperze i sprzedawać je handlarzom z mokrego targu. Tym razem jednak, ktoś – zamiast świeżo upolowanego osobnika – miałby sprzedaż takiego, na którym już przeprowadzano eksperymenty. Nie ma jednak na razie na taką historię żadnych dowodów.

Tymczasem Chiny bardzo nerwowo reagują na jakiekolwiek domysły o potencjalnym pochodzeniu koronawirusa. Wszystkie artykuły czy programy na ten temat muszą przechodzić w Państwie Środka przez gęste sito cenzury. Zabronione jest w ogóle mówienie o tym, że SARS-CoV-2 pochodzi z Wuhan.

„Stanowisko Chin w sprawie pochodzenia i transmisji koronawirusa było jasne. Zawsze uważaliśmy, że to kwestia naukowa, która powinna być analizowana przez naukowców i ekspertów ds. medycznych. WHO już ustaliła, że teoria >>wycieku<< wirusa z laboratorium nie ma podstaw naukowych. Choroba zakaźna często jest wrogiem rasy ludzkiej i międzynarodowa społeczność może ją pokonać jedynie odpowiadając na nią racjonalnie. Chiny będą nadal współpracować z innymi państwami, pomagając im i łącząc się z nimi w celu wygrania tej walki pomiędzy ludzkością a poważną chorobą zakaźną” – poinformowało zaś oficjalnie MSZ Chin.

Chiny: Coraz większe obawy przed zakażeniami z zagranicy

W Chinach władze poinformowały, że w ciągu ostatnich 24 godzin nie odnotowano w tym kraju ani jednego zgonu z powodu infekcji SARS-CoV-2. To pierwszy taki dzień od ponad 3 miesięcy. Rosną jednak obawy o zakażenia przywleczone z zagranicy.

 

Pierwsze przypadki infekcji …