Himalaje: Chiny i Indie będą działać w kierunku „zmniejszenia napięć”

Chińsko-indyjskie pogranicze w Himalajach, źródło: Pikrepo (CC0 Public Domain)

Chińsko-indyjskie pogranicze w Himalajach, źródło: Pikrepo (CC0 Public Domain)

Podczas spotkania w Moskwie szefowie dyplomacji Chin i Indii uzgodnili działania w kierunku „zmniejszenia napięć” na spornym odcinku granicznym w Himalajach. W czerwcu doszło tam do poważnych starć, w których zginęło kilkudziesięciu żołnierzy z obu stron.

 

 

„Wojska obu krajów, stacjonujące na granicy, powinny kontynuować dialog, jak najszybciej wycofać się ze spornych terenów, zachować odpowiedni dystans i złagodzić napięcia na miejscu” – głosi tekst oświadczenia podpisanego przez ministrów spraw zagranicznych Chin Wanga Yi i Indii Subrahmanyama Jaishankara. Zgodzono się też „unikać działań, które mogłyby zaognić sytuację”.

Spór dotyczy odcinka granicy biegnącego przez Himalaje, a więc na północy Indii oraz południowym-zachodzie Chin. Strony nie mogą się nawet porozumieć co do długości pasa granicznego.

Dla Indii mowa bowiem o odcinku o długości 3,5 tys. kilometrów – od Ladakhu przez stany Himachal Pradeś, Uttarakhand, Sikkim aż po Arunachal Pradeś („po drodze” są jeszcze Nepal i Bhutan, a dla Chin o granicy długości 2 tys. kilometrów, bowiem Pekin rości sobie prawa do części terytoriów kontrolowanych przez New Delhi. Z kolei Indie roszczą sobie prawo do części terytorium znajdującego się pod administracją chińską.

USA nałożyły sankcje na Chiny za działania na Morzu Południowochińskim

Chodzi o budowę przez Pekin sztucznych wysp i innych instalacji wojskowych na spornych terytoriach morskich. Morze Południowochińskie to od kilkunastu lat jeden z najbardziej zapalnych rejonów świata.

W czerwcu najpoważniejsze starcia od pół wieku

15 czerwca w dolinie rzeki Galwan w indyjskim Ladakhu doszło do najpoważniejszej od wielu lat potyczki między żołnierzami z Indii i Chin. Choć nie padł wówczas żaden strzał, życie miało stracić kilkudziesięciu wojskowych – 20 Hindusów i 40 Chińczyków.

Stoczono bowiem brutalną walkę na kije, kamienie, metalowe pręty i noże. Bezpośrednią przyczyną wzrostu napięcia i jednocześnie najpoważniejszego incydentu zbrojnego między dwoma najludniejszymi państwami świata od niemal 50 lat była rozbudowa infrastruktury drogowej zaraz po stronie indyjskiej.

Zaniepokojony tym Pekin zwiększył swoją przygraniczną obecność wojskową, między innymi w spornym regionie Aksai Chin. New Delhi odpowiedziało na to przerzutem dodatkowego wojska do Ladakhu.

Problemem jest to, że tzw. linia rzeczywistej kontroli (LAC – Line of Actual Control) nie jest prawdziwą granicą między państwami, a rodzajem linii demarkacyjnej, która pomogła unormować sytuację po chińsko-indyjskiej wojnie z 1962 r.

Jej przebieg stał się jednak w ostatnich dziesięcioleciach przedmiotem wielu sporów, które wielokrotnie kończyły się granicznymi incydentami. Przy czym obie strony oskarżają się nawzajem o dokonywanie naruszeń.

Chiny o wizycie czeskiej delegacji na Tajwanie: “Czechy przekroczyły czerwoną linię”

“Jestem Tajwańczykiem”, powiedział w ramach gestu solidarności przewodniczący czeskiego senatu Miloš Vystrčil podczas swojego wystąpienia w tajwańskim parlamencie. Czeska wizyta spotkała się z ostrą reakcją Pekinu.

Wojsko wciąż w regionie

Obecna, podpisana w Moskwie deklaracja to kolejny krok na rzecz deeskalacji narosłego w ostatnich miesiącach napięcia, które sprawiło, że Indie i Chiny stanęły na krawędzi wojny. Wcześniej, jeszcze w lipcu, obie strony obiecały wycofać znad granicy dodatkowe wojska.

Tyle, że wciąż nie ma harmonogramu tych działań. Brakuje go też w najnowszym porozumieniu. Strony zgodziły się natomiast, że „będą przestrzegać wszystkich istniejących porozumień i protokołów dotyczących wspólnej granicy, utrzymają pokój i spokój w obszarach przygranicznych oraz będą unikać wszelkich działań, które mogłyby doprowadzić do eskalacji sytuacji”.

Zarówno Chiny, jak i Indie, zgromadziły w ostatnich miesiącach w spornych rejonach po kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy.