Apele do ONZ o nałożenie sankcji na Birmę. Junta aresztuje przeciwników. Policja strzela do manifestantów

Armia to w Birmie to bardzo potężna struktura, która dominuje nad wieloma aspektami życia, źródło: pxhere (CC0 Public Domain)

Armia to w Birmie to bardzo potężna struktura, która dominuje nad wieloma aspektami życia, źródło: pxhere (CC0 Public Domain)

Specjalny sprawozdawca ONZ ds. Birmy wezwał Radę Bezpieczeństwa do nałożenia sankcji na wojskową juntę, która niecałe dwa tygodnie temu obaliła cywilne władze birmańskie i przejęła władzę w kraju. Birmańczycy tłumnie protestują i coraz więcej z nich trafia z tego powodu do aresztów.

 

 

Pełniący funkcję specjalnego sprawozdawcy ONZ ws. Birmy Tom Andrews wystąpił wczoraj (11 lutego) podczas zwołanego awaryjnie posiedzenia Rady Praw Człowieka ONZ, podczas którego omawiano sytuację w tym południowoazjatyckim kraju.

Wezwał on Radę Bezpieczeństwa ONZ do rozważenia nałożenia sankcji, które dotknęłyby przede wszystkim członków junty wojskowej, jaka przejęła kontrolę nad Birmą (sam kraj określa siebie jako Mjamna) nad ranem 1 lutego.

„Rezolucje Rady Bezpieczeństwa zajmujące się podobnymi sytuacjami wprowadzały sankcje, embargo na handel bronią, zakazy podróży i wezwania do działań sądowych Międzynarodowego Trybunału Karnego. Wszystkie te opcje powinny być na stole” – stwierdził Andrews.

Birma: Protesty trwają. Wojsko zatrzymuje przeciwników puczu

Uliczne manifestacje w Birmie trwają od ostatniego piątku (5 lutego).

Masowe aresztowania i rozpędzanie manifestacji

Jak poinformował oenzetowski wysłannik, chodzi nie tylko o obalenie cywilnych władz i uwięzienie w areszcie domowym liderki rządzącej Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD), a jednocześnie laureatki Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi, jak i związanego z tym samym ugrupowaniem prezydenta U Win Myinta, ale także o represje stosowane wobec protestujących od ubiegłego tygodnia przeciwników wojskowego przewrotu.

Tydzień temu w największych birmańskich miastach – m.in. Rangunie, Mandalaj i stołecznym Naypyidaw – doszło do największych ulicznych manifestacji od czasów tzw. szafranowej rewolucji, która w 2007 r. rozpoczęła proces demokratyzacji Birmy po poprzednim przewrocie wojskowym z 1988 r.

Wielu Birmańczyków nie wierzy bowiem w zapewnienia szefa junty gen. Min Aung Hlainga, o tym, że stan wyjątkowy wprowadzono jedynie na rok, a potem odbędą się w pełni wolne wybory parlamentarne, po których armia zwróci władzę cywilom bez względu na to, kto wygra głosowanie.

Po pierwsze bowiem, obecny przewrót wynika z zakwestionowania przez wojsko wyników wyborów z listopada ubiegłego roku, które wygrała zdecydowanie NLD, a będąca politycznym ramieniem generałów Unia Solidarności i Rozwoju (USDP) sromotnie przegrała.

Wojsko jednak oskarżyło rządzącą od 2015 r. NLD o wyborcze fałszerstwa, czego przejawem miało być nie otwarcie lokali wyborczych na terenach objętych działaniami zbrojnymi, gdzie armia walczy z separatystami lub innymi partyzantkami (np. w zamieszkanym przez muzułmańskich Rohindżów stanie Arakan). Wcześniej do głosu uprawnionych było tam 2 mln ludzi.

Ale birmańska Centralna Komisja Wyborcza, a także niezależni obserwatorzy uznali te wybory za zgodne z regułami demokracji i nie dopatrzyli się fałszerstw. Generałowie nie przyjęli tych ocen i postanowili po raz trzeci w historii birmańskiej niepodległości przejąć władzę (oprócz 1988 r. zrobili tak jeszcze w 1962 r.).

Drugim powodem braku zaufania wielu Birmańczyków do wojska jest właśnie historia dwóch poprzednich przewrotów. Żaden z nich nie zakończył się bowiem szybkim oddaniem władzy cywilom, ale ustanowieniem wieloletniej opresyjnej wojskowej dyktatury i poważnym ograniczeniem swobód obywatelskich.

Birma: Protesty przeciw wojskowemu przewrotowi. Generałowie wyłączają internet i zatrzymują cudzoziemców

Co najmniej kilka tysięcy Birmańczyków wyszło na ulice największego miasta kraju – Rangunu. Protestują w ten sposób przed przejęciem przez wojsko władzy na początku tygodnia. Tymczasem generałowie ograniczają działanie internetu i zatrzymują obywatela Australii.

 

Do wojskowego puczu w Birmie (kraj sam …

Policja strzelała do manifestantów

Wojskowe władze z początku raczej ignorowały protesty, ale wraz z ich nasilaniem się, coraz ostrzej je rozpędzano. W ruch szły nie tylko policyjne pałki i tarcze, ale także armatki wodne. Manifestanci odpowiadali z kolei rzucaniem w siły porządkowe kamieniami, plastikowymi butelkami z wodą czy elementami połamanych drewnianych ławek.

Ale, jak informował Radę Praw Człowieka ONZ Tom Andrews, jest coraz więcej dowodów (w tym fotograficznych i filmowych) na to, że użyto wobec protestujących także broni palnej i to nie tylko tej gładkolufowej, ale również na ostrą amunicję.

Dojść do tego miało mieście w Mulmejn, stolicy stanu Mon w południowej części kraju. Zatrzymanych ma być też także więcej manifestantów niż oficjalnie podają wojskowe władze, które informują o aresztowaniu 27 osób.

W aresztach, więzieniach i innych miejscach odosobnienia ma także przebywać około 350 osób, które zatrzymano w czasie samego przewrotu oraz w następnych dniach. Chodzi nie tylko o polityków i wysokich rangą cywilnych urzędników państwowych, ale także duchownych, dziennikarzy i przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego.

Wolność za to odzyskała część niedoszłych – w dniu przewrotu zatrzymano niemal wszystkich -parlamentarzystów. Datę puczu wybrano bowiem nieprzypadkowo. 1 lutego miał zostać zaprzysiężony wybrany w listopadzie parlament, a większość jego członków przebywała właśnie w obowiązkowej z powodu pandemii COVID-19 kwarantannie.

Zamach stanu w Mjanmie. Noblistka Aung San Suu Kyi aresztowana. UE potępiła działania wojskowych

Społeczność międzynarodowa, w tym przedstawiciele UE, wyraźnie potępiła te działania.

USA nakładają swoje sankcje

Ci parlamentarzyści NLD, którzy są na wolności, nie uznali wojskowych władz i powołali własny Komitet Przedstawicielski, który w obliczu rozpędzenia parlamentu ma stanowić tymczasową – a w ich ocenie jedyną legalną – cywilną władze kraju

Członkowie komitetu zaapelowali do społeczności międzynarodowej, aby zbojkotowała rząd stworzony przez generałów i mianowanego p.o. prezydenta – dotychczasowego wiceprezydenta oraz reprezentanta wojska w cywilnych władzach Myinta Swe. Zamiast tego proponują, aby to ich Komitet uznać za prawowitą reprezentację birmańskiego społeczeństw.

Na razie Nowa Zelandia jako pierwsza zapowiedziała rezygnację z uznawania wojskowych władz Birmy za prawowite. Być może niebawem zrobi to także Australia, której obywatel (jest doradcą ekonomicznym pani Suu Kyi) został kilka dni temu w Birmie zatrzymany.

Natomiast Stany Zjednoczone wprowadziły wczoraj (11 lutego) swoje sankcje wobec birmańskich generałów, blokując im (oraz członkom ich rodzin) dostęp do aktywów finansowych o wartości 1 mld dolarów.

Dziś (12 lutego) charge d’affaires USA w Genewie Mark Cassayre zachęcał zaś inne kraje do przyłączenia się do podobnych restrykcji, by „pociągnąć do odpowiedzialności liderów puczu” w Birmie. Unia Europejska na razie tylko birmańskie wojskowe władze potępia. Decyzję o ewentualnych sankcjach muszą bowiem uzgodnić i podjąć wszystkie państwa członkowskie.