Afganistan: Talibowie obiecują pokój, a ich najważniejsi przywódcy wracają do kraju

Ulica w Kabulu, źródło: Flickr/fot. Sayed Sajjad Sangar/Rumi Consultancy/World Bank (CC BY-NC-ND 2.0)

Ulica w Kabulu, źródło: Flickr/fot. Sayed Sajjad Sangar/Rumi Consultancy/World Bank (CC BY-NC-ND 2.0)

Afgańscy talibowie zorganizowali pierwszą po zajęciu Kabulu konferencję prasową. Obiecywali na niej, że nie będą mścić się za pracownikach obalonego rządu oraz respektować prawa kobiet. Społeczność międzynarodowa chce jednak zobaczyć tego dowody. Tymczasem  w Pandższirze powstaje antytalibski ruch oporu.

 

Talibowie triumfalnie wkroczyli do stolicy Afganistanu w minioną niedzielę (15 sierpnia). Wczoraj ich główny rzecznik prasowy – przez ostatnie niemal 20 lat znany tylko z pisemnych komunikatów – Zabihullah Mudżahid pojawił się na konferencji prasowej w Kabulu.

Rzecznik talibów: Nie chcemy kłopotów ze społecznością międzynarodową

Dawno nie widziany na zdjęciach wysoko postawiony talib zapewniał dziennikarzy, że jego ugrupowanie chce zaprowadzić w Afganistanie trwały pokój. „Po 20 latach walki wyzwoliliśmy kraj i wypędziliśmy obcokrajowców. To moment dumy dla całego narodu” – stwierdził Mudżahid.

„Chcemy mieć pewność, że Afganistan nie będzie już polem bitewnym i miejscem konfliktu. Dlatego ułaskawiliśmy wszystkich, którzy walczyli przeciwko nam. Tym samym kończą się wszelkie waśnie. Nie chcemy mieć wrogów w kraju ani za granicą. Nie chcemy, by w Kabulu zapanował chaos. Nie będziemy krzywdzić cudzoziemców. Nie chcemy żadnych problemów ze społecznością międzynarodową” – przekonywał rzecznik talibów.

Powtórzył także wcześniejsze słowa głównego politycznego przywódcy ruchu afgańskich fundamentalistów mułły Abdula Ghaniego Baradara o tym, że tak szybkie zwycięstwo nad armią rządową zaskoczyło nawet samych talibów.

„Planowaliśmy zatrzymać się u bram Kabulu, żeby proces przekazywania władzy poszedł gładko. Niestety, poprzedni rząd był tak niekompetentny, że ich służby bezpieczeństwa nie zrobiły nic, aby zabezpieczyć miasto. Musieliśmy coś zrobić, dlatego weszliśmy do Kabulu, żeby chronić jego mieszkańców” – podkreślał.

Mudżahid stwierdził też, że współcześni talibowie są „inni niż kiedyś”. „Owszem, nadal jesteśmy narodem muzułmańskim, tak, jak byliśmy nim dwadzieścia lat temu. Jednak jeśli chodzi o doświadczenie, dojrzałość i wizję, jesteśmy dziś w zupełnie innym miejscu. Przeszliśmy ewolucję i nasze działania będą więc inne” – oświadczył.

Zapowiedział też ogłoszenie składu nowego rządu „kiedy tylko zostanie skompletowany”. Podejrzewa się jednak, że wejdą do niego m.in. syn założyciela ruchu talibów mułły Mohammeda OmaraMohammed Yakoob oraz przywódca sprzymierzonej z talibami Siatki Hakkanich – Siradżuddin Hakkani.

Ewakuacja z Kabulu wznowiona. Dwa polskie samoloty jednak polecą do Afganistanu

Wojskowe samoloty znów startują z międzynarodowego lotniska w Kabulu. Ruch wcześniej wstrzymało wojsko USA, bo na pasie startowym gromadzili się zdesperowani Afgańczycy.

Co z prawami kobiet?

Rzecznik talibów obiecywał również respektowanie praw kobiet. „Pozwolimy kobietom pracować i się uczyć. W naszych stosownych ramach. Kobiety będą mogły być aktywne w naszym społeczeństwie. Także w odpowiednich ramach. Wszystko będzie oczywiście zgodne z prawem szariatu” – zaznaczył.

Obiecywał również, że nie będzie zemsty na dawnych współpracownikach obalonego rządu. „Nikt nie będzie pukał do ich drzwi, pytając, dla kogo pracowali. Będą bezpieczni, nikogo nie będziemy ścigać” – powiedział Mudżahid.

Z prowincji oddalonych od Kabulu napływa jednak sporo informacji przeczących słowom rzecznika talibów. Dochodzić ma do egzekucji jeńców, którzy nie zgodzili się przejść na stronę talibską, a także polowań na dawnych urzędników państwowych i lokalnych.

W Heracie kobietom dotąd nie pozwolono zaś wrócić na uniwersytety, a w Kandaharze niektórym nakazano odejść z pracy, a na swoje miejsce przysłać męskich członków rodziny. Z kolei w Kabulu doszło do przeszukań i aresztowań, a droga na kabulskie lotnisko ma być poprzecinana posterunkami talibów, którzy nie zawsze chcą przepuszczać osoby chcące wyjechać.

Dlatego społeczność międzynarodową, pamiętając postępowanie talibów w latach 90. XX wieku, podchodzi na razie do ich współczesnych zapowiedzi ostrożnie. „Oglądałem część tej konferencji prasowej. Myślę o sytuacji w Afganistanie bardzo dużo. Czekamy teraz na poparcie słów talibów ich czynami. Musimy zobaczyć, że rzeczywiście postępują tak jak obiecują” – skomentował rzecznik prasowy sekretarza generalnego ONZ Stephane Dujarric.

Stoltenberg o wyprowadzeniu wojsk z Afganistanu: "Byliśmy świadomi ryzyka"

Szef NATO wyjaśnił, że alternatywą dla wyjścia z Afganistanu było zwiększenie obecności natowskich sił w regionie i wydłużenie misji w nieskończoność.

Mułła Baradar triumfalnie wraca do Afganistanu

Tymczasem do Afganistanu powracają z zagranicy kolejni najwyżsi rangą przywódcy talibów. Samoloty z nimi na pokładzie lądują w mateczniku ich ruchu, czyli Kandaharze. W internecie pojawiło się nagranie pokazujące triumfalny odjazd z miejscowego lotniska konwoju zdobycznych pojazdów opancerzonych.

Nie ma jeszcze potwierdzenia czy do Afganistanu przybył główny przywódca talibów Haibatullah Ahundzadeh, ale ogłoszono powrót numeru 2 w talibskiej i hierarchii i jednocześnie szefa politycznych struktur ruchu, czyli mułły Baradara. Przebywał on dotąd w stolicy Katary Ad-Dausze, gdzie m.in. prowadził negocjacje z USA, Rosją, Chinami oraz obalonym rządem we Kabulu.

Baradar po opanowaniu Afganistanu w 2001 r. przez wojska USA zbiegł do Pakistanu, ale został tam schwytany i osadzony w więzieniu za działalność terrorystyczną. Na wolność wyszedł w 2018 r. ponieważ starała się o to administracja USA pod wodzą Donalda Trumpa, która prowadziła wówczas negocjacje ws. opuszczenia afgańskiego terytorium przez amerykańskie wojska.

Wraz z przybywaniem do Afganistanu kolejnych przywódców ruchu talibów afgańskie media spodziewają się rychłego ogłoszenia w miejsce dotychczasowego państwa – Islamskiego Emiratu Afganistanu. Tak kraj nazywał się w latach 1996-2001, gdy po raz pierwszy rządzili nim talibowie.

Austria chce centrów deportacyjnych wokół Afganistanu

Austriacki rząd zaproponował utworzenie w okolicach Afganistanu specjalnych ośrodków deportacyjnych jako alternatywy dla przyjmowania uchodźców w Europie.

Ruch oporu w Dolinie Pandższiru

Talibom rośnie natomiast ruch oporu. Wciąż nie zajęli bowiem wszystkich prowincji Afganistanu, w tym położonego na wschodzie Pandższiru. Tamtejszej doliny rzeki Pandższir nie opanowali również w czasach swoich poprzednich rządów. Nie udało się to również wojskom ZSRR w latach 80. XX wieku.

To na tych terenach działał bowiem walczący i z talibami, i z Sowietami słynny Sojusz Północy pod wodzą gen. Ahmada Szaha Massuda. Teraz jego syn Ahmad Massud organizuje nowy ruch oporu przeciw talibom. Na tamtych terenach przebywa też pierwszy wiceprezydent obalonego rządu Amrullah Saleh.

Oświadczył on wczoraj, że zgodnie z afgańską konstytucją po ustąpieniu prezydenta Aszrafa Ghaniego to on obejmuje obowiązki głowy państwa. Saleh już wcześniej obiecywał Afgańczykom, że „nie zawiedzie ich zaufania” oraz „nigdy nie usiądzie z talibami pod wspólnym dachem”.

„To ja jestem teraz prawowitym prezydentem Afganistanu. Jestem w kontakcie z wieloma politycznymi liderami, aby potwierdzić ich poparcie i zgodę na moje działania. Dołączajcie do ruchu oporu” – wezwał na Twitterze.

Blinken: Pozostanie w Afganistanie "nie jest w interesie USA"

Amerykański sekretarz stanu stwierdził, że Waszyngton osiągnął swoje cele, z którymi wkroczył do Afganistanu. Odrzucił też porównania obecnej sytuacji do upadku Sajgonu z 1975 r.

Trwa ewakuacja z Kabulu

Natomiast z lotniska w Kabulu odlatują kolejne samoloty z ewakuowanymi cudzoziemcami oraz Afgańczykami pracującymi dla ambasada czy zagranicznych kontyngentów wojskowych.

Wczoraj – z międzylądowaniem w Tbilisi w Gruzji – wyleciały do Afganistanu także trzy polskie transportowe samoloty wojskowe – dwa Herculesy i jedna CASA. Mają zabrać co najmniej 100 osób. Jak informował wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz do polskich władz „wciąż zgłaszają się kolejne osoby”. Dlatego do Taszkientu w Uzbekistanie wyleciał dziś rano cywilny Dreamliner PLL LOT, który ma wspomóc ewakuację.

Afganistan opuściły już także dwie polskie obywatelki oraz afgański mąż jednej z nich. Z międzylądowaniem w Baku w dotarły do Pragi dzięki pomocy władz Czech. Jeszcze dziś mają dotrzeć do Polski. Czesi do Afganistanu wysłali już trzeci samolot.

„W nocy w Pradze szczęśliwie wylądował kolejny samolot. W Kabulu panuje chaos, ale udało nam się tam wylądować i bezpiecznie zabrać stamtąd ludzi. Teraz wracamy, by wywieźć pozostałych” – ogłosiła na Twitterze armia Czech.

„Talibów nie interesowało to, że ktoś ma gdzieś jechać. Było trochę czekania i przepychania się przez tłum. Były wystrzały i bardzo duże zamieszanie, bo na lotnisku koczuje wiele osób. Akcja ewakuacyjna została jednak świetnie przeprowadzona. Już międzylądowanie w Baku, gdzie tankowaliśmy, dało nam takie poczucie, że wrócimy do domu” – mówiła natomiast korespondentowi Polskiego Radia w Pradze jedna z ewakuowanych przez Czechów Polek.

Afganistan: Talibowie zajęli Kabul. Trwa ewakuacja zachodnich dyplomatów

Talibowie przejmują kontrolę nad kolejnymi częściami Kabulu, a z międzynarodowego lotniska odlatują kolejne samoloty z obywatelami państw zachodnich.

Ambasada USA w Kabulu zostanie dłużej?

Talibowie obiecali, że umożliwią dostęp do lotniska wszystkim chcących opuścić Afganistan cudzoziemcom. Ale funkcjonowania portu lotniczego pilnuje już 7 tys. żołnierzy USA. Amerykanie nie wykluczają też pozostawienia na lotnisku niewielkiej grupy dyplomatów także po 31 sierpnia, czyli po dacie zakończenia operacji wycofania się z Afganistanu zachodniego wojska.

„Jeśli okaże się to bezpieczne i odpowiedzialne, by zostać dłużej, możemy to rozważyć” – powiedział rzecznik Departamentu Stanu Ned Price. Amerykańcy dyplomaci mają nadzorować wydawanie wiz humanitarnych Afgańczykom i ewakuację z kraju tych osób, które mogą być represjonowane przez talibów.