Małgorzata Handzlik: Popieram działania Komisji, mające na celu zniechęcenie młodych do produktów tytoniowych

EurActiv.pl : – Senat RP przesłał do Komisji Europejskiej pozytywną opinię ws. dyrektywy tytoniowej, wbrew oficjalnemu stanowisku polskiego rządu. Jakie jest zatem stanowisko Polski w tej sprawie, skoro wysyłamy takie sprzeczne sygnały?

Małgorzata Handzlik: Sygnały nie są sprzeczne, wręcz przeciwnie. W stanowisku rządu czytamy, że wniosek przyczynia się do zwiększenia harmonizacji rozwiązań pomiędzy państwami członkowskimi, a także do większej pewności prawa, na przykład w obszarze wyrobów zawierających nikotynę. Rząd wyraził zastrzeżenia odnośnie do wprowadzenia zakazu sprzedaży papierosów typu slim oraz zakazu dodawania składników o aromacie charakterystycznym, sprzeciwiając się tym instrumentom. Jednak, co do zasady, rząd jest zdania, że propozycja jest zgodna z zasadą pomocniczości.  Natomiast zgodnie z art. 12 Traktatu o Unii Europejskiej, parlamenty narodowe przyczyniają się do prawidłowego funkcjonowania Unii, m.in. czuwając nad poszanowaniem zasady pomocniczości i proporcjonalności. Innymi słowy: parlamenty krajowe mają za zadanie sprawdzić, czy te zasady są przestrzegane i w tej kwestii mogą wyrazić opinię zgodnie z nową procedurą wprowadzoną Traktatem z Lizbony. Polski parlament uznał, że zasada pomocniczości nie została naruszona. Rząd również jest tego zdania, sprzeciwia się jednak pewnym instrumentom zaproponowanym w dyrektywie, nie musi to jednak oznaczać kwestionowania zasady pomocniczości.

– Krajowy Związek Plantatorów Tytoniu obawia się utraty miejsc pracy, spowodowanej wejściem w życie przepisów. Czy UE lub Polska przewidziały, jak temu przeciwdziałać, jak wspomóc plantatorów?

– Każda propozycja unijna na pewno musi być również rozpatrywana pod kątem jej wpływu na gospodarkę czy miejsca pracy w poszczególnych państwach członkowskich. Uważam, że nie może być tak, że unijne działania przyczyniają się do wzrostu bezrobocia i utraty miejsc pracy. Z drugiej strony obawiam się, że jest taka ogólna tendencja postrzegania działań podejmowanych na szczeblu unijnym w czarnych barwach, co często jest bezpodstawne. Nasi plantatorzy nie mają się czego obawiać, ponieważ jest popyt na polski tytoń i tego propozycja nie zmieni. Propozycja nie zabrania sprzedaży produktów tytoniowych. Są pewne zapisy dotyczące wyglądu papierosa, i tutaj rzeczywiście nie do końca zgadzam się z Komisją, ponieważ konsument powinien mieć wybór, jeżeli chodzi o produkt, który chce zakupić. Ale to jest perspektywa konsumenta. Z punktu widzenia producenta wygląd papierosa nie ma znaczenia, ponieważ czy to do grubszych, czy do cieńszych papierosów, tytoń jest konieczny. Bardzo ważne również jest wskazanie, że plantatorzy otrzymują dopłaty do tytoniu, dzięki czemu uprawa jest opłacalna. Nadmienię też, że w zeszłym miesiącu Parlament Europejski przegłosował na „tak” utrzymanie tych dopłat, co oczywiście będzie dalej wspomagać plantatorów.

– Systematycznie prowadzi pani konsultacje społeczne ws. dyrektywy. Jakie można z nich wyciągnąć wnioski? Czy projekt znajduje społeczne poparcie, czy można osiągnąć kompromis?

– Rzeczywiście, regularnie spotykam się z zainteresowanymi tą kwestią stronami, a informacje o spotkaniach zamieszczam na mojej stornie internetowej. Chciałabym zaznaczyć, że jednym z ważniejszych celów propozycji jest ograniczenie przypadków rozpoczynania palenia w ogóle. Mimo że produkty tytoniowe nie mogą być sprzedawane dzieciom czy młodzieży, to jednak statystyki ewidentnie wskazują, że to właśnie ludzie młodzi są najliczniejszą grupą, która rozpoczyna palenie: aż 70% osób rozpoczynających palenie to właśnie osoby poniżej 18 roku życia. W pełni popieram działania Komisji, które mają na celu zniechęcenie ludzi młodych do używania produktów tytoniowych czy produktów zawierających nikotynę, gdyż są one szkodliwe dla zdrowia. Ten cel popierają praktycznie wszystkie strony, z którymi się spotykam, a także posłowie. Biorąc pod uwagę zatrważające dane, które wskazują, że każdego roku około 700,000 osób umiera na choroby odtytoniowe (a to tak, jakby każdego roku znikała cała populacja Frankfurtu), na pewno jest potrzeba lepszego informowania konsumentów o negatywnych dla zdrowia skutkach przyjmowania produktów tytoniowych. Ostrzeżenia tekstowe i obrazkowe na opakowaniach są krokiem w tym kierunku i większość uznaje ich skuteczność. Oczywiście, przedstawiciele sektora zdrowia chcieliby pójść jeszcze dalej, jeżeli chodzi o wprowadzanie przepisów mających na celu ograniczenie spożywania produktów tytoniowych, a przedstawiciele przemysłu tytoniowego są przeciwni wielu instrumentom zaproponowanym w dyrektywie, choć w spotkaniach ze mną zawsze zaznaczają, że popierają jej ogólny cel. Zadaniem posłów będzie znalezienie kompromisu pomiędzy skrajnymi stanowiskami. Negocjacje, które zaplanowane są na najbliższe tygodnie, pokażą, jak dużym wyzwaniem będzie to zadanie.  

– Jakie będą następne kroki Komisji Europejskiej? Kiedy dyrektywa miałaby wejść w życie?

– Zadaniem Komisji Europejskiej było przedstawienie propozycji, co Komisja uczyniła w grudniu ubiegłego roku, natomiast prace legislacyjne toczą się w Parlamencie Europejskim oraz Radzie. Kalendarz prac jest dość ambitny i zakłada zakończenie prac nad projektem jeszcze w tym roku, jednak czas pokaże, czy instytucjom uda się procedować w tak szybkim tempie. Pamiętajmy, że zakaz sprzedaży papierosów typu slim oraz produktów tytoniowych o aromacie charakterystycznym to propozycja Komisji, natomiast jej wejście w życie zależy od tego, czy instrumenty te zostaną poparte przez większość w Parlamencie oraz przez Radę. W dyskusjach podkreślam, że wprowadzane instrumenty nie mogą szkodzić jednym państwom członkowskim, będąc zupełnie neutralnymi dla innych państw, dlatego wskazuje również na aspekty gospodarcze i wpływ propozycji na rynki poszczególnych państw członkowskich, w tym również Polski. Wskazuję również, że konieczne jest wprowadzenie dłuższych okresów przejściowych, tak aby państwa członkowskie, a tym samym plantatorzy, konsumenci i sprzedawcy mieli wystarczająco długi czas na dostosowanie się do nowych przepisów, jeżeli weszłyby one w życie, i aby w jak najmniejszym stopniu odczuli ich skutki.

Rozmawiała Nadia Gruszka