Rosja: Protesty w obronie Nawalnego odbyły się w 140 miastach. Ponad 3,2 tys. zatrzymanych

Protest w obronie Nawalnego w Moskwie, źródło: Twitter/Jim Roberts (@nycjim)

Protest w obronie Nawalnego w Moskwie, źródło: Twitter/Jim Roberts (@nycjim)

Do manifestacji doszło w związku z tym, że po powrocie do Rosji doszło do aresztowania na 30 dni jednego z liderów antykremlowskiej opozycji Aleksieja Nawalnego. Policja brutalnie rozpędzała protesty, który odbyły się w wielu regionach kraju.

 

Według niezależnych rosyjskich mediów wczoraj (23 stycznia) protestowano w co najmniej 140 miastach – od syberyjskiego Dalekiego Wschodu aż po graniczący z Polską i Litwą nadbałtycki Obwód Kaliningradzki.

Protesty jakich w Rosji nie było od trzech dekad

Media społecznościowe obiegły m.in. zdjęcia z protestów w leżących na Syberii Jakucku, gdzie na ulice wyszło po kilka tysięcy osób mimo silnych mrozów, sięgających nawet -50 stopni Celsjusza. W Irkucku, Władywostoku, Tomsku, Omsku czy Krasnojarsku było niemal -30 stopni. A też protestowały tysiące.

Do jednego z największych protestów doszło w Petersburgu, gdzie Prospektem Newskim przeszło kilkanaście tysięcy osób. Z kolei w Moskwie protestowało nawet około 20 tys. Do manifestacji doszło na placu Puszkina.

Ale to protesty w regionach, zwłaszcza tych oddalonych od stolicy, budziły największe emocji. Poza Chabarowskiem, gdzie od ubiegłego roku mieszkańcy wychodzą na ulice w obronie swojego odsuniętego od urzędu przez Kreml i potem aresztowanego mera, takich dużych ulicznych protestów nie było od wczesnych lat 90. XX wieku.

W Permie i Niżnym Nowgorodzie protestowało 10 tys. ludzi, w Jekaterynburgu – 7 tys., w Krasnosdarze – 6 tys. w W Moskwie czy Petersburgu podobne lub większe tłumy już na ulice w ostatnich latach wychodziły. W Permie czy Jakucku – nie.

Brutalne interwencje policji

Rosyjska policja reagowała więc na manifestacje bardzo brutalnie, starając się zatrzymywać nie tylko liderów opozycyjnych organizacji (z których część, np. rzeczniczkę Aleksieja NawalnegoKirę Jarmysz) prewencyjnie zatrzymano już przed planowanymi protestami), ale także zwykłych Rosjan, którzy przyszli wyrazić swój sprzeciw wobec działań Kremla.

Użytkownicy Twittera, którzy na bieżąco relacjonowali przebieg protestów, wrzucali m.in. nagrania pokazujące jak w Moskwie policjant kopie w brzuch zupełnie spokojną kobietę, a inny usiłuje wrzucić do policyjnej więźniarki (tzw. awtozaka) na oko 12-letniego chłopca, ciągnąć go za… szkolny tornister.

Policjanci wyławiali też z tłumu współpracowników Nawalnego, w tym jego prawniczkę Lubow Sobol czy nawet żonę – Julię Nawalny, która zdążyła jeszcze wrzucić do internetu selfie z „awtozaka”. W sumie zatrzymano ponad 3,2 tys. osób.

Manifestanci wznosili nie tylko okrzyki: „Uwolnić Aleksieja!”, ale także „Rosja bez Putina!” oraz „To my jesteśmy władzą!”. Wielu z nich – o czym mówili np. korespondentom zagranicznych mediów – wyszło na ulice nawet nie w obronie samego Nawalnego, ale aby wyrazić swoje zmęczenie rządami Władimira Putina.

Rosja: Aleksiej Nawalny pozostanie w areszcie do 15 lutego

Oburzenie tym faktem wyraziła już Unia Europejska.

Film o „pałacu Putina”

Kilka dni temu założona przez Aleksieja Nawalnego Fundacja Walki z Korupcją opublikowała w internecie film o swoim śledztwie ws. gigantycznej posiadłości nad Morzem Czarnym, która w rzeczywistości ma należeć do prezydenta Rosji. Trwający półtorej godziny film „Pałac dla Putina” odtworzono już na YouTube niemal 80 mln razy.

Pokazano w nim ogromną, liczącą 17,7 tys. metrów kwadratowych posiadłość zbudowaną na 68-hektarowej działce niedaleko miasta Gelendżyk, czyli popularnego czarnomorskiego kurortu w Kraju Krasnodarskim na południowym-zachodzie Rosji.

Ogromny dwupiętrowy pałac, który liczyć ma ponad 160 pomieszczeń, a wśród nich m.in. salę koncertową, palarnię fajek wodnych, kilka saun, spa, bibliotekę, kino, kasyno, bar ze sceną do striptizu czy ogromną piwnicę z winami miał kosztować 100 mld rubli, czyli ponad 109 mln euro.

W skład posiadłości ma wchodzić jeszcze lotnisko dla helikopterów, pomieszczenia mieszkalne dla służby, oranżeria, herbaciarnia, pałac zimowy, amfiteatr oraz prywatna cerkiew. Postawiono również specjalny budynek ze schronem i możliwością zarządzania z niego działalnością wojsk, a także wywiercony w pobliskiej górze tunel do prywatnej plaży. Częścią kompleksu ma być też powstające jeszcze kryte lodowisko do gry w hokeja.

W budynku znajduje się też kilkadziesiąt sypialni, w tym największa – nazwana przez autorów filmu „sypialnią Putina” – licząca aż 260 metrów kwadratowych powierzchni. „Pałaca” jest też wyposażony w bardzo drogie sprzęty. Ceny kanap, foteli czy dywanów mają sięgać po kilka milionów rubli czyli po kilkadziesiąt tysięcy euro za sztukę.

Finlandia: Prezydent rozmawiał z Putinem o Nawalnym. Sauli Niinisto już raz przekonał prezydenta Rosji ws. opozycjonisty

Prezydent Finlandii wyjaśnił, że odbywając rozmowę z prezydentem Rosji, nie „występował jako pośrednik między UE a Rosją, ani też na prośbę innego kraju”.

Budynek „największą łapówką na świecie”?

Formalnie budynek jest „obiektem Federalnej Służby Bezpieczeństwa”, dzięki czemu zwykłym obywatelom nie wolno się nawet zbliżyć do ogrodzenia posiadłości. Ale FSB wydzierżawiło pałac prywatnej firmie aż do 2068 r. Według fundacji Nawalnego firma to tzw. słup, a prawdziwym właścicielem jest Putin.

Autorzy filmu o tajnym pałacu prezydenckim wyjaśniają też, że otrzymali informacje o nim od osób zaangażowanych w jego budowę. Budowę miało realizować kilku bliskich Putinowi oligarchów, a oficjalnie kompleks budowano na cele wypoczynkowo-hotelowe, ale taka działalność nigdy nie była w nim prowadzona.

Pieniądze na inwestycje miały zaś przechodzić przez państwowe i kontrolowane przez ludzi Putina koncerny petrochemiczne – Rosnieft i Transnieft. Seria fikcyjnych transakcji miała jednak tak naprawdę maskować to, że kompleks w rzeczywistości powstał dzięki ogromny łapówkom dla prezydenta Rosji i jego otoczenia. Dlatego w filmie pałac pod Gelendżykiem nazywany jest „największą łapówką na świecie”.

PE przyjął rezolucję, wzywającą do niezwłocznego wstrzymania budowy Nord Stream 2 i nowych sankcji na Rosję

Sprawa ma związek z aresztowaniem Aleksieja Nawalnego po jego powrocie z Niemiec.

Film zrealizowany przed zamachem na Nawalnego

Film został zrealizowany jeszcze zanim doszło do próby zabójstwa Nawalnego, którego w sierpniu ubiegłego roku usiłowano otruć wojskową neurotoksyną z grupy tzw. nowiczoków. Opozycjoniście podano ją gdy przebywał w Tomsku na Syberii, gdzie razem ze współpracownikami zbierał materiały do innego filmu o korupcji na rosyjskim Dalekim Wschodzie.

Nawalny jednak przeżył zamach na swoje życie, ponieważ pilot samolotu, którym wracał do Moskwy zdecydował o awaryjnym lądowaniu w Omsku, gdzie już na lotnisku załoga wezwanej karetki domyśliła się, że mogło dojść do działania jakiejś toksyny i podała stosowaną zwykle w takich sytuacjach jako odtrutkę atropinę.

Te dwa zdarzenia uratowały Nawalnemu życie. Zabójcy liczyli bowiem właśnie na to, że trucizna zacznie działać gdy opozycjonista będzie w powietrzu i umrze zanim ktoś mu udzieli pomocy.

Późniejsze śledztwo współpracowników Nawalnego wykazało, że za nieudaną próbą morderstwa stali agenci FSB. Sam Nawalny dotarł też do funkcjonariusza tej służby i zadzwonił do niego podając się za asystenta wysokiego rangą oficera z Moskwy i w ten sposób wyciągnął informacje.

„Przesłuchany” w ten sposób funkcjonariusz z Omska opowiedział jak dostał polecenie usunięcia śladów trucizny z odzieży Nawalnego, przechowywanej w lokalnym szpitalu. Sądził, że przez telefon zdaje raport z wykonania zadania. To nagranie Nawalny także umieścił na YouTube.

PE: Europosłowie potępili aresztowanie Nawalnego. Wezwali do nowych sankcji przeciwko Rosji

Europosłowie domagają się jednoznacznej reakcji na działania rosyjskich służb.

Nawalny wciąż w areszcie

Obecnie jednak opozycjonista znajduje się w moskiewskim areszcie Matrosskaja Tiszina. Został tam osadzony do 15 lutego w związku ze wszczęciem na wniosek Federalnej Służby Więziennej postępowania ws. rzekomego złamania warunków odbywania kary w zawieszeniu.

Nawalny został w 2014 r. skazany na 7,5 roku więzienia za „defraudacje środków” ze spółki Yves Rocher. Proces jednak opierał się o niezwykle słabe przesłanki, a niezależni komentatorzy uznali wówczas, że chodziło tak naprawdę o uniemożliwienie Nawalnemu startu w wyborach prezydenckich jako kontrkandydat Putina.

Opozycjoniście wyrok zawieszono i nie trafił za kratki. Teraz jednak, niemal tuż przed jego upływem, uznano, że złamał warunki porozumienia z sądem. Znów jednak niezależni komentatorzy oceniają, że chodziło o zniechęcenie Nawalnego do powrotu do Rosji z Niemiec, gdzie przewieziono go jeszcze nieprzytomnego na leczenie po próbie zabójstwa.

Opozycjonista jednak się nie przestraszył i wrócił do kraju, a zatrzymano go od razu na lotnisku Szeremietiewo. Postępowanie aresztowe odbyło się zaś dzień później na komisariacie w podmoskiewskich Chimkach, gdzie zawieziono Nawalnego. Sędzia przyjechał wydać swoje postanowienie w komisariacie.

Przebywający już we właściwym areszcie (kilkaset protestujących w Moskwie osób dotarło wczoraj i tam) Nawalny oświadczył natomiast – na wszelki wypadek – że nie zamierza popełnić w więzieniu samobójstwa.

„Nie planuję się powiesić na kratach okiennych ani rozpruć żył czy gardła naostrzoną łyżką. Bardzo ostrożnie chodzę po schodach. Moje ciśnienie krwi jest mierzone codziennie – jest jak u astronauty, wyklucza nagły atak serca. Mój stan psychiczny jest całkowicie stabilny. Wiem na pewno, że poza moim więzieniem jest wielu dobrych ludzi i pomoc nadejdzie” – napisano na jego koncie na Instagramie.

Antony Blinken: Jaka będzie polityka zagraniczna USA po Trumpie?

Podczas przesłuchania przez senacką komisję spraw zagranicznych Antony Blinken zarysował wizję swojej polityki jako szefa amerykańskiej dyplomacji. Mówił m.in. o relacjach z Chinami i działaniach Iranu, a także o projekcie Nord Stream 2.

Kreml lekceważy film o „pałacu” Putina i protesty

Współpracownicy prezydenta bagatelizują sobotnie protesty. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził dziś (24 stycznia), że przyszło na nie „niewiele osób” i byli to głównie „prowokatorzy”.

„Te protesty są wygodne dla tych, którzy chcą dalej eskalować sytuację. A ona nie ulega eskalacji. Teraz wiele osób będzie mówić, że w tych nielegalnych akcjach wzięło udział dużo ludzi. Nie, było ich mało. Dużo, to głosuje ludzi na Putina. Szanuję wszystkie poglądy polityczne, ale jestem kategorycznie przeciw udziałowi w nielegalnych akcjach” – mówił Pieskow.

Rzecznik Putina odniósł się także do kwestii filmu o czarnomorskiej posiadłości. Zaprzeczył, że należy ona do jego bezpośredniego przełożonego. „Nie oglądaliśmy tego materiału, ale ta płyta jest już mocno zdarta. Prezydent nie ma żadnych pałaców” – zapewniał.