Koronawirus uderza w kina. Druga co do wielkości sieć na świecie zamyka wszystkie placówki w USA i Wielkiej Brytanii

Sale kinowe niemal na całym świecie świecą przez koronawirusa pustkami (Photo by Kilyan Sockalingum on Unsplash)

Sale kinowe niemal na całym świecie świecą przez koronawirusa pustkami (Photo by Kilyan Sockalingum on Unsplash)

Branżę kinową dobijają nie tylko pandemia koronawirusa i przeciwepidemiczne obostrzenia, które czasowo uniemożliwiły kinom w wielu krajach działanie, ale także brak głośnych i kasowych premier, które na powrót przyciągnęłyby widownię.

 

Brytyjska Cineworld to druga co do wielkości sieć kinowa na świecie. Do firmy należy 787 kin, które w sumie dysponują ponad 9,5 tys. ekranów w 10 krajach na świecie. To oprócz Wielkiej Brytanii i USA także Izrael, Irlandia, Rumunia, Węgry, Czechy, Słowacja, Bułgaria oraz Polska.

W naszym kraju oraz w innych miejscach Europy Środkowej sieć prowadzi swoje placówki pod marką Cinema City, ponieważ Cineworld przejął w 2014 r. udziały w tej założonej w Izraelu spółce, która była największym operatorem kin w naszym regionie.

W USA do Cineworld należy 536 kin zaś w Wielkiej Brytanii 127. Wszystkie one zostają od piątku (9 października zamknięte). Dziś (8 października) odbywają się więc w nich ostatnie seanse. Oprócz kin brytyjskich i amerykańskich, zamknięte zostanie też należące do sieci największe kino w Irlandii, czyli liczący 17 sal Cineworld w Dublinie.

Notowane na giełdzie w Londynie akcje kinowej sieci, które w tym roku straciły już na wartości w sumie 80 proc., ponownie zanurkowały. W ciągu dziesięciu pierwszych minut po otwarciu poniedziałkowej (5 października) sesji straciły aż 60 proc.

Koronawirus uderza w branżę filmową. Zmienia się regulamin Oscarów

Hollywood przeżywa największych od stu lat kryzys. Poprzednio tak źle w branży filmowej, nie tylko w USA, było w czasach epidemii grypy-hiszpanki.

 

Największym problemem dla branży filmowej jest zamknięcie kin w wielu krajach świata, a przede wszystkim na tych najbardziej dochodowych …

Cineworld liczy, że się odbije

Sieć nie likwiduje swoich placówek całkowicie, nie sprzedaje budynków ani nie demontuje infrastruktury, bowiem dopuszcza jeszcze, że swoje kina otworzy. Ich zamknięcie zostało bowiem zarządzone „do odwołania”. Ale ponad 45 tys. pracowników otrzymało już wypowiedzenia. Dotychczasowe pandemiczne straty Cineworld to już 1,6 mld dolarów.

„Będziemy się za wszelką cenę starali utrzymać naszą firmę przy życiu, ale bez takich działań byłoby nam niezwykle trudno utrzymać delikatną równowagę” – napisano w firmowym komunikacie. Zapewniono także, że czynione są starania o uzyskanie rządowego wsparcia dla „branży, która ma tak duże kulturowe znaczenie”.

Na razie nie ma planów zamknięcia należących do sieci Cineworld kin w Polsce. „W Polsce kina Cinema City są otwarte, a w naszym repertuarze pojawiają się kolejne premiery, na których seanse zapraszamy wszystkich widzów” – zapewniła w przesłanym mediom oświadczeniu dyrektor marketingu Cinema City Polska Katarzyna Opertowska. Do tej sieci należy w Polsce 35 kin w 20 miastach i jest ona najważniejszym graczem na polskim rynku kinowym.

Nowe zasady przyznawania Oscarów. Konieczne uwzględnianie mniejszości etnicznych, rasowych i seksualnych

Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła plan wprowadzenia zmian do regulaminu wyłaniania obrazów nominowanych w kategorii „najlepszy film”.

Koronawirus uderzył w branże kinową

Branża kinowa bardzo mocno ucierpiała z powodu pandemii koronawirusa. Wprowadzone w wielu krajach na świecie przeciwepidemiczne obostrzenia niemal zawsze zawierały nakaz zamknięcia kin.

Strach przed zakażeniem SARS-CoV-2 sprawił, że nawet gdy kina znów mogły zostać otwarte, publiczność do nich już w zasadzie nie wróciła. A już od kilku lat branża zbierała biznesowe cięgi za sprawą upowszechnienia się serwisów streamingowych. W czasie lockdownu te drugie jeszcze bardziej się wzmocniły.

To wszystko sprawia, że Hollywood staje przed poważnym pytaniem o to co zrobić z wielkimi tegorocznymi kinowymi premierami. Część studiów filmowych decyduje się na udostępnianie swoich filmów od razu w streamingu on-line.

W taki sposób w systemie video-on-demand (VOD) trafił do dystrybucji animowany film studia Universal Pictures „Trolle 2”, sequel popularnej bajki dla dzieci z 2016 r. Z początku nie wróżono tej premierze sukcesu, ale szybkie wypuszczenie go do internetu (zanim z tego modelu postanowili skorzystać inni) okazało się strzałem w dziesiątkę.

„Trolle 2” w zaledwie trzy tygodnie tylko internetowej dystrybucji zarobiły ponad 100 mln dolarów, czyli tyle samo ile pierwsza część filmu w pięć miesięcy dystrybucji kinowej. Dlatego Universal Pictures poszło za ciosem i również w dystrybucji VOD udostępniło niepokazywany dotąd film „Król Staten Island”, czyli najnowszą komedię Judda Apatowa z popularnym komikiem Petem Davidsonem w roli głównej.

Niemcy: Filmy będą dostawać "zielone certyfikaty"

Już niedługo w Niemczech widzowie będą mogli wybrać w kinie film nie tylko kierując się opiniami krytyków czy nazwiskami ulubionych twórców, ale także tym czy dany obraz powstał w sposób możliwie neutralny dla środowiska. Niemieckie produkcje będą bowiem mogły otrzymać …

Kiniarze wściekli na studia filmowe

Taki sukces wzbudził emocje u właścicieli sieci kinowych, którzy dotąd byli w USA przyzwyczajeni do modelu, w którym mieli przynajmniej 90 dni na wyłączność pokazywania hollywoodzkich produkcji, zanim te trafiły do VOD lub na nośniki Blue-Ray i DVD.

Uznali oni, że nowy model biznesowy to egzystencjalne zagrożenie dla ich branży. Prezes amerykańskiej sieci kinowej AMC (lidera światowego rynku) Adam Aron zagroził nawet, że w związku z działaniami Universal Pictures, które uznał za złamanie umowy z jego siecią, w żadnym z kin należących do AMC nie będzie już filmów tego producenta.

A AMC posiada ponad 1 tys. kin w USA, Europie oraz na Bliskim Wschodzie. Spółka kinowa w 2017 r. rozpoczęła także inwestycje w Polsce. Swoje pierwsze (i od razu największe kino) otworzyła w poznańskim centrum handlowym King Cross Marcelin.

Prezes Universal Pictures Jeff Shell odpowiedział na to oświadczenie stwierdzając, że w takim razie filmy jego studia będą nawet po zakończeniu pandemii trafiać do dystrybucji VOD na równi z kinową. Również studio Warner postanowiło kilka swoich mniejszych premier wypuścić tylko do internetu.

Polski rząd wprowadza "podatek od Netflixa"

W ramach przepisów antykryzysowych polski rząd wprowadza nową daninę dla serwisów streamingowych oraz platform VOD. Ma ona przynieść nawet 20 mln złotych rocznie dla Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Hollywood opóźnia głośne premiery

Drugi sposób działania to po prostu opóźnienie premiery w nadziei, że sytuacja epidemiczna się poprawi, a widzowie wrócą do kin. W przypadku najdroższych produkcji sama dystrybucja on-line może bowiem przynieść zbyt małe zyski, a kręcenie tzw. blockbusterów może się okazać nieopłacalne.

Dlatego premierę filmu „Nie czas umierać” Cary’ego Fukanagi, czyli najnowszej części przygód agenta Jej Królewskiej Mości Jamesa Bonda z Danielem Craigiem w roli głównej przekładano już dwukrotnie – najpierw miała mieć miejsce w kwietniu, potem w październiku, a najnowszy termin to kwieceń przyszłego roku.

Kolejna głośna, ale opóźniona premiera tego roku to „Diuna” w reżyserii Denisa Villeneuve’a na podstawie kultowej powieści science-fiction Franka Millera. Superprodukcja miała trafić do kin w grudniu, ale jej premierę przesunięto aż o 10 miesięcy. Widzowie dowiedzą się czy kanadyjski reżyser poradził sobie z pełną mistycyzmu powieścią lepiej niż w 1984 r. David Lynch, którego ekranizacja „Diuny” nie została najlepiej przyjęta, dopiero w październiku 2021 r.

A ponieważ produkująca ten film wytwórnia Warner Bros na ten przyszłoroczny termin chciała wypuścić kolejną superprodukcję – „The Batman” z Robertem Pattinsonem w roli głównej, to film o Człowieku-Nietoperzu trafi do kin najwcześniej w marcu 2022 r.

Przesunięcia premier dotyczą także kilku innych najbardziej kasowych superprodukcji (a to na takich zarabiają najwięcej budujące multipleksy sieci kinowe) – „Czarnej Wdowy”, „The Flash”, „Black Adam” czy wreszcie nowe „Jurassic World”, które trafi do kin… dopiero w czerwcu 2022 r.

Ważą się ciągle losy filmu „Wonder Woman 1984” z izraelską aktorką Gal Gadot w roli głównej. To właściwie ostatnia duża produkcja, której tegorocznej premiery jeszcze nie odwołano. Jej termin to wciąż 25 grudnia, ale scenariusz do tej sytuacji zapewne napisze koronawirus.

Zbyt długie odkładanie premier ma jednak też swój poważny minus. Przynosi duże straty, jeśli wydano już duże kwoty na promocję. Według magazynu „Hollywood Reporter”, w przypadku filmów, których premiery miały być wiosną, ale dotąd się nie odbyły – niepotrzebne wydatki promocyjne sięgają nawet 20 mld dolarów. Sama promocja najnowszego „Bonda” miała już kosztować przeszło 100 mld dolarów.

Filmy Holland i Komasy powalczą o nominację do "europejskich Oscarów"

Europejskie Nagrody Filmowe to najważniejsze wyróżnienia na Starym Kontynencie, odpowiednik amerykańskich Oscarów.

Europa trzyma się mocniej

Te dwa czynniki – strach przed infekcją w miejscu publicznym oraz brak nowych kasowych filmów – to dla branży kinowej prawdziwy dramat. Co więcej, brak publiczności zachęca studia do odkładania kolejnych premier, co z kolei zniechęca kolejne osoby do pójścia do kina. I tak spirala się nakręca.

Hollywood czeka także z premierami dlatego, że dwa kolejne najbardziej dla niego ważne rynki – chiński oraz indyjski – również nie funkcjonują normalnie. A wypuszczać produkcję, która kosztowała 200-300 mln dolarów tylko na mniejsze rynki to zbyt duże ryzyko, że zyski na później otwartych rynkach zje piractwo.

W Europie sytuacja jest nieco lepsza, bowiem sieci kinowe nie są aż tak uzależnione od największych premier. Europejczycy lubią bowiem także chodzić masowo na filmy europejskie, zwłaszcza te rodzimej produkcji. A premiery kilku głośnych polskich czy europejskich filmów na razie nie są odwoływane.

Doszło jednak w pierwszym szczycie epidemii do tego, że część produkcji też trafiła bardzo szybko albo wyłącznie do internetu. Tak stało się z głośnym filmem „Sala samobójców: Hejter” Jana Komasy, który miał swoją kinową premierę zaledwie kilka dni przed wprowadzeniem w Polsce w marcu epidemicznych obostrzeń i zamknięciem wszystkich kin.

Dystrybutor filmu – firma Kino Świat – podjął niemal od razu decyzję o umieszczeniu filmu na dwóch platformach VOD – Player.pl oraz VOD+ telewizji Canal +. Z kolei horror „Dziś w lesie nie zaśnie nikt” Bartosza Kowalskiego trafił od razu do Netflixa.

Koronawirus przeciąża internet, czyli kwarantanna z Netflixem

Nawet o 1/5 wzrosła oglądalność filmów i seriali w serwisach streamingowych, tj. Netflix, HBO Go, Hulu, Amazon Prime czy Dinsey+. Wprowadzenie przez wiele państw w Europie i Azji strategii dystansowania społecznego w walce epidemią koronawirusa wywołało duży wzrost zainteresowania treściami …

Małe kina bardzo zagrożone

Ale o ile europejskie sieci kinowe jeszcze się na rynku trzymają (a w każdym razie nie informują o planach zamykania placówek), o tyle mniejsze kina – o ile nie mają chętnego do płacenia za ich utrzymanie sponsora, na przykład instytucji samorządowych – też stają przed widmem bankructwa.

Są na przykład poważne obawy o to czy z kinowego pejzażu Warszawy nie zniknie jedno z najstarszych wciąż czynnych kin, czyli Atlantic. We wrześniu poinformowano zaś o tym, że działalność zakończy najstarsze wciąż czynne w tym samym miejscu kino w Europie, czyli funkcjonujący od 1907 r. szczeciński Pionier.

Kino to przetrwało dwie światowe wojny, zmiany politycznych ustrojów oraz kilka gospodarczych kryzysów, ale okazało się bezbronne w starciu z koronawirusem. Internauci uzbierali już niemal 50 tys. złotych na ratowanie tego kina, ale wiadomo, że to tylko doraźne działanie.

O ile więc Wielki Kryzys lat 30. XX wieku okazał się być impulsem dla rozwoju branży kinowej – kosztując grosze zapewniała ona bowiem rozrywkę masom, a jednocześnie gwarantowała dwie godziny pobytu w suchym i ciepłym miejscu – to obecny kryzys gospodarczy wywołany przez pandemię może de facto erę wielkosalowego i wielkoekranowego kina zakończyć.