Internal Security Forum Prague 2015

Wydarzenie zorganizowane przez niezależny czeski think-tank Evropské hodnoty (Europejskie Wartości) i przebiegające pod auspicjami m.in. brytyjskiej i francuskiej ambasady czy też ministra spraw wewnętrznych Czech składało się z otwartej konferencji oraz warsztatu zatytułowanego Akademia Spraw Wewnętrznych, przeznaczonego dla wybranych oficjeli państw Grupy Wyszehradzkiej, wśród których byli również pracownicy polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Program otwartej konferencji był podzielony na trzy panelowe dyskusje, których centralnymi zagadnieniami były Państwo Islamskie, powrót zagranicznych wojowników oraz deradykalizacja. Ze względu na oczywiste wzajemne powiązania, tematy te przeplatały się podczas wszystkich dyskusji.

W cieniu Państwa Islamskiego

Pierwszy panel dyskusyjny w służył naszkicowaniu zarysu sytuacji na Bliskim Wschodzie. Czeski dyplomata i prorektor praskiej uczelni CERVO Tomáš Pojar zarysował szerszy kontekst problematyki ekstremizmu, którego korzenie sięgają głębiej niż arabska wiosna, nieudane zachodnie interwencje czy też sowiecka inwazja w Afganistanie. Zmienność sojuszów i przynależności terytorialnej oraz rosnąca fragmentaryzacja i radykalizacja sprawiają, że problemy w regionie prawdopodobnie pozostaną nierozwiązane przez następne dziesięciolecia. Nie oznacza to, że kolejne dekady upłyną w cieniu Państwa Islamskiego (dalej PI). Jest ono bowiem emanacją głębszych problemów, które najpewniej przyjmą inną inkarnację wraz z upływem czasu. Mianem swoistego korzenia zła określił Pojar dżihadyzm salafistyczny. To co stanowi o wyjątkowości dzisiejszej sytuacji polega według niego na tym, że PI w pierwszej kolejności systematycznie rozprawia się z wewnętrznym wrogiem – czyli szyitami i innowiercami – na swoim obecnym terytorium, a siły zachodu są w tej fazie na dopiero na drugim miejscu na liście celów.  

Dyskusja była utrzymana poniekąd w pesymistyczno-pragmatacznym tonie, o tyle o ile podkreślano nierozwiązywalność problemu PI w obecnej konfiguracji sił. Naloty na terytoria opanowane przez tę organizację wprawdzie przynoszą straty w jej szeregach, ale same w sobie nie wystarczą, a bez interwencji lądowej niebezpieczeństwa zażegnać się nie da. Ze zrozumiałych względów nie pali się do tego żadna zachodnia potęga. Pojar wyraził dlatego pogląd, że jeśli w rejonie pojawią się siły lądowe, będą to prawdopodobnie Rosjanie. W istocie wkrótce po konferencji informacje o żołnierzach Federacji Rosyjskiej zaczęły się pojawiać na pierwszych stronach portali informacyjnych.

Wtórował mu dyrektor Cetrum Badań Blizkowschodnich RAND Corporation David L. Aaron, który w kontekście ewentualnej interwencji przestrzegał przez powtórką z Libii i podkreślał, że opanowanie sytuacji w tamtych stronach wymaga udziału Iranu i Rosji. Aaron wyraził też pogląd, że fala uchodźców zalewająca Europe, to w swoiste przedłużone ramię PI, ale nie w tym sensie, że tłumy przedzierające się na Stary Kontynent są naszpikowane dżihadystami. Problem tkwi w tym, że nieporadzenie sobie z tym humanitarnym wyznawniem jest na rękę fundamentalistom. Może to bowiem doprowadzić do politycznej dezorganizacji i moralnego osłabienia państw zachodu. Może także zradykalizować europejskich muzułmanów oraz samych uchodźców rozgoryczonych przyjęciem w Europie.

Obawy z zagranicznych bojowników

Wraz z nowymi uczestnikami debaty punkt ciężkości się przesunął w stronę zagadnienia zagranicznych bojowników. Interpol dysponuje danymi 5000 osób, którzy walczą lub walczyli w Syrii czy też Iraku, oznajmił Oldřich Martinů, szef krajowego biura Interpolu z siedzibą w Pradze. Wiemy też, że część z nich przebywa już Europie. O tym że tzn. efekt weterana czyni z nich szczególnie niebezpieczną grupę w szeregach radykałów wiadomo nie od dziś. Istnieją jednak znaczące obszary niewiedzy. Martinů przyznał tu, że obraz sytuacji, którym dysponuje Interpol, jest niepełny i to nie tylko z powodów obiektywnych trudności. W grę wchodzi również niechęć poszczególnych państw do dzielenia się informacjami.  Pojawiły się tu też głosy, że nie mała część osób powracających z obszarów konfliktów to ludzie rozczarowani tym, co zobaczyli i pragnący wrócić do normalnego życia, stąd nie wszyscy muszą stanowić niebezpieczeństwo.

Za nie bagatelizowaniem problemu przemawiają jednak doświadczenia francuskie. Przynajmniej jeden z braci Kouachi jak i Mohammed Merah otrzymali trening na Bliskim Wschodzie, a następnie ze swoich doświadczeń skorzystali w Europie. Francja, której miasta w ostatnich latach stały się tłem religijnie motywowanej przemocy, została zmuszona do podjęcia wielu inicjatyw, które pokrótce opisał ambasador Jean-Pierre Asvazadourian. O ile represyjne środki w rodzaju zakazu wyjazdu dla osób podejrzanych o skłonności do ekstremizmu są koniecznością, Asvazadourian podkreślił wagę prewencji. W kraju działa obecne centrum identyfikujące młodych ludzi, którzy mogliby się stać narybkiem organizacji terrorystycznych. Centrum pracuje z ich rodzinami i dostarcza im potrzebnego wsparcia. Ponieważ według szacunków Francuzów narzędziem radykalizacji jest głównie Internet, francuskie władze we współpracy z dostawcami Internetu aktywnie zwalczają przejawy ekstremizmu w sieci. Powstał też portał, gdzie treści tego typu można zgłosić władzom. Inne – obok Internetu – środowisko sprzyjające religijnej indoktrynacji to więzienie i stąd plany wzmocnienia roli muzułmańskich duchownych we francuskim więziennictwie jak i szkolenia strażników.

Podczas kiedy Francja czy Wielka Brytania na polu zwalczania radykalizacji mają niemałe i okupione krwią doświadczenia, Czechy z niewielkim, bo liczącym od 3,000 do 20,000 osób (nie ma w tym względzie pewności) środowiskiem muzułmańskim, wydają się oazą spokoju. Władze kraju dmuchają jednak na zimne i uczą się na doświadczeniach innych państw. Obecny na konferencji przedstawiciel MSZ Benedikt Vangeli opowiedział pokrótce o przygotowywanym pakiecie zmian legislacyjnych przygotowujących państwo do zmagań z nowymi rodzajami zagrożeń. W odróżnieniu od zwyczajnych przestępstw postępowanie karne w sprawach związanych z terroryzmem boryka się czasem z pozyskiwaniem dowodów z trudno dostępnych rejonów. Stąd zmiany w prawie karnym procesowym. Inne zmiany mają charakter administracyjny, jak np. utrudnianie wyjazdów do obszarów konfliktów. Jest wreszcie mowa o działaniach prewencyjnych i deradykalizacyjnych. Te ostatnie nie dotyczą tylko muzułmanów, ale ogółu społeczeństwa czeskiego, które ostatnimi czasy ulega nastrojom ksenofobicznym. Na marginesie tych zmian przygotowuje się też nowelizację ustawy o służbach specjalnych przewidującą rozszerzenie ich uprawnień, m.in. łatwiejszy wgląd w konta bankowe i zeznania podatkowe.

Na koniec drugiego panelu Harald Weilnböck, niemiecki psycholog i doradca od zagadnień radykalizacji, zaoferował wgląd w proces rehabilitacji osób, które uległy wpływowi radykalnych ideologii. Podkreślił on, że na ekstremizm należy patrzyć w całościowej perspektywie nie ograniczając się do islamizmu. Prawicowy ekstremizm obecny w Europie od dziesięcioleci ma bowiem wiele punktów stycznych z islamizmem. Podkreślił również, że mylne jest przecenianie roli Internetu. To prawda, że jest on narzędziem wykorzystywanym przy szerzeniu radykalnych ideologii, ale ma ograniczone zastosowanie w walce z ekstremizmem. Naturalnie to dobrze, że udostępniamy elektroniczne źródła rzeczowych informacji, czy też że lansujemy idee stanowiące kontrę dla poglądów szerzonych przez ekstremistów, ale samo o sobie to mało. Prawdziwa praca deradykalizacyjna zasadza się na ludziach i przypomina terapię, o tyle ciężką, że wychodzi z zerowego poziomu zaufania. To długi i otwarty proces wiążący się z wysokimi kosztami, które tym nie mniej procentują – zapewnił Weilnböck, który ma za sobą wiele doświadczeń w w placówkach akademickich i instytucjach międzynarodowych.

Od głowy w piasku do zaangażowania

Niezwykle ciekawy wątek przemian myślenia podjął w dalszej części konferencji Gilles de Kerchove, koordynator do walki z terroryzmem w ramach UE. Naszkicował on przejście od początkowego braku zainteresowania czy wręcz rozmyślnej niechęci do dostrzeżenia problemu fundamentalizmu i radykalizacji w Unii Europejskiej do przejrzenia na oczy i ogólnoeuropejskiego zaangażowania. Owo zaangażowanie znajduje ujście w szerokim wachlarzu działań począwszy od przeciwdziałania w Internecie z pomocą specjalistów od PR i marketingu po wczesne wykrywanie przejawów radykalizmu na krajach wspólnoty.

Działania obierające za cel sieć koordynuje od niedawna grupa nazwana CT Internet Referral Unit. Oprócz współpracy z dostawcami usług internetowych i usuwania treści o charakterze radykalnym, CTIRU opracowuje również analizy dla instytucji rządowych. Sam Internet de Kerchove określił mianem wylęgarni ekstremistów. Wbrew tego co doniedawna sądzono, do radykalizacji nie trzeba fizycznego kontaktu. Dochodzi do niej pośrednictwem sieci i to w krótkim czasie, w skrajnych przypadkach kilku tygodni. De Kerchove wystosował też ostrzeżenie pod adresem państw UE. Strumień uchodźców ułatwia niestety przerzut zamachowców na terytorium UE. Powściągliwy ton jego ostrzeżenia brał się ze świadomości, że takie obawy mogą się odbić na pomocy humanitarnej, ale tego aspektu kryzysu imigracyjnego nie da się nie dostrzec.

Z uwagami belgijskiego przedmówcy korespondowały doświadczenia Harasa Rafiqa. Jest on dyrektorem brytyjskiej fundacji Quilliam, która powstała w celu szerzenia świadomości na temat zagrożeń płynących z islamizmu. Jego wysiłki zmierzające do uświadomienia rządu, że radykalizacja w szeregach brytyjskich muzułmanów może zaowocować przelewem krwi, zostały zlekceważone. Zamachy w Londynie w 2005 potwierdziły jednak zasadność jego obaw. Rząd zmienił ton, a Rafiq został zaproszony do współtworzenia strategii prewencji, która obowiązuje dziś na wyspach brytyjskich. Strategia operuje długofalowymi działaniami miękkimi (soft-end) i twardymi (sharp-end). Twarde działania cechują się doraźnością i interwencyjnym charakterem. Obejmują monitorowanie i sądowe ściganie. Przykładem jest tu udaremniony plan ścięcia głowy brytyjskiemu żołnieżowi, za który nastoleni Brusthom Ziamani skazany został na 22 więzienia, zanim doszło do realizacji zamiaru. Działania określone jako miękkie mają na celu eliminację przyczyn i wymagają zaangażowania całego obywatelskiego społeczeństwa. Co ciekawe, poprzednią, nieudaną brytyjską strategię zwalczania ekstremizmu przejęły według Rafiqa Stany Zjednoczone.

Dyrektor Quilliam wezwał też, abyśmy się nie obawiali nazywać rzeczy po imieniu ani wskazywać źródła zagrożeń. Do tych zalicza islamizm – w odróżnienia od islamu jako takiego – oraz retorykę, która z pojęcia islamofobii uczyniła knebel zamykający usta krytykom niepokojących tendencji w islamie. Pokreślił też, że nie ma takich wartości, które znajdują się poza zasięgiem krytyki.

Praktyczne doświadczenia z pracy w Quilliam, która zatrudnia byłych ekstremistów sprawiają, że spostrzeżenia i doświadczenia Tariqa zasługują na jak najpoważniejsze potraktowanie. Na adres decydentów padło tu kilka ostrzeżeń. Uważajmy, z kim zawiązujemy współpracę. Nie jest prawdą, że naszym przyjacielem jest wróg naszego wroga, a niejedna muzułmańska organizacja deklarująca niechęć do PI operuje w podobnym moralnym i intelektualnym uniwersum. Różnica pomiędzy niektórymi z owych organizacji a żołdakami PI jest trywialna – ci drudzy przekuwają przekonania w czyn, a ci pierwsi wyznają podobne wartości mniej czy bardziej skrycie.

Rafiq naszkicował też wielorakość przyczyn składających się na zjawisko radykalizacji muzułmanów w krajach zachodnich i na bliskim wschodzie. To szerokie spektrum począwszy od wątku zemsty, przez subiektywne poczucie krzywdy czy nierzadko problemy psychiczne islamistycznych rekrutów po salafistyczną ideologię religijną. Nie dajmy się zatem uwieść prostym historiom spłaszczającym genezę ekstremizmu do wykluczenia i biedy czy polityki zagranicznej zachodu – prawi Rafiq. Co ma bowiem zachodnia polityka zagraniczna wspólnego z bratobójczym mordowaniem się szyitów i sunnitów? Jak wytłumaczyć fakt, że 43 procent skazanych brytyjskich dżihadystów ma wyższe wykształcenie, pyta się retorycznie dyrektor fundacji Quilliam.

Słowem zakończenia

Wielość wątków występująca w dyskusjach sprawia, że niniejsze sprawozdanie jest z konieczności szczątkowe. Pozostaje mieć nadzieję, że doświadczenia zaproszonych gości przekazane tak w toku debat jak i warsztatów znajdą przełożenie na jakość rozwiązań legislacyjnych i procesów decyzyjnych, w których biorą udział zaproszeni na konferencję goście z kręgów administracji rządowej krajów Grupy Wyszehradzkiej. Uczenie się na błędach innych bywa z reguły mniej kosztowne niż popełnianie tych samych błędów.

Sławomir Budziak