Francja: Kolejne zamieszki podczas protestu „żółtych kamizelek” w Paryżu

Protest "żółtych kamizelek", źródło: Flickr, fot. Sébastien Huette

Protest "żółtych kamizelek", źródło: Flickr, fot. Sébastien Huette

W manifestacjach ruchu, który domaga się dymisji prezydenta Emmanuela Macrona, wzięło udział w minioną sobotę (5 stycznia) ponad 50 tys. osób. W Paryżu manifestanci wdarli się nawet do biura rzecznika rządu, który musiał uciekać.

 

Tydzień temu na zorganizowanych w wielu miastach Francji demonstracjach ruchu tzw. żółtych kamizelek pojawiło się ok. 32 tys. ludzi. Liczebność manifestacji malała sukcesywnie z tygodnia na tydzień. Tym razem jednak wzrosła, choć daleko jej było do czasów, gdy na ulice francuskich miast i miasteczek wychodziło ponad 280 tys. ludzi.

Tym razem najwięcej osób pojawiło się na manifestacji w Bordeaux, gdzie było ich 5 tys. W Paryżu demonstrowały 4 tys. ludzi. Mniejsze protesty odbyły się także m.in. w Montpelier, Tuluzie i Lyonie. Najgoręcej było w stolicy, gdzie doszło do starć z policją i użycia przez mundurowych gazu łzawiącego oraz zatrzymań. Do incydentów doszło też m.in. w Rouen, Beauvais, Troyes i Awinionie. Demonstranci próbowali tam wejść do siedzib merostw. W Rouen policjanci użyli nawet jednorazowo gumowych kul.

Francja: Protesty "żółtych kamizelek" zaszkodziły Macronowi

Według najnowszego sondażu przeprowadzonego na zlecenie dziennika „Le Figaro” aż 3/4 Francuzów jest obecnie niezadowolonych z polityki rządu oraz prezydenta Emmanuela Macrona. Z drugiej strony, spada poparcie dla kontynuowania protestów „żółtych kamizelek.”
 
Badanie na zlecenie „Le Figaro” wykonały …

Atak na biuro rzecznika rządu

W Paryżu do starć z policją doszło w okolicy Sekwany, gdy manifestanci usiłowali zmienić uzgodnioną wcześniej trasę przemarszu i przekroczyć rzekę innym mostem. W stronę służb bezpieczeństwa poleciały wówczas butelki i kamienie. Policjanci odpowiedzieli gazem łzawiącym. Na wieść o incydencie minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner natychmiast zwołał w swoim resorcie posiedzenie sztabu kryzysowego. Ale do zamieszek na skalę tych z przełomu listopada i grudnia nie doszło.

Najwięcej emocji pojawiło się, gdy grupa demonstrantów wdarła się na chwilę do biura rzecznika rządu Benjamina Griveaux. Zniszczono bramę wjazdową na dziedziniec budynku i uszkodzono wyposażenie pomieszczeń. Rzecznik rządu został ewakuowany przez ochronę. „Weszły do mojego biura >>żółte kamizelki<<, byli też ludzie ubrani na czarno, którzy wzięli z ulicy sprzęt budowlany i wyważyli drzwi ministerstwa, a także zniszczyli dwa samochody. Mam nadzieję, że monitoring pozwoli na zidentyfikowanie i pociągnięcie do odpowiedzialności sprawców oraz że zostaną oni bardzo surowo ukarani” – mówił potem dziennikarzom Griveaux.

Nie będzie debaty w Parlamencie Europejskim na temat sytuacji w Francji

Europosłowie odrzucili w poniedziałek (10 grudnia) po południu wniosek frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, złożony przez europosła Ryszarda Czarneckiego (PiS) o przeprowadzenie debaty na temat sytuacji we Francji.
 

Ryszard Czarnecki, przedstawiając w PE wniosek swojej frakcji dotyczący debaty w sprawie  „kryzysu …

Macron potępił przemoc

Akty wandalizmu podczas manifestacji potępił prezydent Emmanuel Macron. „Kolejny raz skrajna przemoc uderzyła w Republikę – jej stróżów, jej przedstawicieli i jej symbole. Ci, którzy dopuścili się tych czynów, zapominają o sednie naszego paktu obywatelskiego. Sprawiedliwość zostanie jednak wymierzona. Aby udało nam się doprowadzić do debaty i dialogu, musimy się zmobilizować wszyscy” – napisał prezydent na Twitterze.

Protesty ruchu tzw. żółtych kamizelek trwają od 17 listopada. Rozpoczęły się jako sprzeciw kierowców wobec zapowiedzi podniesienia akcyzy na paliwa, ale z czasem przekształciły się w protest przeciw rosnącym kosztom życia i polityce gospodarczej rządu. Na manifestacjach często padają wezwania, aby Macron podał się do dymisji.

Francja: "Żółte kamizelki" wystartują w wyborach do PE?

Jeden z byłych liderów francuskiej skrajnej prawicy Florian Philippot zarejestrował słowa „Żółte Kamizelki” jako znak towarowy, aby wykorzystać go w kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.
 

Florian Philippot przez wiele lat był bliskim współpracownikiem liderki francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen. …