Fillon traci po skandalu wokół żony

François Fillon// Źródło: Republikanie

François Fillon jest jednym z bardziej popularnych kandydatów we francuskich wyborach prezydenckich. Jednak jego poparcie ucierpiało w wyniku skandalu wokół jego żony.

 

W zeszłorocznych prawyborach we francuskiej partii prawicy – Republikanach – ich ostateczny zwycięzca François Fillon podkreślał, że w przeciwieństwie do swoich rywali Alaina Juppé i Nicolasa Sarkozy’ego nie miał nigdy problemów z prawem. Ten tydzień pokazał, że jest jednak inaczej, co zostało boleśnie odczute przez Fillona.

>> Czytaj więcej o prawyborach

Publikacja

25 stycznia francuski tygodnik „Le Canard Enchainé” ujawnił, że do 2012 r. Fillon zatrudniał jako asystentkę parlamentarną swoją żonę Penelopę. Dzięki temu miała zarobić ok. 600 tys. euro, zgodnie z informacjami tygodnika – choć nie ma tutaj oficjalnego potwierdzenia tej kwoty.

Sam fakt zatrudnienia nie jest nielegalny. Francuskie prawo pozwala posłom na zatrudnianie członków rodzin, a wymóg zgłaszania tego w deklaracjach wszedł w życie dopiero w 2014 r., stąd też początkowo fakt ten nie był znany szerszej publiczności.

Przestępstwo

Problemem jest to, że francuskie prawo zabrania tworzenia w ten sposób synekur. Oznacza to, że zatrudniony członek rodziny musi wykonywać w ramach tego zatrudnienia faktyczną pracę – i z tym właśnie jest problemem w przypadku Penelopy Fillon.

Tygodnik stwierdził, że jego dziennikarze nie znaleźli żadnych dowodów na to, by Penelope Fillon zrobiła cokolwiek w trakcie swojej wieloletniej pracy na stanowisku asystentki. Jeden z rzeczników Fillona, Benoist Apparu, stwierdził, że wynika to z tego, że „Penelope Fillon zawsze pracowała w cieniu innych, bo nie jest w jej stylu, by promować samą siebie”. Dodał także, że zatrudnienie współmałżonka „nie jest niczym nielegalnym ani amoralnym. Jest to dopuszczone przez Zgromadzenie Narodowe [niższą izbę francuskiego parlamentu]”.

Fillon odrzuca zarzuty

Z kolei sam Fillon wczoraj (26 stycznia), dzień po publikacji, odrzucił oskarżenia dziennikarzy „Le Canard Enchainé” i dodał, że jego żona pracowała dla niego w różnej formie, od czasu, gdy został po raz pierwszy wybrany w 1980 r. – w tym samym roku pobrał się z Penelopą. Tłumaczył, że jej praca polegała na robieniu przeglądu prasy, sprawdzała jego przemówienia i chodziła na spotkania.

Fillon uważa więc, że zarzuty wobec niego są bezpodstawne. Stanowczo zaprzeczył też, że po raporcie tygodnika powinien zrezygnować z kandydowania w kwietniowych wyborach prezydenckich. Dodał jednak, że w przypadku faktycznego postawienia mu zarzutów wycofa się z wyborów.

Efekty publikacji

Jednak słowa Fillona nie do końca przekonały wyborców. Dziś (27 stycznia) firma Odoxa opublikowała sondaż popularności przeprowadzony wczoraj (26 stycznia), zgodnie z którym 38 proc. ankietowanych ma pozytywną opinię o prawicowym kandydacie na prezydenta.

Jak podkreśliła sama Odoxa, to spadek o 16 pkt. proc. od czasu sondażu przeprowadzonego w listopadzie 2016 r. przez Ifop-Fiducial. Od czasu ostatniego sondażu Odoxa z 8 stycznia br. popularność Fillona spadła o 4 pkt. proc.

Śledztwo trwa

Fillon nie przekonał też francuskiego wymiaru sprawiedliwości. Już w środę, od razu po publikacji „Le Canard Enchainé”, francuska prokuratura rozpoczęła śledztwo – podejrzewane jest sprzeniewierzenie pieniędzy publicznych, jako że asystenci są opłacani z publicznych środków.

Śledztwo na razie nie jest prowadzone przeciw Fillonowi bądź jego żonie. Prokuratura na razie chce sprawdzić, czy faktycznie doszło do przestępstwa.