– Jeden metr oddany Słowenii to zbyt dużo – mówi stanowczo Danilo Latine, chorwacki rybak, którego spotykam na przystani w Savudrii, turystycznej miejscowości na północy półwyspu Istria.

– Słoweńskie wybrzeże liczy jedynie 40 km, a wy macie aż 1,8 tys. km – przekonuję.

– No i co z tego? To nasz teren, dlaczego mamy pozwalać im tu pływać?

Słowenia i Chorwacja spierają się o przynależność adriatyckiej Zatoki Pirańskiej, ale przebieg granicy nie jest także jasny na wschodzie, w rejonie rzeki Mury, oraz na północy Istrii. Sporne tereny zamieszkuje około 300 osób.

– Ci ludzie od 26 lat nie wiedzą, w którym kraju żyją – podkreśla Božo Repe, profesor historii z Uniwersytetu w Lublanie.

Zagrzeb ignoruje arbitraż

W 2009 r. Słowenia, blokując przystąpienie Chorwacji do Unii Europejskiej, wymusiła jej zgodę na arbitraż. Dwa lata temu, już po akcesji, Zagrzeb wycofał się z procedury. Pretekstem były kontakty członka Trybunału z przedstawicielem słoweńskich władz.

Mimo to 28 czerwca 2017 r. zapadł wyrok: większość Zatoki i dostęp do wód międzynarodowych dla Słowenii, a kilka miejscowości dla Chorwacji.

– Nie jesteśmy zobowiązani do wypełnienia wyroku – oznajmił Andrej Plenković, premier Chorwacji.

Zagrzeb zignorował apel Komisji Europejskiej o uznanie decyzji Trybunału; Słowenia podporządkuje się jej jednostronnie.

Prywatna wojna Słoweńca z Chorwacją

Przejście graniczne Secovlje-Plovanija, główna droga na Istrię. Turystów po chorwackiej stronie wita napis: „Okupowane terytorium Słowenii”. Powiesił go na swoim domu Joško Joras, emeryt lat 68, mieszkający na południowym brzegu rzeki Dragonia (przez wiele lat pracował w Niemczech, był kelnerem, prowadził też swój mały biznes kateringowy).

– Ten wąski pas terenu ma 113 ha, mieszka nas tu tylko 60-70 osób, ale to nie jest mało ziemi – mówi Joras.

Na początku lat 90. XX w. Zagrzeb przesunął posterunki nad rzekę; od tego czasu Joško walczy z chorwackimi pogranicznikami (Chorwacja nie jest w strefie Schengen). Odmawia płacenia ceł, do domu dojeżdża, omijając przejście graniczne, a kilka lat temu wywiesił słoweńską flagę – dostał mandat, który zamieniono mu na odsiadkę.

– W więzieniu w Puli pytali mnie, po co to robię. Moja mama w czasie wojny trafiła za działalność antyfaszystowską do Dachau. Cudem przeżyła. W 1963 r. wybudowała ten dom.

Jorasa wypuszczono z więzienia, gdy rozpoczął protest głodowy. O sprawie zrobiło się głośno, zajęły się nią krajowe media, a także m.in. „New York Times”. Dla części rodaków Joško stał się bohaterem, dla reszty – wariatem toczącym prywatną wojnę z Chorwacją.

– On walczy o swoje prawa, ale prawicowi politycy wiele razy go wykorzystywali – uważa Repe.

Południowy brzeg Dragonii Trybunał przyznał Chorwacji.

– Nigdy nie byliśmy pod kontrolą Zagrzebia. Dlaczego nikt nas nie zapytał, w którym kraju chcemy być? – mówi Joras.

Podziały z czasów Habsburgów

Do 1991 r. Chorwacja i Słowenia wchodziły w skład Jugosławii, wcześniej ich tereny należały do Austro-Węgier i Włoch. – Drogi, linie energetyczne, wodociągi budowano racjonalnie, miały służyć mieszkańcom obu republik. Nikt nie przejmował się brakiem dokładnie wytyczonej granicy – mówi Božo Repe.

Obecny spór dotyczy ustalenia, na czym ma się opierać przebieg granicy.

– Z jednej strony są podziały katastralne z czasów Habsburgów, a z drugiej – granice geograficzne, np. rzeki. Na wschodzie Trybunał uznał kataster korzystny dla Chorwacji, a na Istrii ustalił granicę na rzece Dragonii, co również oznacza oddanie jej terenów – wylicza Repe.

– Dlaczego Chorwacja nie chce uznać wyroku? – pytam Nevena Budaka, historyka z Uniwersytetu w Zagrzebiu.

– Panuje powszechne przekonanie, że Słowenia dostała zbyt wiele, a z drugiej strony decyzję Trybunału traktuje się jako mieszanie się w nasze wewnętrzne sprawy.

Bar przedzielony granicą

– Przed naszym domem powinno stanąć przejście graniczne – mówi Martin Baumgardner, 60-latek z Razkrižja, wsi nad rzeką Murą. – Jedyna droga prowadzi tu ze Słowenii i teraz codziennie musimy nielegalnie przekraczać granicę.

Trybunał zdecydował, że większość Razkrižja zostanie w Słowenii, ale nowa granica odetnie dziewięć domów, a jeden podzieli na pół. Na wschodzie przecięte też zostały Brežice, Brezovica i Obrežje, gdzie pół baru znalazło się w Chorwacji, a pół w Słowenii.

– Nikt z Trybunału z nami nie rozmawiał i nie sprawdził, jak wygląda sytuacja na miejscu – podkreśla Baumgardner.

Po II wojnie światowej Razkrižje miało trafić do Chorwacji, ale po protestach mieszkańców przekazano je Lublanie.

– Dzieci chodzą do słoweńskich szkół, wodę, prąd czy wywóz śmieci też mamy ze Słowenii. Sam pochodzę z Chorwacji, ale to po tej stronie granicy mam rodzinę, przyjaciół i całe życie – mówi Baumgardner.

Mieszkańcy spornych terenów mają często dwa obywatelstwa, chorwackie i słoweńskie, a na Istrii także trzecie – włoskie. – Sam marszałek Tito miał matkę Słowenkę, a ojca Chorwata. Ludzie żyli razem od setek lat, dlatego teraz wytyczenie granicy jest trudne – mówi Božo Repe.

Nacjonalizm skłócił rybaków

– Na moich oczach chorwaccy rybacy zniszczyli mi sieci. Krzyczałem, żeby przestali, a oni obrzucili mnie butelkami i dynamitem – opowiada Zlatko Novogradec, słoweński rybak z Piranu.

Incydenty na wodach niewielkiej Zatoki zdarzają się od lat, ale po wyroku Trybunału sytuacja jeszcze się zaostrzyła. Chorwaci wysłali tam policyjne kutry, w odpowiedzi Słoweńcy ściągnęli swój jedyny statek wojenny „Triglav”.

– Pływamy tylko do połowy zatoki, bo nawet nasza policja boi się dalej zapuszczać – mówi Novogradec. Zagrzeb rości sobie pretensje do połowy liczącej 19 km kw. zatoki. Trybunał przyznał większość tego obszaru Słowenii, która jest z nią związana historycznie.

– Ta decyzja ma słabe oparcia w prawie i bazuje na „poczuciu sprawiedliwości” – uważa Neven Budak. – Argument, że Chorwacja ma dużo morza, a Słowenia mało, nie jest zasadny. To tak, jakby Unia kazała Polsce oddać terytorium np. Czechom, bo przecież mają go mniej.

W Jugosławii Słoweńcy stanowili silną konkurencją dla swoich chorwackich kolegów. W 1983 roku złowili 7,8 tys. ton ryb, a w 2016 już tylko 153 tony.

– Zostało nas około 40, bo straciliśmy większość łowisk – wyjaśnia Novogradec. – Do 1991 r. Chorwaci i Słoweńcy korzystali z tych samych; razem ustalaliśmy, kto gdzie pływa. I nie było problemu. Ale potem pojawił się nacjonalizm…

Zatoka Pirańska czy Savudrijska Vala?

– Stanowimy konkurencję dla portu w Rijece i Chorwacja chciałaby móc nas kontrolować – wyjaśnia nieoficjalnie pracownik portu w Koprze, największym mieście słoweńskiego wybrzeża. – Trybunał przyznał Słowenii korytarz do wód międzynarodowych wiodący przez obszar Chorwacji i to ta kwestia może sprawiać, że Zagrzeb nie chce zaakceptować werdyktu.

Chorwacja odpiera zarzuty i – miast podporządkować się decyzji Trybunału – proponuje umowę dwustronną.

– Możemy dać Słowenii wieczysty dostęp do wód międzynarodowych – deklarował Hrvoj Kacić, szef Chorwackiej Komisji ds. Granic, która przed 2009 r. negocjowała z Słowenią.

Słoweńcy pamiętają, że w latach 90. minionego wieku Zagrzeb blokował jugosłowiańskim statkom dostęp do Kopru.

– Decyzja Trybunału daje nam gwarancję stabilności. Mamy nadzieję, że będzie respektowana – mówi Rok Štemberger z portu Koper. Dwa miesiące po ogłoszeniu wyroku sporny akwen pozostaje pod kontrolą Zagrzebia.

– Nadal będziecie łowić w Zatoce Pirańskiej? – pytam Davide Latina.

– Gdzie? – krzywi się Chorwat. – Masz na myśli Savudrijską Valę – poprawia mnie, bo kilka lat temu Chorwacja nadała zatoce własną nazwę. – To nasze najlepsze wody, bez nich nie będzie gdzie łowić.

Zostaniemy między granicami

Spory graniczne Chorwacja toczy także z Serbią, Bośnią i Czarnogórą. Niedawno zaczęła budować most, który może ograniczyć żeglugę w stronę jedynego bośniackiego portu w Neum.

– Jeśli Zagrzeb zaakceptuje decyzję Hagi, to w innych przypadkach też będzie musiał tak postąpić – ocenia Božo Repe.

Zamiast arbitrażu Chorwacja proponuje dalsze rozmowy. – Ten spór powinien być rozwiązany bilateralnie, takie stanowisko poparły też władze USA – przekonuje Neven Budak.

Trybunał dał na realizację swoich postanowień sześć miesięcy. – Oczywiście nikt nie wcieli wyroku w życie siłą, ale to absurd, że konflikt będzie nadal się ciągnął – podkreśla Repe.

Lublana zapowiedziała, że zrezygnuje z jurysdykcji nad przyznanymi Chorwacji obszarami.

– Zagrzeb nie uznaje wyroku, więc zostaniemy między granicami. Nawet pogotowie już do nas nie dojedzie, bo z Chorwacji nie ma drogi, a Słowenia będzie za granicą – żali się Martin Baumgardner.

Liczący ponad 300 stron wyrok Trybunału Arbitrażowego mieszkańcom trudno zrozumieć.

– Niestety, sędziowie wydali decyzję zza biurka i ludzie nie są z niej zadowoleni – ocenia Repe.

Arbitraż miał być modelowym przykładem rozwiązywania sporów. – Jeśli Unia będzie działać w taki sposób, obawiam się, że skończy tak samo jak nasza Jugosławia – mówi Joško Joras.

Artykuł publikowany w ramach współpracy medialnej Gazety Wyborczej z EURACTIV.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza