Polski Instytut Spraw Międzynarodowych – EURACTIV.pl https://www.euractiv.pl Unia Europejska – najnowsze wiadomości, analizy, wywiady Thu, 10 May 2018 08:22:27 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.2.2 https://www.euractiv.pl/wp-content/uploads/sites/6/2017/03/cropped-ea_favicon_32x32-32x32.png Polski Instytut Spraw Międzynarodowych – EURACTIV.pl https://www.euractiv.pl 32 32 Pierwsze projekty PESCO: w poszukiwaniu przełomu https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/opinion/pierwsze-projekty-pesco-w-poszukiwaniu-przelomu/ https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/opinion/pierwsze-projekty-pesco-w-poszukiwaniu-przelomu/#respond Thu, 10 May 2018 08:22:27 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=opinion&p=51495 Stała współpraca strukturalna (PESCO) nie przyniesie szybkiego przełomu w zdolnościach wojskowych państw członkowskich UE. Wymagałoby to projektów ambitniejszych niż obecne. Jednak już teraz sposób wdrożenia PESCO może zdecydować o przyszłym kształcie współpracy UE z NATO oraz o roli Komisji Europejskiej w polityce obronnej. Inicjatywa znoszenia barier dla szybkiego przerzutu sił i sprzętu wojskowego wewnątrz UE (Military Mobility) może być, jako pierwszy taki projekt w historii, rozwijana w ścisłej współpracy UE z NATO, przy wiodącej roli KE.

 

Pierwsze projekty PESCO

PESCO opiera się o dwa filary. Pierwszym z nich są zobowiązania państw do podjęcia określonych działań z zakresu finansowania, transformacji i modernizacji technicznej ich sił zbrojnych oraz współpracy wojskowej z partnerami z UE. W decyzji Rady UE z 11 grudnia 2017 r. zostały one określone bardzo ogólnie (np. zwiększanie budżetów obronnych i wydatków na nowe uzbrojenie). Dlatego, zgodnie z przyjętą 6 marca przez Radę „mapą drogową” PESCO, będą one konkretyzowane, a ich wdrażanie przez państwa – rozłożone na dwie fazy (2018–2020, 2021–2025) i regularnie oceniane przez instytucje unijne.

Drugi filar to wspólne projekty rozwoju zdolności wojskowych, podejmowane przez grupy zainteresowanych państw. Wraz z „mapą drogową” Rada przyjęła także pierwsze 17 projektów. Najwięcej z nich (6) ma na celu ułatwianie i zacieśnianie współpracy w edukacji wojskowej i szkoleniu, logistyce oraz operacjach ekspedycyjnych poprzez m.in. standaryzację procedur, norm, instrukcji wojskowych, systemów wymiany danych itp. Kolejnych 5 projektów dotyczy rozwijania nowych technologii obronnych: bezzałogowych pojazdów przeciwminowych, systemów nadzoru sytuacji na morzu, ochrony portów i infrastruktury morskiej, innowacyjnych źródeł energii elektrycznej dla wysuniętych baz oraz cyfrowej łączności. Celem 2 projektów jest rozwój nowych systemów uzbrojenia: opancerzonego transportera piechoty oraz artylerii lufowej. 2 kolejne projekty przewidują zbudowanie wielonarodowych zdolności wojskowych – wsparcia medycznego oraz reagowania na katastrofy naturalne i techniczne. Wreszcie 2 ostatnie projekty zakładają zacieśnioną współpracę w cyberbezpieczeństwie poprzez wymianę informacji o zagrożeniach oraz budowę zespołów eksperckich do reagowania na ataki.

Inicjatywy te są umiarkowanie ambitne. Żadna nie dotyczy wielonarodowych jednostek wojskowych o przeznaczeniu bojowym czy zaawansowanych systemów uzbrojenia. Do listopada 2018 r. spodziewane jest przyjęcie drugiej grupy projektów PESCO, w której mają pojawić się bardziej skomplikowane przedsięwzięcia. Dopóki tak się nie stanie, znaczenie PESCO jako mechanizmu rozwoju zdolności wojskowych w Europie będzie jednak ograniczone, podobnie jak np. wcześniejszej inicjatywy UE pooling and sharing.

Mobilność wojskowa

Pod względem liczby uczestniczących w nim państw – 25, czyli wszystkich, które przystąpiły do PESCO – wyróżnia się projekt dotyczący mobilności wojskowej (Military Mobility). Jego celem jest znoszenie barier, które utrudniają przerzut żołnierzy, broni, sprzętu wojskowego i zaopatrzenia pomiędzy poszczególnymi krajami UE. Z jednej strony przeszkody te wynikają z braku harmonizacji narodowych przepisów oraz z długotrwałości procedur, regulujących m.in. przekraczanie granic przez jednostki wojskowe obcych państw czy prowadzenie transportów specjalnych (wielkogabarytowych, z materiałami niebezpiecznymi, takimi jak amunicja, itp.). Z drugiej strony mają wymiar fizyczny – wiele dróg, mostów, wiaduktów, tuneli, portów lotniczych i morskich nie nadaje się do wykorzystania przez wojsko (np. przez duże i ciężkie pojazdy lądowe). Często też w ogóle brakuje takich obiektów w miejscach kluczowych z punktu widzenia scenariuszy przerzutu.

Tymczasem szybki przerzut sił jest fundamentem wiarygodności polityki odstraszania i obrony NATO w scenariuszach z art. 5. (choć ma też wpływ na efektywność przygotowania misji zarządzania kryzysowego – opóźnienia logistyczne były bolączką niemal wszystkich operacji UE w Afryce i misji NATO w Afganistanie). Dlatego po szczycie w 2014 r. NATO rozpoczęło prace nad własną inicjatywą, dotyczącą wojskowej mobilności. Sojusznicy ocenili, że w ewentualnym kryzysie z Rosją możliwość szybkiego wzmocnienia krajów wschodniej flanki dodatkowymi jednostkami jest warunkiem skutecznego odstraszania Rosji od eskalacji. Jednocześnie jest ograniczona nie tylko rosyjskim potencjałem wojskowym, ale także barierami prawnymi, regulacyjnymi i infrastrukturalnymi w krajach członkowskich NATO.

W grudniu 2017 r. kwestie wojskowej mobilności włączono do agendy wspólnych działań UE i NATO. Uznano wówczas, że Sojusz samodzielnie nie będzie w stanie osiągnąć w tej materii istotnych postępów, ponieważ nie dysponuje narzędziami ze sfery cywilnej, które są z kolei w dyspozycji UE. Potencjalnie wiodącą rolę UE we wzmacnianiu mobilności wojskowej w Europie potwierdza nie tylko uruchomienie projektu Military Mobility w ramach PESCO, lecz także zaprezentowanie (28 marca) przez KE i wysoką przedstawiciel ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Federicę Mogherini Planu działań w zakresie mobilności wojskowej w UE. Zgodnie z Planem odpowiedzialność za koordynację wszystkich inicjatyw podejmowanych w zakresie mobilności wojskowej przejmie UE – Europejska Agencja Obrony (EDA) i KE we współpracy z państwami członkowskimi. Co więcej, KE zapowiada nie tylko podjęcie działań regulacyjnych, ukierunkowanych m.in. na standaryzację w UE przepisów i norm technicznych kluczowych dla mobilności wojskowej, lecz także finansowanie inwestycji w nową infrastrukturę i dostosowanie istniejącej do potrzeb wojskowych. Nie jest jednak jeszcze jasne, w jaki sposób skoordynowane będą prace prowadzone w NATO, inicjatywy podjęte w ramach współpracy Unii i Sojuszu, projekt PESCO Military Mobility oraz działania zaproponowane przez KE. Brak koordynacji może przy tym szybko doprowadzić do porażki całej koncepcji zwiększenia mobilności wojskowej w UE.

Wnioski

Cele i charakter pierwszych przyjętych projektów PESCO, a jednocześnie rozłożenie w czasie wdrażania podjętych przez państwa zobowiązań w dziedzinie polityki i współpracy obronnej w UE, powodują, że nie można oczekiwać szybkiego przełomu w europejskiej obronności. Do tego potrzeba nowych projektów, które uzupełniałyby najpoważniejsze braki w zdolnościach wojskowych w UE lub przewidywały integrację i specjalizację sił zbrojnych. Wymaga to jednak budowy zrozumienia i zaufania państw do współpracy w PESCO, co jest niepewne i może zająć wiele lat.

Jednak już w krótkim okresie sposób wdrożenia PESCO może zdecydować o przyszłym kształcie relacji UE z NATO oraz o roli KE w polityce obronnej w Europie. Jeśli utrwalony zostanie model uruchamiania projektów PESCO w ścisłej współpracy z NATO, to obawy o duplikację, czy wręcz podważanie inicjatyw Sojuszu przez Unię, mogą okazać się bezzasadne. W długim okresie może to umożliwić dalszy wzrost skuteczności współpracy UE i NATO, zapoczątkowany wspólną deklaracją obu organizacji z warszawskiego szczytu Sojuszu w 2016 r. Jeśli państwa okazałyby się gotowe do uruchamiania dużych i ambitnych projektów, to koordynacja PESCO (a także przeglądu obronnego UE – CARD) z procesem planowania obronnego NATO (NDPP) mogłaby pozwolić na istotne wzmocnienie potencjału odstraszania i obrony NATO. Jeśli nie, to UE poprzez PESCO nadal mogłaby wspierać budowę odporności (resilience) państw członkowskich na skutki potencjalnych kryzysów – jest to nowo przyjęty cel NATO, który obejmuje działania wobec sektora cywilnego (np. rozwój obrony cywilnej, współpracę cywilno-wojskową w zwalczaniu zagrożeń hybrydowych). W interesie Polski oraz innych krajów UE, które uznają nadrzędną rolę partnerstwa transatlantyckiego w budowaniu bezpieczeństwa Europy, leżałaby taka koncepcja współpracy w ramach PESCO, która zakładałaby możliwie ścisłą koordynację z NATO.

Jednocześnie KE może wzmocnić swoją pozycję w polityce obronnej w Europie, jeśli będzie konsekwentnie stosowała pozostające w jej gestii instrumenty regulacyjne (jak te zapowiedziane w Planie działań) oraz finansowe (zwłaszcza Europejski Fundusz Obronny, mający finansować prace nad nowymi technologiami obronnymi i niektórymi zdolnościami). W długiej perspektywie mogłoby to doprowadzić do przesunięcia punktu ciężkości debaty i działań odnoszących się do rozwijania zdolności wojskowych w Europie z NATO (i poszczególnych stolic) do UE.

]]>
https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/opinion/pierwsze-projekty-pesco-w-poszukiwaniu-przelomu/feed/ 0
Negocjacje globalnego porozumienia w sprawie migracji https://www.euractiv.pl/section/migracje/opinion/negocjacje-globalnego-porozumienia-w-sprawie-migracji/ https://www.euractiv.pl/section/migracje/opinion/negocjacje-globalnego-porozumienia-w-sprawie-migracji/#respond Wed, 25 Apr 2018 10:15:47 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=opinion&p=51119 Przygotowywane na forum ONZ globalne porozumienie w sprawie migracji będzie pierwszym dokumentem kompleksowo regulującym międzynarodowe przepływy osób. Choć nie będzie on miał mocy prawnie wiążącej, ma za zadanie upowszechnić standardy i normy dotyczące migracji oraz ułatwić współpracę państw w tym zakresie. Po wycofaniu się USA z negocjacji kształt i znaczenie dokumentu, który ma zostać podpisany w grudniu br., zależy w dużym stopniu od zaangażowania Unii Europejskiej. Polska może wykorzystać ostatni etap rozmów do wzmocnienia norm gwarantujących bezpieczeństwo państw przyjmujących i kontrolę granic.

 

19 września 2016 r. 193 kraje przyjęły w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ Deklarację nowojorską w sprawie uchodźców i migrantów, wzywającą do całościowego uregulowania międzynarodowych przepływów osób. Wkrótce ruszyły też dwa oddzielne procesy negocjacji: Globalnego porozumienia ds. uchodźców oraz Globalnego porozumienia na rzecz bezpiecznych, uregulowanych i legalnych migracji (Global Compact for Safe, Orderly, and Regular Migration, GCM). Negocjacje dokumentu dotyczącego uchodźców przebiegają sprawnie i zgodnie z planem zostanie on przyjęty na sesji ZO we wrześniu. Jednak drugie porozumienie wzbudziło więcej wątpliwości.

Proces konsultacji GCM, wspierany przez Międzynarodową Organizację ds. Migracji (IOM), trwał od kwietnia do listopada 2017 r. i doprowadził do publikacji wstępnej propozycji (zero draft) w lutym 2018 r. Tym samym rozpoczął się etap formalnych negocjacji międzyrządowych, koordynowanych przez Szwajcarię i Meksyk. Obejmuje on sześć rund (do lipca br.) i ma umożliwić podpisanie porozumienia na specjalnej konferencji ONZ w grudniu br. w Maroku.

Skala wyzwań

W ostatnich dekadach, w związku z rozwojem technologii, postępem globalizacji i presją demograficzną w wielu krajach, skala migracji rośnie. ONZ szacuje, że w 2016 r. na świecie było 258 mln migrantów, co oznacza wzrost o 49% w stosunku do 173 mln w 2000 r. W tym okresie zwiększył się, choć nieznacznie, udział tej grupy w globalnej populacji – z 2,8% do 3,4%. Osoby zmuszone do opuszczenia swoich krajów (uchodźcy i starający się o azyl) stanowią tylko 10,1% (25,9 mln). 65% migrantów (ok. 150 mln) robi to w celach zarobkowych. Zdecydowana większość migruje legalnie, choć określenie dokładnej liczby nie jest możliwe z uwagi na brak kompleksowych danych. Około dwóch trzecich migrantów żyje w krajach wysoko rozwiniętych. Jednocześnie coraz więcej osób z Europy czy USA podejmuje pracę w krajach rozwijających się. Większa mobilność powoduje też, że w praktyce wiele państw pełni jednocześnie trzy funkcje – kraju pochodzenia migrantów, państwa tranzytowego oraz tego, które przyjmuje migrantów (jako państwo docelowe).

O ile status uchodźców regulowany jest przez prawo międzynarodowe (głównie w konwencji genewskiej z 1951 r.), o tyle prawa i obowiązki migrantów nie zostały skodyfikowane w postaci uniwersalnej umowy międzynarodowej. Jeden z wyjątków w tej dziedzinie – Konwencja o ochronie praw pracowników migrujących z 1990 r. – została ratyfikowana jedynie przez 51 państw, wyłącznie z krajów rozwijających się. Taka sytuacja powoduje, że zasady traktowania migrantów są regulowane przez ustawodawstwa krajowe, a państwa z reguły niechętnie współpracują w zakresie migracji. Osoby, które próbują dostać się do innych krajów nielegalnie, ryzykują życie (według IOM w 2017 r. zginęło 6163 osób), padają ofiarą niewolniczej pracy i handlu ludźmi. Obawa przed niekontrolowaną imigracją prowadzi w krajach docelowych do napięć polityczno-społecznych i wzrostu nastrojów ksenofobicznych.

Tymczasem migracje, pod warunkiem odpowiedniej regulacji, mogą być źródłem rozwoju zarówno dla państw pochodzenia migrantów, jak i dla krajów przyjmujących. Przekazy pieniężne przesyłane przez migrantów do krajów rozwijających się wyniosły w 2016 r. 450 mld dol. – trzykrotnie więcej niż cała międzynarodowa oficjalna pomoc rozwojowa i humanitarna. Oprócz inwestycji zagranicznych, migracje są głównym sposobem wsparcia realizacji celów zrównoważonego rozwoju ONZ, które zakładają m.in. całkowitą eliminację ubóstwa do 2030 r. Większość badań agend ONZ, OECD czy Banku Światowego pokazuje, że migracje mają pozytywny wpływ także na gospodarki krajów przyjmujących. Migranci często podejmują prace, których nie wykonują miejscowi, są bardziej aktywni zawodowo, zwiększają innowacyjność gospodarki itp.

Znaczenie deklaracji i postępy negocjacji

GCM będzie pierwszym porozumieniem kompleksowo regulującym kwestie migracji. Aktualna wersja projektu dokumentu wymienia trzy podstawowe wartości, 22 cele i kilkadziesiąt konkretnych zobowiązań do działania. Z jednej strony wzywa on państwa m.in. do zwiększenia możliwości legalnej migracji, ułatwienia łączenia rodzin, ratowania życia migrantów, przedkładania dobrowolnych powrotów nad deportacje, ograniczenia przetrzymywania migrantów w odosobnieniu (zwłaszcza dzieci), przeciwdziałania nietolerancji i ksenofobii. Z drugiej strony wskazuje m.in. na potrzebę lepszego gromadzenia danych statystycznych na temat migracji, rozwiązywania jej przyczyn u źródeł przez wsparcie rozwoju gospodarczego krajów pochodzenia, lepszej współpracy w zwalczaniu przemytników ludzi. Ponadto potwierdza obowiązek państw wysyłających do przyjmowania własnych obywateli, którzy otrzymali nakaz opuszczenia kraju, do którego wyemigrowali, a kraje docelowe wzywa do wsparcia procesów integracji migrantów. Potwierdza też suwerenne prawo państw do kontroli granic i decydowania, kogo wpuszczają na swoje terytorium.

Jako deklaracja polityczna GCM nie będzie mieć charakteru prawnie wiążącego. Jej znaczenie polega głównie na upowszechnieniu pojęć, standardów i wartości dotyczących traktowania migrantów. Mimo to budzi kontrowersje. Zdaniem krytyków propozycja ONZ nadmiernie skupia się na korzyściach z migracji, przyjmuje perspektywę krajów wysyłających kosztem krajów przyjmujących i koncentruje się raczej na prawach migranta niż na interesach i bezpieczeństwie państw przyjmujących. W grudniu 2017 r. z prac nad GCM wycofały się Stany Zjednoczone, argumentując, że podejście do problemu jest niewłaściwe i że same chcą decydować o swojej polityce migracyjnej. W lutym br. wystąpieniem z negocjacji zagroziły Węgry, które jednocześnie skrytykowały UE za przedstawianie „wspólnego stanowiska” w sytuacji braku jednomyślności wśród 28 państw Unii. Władze węgierskie określiły GCM jako „plan George’a Sorosa” (tj. służący masowej migracji) i przedstawiły w marcu br. własną propozycję podejścia do migracji, skupiającą się wyłącznie na zagrożeniach. Stanowisko Węgier uniemożliwiło przyjęcie mandatu negocjacyjnego UE, której rola ogranicza się do koordynacji stanowisk pozostałych państw członkowskich. Komisja Europejska popiera GCM, ale jednocześnie zabiega o lepsze rozróżnienie w tekście migrantów legalnych od nielegalnych i migrantów od uchodźców, na czym zależy wielu państwom członkowskim, w tym Polsce.

Perspektywy i wnioski dla Polski

Przed ostatnim etapem negocjacji wiele kwestii spornych wciąż wymaga rozstrzygnięcia, szczególnie między państwami rozwiniętymi i rozwijającymi się. Jednak niewiążący charakter porozumienia powinien ułatwić poparcie go przez większość członków ONZ i uprawdopodabnia podpisanie dokumentu w przewidzianym terminie. Taki krok przyczyniłby się do wzmocnienia systemu ochrony praw człowieka (m.in. poprzez ustalenie wspólnych standardów) i dałby podstawy do bliższej współpracy państw (np. w odniesieniu do readmisji, zbierania danych, działań służb granicznych).

Wobec wycofania się USA z negocjacji znaczenie GCM będzie zależało od poparcia UE. Brak podpisu kluczowych państw rozwiniętych uczyni wiele postanowień bezużytecznymi i negatywnie odbije się na wiarygodności Unii. Dlatego kraje członkowskie powinny uzgodnić stanowisko możliwe do poparcia przez przynajmniej 27 członków, jeśli Węgry po wyborach nie złagodzą swojego stanowiska. W interesie UE jest wykorzystanie tego procesu do ograniczenia migracji nielegalnych w zamian za zwiększenie możliwości legalnej mobilności.

Polska, która przechodzi obecnie transformację z państwa wysyłającego migrantów w państwo przyjmujące, ma szczególny interes w wypracowaniu kompromisu równoważącego ochronę praw migrantów z bezpieczeństwem państwa i kontrolą granic. Może podkreślać korzyści wynikające z legalnej migracji i postulować rozwiązanie ułatwiające kontrolowanie zjawiska (np. zwiększenie uprawnień do przetrzymywania nielegalnych migrantów czy przymusowych powrotów).

]]>
https://www.euractiv.pl/section/migracje/opinion/negocjacje-globalnego-porozumienia-w-sprawie-migracji/feed/ 0
Kierunki debaty nad reformą instytucji UE nowej kadencji – analiza PISM https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/opinion/49758/ https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/opinion/49758/#respond Mon, 26 Mar 2018 13:50:37 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=opinion&p=49758 Proces brexitu ożywił debatę nad reformą unijnych instytucji. Opinie co do kierunku tych zmian są jednak podzielone. O ile część europejskiej klasy politycznej postrzega wyjście Zjednoczonego Królestwa z UE jako okazję do wzmocnienia ponadnarodowego wymiaru jej instytucji, o tyle inni wprost przeciwnie – domagają się wzmocnienia czynnika międzyrządowego w systemie UE. Zarówno polityczne podziały wokół propozycji, jak i uwarunkowania traktatowe ograniczają możliwość przeprowadzenia reform. Dlatego w kadencji rozpoczynającej się w 2019 r. trudno oczekiwać głębokich zmian. Prezentujemy poniżej analizę PISM.

 

Ze względu na przypadające w tym samym roku wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przyszłoroczna zmiana kadencji w jej instytucjach będzie wyjątkowa. Brexit zmieni ich oblicze – od 2019 r. w ich składzie zabraknie przedstawicieli Zjednoczonego Królestwa, co wpłynie m.in. na siłę głosu pozostałych państw w Radzie i reprezentację poszczególnych grup politycznych w Parlamencie Europejskim (PE).

Od czasu uruchomienia brexitu prezentowane są różne propozycje zreformowania instytucji UE. Swoje koncepcje przedstawili m.in. szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w zeszłorocznym orędziu o stanie Unii[1], prezydent Francji Emmanuel Macron w przemówieniu na paryskiej Sorbonie[2], a także komisja ds. konstytucyjnych PE (AFCO) w sprawozdaniu w sprawie składu PE. 7 lutego br. do propozycji AFCO odnieśli się europarlamentarzyści, przyjmując rezolucję. Projekty reform instytucjonalnych były też przedmiotem obrad przywódców państw członkowskich, zarówno w formule spotkań regionalnych (szczyt tzw. południowej siódemki w Rzymie 10 stycznia oraz szczyt V4 w Budapeszcie 26 stycznia), jak i na nieformalnym posiedzeniu Rady Europejskiej (RE) pod koniec lutego.

Podział miejsc w PE po brexicie

Wraz z wyjściem Zjednoczonego Królestwa z UE Parlament Europejski opuści 73 brytyjskich posłów. Komisja AFCO zaproponowała, by w kadencji 2019–2024 część tych miejsc (27) rozdzielić między państwa członkowskie, które były dotychczas w PE niedoreprezentowane. Dodatkowe miejsca mają otrzymać: Francja i Hiszpania – po 5 miejsc, Holandia i Włochy – po 3 miejsca, Irlandia – 2 miejsca oraz Austria, Chorwacja, Dania, Estonia, Finlandia, Polska, Rumunia, Słowacja i Szwecja – po 1 miejscu. Pozostałe 46 miejsc powinno – zgodnie z propozycją AFCO – pozostać w rezerwie na potrzeby stworzenia paneuropejskiej listy wyborczej oraz przyszłych rozszerzeń organizacji.

Komisja spraw konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego za zmniejszeniem liczby europosłów

W związku z brexitem komisja spraw konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego (AFCO) opowiedziała się we wtorek 23 stycznia za zmniejszeniem liczby europosłów z 751 do 705. 46 z 73 miejsc ma stanowić rezerwę, pozostałe 27 miejsc zostanie rozdzielone między państwa członkowskie. Komisja …

O ile propozycja rozdzielenia 27 miejsc między państwa członkowskie w ramach korekty tzw. zasady degresywnej proporcjonalności spotkała się z aprobatą Parlamentu Europejskiego oraz Rady Europejskiej, o tyle kolejny z pomysłów AFCO, czyli stworzenie wspólnego okręgu wyborczego i transnarodowej listy kandydatów, nie zyskał szerokiego poparcia. Odnosząc się do propozycji AFCO, Parlament Europejski wskazał, że takie rozwiązanie wymagałoby zmiany prawa wyborczego, która powinna nastąpić najpóźniej rok przed wyborami. Wśród państw członkowskich zdania na temat ponadnarodowych list są podzielone. W styczniu na spotkaniu w Rzymie pomysł wsparła tzw. południowa siódemka – Cypr, Grecja, Francja, Hiszpania, Malta, Portugalia i Włochy. Skrytykowano go z kolei podczas styczniowego spotkania przywódców V4. Zwolennicy pomysłu przekonują, że takie rozwiązanie wzmocni europejski wymiar wyborów. Zdaniem przeciwników wprost przeciwnie – oddali ono europosłów od ich elektoratu, dodatkowo napędzając ruchy populistyczne i eurosceptyczne. Ze względu na różnice zdań na nieformalnym szczycie Rady Europejskiej zdecydowano, że do kwestii ponadnarodowych list do PE szefowie państw i rządów powrócą przed wyborami w 2024 r.

Obsada wysokich stanowisk

Równolegle z dyskusją nad składem PE toczy się debata nad obsadą kluczowych stanowisk w UE, w tym przede wszystkim stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej i przewodniczącego Rady Europejskiej. W zeszłorocznym orędziu o stanie Unii Jean-Claude Juncker zachęcał liderów państw członkowskich, by wykorzystali doświadczenia tzw. systemu głównych kandydatów (z niem. Spitzenkandidaten) zdobyte przy obsadzie stanowiska szefa KE w 2014 r. i dalej rozwijali ten model na poziomie europejskim. System Spitzenkandidaten zakłada, że każda z partii politycznych biorących udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego wskazuje swojego kandydata na stanowisko szefa KE, co uwzględnia Rada Europejska, przedstawiając parlamentowi po wyborach swojego kandydata. System Spitzenkandidaten służy zwiększeniu wpływu wyborców na obsadę stanowiska szefa KE, co ma wzmacniać jej mandat i sprzyjać wzrostowi frekwencji w wyborach do PE. Procedura ta budzi jednak kontrowersje wśród przywódców państw członkowskich, którzy dostrzegają w niej ograniczenie własnych kompetencji. Podczas lutowego szczytu Rada Europejska uznała, że nie może z góry zagwarantować, iż jej kandydat będzie jednym z tych wskazanych wcześniej przez partie. Powołując się na przepisy traktatu, przywódcy wskazali, że proces wyboru przewodniczącego KE nie jest automatyczny, a przedstawienie kandydata należy do autonomicznych kompetencji RE. Przywódcy zlekceważyli tym samym ostrzeżenia PE, który sygnalizował, że nie zaakceptuje po wyborach kandydata na szefa KE, który nie będzie nominowany przez jedną z europejskich partii.

Liderzy państw członkowskich UE kwestionują sposób wyboru przewodniczącego Komisji Europejskiej

Podczas szczytu 23 lutego w Brukseli odbędzie się debata na temat wyboru nowego przewodniczącego Komisji Europejskiej. Kluczową kwestią jest sposób, w jaki powinny odbyć się wybory na przewodniczącego w 2019 r.
 

Obecny przewodniczący Jean-Claude Juncker został wybrany w 2014 r. w …

Z aprobatą szefów państw i rządów nie spotkał się też pomysł Junckera dotyczący obsadzenia przez tę samą osobę dwóch najważniejszych stanowisk w Unii – przewodniczącego Komisji Europejskiej i przewodniczącego Rady Europejskiej. Choć obecny szef KE przekonywał, że takie rozwiązanie uprości system instytucjonalny UE i zwiększy jego efektywność, wizja skupienia tak wielu kompetencji w rękach jednej osoby nie przekonała unijnych przywódców. Jak wskazano w komunikacie po szczycie RE, rozwiązanie to nie spotkało się z zainteresowaniem, ponieważ ograniczyłoby rolę państw członkowskich w UE.

Otwartą kwestią pozostaje liczebność kolegium komisarzy. Mimo że traktat lizboński przewidział redukcję KE do rozmiaru odpowiadającego dwóm trzecim liczby państw członkowskich, na podstawie decyzji Rady Europejskiej z 22 maja 2013 r. utrzymano zasadę „jeden kraj – jeden komisarz”. Przed mianowaniem komisarzy kadencji 2019–2024 przywódcy po raz kolejny stają przed pytaniem, czy zmniejszyć kolegium, czy też utrzymać istniejące rozwiązania. Zmniejszenie KE ma zapewnić lepsze zarządzanie i skuteczniejsze działanie instytucji. Postulat zmniejszenia kolegium do 15 członków poparł prezydent Francji. Wiele państw, w tym Polska, nie chce jednak rezygnować z posiadania swojej reprezentacji w tej instytucji.

Wnioski i perspektywy

W toczącej się dyskusji nad reformą instytucjonalną UE po brexicie widać tradycyjne zderzenie ponadnarodowej i międzyrządowej wizji rozwoju organizacji, przy czym ta druga zdaje się dominować. Ambicje wzmacniania demokracji w wymiarze ponadnarodowym poprzez wprowadzenie transnarodowej listy kandydatów do PE, rozwijanie systemu Spitzenkandidaten czy łączenie funkcji przewodniczącego KE i RE, studzone są przez Radę Europejską. Wiele państw członkowskich, z V4 na czele, jako alternatywę dla wzmacniania demokracji w wymiarze ogólnoeuropejskim proponuje koncepcję „demokracji międzyrządowej”, która ma zagwarantować państwom narodowym większą kontrolę nad procesem integracji. Przy aktualnych uwarunkowaniach traktatowych (np. różnice dotyczące okresu trwania kadencji szefa KE i RE, brak umocowania procedury Spitzenkandidaten, możliwość odkładania przez RE decyzji o redukcji liczby komisarzy i ich rotacyjnej obsadzie) i braku politycznej zgody co do kierunku preferowanych zmian trudno spodziewać się głębszych reform instytucjonalnych w nadchodzącej kadencji.

W kwietniu br. rozpoczną się europejskie konsultacje obywatelskie na temat przyszłości UE, których pomysłodawcą jest prezydent Francji. Wezmą w nich udział wszystkie państwa członkowskie poza wychodzącą z UE Wielką Brytanią. Raport przygotowany na podstawie konsultacji zostanie przedstawiony Radzie Europejskiej na grudniowym szczycie. Eksperyment ten może wnieść nową jakość do dyskusji o strukturze UE. Jeśli w jego wyniku wysunięte zostaną propozycje cieszące się szeroką aprobatą społeczeństw państw członkowskich, przywódcom trudno będzie je zignorować. Daje to szansę na bardziej odważne reformy systemu instytucjonalnego UE.

]]>
https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/opinion/49758/feed/ 0
Komentarz PISM: Przyspieszone wybory w Wielkiej Brytanii https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/opinion/komentarz-pism-przyspieszone-wybory-w-wielkiej-brytanii/ https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/opinion/komentarz-pism-przyspieszone-wybory-w-wielkiej-brytanii/#respond Thu, 20 Apr 2017 09:45:28 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=opinion&p=38720 18 kwietnia br. premier Theresa May zapowiedziała przeprowadzenie wyborów parlamentarnych. Dzień później wniosek w tej sprawie poparła Izba Gmin. Brytyjczycy pójdą do urn 8 czerwca.

 

Dlaczego May dążyła do wyborów?

May chce wykorzystać dobre notowania Partii Konserwatywnej (44% poparcia wg najnowszych badań). W ostatnich tygodniach wpływał na nie fakt, że 55% Brytyjczyków popiera stanowisko rządu w sprawie Brexitu. Z kolei opozycja jest najsłabsza od lat. Partia Pracy może liczyć na 23% poparcia, proeuropejscy Liberalni Demokraci na 12%, a Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) na 10%. Słabszy wynik niż w 2015 r. mogą też uzyskać szkoccy nacjonaliści. Brytyjska premier liczy również na to, że zwiększenie liczby konserwatystów w Izbie Gmin doprowadzi do marginalizacji zwolenników „twardego” Brexitu (obecnie ok. 60 posłów) i ograniczy ryzyko politycznego szantażu ze strony wewnątrzpartyjnej opozycji. Tym samym May dąży do zapewnienia swojemu gabinetowi stabilnej większości przed rozmowami z UE.

Jak wybory wpłyną na stanowisko Wielkiej Brytanii w sprawie Brexitu?

Stawką wyborów nie jest zatrzymanie Brexitu. W myśl art. 50 TUE państwo nie może wycofać raz złożonej notyfikacji w sprawie wyjścia. Wynik wyborów może jednak wpłynąć na treść stanowiska negocjacyjnego rządu w sprawie przyszłych relacji z UE oraz na przebieg rozmów. Jeśli May zdoła zmarginalizować zwolenników „twardego” Brexitu w parlamencie, zyska większą elastyczność w negocjacjach. Tym samym wzrośnie szansa na wypracowanie porozumienia przewidującego bliższe relacje z Unią po wyjściu, przynajmniej w okresie przejściowym. O porozumienie będzie trudniej, jeżeli zwolennicy „twardego” Brexitu się umocnią. W scenariuszu tym strony mogą nie zawrzeć porozumienia, a traktaty przestaną mieć zastosowanie do Wielkiej Brytanii po dwóch latach od notyfikacji.

Co zrobi Unia?

Wybory nie powinny istotnie opóźnić harmonogramu Brexitu. Komisja Europejska nadal planuje rozpocząć rokowania w czerwcu 2017 r. Do tego czasu UE ma określić swoje stanowisko negocjacyjne – nadzwyczajny szczyt w tej sprawie odbędzie się 29 kwietnia. Pod koniec maja Rada UE ma przyjąć wytyczne negocjacyjne dla Komisji. Jeśli wyborcza strategia May się powiedzie i osłabną wpływy zwolenników „twardego” Brexitu, wzrosną szanse na podpisanie porozumienia przejściowego między UE a Wielką Brytanią po Brexicie. Unia preferuje tzw. wariant norweski. Zgodnie z wytycznymi Parlamentu Europejskiego porozumienie przejściowe mogłoby obowiązywać przez trzy lata od wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE.

Co wybory oznaczają dla Polski?

Decyzja May wprowadza niepewność do i tak już skomplikowanego procesu wychodzenia Wielkiej Brytanii z UE. Szczególnie w tym okresie wskazane będzie zachowanie jedności bloku UE-27 i unikanie bilateralnych rozmów z Londynem. Zawarcie umowy przejściowej Wielkiej Brytanii z UE pozwoliłoby złagodzić negatywne skutki Brexitu w dwóch obszarach istotnych z punktu widzenia Polski. Po pierwsze, w okresie przejściowym utrzymana zostałaby najpewniej swoboda przepływu osób, a co za tym idzie – gwarancje praw dla Polaków pracujących na Wyspach. Po drugie, Wielka Brytania zobowiązana byłaby też wpłacać składkę do unijnego budżetu.

]]>
https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/opinion/komentarz-pism-przyspieszone-wybory-w-wielkiej-brytanii/feed/ 0