Karolina Zbytniewska – EURACTIV.pl https://www.euractiv.pl Unia Europejska – najnowsze wiadomości, analizy, wywiady Wed, 10 Apr 2019 13:13:50 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.9 https://www.euractiv.pl/wp-content/uploads/sites/6/2017/03/cropped-ea_favicon_32x32-32x32.png Karolina Zbytniewska – EURACTIV.pl https://www.euractiv.pl 32 32 Wicepremier Ukrainy: Możemy odzyskać Krym i Donbas – WYWIAD z Iwanną Kłympusz-Cyncadze https://www.euractiv.pl/section/demokracja/interview/wicepremier-ukrainy-mozemy-odzyskac-krym-i-donbas-wywiad-z-iwanna-klympusz-cyncadze/ https://www.euractiv.pl/section/demokracja/interview/wicepremier-ukrainy-mozemy-odzyskac-krym-i-donbas-wywiad-z-iwanna-klympusz-cyncadze/#respond Sun, 24 Mar 2019 09:23:25 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=interview&p=64093 Każdego dnia zmagamy się z rosyjską propagandą czy cyberatakami przeciwko naszemu państwu. Po rewolucji godności i rosyjskiej agresji zdecydowaliśmy, by stać się podmiotem – a nie przedmiotem – stosunków międzynarodowych – twierdzi wicepremier Ukrainy Iwanna Kłympusz-Cyncadze w rozmowie z EURACTIV.pl.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Kiedy europejskie media dyskutują o ukraińskiej polityce, najczęściej przywoływanym słowem – tuż po Rosji – jest wszechobecna korupcja. Mimo że sytuacja w kraju się poprawia, daleka jest od doskonałości: prawie 40 proc. Ukraińców żyje poniżej progu ubóstwa. Wielu Ukraińców szuka też pracy i lepszego życia w Polsce. Jakie widzi Pani perspektywy dla swojego kraju?

Iwanna Kłympusz-Cyncadze: Po rewolucji godności w 2014 r. postawiliśmy sobie bardzo wysoko poprzeczkę, aby dostosować standardy zarządzania państwem do poziomu europejskiego. Myślę, że Ukraina wykonała naprawdę niesamowitą pracę w ciągu tych pięciu lat. Jeśli zrobiłaby Pani dziś Ukrainie zdjęcie, nie wyglądałoby ono spektakularnie. Jeśli jednak nakręciłaby Pani film pokazujący ostatnie pięć lat, zobaczyłaby Pani jak Ukraina się zmieniła. Oczywiście daleko nam do poziomu życia w dzisiejszej Polsce. Trudno się dziwić – nie było kraju w takim stopniu zsowietyzowanego, jak my. Dodatkowo, w latach 30 XX w. wymordowano nasze elity i kilka milionów ludzi.

Wiedząc, ile mamy do nadrobienia, rozpoczęliśmy wdrażanie reform we wszystkich możliwych obszarach: decentralizacji, zamówień publicznych, rynku gazu, systemu bankowego, niezależności energetycznej. Pomimo rosyjskiej agresji wprowadzamy trudne reformy, takie jak emerytalna czy edukacji. Ponadto udało nam się znacznie zmniejszyć deficyt gospodarczy.

A korupcja?

Wydaje mi się, że każdy kraj ma z nią problemy. Pracujemy nad obniżeniem skali tego zjawiska. Jednak sukces nie oznacza zamknięcia wszystkich w więzieniu. Przeciwnie, chodzi przede wszystkim o to, aby procedury i regulacje były bardziej przejrzyste i pozbawione luk, by nie oferować łatwych sposobów na przekupstwo.

Jeśli więc mówi się w mediach, że niektóre „grube ryby” nadal nie siedzą za kratkami, nie oznacza to, że Ukraina nic nie robi. Przede wszystkim powołaliśmy Wysoki Trybunał Antykorupcyjny, który może przyczynić się do domknięcia systemu wszystkich naszych aktywności antykorupcyjnych. O efektywności naszych działań świadczą wyniki badań niezależnego Instytutu Badań Ekonomicznych i Konsultacji Politycznych, według których działania antykorupcyjne na Ukrainie przyczyniły się do oszczędności na poziomie 6 mld dolarów. Warto podkreślić, że są to dane nieuwzględniające toczących się obecnie dochodzeń.

Ukraina i Unia zawarły w 2014 r. umowę stowarzyszeniową, a następnie w roku 2016 weszła w życie umowa o pogłębionej i całościowej strefie wolnego handlu (DCFTA). Czy podpisanie tych umów przekłada się na realne przemiany i korzyści dla Ukrainy?

Nasza umowa stowarzyszeniowa z Unią Europejską jest najbardziej ambitną, jaką UE kiedykolwiek podpisała. Mamy już pierwsze sukcesy. Osiągnęliśmy 41 proc. założeń umowy, co – moim zdaniem – jest niesamowitym wynikiem, szczególnie w obliczu aktualnych wydarzeń.

Mamy również świetne wyniki w handlu z partnerami z UE, co stanowi 41,9 proc. udziału w naszym całkowitym obrocie handlowym. Z drugiej strony napotykamy wciąż na wiele trudności, np. nie możemy przetransportować naszych towarów na rynek Azji Środkowej, ponieważ jesteśmy w stanie wojny z Rosją. Dlatego zmieniamy naszą politykę handlową, tak aby pasowała do rynku UE i innych krajów.

Cztery lata temu wszyscy spekulowali o upadku Ukrainy. Osiągnęliśmy jednak sukcesy pomimo wojny i kryzysu

Czy wyznaczyła Pani jakiś własny docelowy termin na wdrożenie 100 proc. umowy stowarzyszeniowej?

Wynegocjowaliśmy program wdrożenia, który zajmie nam 10 lat.

A jak wsparcie Europy postrzegane jest przez Ukraińców?

Wsparcie zachodu jest dla nas bardzo ważne, zarówno w odniesieniu do uznania integralności naszego państwa po aneksji Krymu przez Rosję, jak w odniesieniu do polityki sankcji i presji politycznej wobec Moskwy. Dzięki temu Ukraińcy nie czują się samotni. Dodatkowo otrzymaliśmy wsparcie od państw UE, członków NATO oraz innych państw na zasadzie dwustronnej – głownie z Polski, Kanady, Litwy, Estonii i USA. Nasi partnerzy z NATO wspierają nas w odbudowie armii ukraińskiej zgodnie ze standardami NATO. To poprawia potencjał naszej armii.

Pani koncentruje się na pozytywach, za to w Europie panuje teraz moda na krytykowanie Brukseli, np. za jej rzekome zakusy na suwerenność narodową poszczególnych państw. W takim razie może nie warto wstępować do UE?

Zdajemy sobie sprawę, że UE przeżywa obecnie trudny okres. Mimo tego jesteśmy zdecydowani na wejście do struktur europejskich. Zresztą jestem całkowicie pewna, że Bruksela opanuje te chwilowe turbulencje. Być może potrzebny był ten kryzys, aby przypomnieć o znaczeniu wartości, które legły u podstaw wspólnoty europejskiej, takich jak praworządność, demokracja czy wolność. Wszystkie one muszą być chronione. My, Ukraińcy, wiemy to szczególnie dobrze.

Ukraina podąża swoją europejską drogą. Tymczasem Europa z jednej strony Was wspiera, ale z drugiej… nie wskazuje żadnej wyraźnej ścieżki integracji. Drzwi do UE nie są chyba w pełni otwarte?

Chcielibyśmy, aby UE przedstawiła nam klarowną europejską perspektywę, tak jak uczyniło to NATO na szczytach w Brukseli i Bukareszcie. Aktualnie w UE nie ma takiego poziomu empatii w stosunku do nas, mimo że akcesja Ukrainy przyniosłaby korzyści obu stronom.

Jakie?

Ukraińcy są narodem, który wierzy w wolność i o nią walczy. Jesteśmy państwem z ogromnym kapitałem ludzkim, posiadamy dobrze wyedukowanych obywateli. Dysponujemy silnym sektorem IT oraz wciąż modernizującym się rolnictwem. Ukraina jest prawdziwie europejskim krajem – historycznie i kulturowo.

Dzisiejsza Ukraina pręży muskuły przeciwko Rosji. Kijów uzyskał niezależność religijną. Z oczywistych względów nie przedłużono obowiązywania traktatu o przyjaźni między obu państwami z 1997 r. Ostrzegacie Europę przed gazociągiem Nord Stream 2. Co sprawiło, że Kijów stał się tak asertywny?

Każdego dnia zmagamy się z rosyjską propagandą czy cyberatakami przeciwko naszemu państwu. Po rewolucji godności i rosyjskiej agresji zdecydowaliśmy, by stać się podmiotem – a nie przedmiotem – stosunków międzynarodowych.

Czy uważa Pani, że Ukraina może odzyskać Krym i Donbas?

Tak. Mamy przykład państw bałtyckich, które odzyskały niepodległość od ZSRR po 50 latach. Na Krymie i w Donbasie sprawy nie zaszły aż tak daleko, jak tam w przeszłości. Dlatego budujemy naszą siłę i jednocześnie wywieramy nacisk na Rosję przy wsparciu Zachodu.

Docenia Pani europejską jedność przeciwko Rosji. Jednak z jednej strony Europa wspiera Kijów, a z drugiej niektóre państwa członkowskie UE bronią Nord Stream 2. Brzmi to jak hipokryzja. Albo przynajmniej schizofrenia.

Gazociąg na dnie Bałtyku jest projektem wyłącznie politycznym. Znamy konsekwencje, które mogą nastąpić po jego ukończeniu. Przede wszystkim chodzi w nim o rozbicie europejskiej jedności. Najważniejszą rzeczą jest odpowiednie ocenienie ryzyka, zanim będzie za późno.

]]>
https://www.euractiv.pl/section/demokracja/interview/wicepremier-ukrainy-mozemy-odzyskac-krym-i-donbas-wywiad-z-iwanna-klympusz-cyncadze/feed/ 0
(Nie)Feministyczna polityka zagraniczna https://www.euractiv.pl/section/polityka-zagraniczna/news/niefeministyczna-polityka-zagraniczna/ https://www.euractiv.pl/section/polityka-zagraniczna/news/niefeministyczna-polityka-zagraniczna/#respond Fri, 08 Mar 2019 14:40:09 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=63364 Odsetek kobiet w polityce zagranicznej i dyplomacji europejskiej wzrasta, jednak wciąż zajmują one głównie stanowiska niższego i średniego szczebla – mniej decyzyjne i gorzej opłacane. Nic nowego pod słońcem – już w 1976 r. prof. Robert Putnam nazwał to zjawisko prawem wzrastającej dysproporcji. Jednak dziś coraz częściej kobiety przebijają szklany sufit. I zmieniają prawo Putnama.

 

Kobiety na czele dyplomacji

Liczby mówią same za siebie. We wszystkich – wciąż jeszcze – 28 krajach członkowskich Unii Europejskiej, tylko cztery kobiety zajmują obecnie stanowisko ministra spraw zagranicznych. Szefowymi dyplomacji są Austriaczka Karin Kneissl, Bułgarka Ekaterina Zakharieva, Chorwatka Marija Pejčinović Burić oraz Szwedka Margot Wallström.

Do tego dochodzi szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, która w przeszłości zajmowała też stanowisko włoskiego ministra spraw zagranicznych. Unia ma dobre statystyki na stanowisku wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych i bezpieczeństwa – zajmowały je dotąd dwie osoby, w tym dwie kobiety: po Javierze Solanie a przed Mogherini, zajmowała je jeszcze Catherin Ashton.

Na świecie nie jest wiele lepiej, choć pozytywnie wyróżniają się Stany Zjednoczone. Już trzy kobiety stały na czele dyplomacji tej najsilniejszej gospodarki świata. Były to przebywająca od czwartku (7 marca) w Polsce Madeleine Albright, a także Condolezza Rice i Hillary Clinton. Sylvia Bashevkin analizowała realizowaną przez nie politykę w książce “Women as Foreign Policy Leaders” (Kobiety jako liderki w polityce zagranicznej). Z jej obserwacji wynika, że kobiety – wbrew stereotypom – wcale nie realizują bardziej „gołębiej” polityki niż mężczyźni, miały też bardzo różne podejścia do wagi kwestii feministycznych w swoich rekomendacjach politycznych.

We wrześniu zeszłego roku w Montrealu, odbył się pierwszy Szczyt Kobiet Ministrów Spraw Zagranicznych – Women Foreign Ministers’ Meeting (WFMM), współorganizowany przez Kanadę i Unię Europejską. Jego pomysłodawczynie promują większe uwzględnianie roli kobiet w polityce zagranicznej, wychodząc z założenia, że poprawa sytuacji gospodarczej i roli politycznej kobiet przekłada się bezpośrednio na bezpieczeństwo, poziom rozwoju i inkluzywności społeczeństw na całym świecie. W spotkaniu wzięło udział więcej niż połowa kobiet-szefowych dyplomacji na świecie, czyli… 13 na 195 państw (uznawanych przez ONZ).

Berlinale 2019: Festiwal filmów zaangażowanych, ale niezbyt… udanych

Dobiegła końca już 69. edycja międzynarodowego festiwalu filmowego w Berlinie – Berlinale. Zwyciężył francusko-izraelski film „Synonimy” w reżyserii Nadava Lapida.
 

Ten największy otwarty dla publiczności światowy festiwal filmowy nigdy nie słynął z premier wielkich dzieł światowej kinematografii. Pozostawiając tę funkcję Cannes …

Kobiety na czele państw i rządów europejskich

Politykę zagraniczną kształtują nie tylko ministrowie spraw zagranicznych, ale też głowy państw i rządów. Ile jest wśród nich obecnie kobiet? Trzy. Angela Merkel, Dalia Grybauskaitė (która kończy 12 maja br.) oraz Theresa May.

Głowy państw i rządów nie tylko wyznaczają ogólny kierunek polityki oraz priorytety swoich państw, ale też całej Unii Europejskiej – spotykając się zazwyczaj raz na kwartał na forum Rady Europejskiej. Tam nierównowagę płci w proporcji 25:3 dodatkowo wzmaga przewodniczący RE Donald Tusk oraz przewodniczący KE Jean-Claude Juncker. W spotkaniach bierze jednak też udział Wysoka przedstawiciel Mogherini.

MSZ i ambasadorki

Według najnowszego raportu Instytutu Spraw Publicznych pt. „U wioseł i za sterem. Kobiety w polskiej polityce zagranicznej” autorstwa Agnieszki Łady i Małgorzaty Druciarek na wszystkich stanowiskach kierowniczych w MSZ pracuje 22,72 proc. kobiet. Żadnej jednak nie ma w ścisłym kierownictwie resortu. Kobiety stanowią też 21,75 polskich ambasadorów.

Co ciekawe jednak, w Międzynarodowym Indeksie Efektywności Służby Cywilnej (InCiSE) powstałym dzięki współpracy brytyjskich Blavatnik School of Government i Institute for Government, choć polska służba cywilna plasuje się na 21. miejscu w ogólnym ujęciu, w kategorii „inkluzywność” mierzącej proporcję kobiet w służbie publicznej i reprezentację mniejszości Polska zajęła pierwsze miejsce na świecie (1. Polska, 2. Słowenia, 3. Kanada, 4. Finlandia, 5. Australia).

Podobne proporcje spotykane są w całej Europie, a także w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Przykładowo, kobiety stanowią łącznie ok. 15 proc. ambasadorów w ujęciu globalnym. Jednocześnie jednak wspólne większości państw jest to, że odsetek kobiet-prezydentów, premierów, ministrów czy ambasadorów wciąż wzrasta. Wciąż jeszcze jest kilka domen, gdzie częściej kobiety przejmą stery – i tak stosunkowo częściej spotkamy kobiety mające teki edukacyjne, społeczne czy kulturalne niż tzw. siłowe, tj. właśnie dyplomacja czy obrona (obecnie są w UE cztery ministry obrony). Jeśli chodzi o negocjatorów pokojowych, tu kobiety stanowią na świecie zaledwie 10 proc., a przewodzą tylko w 5 proc. negocjacji. Przykładowo jednak porozumienie nuklearne z Iranem negocjowała delegacja złożona z bezprecedensowego odsetka kobiet – po stronie amerykańskiej była to pierwsza kobieta podsekretarz stanu USA ds. politycznych Wendy Sherman, po stronie europejskiej były to Catherine Ashton, a potem jej następczyni w roli unijnej szefowej dyplomacji – Federica Mogherini. Europejskie prace negocjacyjne koordynowała zarówno za czasów Ashton, jak i Mogherini Helga Schmid – dziś sekretarz generalna Służby zewnętrznej Unii Europejskiej (EEAS). Gdy ostatecznie zawarto porozumienie 14 lipca 2015 r. w Wiedniu, irańscy negocjatorzy… nie wymienili z negocjatorkami uścisków dłoni ze względu na obyczaje religijne.

Francja: Kobiety starają się zmieniać obraz rolnictwa

We francuskim rolnictwie kobiety są grupą mocno zaniedbaną, choć stanowią jedną czwartą wszystkich rolników. W Bretanii inicjatywa „rolnictwo po kobiecemu” stara się wypromować kwestię równości płci w sektorze rolnym, opisuje Euractiv France.
 

Liczba kobiet w zawodzie rolniczym wzrasta. Zakładają one …

Tylko Szwecji i Stanom Zjednoczonym udało się osiągnąć mniej więcej równość zatrudnienia. W Szwecji kobiety to aż 56 proc. zatrudnionych w MSZ, na którego czele stoi autorka koncepcji feministycznej polityki zagranicznej Margot Wallström.

Zjawisko polegające na tym, że im wyżej w hierarchii władzy, tym mniej kobiet (i innych przedstawicieli grup niedominujących) opisał już w 1976 r. politolog prof. Robert D. Putnam nazywając je „prawem wzrastającej dysproporcji” (law of increasing disproportion). Nie kończy się oczywiście na polityce i dyplomacji, to samo jest w całej administracji publicznej, w firmach prywatnych, w think tankach (amerykańskie środowisko think tanków opisał w piśmie Foreign Policy w 2011 r. Micah Zenko w artykule „City of Men”, skontaktowałam się z nim teraz i potwierdza, że zmiany procentowe są, acz niewielkie) i na uniwersytetach, a także w mediach. Wszędzie dominuje liczba dwucyfrowa zaczynająca się od dwójki.

Media europejskie i międzynarodowe

I choć europejska sieć redakcji EURACTIV może się pochwalić sześcioma redaktorkami naczelnymi na czternaście zespołów krajowych (w tym m.in. w Polsce, w Niemczech i we Francji), zdecydowana większość najważniejszych redakcji newsowych na świecie prowadzona jest przez mężczyzn. New York Times, Washington Post, Wall Street Journal, Financial Times.

To samo w Europie: przykładowo, gazety należące do stowarzyszenia LENA (the Leading European Newspapers’ Alliance) zrzeszającego 8 ważnych europejskich gazet: Gazety Wyborczej, Die Welt, La Reppublicy, Le Soir, El Pais, Le Figaro oraz dwóch szwajcarskich Tagesanzeiger i Tribune De Geneve, mają na czele tylko jedną kobietę – Soledad Gallego-Diaz na czele El Pais od zeszłego roku – zaś na czele belgijskiego Le Soir stoi i mężczyzna, i kobieta. Również na medialnych podwórkach krajowych jest tak samo – na czele zdecydowanej większości gazet, rozgłośni radiowych i telewizji stoją mężczyźni. Chlubne wyjątki to m.in. The Economist z Zanny Minton Beddoes i Deutsche Welle z Ines Pohl.

Warto przy okazji tej niemieckiej redakcji dodać, że w stolicy Niemiec Dzień Kobiet jest od tego roku dniem wolnym od pracy.

„Prawa kobiet to prawa człowieka” – Hillary Clinton

Orędowniczką podkreślania roli sytuacji kobiet w polityce zagranicznej była Hillary Clinton – była też pierwszą tak wysoko postawioną polityczką, która przeszła od słów do czynów. W 2010 r., czyli w trzecim roku na stanowisku sekretarz stanu USA, oficjalnie postawiła kobiety w centrum swojej polityki – podkreślając, że to głównie one padają ofiarami polityki właśnie, a co za tym idzie wojen, biedy, przemocy, analfabetyzmu i patriarchalnych tradycji. Uznanie przez nią podległości kobiet za zagrożenie dla porządku międzynarodowego i bezpieczeństwa USA doczekało się własnej nazwy: „Doktryny Hillary” (Hillary Doctrine: „the subjugation of women [is] a threat to the common security of our world and to the national security of our country”). Dodatkowo, od 2012 r. cel poprawy sytuacji kobiet stał się elementem opisu każdego stanowiska pracy w Departamencie Stanu. Oczywiście, nie obeszło się bez rys na tej pierwszej doktrynie nazwanej na cześć kobiety – obserwatorom nie umknął szeroki uśmiech Clinton na spotkaniu w Rijadzie z ministrem spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej, gdzie los kobiet w pełni uzależniony jest od mężczyzn. Nie przeoczono również hojnych datków dla fundacji Clintonów od takich państw jak Algeria, ponownie Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt, Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie, które prawa kobiet mają w niskim poważaniu. Jej wpływ na sytuację kobiet na świecie trudno zmierzyć, jednak na pewno począwszy od przemówienia, jakie wygłosiła w 1995 r. w Pekinie nie raz zawstydziła przywódców patriarchalnych reżimów, jednocześnie wskazując zalety płynące z poprawy sytuacji kobiet dla gospodarki, społeczeństwa i bezpieczeństwa. Swoimi przemówieniami oraz obecnością inspirowała też kobiety do walki o swoje prawa.

Nawet jeśli jej wpływ na sytuację kobiet nie był jednoznaczny, co do Donalda Trumpa trudno o dwuznaczności. On jasno postawił na mężczyzn, przy okazji białych i bogatych. Za jego prezydentury znowu mniej kobiet sprawuje wyższe stanowiska w polityce zagranicznej, zaś kwestie płci na forum ONZ i innych organizacji międzynarodowych nie uzyskują wsparcia USA.

Feministyczną politykę zagraniczną już pod tą nazwą wprowadziła w Szwecji Margaret Wallström. Szwedka rozbudowała tę koncepcję. Jej zdaniem – a zatem zdaniem szwedzkiego rządu od 2014 r. – równość płci stanowi cel sam w sobie. Jednak jest on jednocześnie niezbędny do realizacji innych, nie mniej ważnych celów – pokoju, bezpieczeństwa i zrównoważonego rozwoju. Tym bardziej, że według badań status kobiet jest najlepszym wskaźnikiem stabilności kraju, zaś udział kobiet w negocjacjach pokojowych znacznie zwiększa szanse na uzyskanie porozumienia i jego wdrożenie.

Feministyczna polityka zagraniczna (FPZ) jest „feministyczna” raczej tylko z nazwy. Odróżnia się od „klasycznej” po prostu poprzez niepomijanie roli kobiet zarówno jako podmiotów – twórców, jak i przedmiotów (beneficjentek lub ofiar) polityki zagranicznej. Tym samym ma tradycyjne dla polityki zagranicznej cele, tj. pokój, sprawiedliwość, prawa człowieka i rozwój humanitarny, a to wszystko jest w niej uzupełnione o aspekt antydyskryminacyjny, walkę z wykluczeniem (nie tylko kobiet) i przemocą (nie tylko wobec kobiet). Postrzega więc politykę zagraniczną szerzej i bardziej wielowymiarowo niż tradycyjnie, biorąc pod uwagę różnorodność ludzi i potrzeb.

Po czterech latach wdrażania, szwedzki resort spraw zagranicznych, opublikował na swoich stronach specjalny podręcznik na temat FPZ. Polityka ta jest oceniana pozytywnie, jednak podkreśla się jej sprzeczność z tym, że Szwecja to jeden z dziesięciu głównych eksporterów broni, który sprzedaje ją również do represyjnych reżimów autorytarnych pozbawiających kobiety ich podstawowych praw.

KE ws. kobiet: Szklany sufit, niższa pensja i widmo ubóstwa

Kobiety w UE są bardziej zagrożone ubóstwem, niedostatecznie reprezentowane w parlamentach i rządach, w biznesie ogranicza je szklany sufit, do tego zarabiają o 16 proc. mniej niż mężczyźni – wynika ze sprawozdania nt. równości kobiet i mężczyzn we Wspólnocie.

Również Kanada realizuje feministyczną politykę zagraniczną. Wszystko zaczęło się od parytetu płci w rządzie premiera Justina Trudeau, który zapytany o to, dlaczego wprowadził parytet odpowiedział: „Bo mamy rok 2015”. Za sprawy zagraniczne odpowiada w jego gabinecie Christa Freeland, gospodyni zeszłorocznego szczytu kobiet szefowych dyplomacji. Jednak, podobnie jak w przypadku Szwecji, nie wszystko jest tu takie różowe. Kanada dostarcza broń Arabii Saudyjskiej, tym samym nie przyczyniając się do załagodzenia wojny w Jemenie, której głównymi ofiarami są dziewczynki i kobiety (UN Women).

Niekompetentni mężczyźni u władzy

Kobiety stanowią połowę społeczeństwa. W krajach tzw. zachodnich są też lepiej wykształcone od mężczyzn. Mimo to wciąż zarabiają mniej na tych samych stanowiskach, rzadziej i wolniej awansują na pozycje władzy. Dlaczego tak jest i jak to zmienić?

Tomas Chamorro-Premuzic napisał książkę „Dlaczego tak wielu niekompetentnych mężczyzn zostaje liderami (I jak to zmienić)”. Jego zdaniem męska arogancja, pewność siebie i bezczelność są często mylone ze zdolnościami przywódczymi. Jego rozwiązanie dla tego problemu jest proste: awansujmy za mierzalne kompetencje i dokonania. W efekcie więcej kobiet zasiądzie na najwyższych stanowiskach, szansę dostaną też skromniejsi a kompetentni mężczyźni, którzy zwykle również pomijani są przy awansach – uważa prof. Chamorro-Premuzic.

Kwoty sprawdzają się na listach wyborczych, bo w polityce chodzi przede wszystkim o subiektywną charyzmę, która daje siłę przebicia w mediach – tu arogancja i pewność siebie, o których pisze Chamorro-Premuzic dają mężczyznom przewagę. Kwoty nie są z kolei potrzebne tam, gdzie powinny się liczyć przede wszystkim obiektywne dokonania. Kobiety nie potrzebują specjalnego traktowania, bo potrafią potwierdzić swoje umiejętności w rekrutacji i przy awansach. Jednak z drugiej strony rozwiązania odgórne, jak utrwalająca się zasada społeczna zwiększania liczby kobiet w panelach dyskusyjnych i na kierowniczych stanowiskach też się sprawdzają – dzięki nim kobiety są identyfikowane jako godne szacunku ekspertki i profesjonalistki. Zdecydowana większość z zapytanych przeze mnie kobiet opowiada się jednak przeciwko takim rozwiązaniom. Chcą by o ich karierze decydowały kompetencje i dokonania.

Madeleine Albright radzi dodatkowo kobietom, by się „wtrącały” i przerywały, „bo nikt nie wpadnie na to, by nas zapytać o zdanie.” Podobnie doradza swoim studentkom profesorka prawa w Princeton, była dyrektorka komórki planowania strategii w Departamencie Stanu USA Anne-Marie Slaughter (współpracowała wtedy bezpośrednio z Hillary Clinton jako sekretarz stanu). Jej mąż, prof. Andrew Moravcsik, z kolei doradza swoim studentom, by od kobiet uczyli się tego, by mniej mówić a więcej słuchać.

Francja: Grupa dziennikarzy prześladowała kobiety w internecie

Lewicowy francuski dziennik „Liberation” ujawnił istnienie nieformalnej grupy kilkudziesięciu młodych dziennikarzy, którzy od lat systematycznie prześladowali w internecie kobiety, również pracujące w mediach. Okazało się, że grupę, określającą się jako „LOL League”, stworzył dziennikarz… „Liberation”.
 

LOL to używany przez internautów skrót …

Dlaczego kobiety nie mogą wszystkiego i jak to zmienić

Slaughter napisała w 2012 r. słynny sążnisty artykuł w The Atlantic pt. „Dlaczego kobiety wciąż nie mogą wszystkiego” (Why Women Still Can’t Have It All). Pokazuje w nim, jak dużym wyzwaniem dla pracujących kobiet jest godzenie pracy z macierzyństwem i posiadaniem rodziny. Opisane przez nią problemy pozostają te same także dziś i także w Polsce – wskazywały na nie również uczestniczki wspomnianego badania Instytutu Spraw Publicznych. „Naturalne jest, że dużo trudniej kobietom pracować poza krajem większą część tygodnia niż mężczyznom. Szczególnie gdy ma się rodzinę. Praca ta wymaga sporo poświęcenia” – mówiła w badaniu jedna z europosłanek. „Gdybym była matką, to tej pracy nie mogłabym wykonywać, bo życie rodzinne przy tej pracy, którą mam, się kompletnie rozpada. […] to w ogóle nie jest zajęcie dla młodych rodzin” – powiedziała. Kobiety zatrudnione w polskiej służbie dyplomatycznej wskazują też, konkretnie, na to, że urodzenie dziecka wiąże się z opóźnieniem ścieżki awansu o rok tradycyjnie branego w Polsce urlopu macierzyńskiego – a konkurencja w tej branży jest duża, zatem ten rok ma znaczenie.

Rady prof. Slaughter dla pracodawców, którzy chcą gwarantować rzeczywiście równe szanse rozwoju dla kobiet i mężczyzn obejmują wprowadzenie elastycznych godzin pracy, umożliwienie pracy zdalnej, odejście od korporacyjnej zasady „czasu macho” polegającej na rywalizacji typu „kto da z siebie najwięcej”, bo „pracowanie dłużej, nie zawsze znaczy lepiej”. Nawołuje też uznanie znaczenia macierzyństwa i kwalifikacji, jakie się z nim wiążą – żelaznej dyscypliny, umiejętności robienia wielu rzeczy na raz, decyzyjności itd. Slaughter podkreśla też to, jak ważny jest partner życiowy – rozumiejący i współpracujący. Zgadza się w tym z Sheryl Sandberg, szefową operacyjną Facebooka, która w swoich przemówieniach i publikacjach przyznaje, że… małżeństwo z właściwą osobą może kobiecie bardzo w karierze pomóc.

Poza radami Slaughter, na proporcje kobiet na wysokich stanowiskach w polityce zagranicznej i dyplomacji na pewno korzystnie wpłynie aktywna polityka prorodzinna, polegająca na dodatkach do pensji na opiekę. Dziś wyjazd z dzieckiem jest wyzwaniem zarówno finansowym, jak i logistycznym. Rodzice pracujący w placówkach zagranicznych dostają wsparcie tylko na szkołę, chociaż też nie zawsze. Nie otrzymują natomiast dofinansowania dla młodszych dzieci – na żłobek, przedszkole czy nianię – to nie tylko problematyzuje decyzję o wyjazdach, ale utrudnia też godzenie pracy z życiem rodzinnym, a co za tym idzie – skraca czas pracy i pogarsza jej jakość.

Po latach od napisania swojego słynnego artykułu profesor Slaughter uznaje, że „nigdy nie będzie równości, o ile nie zaczniemy cenić czasu poświęcanego opiece [nad dziećmi, starszymi rodzicami, domem itd.] tak samo jak pracy – co się tyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn”.

]]>
https://www.euractiv.pl/section/polityka-zagraniczna/news/niefeministyczna-polityka-zagraniczna/feed/ 0
Berlinale 2019: Festiwal filmów zaangażowanych, ale niezbyt… udanych https://www.euractiv.pl/section/demokracja/opinion/berlinale-2019-festiwal-filmow-zaangazowanych-ale-niezbyt-udanych/ https://www.euractiv.pl/section/demokracja/opinion/berlinale-2019-festiwal-filmow-zaangazowanych-ale-niezbyt-udanych/#respond Mon, 18 Feb 2019 08:53:33 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=opinion&p=62291 Dobiegła końca już 69. edycja międzynarodowego festiwalu filmowego w Berlinie – Berlinale. Zwyciężył francusko-izraelski film „Synonimy” w reżyserii Nadava Lapida.

 

Ten największy otwarty dla publiczności światowy festiwal filmowy nigdy nie słynął z premier wielkich dzieł światowej kinematografii. Pozostawiając tę funkcję Cannes i Wenecji, Berlinale koncentrowało się raczej na kinie zaangażowanym politycznie. Dobrym lub przynajmniej poprawnym.

Polityka z alkowy

W tym roku mottem festiwalu było: „Prywatne jest polityczne” („The Personal Is Political”). Odchodzący po 19 latach dyrektor festiwalu Dieter Kosslick zaczerpnął je z eseju Carol Harnish z 1969 r. o tym tytule, który stał się naczelnym hasłem radykalnego feminizmu. To, co się dzieje w domowym zaciszu, wykracza poza prywatność, odzwierciedlając znacznie szersze zjawiska społeczne – dowodziła Harnish, która głównie koncentrowała się na zjawisku ubezwłasnowolnienia kobiet.

Idąc tym tropem, festiwal przepełniony był niby prywatnymi – nie stroniącymi od alkowy – historiami, które przesiąknięte były polityką.

Począwszy od tego jak chińska polityka jednego dziecka odbiła się na życiu pewnej chińskiej rodziny, które opowiedział jeden z najlepszych filmów festiwalu So long, my son” Wanga Xiaoshuai (Srebrne Niedźwiedzie TYLKO za najlepszą rolę żeńską i męską). Był to jedyny film chiński w konkursie głównym Berlinale po tym, jak wycofano „One Second” Zhanga Yimou, którego akcja rozgrywa się w czasie rewolucji kulturalnej. Oficjalnie powodem wycofania filmu były problemy techniczne w postprodukcji. Spekuluje się jednak, że chodziło o chińską cenzurę, z którą Zhang – twórca filmów tj. „Zawieście czerwone latarnie” czy „Hero” – boryka  się od lat.

Przez opartą na faktach historię zakazanej miłości dwóch kobiet, którym udało się wziąć ślub w 1901 r. Niestety, wyprodukowana przez Netflix Elisa y Marcela” Isabel Coixet to pretensjonalny i męczący film, który zapamiętamy przede wszystkim za farsowe sceny miłosne z wykorzystaniem – z niezrozumiałych przyczyn – między innymi ośmiornicy. Prywatne odnajdzie zatem niezamierzony przez reżyserkę dodatkowy wymiar polityczny w Polsce. Warto dodać, że choć może artystyczna wartość filmu pozostawia wiele do życzenia, jego obecność w konkursie głównym festiwalu stanowi ważny krok dla współczesnej historii filmu. Jak już wspomniałam, film został wyprodukowany przez platformę filmową Netflix, nie do dystrybucji kinowej. Organizatorów przekonało jednak to, że Netflix ma już ponad 138 milionów subskrybentów, czyli mniej więcej tyle osób, ile obejrzało w kinach „Titanic”, a także to, że stworzona na podobnych zasadach „Roma” wygrała już Cezara i weneckiego Złotego Lwa.

Przez brazylijski dokument A Rosa Azul de Novalis” Rodrigo Carneiro i Gustavo Vinagre, który śledzi codzienność ekstrawaganckiego homoseksualisty Marcelo Diorio upiększającego jej zwyczajność swoją charyzmatyczno-narcystyczną osobowością. Ekstrawagancja bohatera została uzupełniona ekstrawagancją formalną i niepotrzebną – przynajmniej w tej skali – pornografią. Tu jednak znowu przechodzimy w politykę. Nowy prezydent Brazylii Jair Bolsonaro zasłynął wypowiedziami o tym, że homoseksualizm należy leczyć oraz że wolałby, żeby jego syn zginął w wypadku samochodowym niż był gejem. Wątek ojca, który nie akceptuje orientacji syna jest tutaj – jak i w wielu rodzinach na całym świecie – bardzo istotny, wplatając się w film równie intensywnie jak w życie bohatera. Diorio mówi o tym, że rozważał, by wysłać filmy ze swoich randek ojcu. Już nie musi, ojciec obejrzy je w kinie.

Przez również brazylijski, naprawdę niezły film biograficzny Wagnera Maury pt. „Marighellaopowiadający o rewolucyjnej działalności marksistowskiego pisarza brazylijskiego Carlosa Marighelli. Film jest nie tylko niezwykle aktualny ze względu na prezydenturę ww. Bolsonaro, ale ma też przesłanie uniwersalne. Pokazuje znaczenie wolnej prasy, bez której demokracja nie jest możliwa, a wszelka opozycja i ruch oporu tracą rację bytu.

Po film zwycięski pt. Synonimy. To oparta na biografii reżysera Nadava Lapida historia młodego Izraelczyka Yoava, który po odbyciu służby wojskowej wyjeżdża do Paryża. Gardzi izraelską polityką i mentalnością agresywnego, zmilitaryzowanego nacjonalizmu do tego stopnia, że chce zupełnie porzucić swoją narodową tożsamość, między innymi nigdy więcej nie używając hebrajskiego. Historia z potencjałem, ale… choć brawurowy i skandalizujący, dla niektórych to przede wszystkim film niepotrzebnie dziwaczny, momentami głupawy, a ogólnie słaby.

Miękka siła filmu

Za Donalda Trumpa Stany Zjednoczone wycofały się ze swojej roli propagatora tzw. zachodnich wartości na świecie. Pozostawioną przestrzeń nieśmiało i raczej z poczucia obowiązku niż chęci przejmują Niemcy. I tak jak kiedyś amerykański sen kusił przybyszów z Europy, tak teraz słowa Emmy Lazarus ze Statui Wolności „Dajcie mi tylko swoich biednych tłumy całe, Obejmę ich gościnnie mymi ramionami” (tłum. Wiktor J. Darasz, 2015) mogłyby zostać wygrawerowane na Bramie Brandenburskiej.

Co za tym idzie państwo niemieckie finansuje niemal 1/3 budżetu Berlinale, który kosztuje 26 mln euro – jak relacjonuje Marcin Antosiewicz z „Newsweeka”. Czyli 26 razy więcej niż Warszawski Festiwal Filmowy.

Filmy na Berlinale niestrudzenie przełamują tabu i stereotypy, otwierają oczy na problemy polityczne i społeczne, a także dają widzom poczucie wspólnoty w walce o lepszą przyszłość. Nieustępliwie niosą kaganek oświaty utrwalając takie wartości jak tolerancja, poszanowanie inności, równość, wolność, demokracja.

Jednak z pewnością „prywatne” będzie mieć większy oddźwięk polityczny, jeśli będzie opowiadane przez lepsze filmy.

 

Złoty Niedźwiedź

Synonymes (Synonyms)
reż Nadav Lapid

Srebrny Niedźwiedź – Nagroda Jury

Grâce à Dieu (By the Grace of God)
reż. François Ozon

 

Srebrny Niedźwiedź – Nagroda Alfreda Bauera

Nora Fingscheidt

Systemsprenger (System Crasher)

 

Srebrny Niedźwiedź za reżyserię

Angela Schanelec

Ich war zuhause, aber (I Was at Home, But)

 

Srebrny Niedźwiedź dla najlepsząej aktorki

Yong Mei

Di jiu tian chang (So Long, My Son), reż. Wang Xiaoshuai

 

Srebrny Niedźwiedź dla najlepszego aktora

Wang Jingchun

Di jiu tian chang (So Long, My Son), reż. Wang Xiaoshuai

 

Srebrny Niedźwiedź za najlepszy scenariusz

Roberto Saviano, Claudio Giovannesi, Maurizio Braucci

La paranza dei bambini (Piranhas), reż. Claudio Giovannesi

 

Srebrny Niedźwiedź za zdjęcia

Rasmus Videbæk

Ut og stjæle hester (Out Stealing Horses), reż. Hans Petter Moland

 

Honorowy Złoty Niedźwiedź

Charlotte Rampling

]]>
https://www.euractiv.pl/section/demokracja/opinion/berlinale-2019-festiwal-filmow-zaangazowanych-ale-niezbyt-udanych/feed/ 0
Jerzy Buzek: Porozumienie ws. Nord Stream 2 dobre dla Polski https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/interview/jerzy-buzek-porozumienie-ws-nord-stream-2-dobre-dla-polski/ https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/interview/jerzy-buzek-porozumienie-ws-nord-stream-2-dobre-dla-polski/#respond Wed, 13 Feb 2019 11:41:04 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=interview&p=62077 W nocy z 12 na 13 lutego przedstawiciele najważniejszych unijnych instytucji doszli do porozumienia w sprawie dyrektywy gazowej, która określi zasady budowy gazociągu Nord Stream 2. W rozmowie z EURACTIV.pl wynik nocnych rozmów ocenia przewodniczący Komisji Parlamentu Europejskiego ds. Przemysłu, Badań Naukowych i Energii prof. Jerzy Buzek.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: W nocy przedstawiciele Komisji Europejskiej, Rady UE i Parlamentu Europejskiego porozumieli się w sprawie gazociągu Nord Stream 2. Czy to dobra wiadomość dla Polski?

Prof. Jerzy Buzek: To dobra wiadomość nie tylko dla Polski, ale dla wszystkich państw UE. Dzięki wynegocjowanej nowelizacji dyrektywy gazowej unijne prawo obejmie wszystkie rurociągi dostawcze z krajów trzecich do Unii Europejskiej – to się powiodło. Wszystkie, czyli także te nowo budowane – nie obejmie ich derogacja.

Jednak przyjęto także tzw. niemiecko-francuską poprawkę, która zawęża stosowanie prawa UE tylko do części gazociągów – do tych, które przebiegają przez wody terytorialne ostatniego państwa na trasie nitki. Zatem dyrektywa obejmie tylko tę część NS2, która przebiega przez wody terytorialne Niemiec, zaś reszta będzie już negocjowana tylko przez Niemcy i Rosję.

Trudno sobie wyobrazić, że zasady dostaw dla tych kilkunastu kilometrów dostaw poza wodami terytorialnymi Niemiec będą inne niż dla reszty gazociągu, skoro mają być zapewnione taryfy niedyskryminacyjne i dostęp państw trzecich na całej długości gazociągów przebiegających przez teren UE. Zasady więc z natury rzeczy będą odnosić się do całego gazociągu, bo nie dałoby się ich fizycznie zróżnicować dla części europejskiej i wyżej wymienionych zaledwie kilkunastu kilometrów części pozaunijnej.

Polska nie była przychylna gazociągowi NS2, ponieważ m.in. omija Ukrainę i Polskę, ale też utrzymuje uzależnienie UE od rosyjskiego gazu, a tym samym od putinowskiej geopolityki energetycznej. A tymczasem widać głównie pozytywne oceny porozumienia. Czy Warszawa została przegłosowana przez Radę albo dostała coś w zamian za wycofanie sprzeciwu? Np. gwarancje ws. wysokości funduszy spójności czy ws. art. 7?

Nie, porozumienie jest dobre dla Polski. Gwarantuje ono, że pieczę nad realizacją dyrektywy sprawuje Komisja Europejska, która będzie ściśle nadzorowała negocjacje po stronie państw członkowskich. Jeśli coś nie będzie jej pasować, będzie mogła nawet przejąć mandat negocjacyjny. Zatem rola KE jest tu zasadnicza – będzie czuwać nad zgodnością z prawem unijnym wszelkich porozumień i wdrażanych projektów gazowych. Jeśli więc Niemcy będą negocjować, to tylko za zgodą i pod stałym nadzorem KE. A zanim porozumienie zostanie podpisane, też będzie musiało być przedstawione KE, która będzie mogła je zawetować.

Nie ma możliwości, by Polska się z nowelizacją nie zgadzała, bo ona zapewnia, że negocjacje możliwe będą tylko w ramach prawa UE, na które oczywiście też się zgodziliśmy. Nie można sobie wyobrazić ostrzejszego zapisu o roli Komisji Europejskiej niż ten, który został uzgodniony dziś w nocy.

Pragnę też podkreślić, że wszyscy wciąż piszą tylko o NS2. Tymczasem to prawo – owszem – obejmuje NS2, ale także wszystkie inne rurociągi dostawcze. Ma na celu zapewnienie transparentności i bezpieczeństwa dostaw, a także dostępu różnych dostawców do rurociągów. Wszystkich rurociągow, czyli także m.in. nowo budowanego gazociąg między Włochami i Libią czy Hiszpanią i Marokiem.

]]>
https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/interview/jerzy-buzek-porozumienie-ws-nord-stream-2-dobre-dla-polski/feed/ 0
Błędne koło greckich kompleksów – WYWIAD https://www.euractiv.pl/section/demokracja/interview/bledne-kolo-greckich-kompleksow-nikos-erinakis/ https://www.euractiv.pl/section/demokracja/interview/bledne-kolo-greckich-kompleksow-nikos-erinakis/#respond Sun, 10 Feb 2019 12:00:10 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=interview&p=61864 Skąd tyle hałasu o nazwę Macedonii? Grecy po prostu obawiają się, że nie dość, że przez kryzys stracili pieniądze i godność, to teraz jeszcze próbuje się ich pozbawić historii i tożsamości – twierdzi dr Nikos Erinakis*, dyrektor ds. badań naukowych ateńskiego think tanku ENA – Instytut Polityki Alternatywnej.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Czy kryzys w Grecji rzeczywiście już minął?

Życzyłbym sobie, by tak było, jednak dopiero zmierzamy w tym kierunku. Sadzę, że skutki kryzysu będziemy odczuwać jeszcze długo.

Sytuacja może nie jest jeszcze tak dobra jak byśmy sobie tego życzyli, ale i tak jest dużo lepiej niż było. Płaca minimalna i niskie zarobki wzrastają. Powstają nowe miejsca pracy, chociaż wiele z nich to stanowiska tymczasowe, pozbawione zabezpieczeń wynikających z kodeksu pracy. Sytuacja gospodarcza poprawia się i wraca poczucie stabilizacji, co zachęca przedsiębiorców do inwestowania. To ważne, jednak ta ewidentna poprawa powinna znaleźć odzwierciedlenie także w poczuciu stabilizacji i bezpieczeństwa zwykłych Greków.

Co ważne, znowu rozwija się większość sektorów gospodarki, szczególnie te, w których mamy przewagę komparatywną…

Turystyka, oliwki, oliwa z oliwek…

Tak, i feta (śmiech). Jednakże trwająca od niedawna czwarta rewolucja przemysłowa daje sporo możliwości także w odniesieniu do innych sektorów gospodarki, głównie badań i rozwoju (R&D). Już przed kryzysem wielu młodych ludzi wyjeżdżało za granicę na studia, bo posiadamy stosunkowo wysoki kapitał ludzki. Odbiło się to nam jednak czkawką w czasie kryzysu, kiedy zamiast tu wracać, woleli zostać zagranicą, bo tam mogli znaleźć jakąkolwiek pracę.

Grecja otworzy Macedonii drzwi do NATO

Grecki rząd zamierza wykonać symboliczny gest i być pierwszym krajem, który ratyfikuje umowę w sprawie przystąpienia Macedonii Północnej do NATO. Ma się to stać do 8 lutego.
 

W poniedziałek (28 stycznia) rzecznik NATO powiedział, że data podpisania dokumentu akcesyjnego przez 30. …

Od 2010 r. około 700 tys., w większości młodych ludzi opuściło Grecję. To ogromna strata dla 11-milionowego kraju.

Kryzys przypłaciliśmy zatem olbrzymim drenażem mózgów. Dziś pierwszy raz od 6-7 lat młodzi, dobrze wyedukowani badacze i naukowcy wracają do kraju.

Ma Pan zdaje się również siebie na myśli – wrócił pan z Wielkiej Brytanii z doktoratem z Oksfordu i Uniwersytetu Londyńskiego.

Wracamy, ponieważ ponownie możemy znaleźć pracę w Grecji. Może nie tak dobrze płatną, jak zagranicą, ale za to w domu. Możemy ponownie realizować się naukowo lub w innych branżach, wykorzystując zdobyte na zachodzie doświadczenie. I mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli sobie pozwolić, aby żyć na przyzwoitym poziomie.

Bezrobocie spadło, choć nadal jest wysokie (18,3 proc.), ale nie aż tak jak w szczytowym momencie kryzysu. Prawie 4,3 mln ludzi ma zaległości podatkowe. Do tego dochodzi starzenie się społeczeństwa – wielu młodych wyjechało, zaś ci, którzy zostali, w wyniku kryzysu, niechętnie decydowało się na dzieci. Teraz wciąż pozostają ostrożni w planowaniu rodziny.

To prawda, mamy duży kłopot z zastępowalnością pokoleń. Dodatkowo zbyt mało ludzi pracuje na utrzymanie obecnego systemu emerytalnego. Dlatego Trojka (Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny, Międzynarodowy Fundusz Walutowy) przekonywała nas do zmniejszenia emerytur. To jednak zbyt mocno uderzyłoby to w całe społeczeństwo. Bo w wyniku kryzysu emeryci stali się w wielu domach jedynymi żywicielami rodzin.

Widać jednak, że stajemy na nogi. Ludzie już nie tylko pracują, aby przeżyć, ale mogą znowu pozwolić sobie na szukanie takiej pracy, która daje im coś więcej, np. w fundacjach promujących ochronę środowiska czy sprawiedliwość ekonomiczno-społeczną. Ostatnio mamy się też czym pochwalić w dziedzinie kultury: muzyka, kino i poezja przeżywają dziś w Grecji rozkwit. Chociaż istnieje niebezpieczeństwo nadmiernego podporządkowania naszej kultury tematyce kryzysu. Od relacjonowania codzienności kryzysowej jest dziennikarstwo. Dziś potrzebujemy sztuki zwróconej ku przyszłości – takiej, która zainspiruje nas do zmian w życiu codziennym.

Grecja: Dobry początek roku dla gospodarki

Ministerstwo Gospodarki i Rozwoju podsumowało rozwój greckiej gospodarki w 2018 r. oraz przedstawiło prognozy dalszej dynamiki i rozwoju wskaźników ekonomicznych.
 
Obiecujące prognozy dla greckiej gospodarki
Greckie Ministerstwo Gospodarki i Rozwoju wydało coroczny dokument pt. „Biuletyn Rozwoju Gospodarczego”, w którym został podsumowany stan gospodarki …

Grecki film Nikosa Labôta pt. „Jej praca”, zdobył nawet statuetkę w ramach jednego z konkursów podczas ubiegłorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Fabuła osadzona jest w rzeczywistości kryzysowej, jednak nie na niej się koncentruje. Pokazuje historię o tym, jak kobieta musi znaleźć pracę, bo jej mąż stracił ją w wyniku kryzysu. Praca – mimo że ciężka i podle opłacana – pozwala bohaterce odzyskać poczucie własnej wartości i daje jej wolność wyboru.

Tak samo całe greckie społeczeństwo ciężko dziś pracuje, aby odzyskać stabilizację i pewność siebie. Najbliższe lata będą kluczowe dla utrzymania stabilności gospodarczej i politycznej. Musimy je wykorzystać do budowania i utrwalania ram instytucjonalnych, które będą stanowić oparcie w razie kolejnego kryzysu.

Trojka narzuciła nam mocno neoliberalny program, oparty na ideach Hayeka, Friedmana i tzw. Chicago boys. Sądzę, że zastosowanie innych rozwiązań przyniosłoby Grecji dużo lepsze efekty. Wymaga się np. od nas utrzymywania stałej nadwyżki budżetowej [3,5 proc. PKB], co wymaga wdrażania antysocjalnych rozwiązań. Stawia nas to przed wyborem: albo bardzo wysokie podatki albo koniec państwa opiekuńczego i wszystkich filarów systemu zabezpieczenia społecznego. Czyli de facto dewastacja tego, o co ludzie walczyli przez większość XX wieku.

Grecja: Parlament zaakceptował umowę z Macedonią ws. nazwy kraju

Po trzech dniach debaty greccy posłowie ostatecznie zatwierdzili umowę zawartą z Macedonią, na mocy której post-jugosławiańska republika przeistoczy się w Macedonię Północną. Pracom w parlamencie towarzyszyły ostre protesty przeciwników ugody.
 

Debata parlamentarna była tak zażarta, że zaplanowane na wczoraj (24 stycznia) …

Przy takich zasadach „współpracy”, pozostaje nam gospodarka działająca w interesie wybranych, a nie wszystkich obywateli. To jest jeden z najpoważniejszych błędów Trojki – narzuciła nam rozwiązania, które zostały wcześniej negatywnie zweryfikowane przez historię, a ich jedynym efektem jest przyparcie społeczeństwa do muru. To błędne koło.

To mi przypomina realia Polski tuż po upadku komunizmu. Szokowe, rozbijające tkankę społeczną, jednak w ostatecznym rozrachunku korzystne dla większości społeczeństwa – i dla gospodarki w ogóle.

Trojka argumentowała, że są to rozwiązania technokratyczne, oparte na obiektywnej wiedzy. Dlatego wszystko, co robiliśmy zgodnie z ich założeniami, „musiało” okazać się pożyteczne. Zastosowane rozwiązania były jednak głęboko polityczne.

Można więc powiedzieć, że demokracja poszła w odstawkę w imię walki z kryzysem. Co więcej, premier Alexis Tsipras, przywódca lewicowej – i rządzącej wciąż Grecją – Syrizy, został wybrany dzięki progresywnej agendzie, którą zaraz po wyborach porzucił, by dogadać się z Trojką. Czy Grecy nie czują się oszukani?

Wielu się czuje. Szczególnie po tzw. „kolotoumbie” [gr. salto, czyli kompletnej zmianie polityki] po referendum 5 lipca 2015 r., kiedy nie wzięto pod uwagę sprzeciwu społeczeństwa wobec kontynuacji polityki zaciskania pasa. Wtedy wszyscy lamentowali nad hipokryzją klasy politycznej. Prawda jest jednak taka, że choć większość była przeciwna porozumieniu, chciała jednocześnie pozostać w UE i strefie euro.

Ludzie postrzegali więc reformy jako zło konieczne?

I tak, i nie. Absurdem było jednak to, że demokratycznie wybrany parlament przez wiele lat nie był w stanie prowadzić własnej polityki. Teraz rząd zyskał swobodę działania. A co za tym idzie Grecy też odzyskali poczucie sprawczości. Wszyscy dyskutują na temat nazwy Macedonii, emerytur, pensji minimalnej, równouprawnienia itd. Znów mamy ożywioną debatę polityczną.

Najważniejsze jest poczucie, że slogan użyty przez Margaret Thatcher: Nie ma alternatywy (There is no alternative – TINA) jest błędny. Bo dla wszystkiego jest alternatywa. To tylko kwestia woli i wytrwałości.

Tsipras: Portugalia, Hiszpania i Grecja to lewicowe "oazy na politycznej pustyni"

Socjalistyczne, zielone i lewicowe partie polityczne powinny uczyć się od rządów w południowej Europie i zjednoczyć się przeciwko rosnącemu prawicowemu antyeuropejskiemu populizmowi przed wyborami do Parlamentu Europejskiego – powiedział grecki premier Alexis Tsipras.
 

Przemawiając w Atenach w poniedziałek (28 stycznia), Tsipras …

Dwoje Niemców: Wolfgang Schauble – architekt neoliberalnej terapii kryzysowej zaaplikowanej Grecji – oraz Angela Merkel – która zdaniem wielu Greków wywołała tzw. kryzys migracyjny – stało się dla Greków znienawidzonymi symbolami kryzysu UE.

Schauble nawet bardziej. Na nim ogniskują się nastroje antyniemieckie i antyunijne. Ci Niemcy stali się wygodni dla zbiorowej wyobraźni o UE, o której ludzie mają tu bardzo mgliste pojęcie. Większość nie widzi różnicy między Radą Europy, Radą Europejską i Komisją Europejską.

Tak jest w całej Europie, co potwierdzają badania Eurobarometru.

Także z tego powodu nikogo tu nie obchodzą nadchodzące wybory europejskie. Parlament Europejski jest jedyną bezpośrednio wybieraną instytucją UE, ale ma bardzo ograniczone uprawnienia. Dyskusjom towarzyszy tam przeważnie piękna retoryka, za którą nie idzie choćby wpływ na nominacje do decydującej o wszystkim Komisji Europejskiej

Parlament Europejski stopniowo zyskuje coraz więcej władzy. Także projekt Spitzenkandidaten opiera się na założeniu, że nowym przewodniczącym Komisji Europejskiej zostanie reprezentant frakcji, która uzyska najlepszy wynik wyborczy. Mechanizm ten ma teoretycznie zagwarantować większą legitymację demokratyczną brukselskiej machiny urzędniczej. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że tylko niektórzy spoza „europejskiej bańki” słyszeli o potencjalnym następcy Jean Claude’a Junckera Manfredzie Weberze.

I to jest dla ludzi podejrzane.

No i kolejny Niemiec dostanie kierownicze stanowisko. W kontekście nastrojów antyniemieckich, mieszkający w Polsce Syryjczyk powiedział mi, że na wyspie Lesbos greccy strażnicy zachęcali go i innych migrantów do wyjazdu do Niemiec, niejako w akcie zemsty za wywołanie kryzysu migracyjnego.

Tymczasem, wciąż wielu z tych ludzi nie udało się nigdzie dostać i są w Grecji w stanie zawieszenia – są ludźmi, pozbawionymi jednak praw obywatelskich. Teraz sytuacja nieco się poprawiła. Niektóre organizacje pozarządowe wykonują naprawdę świetną robotę wspierając tych ludzi, którzy zostali. To samo robią społeczności lokalne. Jednakże nadal w wielu obozach, jak w Morii na Lesbos, warunki pozostają tragiczne.

Mam wrażenie, że Europa nie zrozumiała jeszcze, że uchodźcy to nie tylko problem Greków, Włochów czy Hiszpanów, lecz wszystkich Europejczyków. Tym bardziej, że Turcja traktuje uchodźców jako broń dyplomatyczną w stosunku do Grecji i UE. Kiedy Ankara jest wkurzona, nagle greckie wyspy wypełniają się uchodźcami. A kiedy jest zadowolona, ruch z Turcji na greckie wyspy ustaje. To okrutna gra ludzkim życiem.

Grecy również patrzą dziś na uchodźców mniej przychylnie – widać to w sondażach, w których przewodzi dziś prawicowa i sceptyczna wobec uchodźców Nowa Demokracja. W 2019 r. macie całą serię wyborów: do PE, do władz lokalnych i do parlamentu państwowego. Czy mimo oznak ożywienia gospodarczego Syriza jest skazana na porażkę?

Rzeczywiście, na razie w sondażach wyraźnie przewodzi Nowa Demokracja. Jest to prawicowa partia neoliberalna, ale wewnętrznie mocno podzielona. Składa się z trzech ideologicznie różnych frakcji – jedna jest głęboko konserwatywna, drugą nazwałbym radykalnie prawicową i populistyczną, a trzecią neoliberalną. Trwa między nimi spór i na ogół nie mogą znaleźć kompromisu w istotnych sprawach. Nawet kwestia nazwy Macedonii stanowiła tam kość niezgody.

Dziś Syriza zajmuje drugie miejsce ze stratą około 7-10 proc. do Nowej Demokracji. Jednak powoli, ale konsekwentnie odzyskuje poparcie. Dlatego im później odbędą się wybory, tym lepiej dla rządzącej partii. Oczywiście, może dojść do niespodziewanych zdarzeń – na przykład nawrotu kryzysu lub pożarów na wielką skalę, jak latem ubiegłego roku, które wpłyną na grę wyborczą.

Grecja: Rząd uzyskał wotum zaufania, droga do ugody z Macedonią otwarta

Rząd Aleksisa Tsiprasa uzyskał w parlamencie wotum zaufania, o które sam poprosił, gdy rozpadła się rządząca Grecją koalicja. Opuścili ją konserwatywni i eurosceptyczni Niezależni Grecy (ANEL), którzy nie zgadzają się na ratyfikację porozumienia z sąsiednią Macedonią w sprawie nazwy państwa.
 

Za …

Syrizie udało się przeforsować rozstrzygnięcie sporu o nazwę Macedonii, ale znacznym kosztem: upadkiem koalicji rządzącej, głosowaniem nad wotum zaufania wobec rządu oraz masowymi protestami. Nowa Demokracja głosowała przeciwko porozumieniu, mimo że partyjne frakcje nie były zjednoczone w tej sprawie. Większość Greków na określenie północnego sąsiada używa nazwy „Skopje”. Cały ten spór wydaje się absurdalny.

To prawda. Nikt z co najmniej podstawowym wykształceniem nie ma żadnych wątpliwości co do podstawowych faktów dotyczących historii Greków i Macedończyków, czyli Słowian, oraz występujących między nimi różnic etnograficznych i geograficznych. Jednak forsowana jest narracja, że Macedonia to pseudo-państwo stworzone przez Amerykanów, aby mogli je włączyć do NATO i UE. A to zapewniłoby stabilizację regionu i ograniczyłoby rosyjską obecność na Bałkanach.

Myślę jednak, że intensywność tego sporu wiąże się przede wszystkim z utratą przez Greków poczucia godności w wyniku kryzysu. Niektórzy twierdzą, że nie tylko skradziono ich pieniądze i godność, ale że próbuje się im też odebrać historię i tożsamość.

Istota dzisiejszej greckiej psychopolityki to z jednej strony wysoki stopień narcyzmu z powodu przeszłości – co jest irracjonalne, bo nie ma żadnego przełożenia na teraźniejszość. Z drugiej strony, to wysoki stopień niepewności, ponieważ dzisiejsza Grecja istnieje dopiero 200 lat i Grecy wciąż próbują budować swoją narodową tożsamość. Mieliśmy naszą starożytną historię przez wielkie „H”, potem Rzymian i Bizancjum, a następnie cztery wieki rządów osmańskich. Obecnie nasza tożsamość zdaje się być zawieszona między Zachodem i Wschodem, a my nadal nie potrafimy jej dobrze zdefiniować. Wszystkie obecne spory na temat rzekomej próby kradzieży naszej tożsamości przez Macedończyków, USA, NATO czy UE pokazują, że jako naród wciąż czujemy się niepewnie.

A przecież jest wiele współczesnych rzeczy, z których możemy być dumni. Powinniśmy postawić na otwartość, demokrację, pokój, współpracę i harmonijny rozwój, a to pozwoli nam odgrywać wiodącą rolę na Bałkanach. Wszystkie inne strategiczne wybory są gorsze. Widziała Pani protesty przeciwko nowej nazwie Macedonii? Tysiące ludzi protestowało, niektórzy z mieczami.

Mieczami?

To taki folklor i zabawa w starożytnych Greków. Nawet Eugene Ionesco i Samuel Beckett nie wpadliby na tak absurdalny pomysł. Różne pomysły przychodzą ludziom do głowy, kiedy przez lata jedyne o czym się mówi to wzrost gospodarczy, a relacje międzyludzkie i rozwój społeczny są spychane na dalszy plan.

To dość przygnębiający obraz, chociaż Grecja nie jest jedynym państwem, które ma problemy z manipulowaniem poczuciem tożsamości narodowej w politycznych rozgrywkach.

Mimo to widzę potencjał progresywnego zwrotu w Grecji i Europie. Potrzebujemy pobudzenia naszej zbiorowej wyobraźni. Zarówno w sferze społecznej, jak i politycznej. Potrzebujemy szerokiej progresywnej koalicji przeciwko neoliberalizmowi i konserwatyzmowi. I wydaje się, że duża część społeczeństwa jest otwarta na taką propozycję. Warto więc zacząć dyskusję nie tylko o tym, co teraz i w najbliższym roku, ale przede wszystkim o tym, jaki kierunek obrać w dłuższej perspektywie. Czy będzie to społecznie progresywny program, który zapewni Grekom ochronę socjalną, ekonomiczną oraz bezpieczeństwo narodowe, przy jednoczesnej obronie podstawowych praw człowieka? Czy może będzie to kierunek neoliberalno-konserwatywny, który skoncentruje się na zwodniczej polityce tożsamości i pod przykrywką idealizacji przeszłych dokonań zaproponuje dalszą deregulację gospodarki i rynku pracy?

Dużo mówimy o roli państwa w kształtowaniu życia obywateli. Tymczasem przed kryzysem wieszczono powolną śmierć państw narodowych. Kryzys całkowicie przekreślił tę debatę.

Obecnie wydaje się, że Europa nigdy nie będzie w stanie przełamać modelu, w którym państwo narodowe jest centralnym elementem życia międzynarodowego. Ale dopóki gospodarka dobrze się rozwijała, wszyscy cieszyliśmy się wspólną Europą. Za to gdy tylko wybuchł kryzys, skrajne partie, takie jak Złoty Świt w Grecji (który nota bene jest raczej przestępczą neonazistowską organizacją niż partią) zaczęły zyskiwać poparcie i weszły do ​​parlamentu. Oczywiście, grupy neonazistowskie istniały już wcześniej, ale kiedy gospodarka działała dobrze, nie było ich widać. Kryzys dał im szansę przedarcia się ze swoimi ideami do mainstreamu.

Za Antonio Negrim mogę więc powtórzyć, że głęboko wierzę w Europę, ale jestem przeciwny wyborom politycznym podejmowanym przez UE – głównie chodzi mi o neoliberalizm. Dlatego jestem za integracją europejską, ale przeciwko hegemonii konserwatywnego neoliberalizmu.

Tylko najbardziej dotknięte kryzysem kraje kojarzą UE głównie z tej neoliberalnej strony. Dla Polski Unia Europejska ma zupełnie inne oblicze: walka ze zmianami klimatu, zmniejszanie nierówności dzięki funduszom spójności, walka o prawa mniejszości, prawa człowieka czy osób starszych, karanie międzynarodowych korporacji za działania  monopolistyczne i uchylanie się od opodatkowania.

Europa zawsze była bardziej postępowa niż większość innych części świata i pozostaje głównym źródłem postępu społecznego. Dlatego głęboko wierzę w projekt europejski – mimo tego jak Unia przez ponad dekadę kryzysu traktowała swoje najsłabsze ogniwa. Ale warto podążać za maksymą Gramsci’ego o pesymizmie intelektu, lecz optymizmie woli.

Nikos Erinakis, ENA - Institute for Alternative Policies

Nikos Erinakis, ENA – Institute for Alternative Policies

* Dr Nikos Erinakis – doktor filozofii politycznej i moralnej na uniwersytetach w Londynie i Oksfordzie. Dyrektor ds. Badań w greckim Instytucie Polityk Alternatywnych ENA. Wykładał filozofię polityczną, etykę i estetykę na Uniwersytecie Londyńskim, obecnie uczy na Otwartym Uniwersytecie Hellenistycznym. Jest również uznanym poetą.

]]>
https://www.euractiv.pl/section/demokracja/interview/bledne-kolo-greckich-kompleksow-nikos-erinakis/feed/ 0
Jak Polska walczy z ASF? https://www.euractiv.pl/section/rolnictwowpr/news/jak-polska-walczy-asf/ https://www.euractiv.pl/section/rolnictwowpr/news/jak-polska-walczy-asf/#respond Fri, 11 Jan 2019 07:00:26 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=60112 Walka z ASF (afrykańskim pomorem świń) trwa od połowy lutego 2014 r. Choroba ma istotne znaczenie dla gospodarki, bo wpływa na obrót mięsem wieprzowym. W jej wyniku ceny trzody chlewnej są dziś rekordowo niskie. Aby zahamować ASF, rząd zapowiedział masowy odstrzał dzików. Nie tędy droga – wskazują eksperci.

 

Minister Ardanowski: Sukcesy w walce z ASF

„Wydaje się, że działania związane z ograniczaniem afrykańskiego pomoru świń (ASF) powoli zaczynają przynosić efekt opanowania tej choroby w gospodarstwach rolnych” – ocenił szef resortu rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. Minister zwrócił uwagę, że od końca września w gospodarstwach rolnych nie pojawiło się żadne nowe ognisko ASF.

Reforma WPR: Wiedeń przekazuje pałeczkę Bukaresztowi

Austriacka prezydencja w Radzie Unii Europejskiej przyczyniła się do postępów w debacie na temat reformy Wspólnej Polityki Rolnej. Od początku przyszłego roku rolę Austrii przejmuje Rumunia.
 

Z początkiem nowego roku Austria przekaże rotacyjną prezydencję w Radzie UE w ręce Bukaresztu. …

Przypomniał także, że Komisja Europejska uznała 60 gmin, które znajdują się na tzw. terenie zapowietrzonym, za uwolnione od ASF, co umożliwia im powrót do produkcji trzody chlewnej.

Masowe odstrzały dzików

Minister podkreślił jednocześnie, że sama bioasekuracja – czyli niedopuszczenie, by wirus ASF dostał się do hodowli trzody chlewnej – nie wystarczy i konieczny jest większy odstrzał dzików. „Bez depopulacji dzika nad tą chorobą nie zapanujemy” – powiedział szef resortu rolnictwa.

Dlatego też ministerstwo środowiska zaplanowało zmasowane polowania na dziki [oświadczenie z 21 listopada 2018 r., do którego dotarło OKO.press] mające na celu „maksymalne obniżenie liczebności populacji” dzików. Odstrzały zostały zaplanowane na trzy weekendy: 12-13, 19-20 i 26-27 stycznia 2019 r. Mają je przeprowadzić myśliwi zrzeszeni w Polskim Związku Łowieckim (PZŁ).

W mediach pojawiły się informacje, że odstrzelonych ma zostać nawet 210 tys. dzików. Jednak Zarząd Główny PZŁ tę informację sprostowuje we wczorajszym oświadczeniu, wskazując, że na sezon łowiecki 2018/2019, czyli od 1 kwietnia 2018 do 31 marca 2019 „pozyskanie dzika zostało określone na poziomie ponad 185 tys.” osobników. Do tej pory zrealizowano 90 proc. tego celu.

Grecki minister rolnictwa: budżet WPR powinien zostać utrzymany, aby zapewnić zrównoważony rozwój rolnictwa

Jeżeli nie osiągniemy odpowiedniej równowagi między dostępnymi zasobami a zobowiązaniami we Wspólnej Polityce Rolnej (WPR) po 2020 r., przyszłość unijnego rolnictwa i wsi stanie pod znakiem zapytania – powiedział EURACTIV.com grecki minister rolnictwa Stavros Arachovitis.
 

Jak ocenia pan nowy model wdrażania …

900 naukowców do premiera: Masakra dzików jest bez sensu

Z pomysłem na walkę z wirusem ASF nie zgadzają się naukowcy. „Postulujemy natychmiastowe wstrzymanie planowanych masowych i wielkoobszarowych odstrzałów dzików” – piszą przedstawiciele Polskiej Akademii Nauk. Pod listem otwartym do premiera Mateusza Morawieckiego podpisało się już ponad 900 naukowców. Uczeni zapowiadają też, że chętnie wspomogą rząd w realnym zwalczaniu ASF.

Masowy odstrzał dzików w ramach polowań zbiorowych nie zapewni realizacji celu tj. zatrzymania ekspansji wirusa ASF. Uważamy, że decyzja ta zapadła pod naciskiem politycznym i nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia” – czytamy w liście naukowców.

Myśliwi: Rozumiemy, ale to przesada

W przyjętym w czwartek stanowisku Naczelna Rada Łowiecka (NRŁ) i Zarząd Główny PZŁ zwróciły uwagę, że obecny odstrzał – w sezonie 2018/2019 – na poziomie 185 tys. sztuk, nie jest niczym nadzwyczajnym. Podkreśliły także, że rozumieją konieczność redukcji populacji dzików.

NZŁ wyraziła jednak „zdecydowaną dezaprobatę [wobec] redukcji dzika poprzez strzelanie do ciężarnych i prowadzących potomstwo loch” [stanowisko NZŁ podpisane przez prezesa Rafała Malca].

Greenpeace: System ochrony przyrody nie działa

„Sytuacja wokół walki z ASF pokazuje, że system ochrony przyrody w Polsce nie funkcjonuje dobrze. Bulwersuje nas to, że po raz kolejny politycy podejmują naukowo nieuzasadnione działania dla krótkowzrocznych celów politycznych, ignorując argumenty naukowe i nie przeprowadzając oceny oddziaływania na środowisko” – powiedział EURACTIV.pl Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska [oświadczenie Greenpeace TUTAJ].

Tsipras: Cięcia unijnych funduszy to prezent dla przeciwników UE

Ateny będą sprzeciwiać się proponowanym cięciom polityki rolnej i spójności po roku 2020, ponieważ będzie to „prezent” dla populistycznych sił przeciwko UE – stwierdził grecki premier Alexis Tsipras 13 grudnia na posiedzeniu Rady UE.
 

Podczas dyskusji na temat wieloletnich ram finansowych …

]]>
https://www.euractiv.pl/section/rolnictwowpr/news/jak-polska-walczy-asf/feed/ 0
Manfred Weber: Europa może znaleźć lek na raka, jeśli tylko będziemy współpracować – WYWIAD https://www.euractiv.pl/section/demokracja/news/manfred-weber-europa-moze-znalezc-lek-na-raka-jesli-tylko-bedziemy-wspolpracowac-wywiad/ https://www.euractiv.pl/section/demokracja/news/manfred-weber-europa-moze-znalezc-lek-na-raka-jesli-tylko-bedziemy-wspolpracowac-wywiad/#respond Mon, 17 Dec 2018 12:38:00 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=59456 40 proc. Europejczyków doświadczy w swoim życiu raka. Dlatego, jeśli zostanę przewodniczącym Komisji Europejskiej zaproponuję strategię poszukiwania leku na choroby nowotworowe – zapowiada Manfred Weber, przewodniczący największej europejskiej partii politycznej – Europejskiej Partii Ludowej (EPL) – oraz jej kandydat na następcę Jean-Claude’a Junckera.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Czy do brexitu w ogóle dojdzie?

Manfred Weber:To kluczowe pytanie. Odpowiedź jednak wciąż nie jest przesądzona, biorąc pod uwagę sytuację w Londynie. Każdego tygodnia, każdego dnia docierają do nas stamtąd nowe „pilne informacje”. Obserwujemy atmosferę chaosu, pełną niewiadomych. Mam nadzieję, że inni Europejczycy dostrzegają, że lepiej jest Unię Europejską reformować niż ją opuszczać, albo niszczyć.

Większość brytyjskich europosłów reprezentuje Partię Konserwatywną, czyli rodzinę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należy PiS. Jeśli dojdzie do brexitu, jak odejście brytyjskich polityków wpłynie na równowagę sił na europejskiej scenie politycznej?

Wielka Brytania uchodziła tradycyjnie za bardzo liberalny, wolnorynkowy kraj. Dlatego głos Londynu w sprawach gospodarczych zawsze był dobrze słyszalny. Jednak to nastawienie wydaje się już być przeszłością – przecież Brytyjczycy zdecydowali się opuścić największa otwartą przestrzeń wolnego handlu na świecie. A dzięki temu – jeśli brexit nastąpi – w wielu dziedzinach Brytyjczycy przestaną wreszcie blokować rozwój negocjacji europejskich. To dla mnie bardzo ważne. Przez ostatnie dwa lata w obszarach takich jak sprawy zagraniczne, bezpieczeństwo i obrona, w których Londyn był zawsze nieprzychylny, zawsze ostrożny i zawsze blokował co ważniejsze inicjatywy, wreszcie udało się przeforsować kilka konstruktywnych przedsięwzięć – tj. PESCO czy Europejski Fundusz Obronny. Z Brytyjczykami przy stole to by się nie udało. Dziś jest to możliwe. Teraz razem naprawdę będziemy mogli więcej.

Rozmawiamy o przyszłości Unii Europejskiej. Co ciekawe, na niedawnym Kongresie CDU w Hamburgu temat ten nie wzbudził wielkiego zainteresowania. Także postać Emmanuela Macrona – lidera dyskusji na temat kształtu reformy UE – była jakby wstydliwie omijana.

Postrzegam to pozytywnie. W kampanii, w której wybiera się nowego lidera dyskutuje się głównie o tym, co dzieli. A wszyscy trzej kandydaci na następcę Angeli Merkel na stanowisku szefa CDU w Europę wierzą. CDU postrzegana jest jako proeuropejska partia Niemiec przesiaknięta duchem Konrada Adenauera i Helmuta Kohla.

Nie pytam o bycie proeuropejskim, ale o wizję przyszłości Europy.

Jak najbardziej. Ja tylko powtarzam, dlaczego o Europie nie dyskutowano – bo wszystkich łączy postawa prounijna. Jednak ma pani rację, że debata poprzedzająca przyszłoroczne wybory europejskie nie powinna być „za” czy „przeciw” Europie, ale raczej skupiona na kierunku, w którym chcemy, by zmierzała integracja.

A jakiego kierunku pan by chciał? Ma pan duże szanse na stanowisko nowego przewodniczącego Komisji Europejskiej jako kandydat Europejskiej Partii Ludowej, największej grupy politycznej w Europie.

Chcę zagwarantować Europejczykom odzyskanie kontroli nad naszymi granicami oraz zatrzymanie nielegalnej imigracji. To zjawisko musi być zahamowane bezwarunkowo. Ludzie, którzy na nas zagłosują otrzymają konstruktywne rozwiązania, jak te, które w Bułgarii wdraża Bojko Borysow na granicy z Turcją. Ale jeśli potrzebny będzie płot, jesteśmy gotowi go wybudować.

Drugą ważną dla mnie sprawą jest kwestia rozszerzenia. Uważam, że Turcja nie może zostać członkiem UE. Jeśli zostanę szefem Komisji, ten temat nie będzie już dyskutowany. Jesteśmy sąsiadami, musimy więc ściśle współpracować – co do tego nie ma wątpliwości. Ale partnerstwo – tak, członkostwo – nie.

Jest jeszcze trzecia istotna dla mnie kwestia. Jak powiedziałem w Helsinkach, gdzie otrzymałem nominację na Spitzenkandidata EPL, aż 40 proc. Europejczyków zachoruje w swoim życiu na raka. Dlatego jako przewodniczący KE zaproponuję strategię poszukiwania leku na choroby nowotworowe. Połączymy 27 zespołów eksperckich i budżetów badawczych i mam nadzieję, że ta współpraca przybliży nas do wypracowania leku na raka. Spełniłoby się wtedy moje marzenie. Według ekspertów, jest to możliwe – to tylko kwestia możliwości badawczych i pieniędzy. Takie osiągnięcie sprawiłoby, że my Europejczycy poczulibyśmy się dumni z tego, co osiągnęliśmy razem. To pomogłoby nas wydobyć z pułapki kryzysowego, negatywistycznego myślenia, w której tkwimy. A Polacy, Niemcy, Austriacy czy Hiszpanie mieliby namacalny dowód tego, jak wiele możemy osiągnąć dzięki współpracy.

Chcę prowadzić kampanię optymistyczną i pozytywną, by zrównoważyć głosy populistów i ekstremistów, którzy grają na ludzkich lękach i problemach.

To rzeczywiście optymistyczny plan. Jednak skoro już wspomniał pan o populistach I ekstremistach, nie mogę nie zapytać, dlaczego Fidesz Viktora Orbana wciąż należy do EPL?

W naszej partii nie ma żadnych specjalnych przywilejów, gdy w grę wchodzą fundamentalne wartości – rządy prawa, demokracja czy wolność wypowiedzi.

Czyżby?

Absolutnie. Jako dowód przytoczę wrześniowe głosowanie PE nad wszczęciem wobec Węgier procedury z artykułu 7 Traktatu Lizbońskiego. Procedura ta, czyli tzw. opcja nuklearna, może być użyta przeciwko krajowi, gdzie niszczony jest system rządów prawa. Ja i moja grupa w zdecydowanej większości zagłosowaliśmy za jej rozpoczęciem wobec Budapesztu. Podobnie zdecydowaliśmy wcześniej wobec Polski. I tylko dzięki głosom EPL udało się przekroczyć wymagany do wszczęcia tej procedury próg większości 2/3.

Musimy bronić rządów prawa w UE. Jednak to, co robimy względem Węgier, jest mechanizmem neutralnym partyjnie, bo problem nie dotyczy tylko jednej partii ani tylko jednego kraju. Dlatego już w styczniu zaproponujemy nowy wiążący mechanizm sankcjonowania naruszeń rządów prawa, z myślą o lepszej przyszłości naszego kontynentu. Musimy chronić naszych zasad, za wszelką cenę. Dla EPL jest to oczywiste.

Rozumiem, ale… Wciąż dla wielu – ze mną włącznie – tolerowanie obecności Viktora Orbana w EPL podważa etyczną legitymację pańskiej partii. Rządy prawa i demokracja liberalna, za którymi pan mówi, że się opowiada „za wszelką cenę” są na Węgrzech niszczone. Przejmowanie kontroli nad niezależnymi mediami, zwalczanie organizacji pozarządowych i instytucji edukacyjnych, podsycanie ksenofobii i antysemityzmu. To wszystko stoi w opozycji z fundamentalnymi zasadami, o których pan mówi.

Dlatego nie ma taryfy ulgowej dla Viktora Orbana. Uruchomiliśmy procedurę z artykułu 7…

Tak, ale aby z tego coś wynikło potrzebne są 4/5 głosów w Radzie Europejskiej, czyli sprawa niemożliwa.

Dlatego będę prosił głowy państw i rządów zasiadające w Radzie, by o tym dyskutowali. Dziś Macron narzeka na Orbana publicznie, ale już na spotkaniach Rady, gdzie wspólnie zasiadają, o procedurze z artykułu 7 i rządach prawa na Węgrzech nikt się nie zająknie. To samo z Polską. Wie pani, że sprawa Polski do tej pory nie była poruszana na unijnych szczytach? Owszem, rozmawiają o tym europejscy ambasadorzy, ale liderzy państw już nie. Minimum, czego mogę od nich oczekiwać to to, że przynajmniej porozmawiają o fundamentalnych wartościach, na których ufundowana jest Unia.

EPL nie potrzebuje żadnych dodatkowych lekcji etycznych, teraz to liderzy powinni przejść do czynów – ale najpierw szczerze ze sobą porozmawiać. Macron powinien spojrzeć w oczy Orbanowi i Morawieckiemu i im powiedzieć, co jest nie tak. Wierzę w siłę rozmowy na unijnym forum, a nie w narzekanie poprzez media i nic nie robienie. Czekamy teraz na wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU) i węgierskiego prawa dotyczącego organizacji pozarządowych. Dadzą nam one dodatkowy argument za tym, aby sprawa Budapesztu wreszcie trafiła na agendę szczytu Rady Europejskiej.

]]>
https://www.euractiv.pl/section/demokracja/news/manfred-weber-europa-moze-znalezc-lek-na-raka-jesli-tylko-bedziemy-wspolpracowac-wywiad/feed/ 0
Minister Bartosz Cichocki: Państwa członkowskie powinny być liderami reformy UE https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/interview/minister-bartosz-cichocki-panstwa-czlonkowskie-powinny-byc-liderami-reformy-ue/ https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/interview/minister-bartosz-cichocki-panstwa-czlonkowskie-powinny-byc-liderami-reformy-ue/#respond Wed, 28 Nov 2018 14:19:14 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=interview&p=58665 Polskie władze na Unię „narzekają” nieporównywalnie mniej niż władze wielu innych państw członkowskich – powiedział EURACTIV.pl Bartosz Cichocki, wiceminister spraw zagranicznych w rozmowie o przyszłości – ale też teraźniejszości – integracji europejskiej.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Co Pan Minister myśli o koncepcjach integracji europejskiej różnych prędkości?

Bartosz Cichocki, MSZ: Mam krytyczne podejście do tego typu pomysłów. Podobne idee powracają w momentach kryzysowych, kiedy część polityków nie znajduje odpowiedzi na unijne bolączki i sięga po populistyczne hasła. Z każdego kryzysu UE wychodziła jednak mocniejsza dzięki sile i determinacji prawdziwych liderów. Teraz będzie podobnie i po fali głośnych, ale nieznajdujących szerszego poparcia pomysłów usiądziemy wspólnie do stołu, by dyskutować choćby o poprawie konkurencyjności wewnątrz Unii oraz pozycji Unii na globalnym rynku, czy o przywróceniu Europejczykom poczucia własności projektu integracyjnego.

To państwa członkowskie powinny być filarami i liderami reformy UE. To one mają legitymację do działań, gdyż to parlamenty narodowe i powstałe na bazie większości parlamentarnej rządy wybierane są przez obywateli. Stają się zatem głosem społeczeństw. My w Polsce jesteśmy zwolennikami odnowienia UE i wzmocnienia wspólnoty. Polska ma jedną z najbardziej stabilnych scen politycznych, notujemy dynamiczny wzrost gospodarczy, ograniczamy szarą strefę, ułatwiamy funkcjonowanie biznesu, nie zapominając o słabszych – to ma odzwierciedlenie w ratingach zaufania inwestycyjnego do naszego państwa, także tych najbardziej prestiżowych.

Mówi Pan, że mamy najbardziej stabilną scenę polityczną. Chodzi Panu o utrzymujące się poparcie dla rządu? Rzeczywiście, pod tym względem PiS przegrywa wyłącznie z Viktorem Orbanem.

Trzeci rok z rzędu po wyborach, pierwszy w historii demokratycznej Polski jednopartyjny rząd cieszy się 40-procentowym poparciem. Przewidywalność i stabilność polityczna są ważne dla inwestorów. Większość stowarzyszeń biznesowych wypowiada się o Polsce pozytywnie. Przedsiębiorcy mogą nie przepadać za konserwatywnym rządem, ale przynajmniej wiedzą, jakie reguły u nas obowiązują i obowiązywać będą w przyszłości. Tego nie można powiedzieć o wielu europejskich demokracjach.

Wspomniał Pan też o spadku konkurencyjności UE. Chodzi Panu tylko o to, że Europa, podobnie jak USA, notuje coraz mniejszy udział w gospodarce światowej? UE odpowiada za 16,3 proc. tegorocznego produktu globalnego brutto (GDP), podczas gdy Chiny już za 18,7 proc.

Chodzi mi zarówno o spadek względny, jak i bezwzględny. Widzimy, że w niektórych państwach europejskich występuje nieracjonalny podział wydatków i dochodów. Poprzez duże obciążenia fiskalne, rozrośniętą administrację publiczną, zmniejszenie elastyczności rynku pracy zmniejsza się konkurencyjność. Niebezpiecznie rośnie dług publiczny.

Nie jest też tak źle, biorąc pod uwagę wyższy poziom ich rozwoju – w Niemczech czy Francji wzrost gospodarczy w tym roku to ok. 2 proc., cała UE osiągnie podobny poziom wzrostu. Co prawda nie jest to nasze spodziewane w tym roku 4,5 proc., ale mamy za czym gonić.

Wzrost Chin oraz innych światowych ośrodków gospodarczych jest czynnikiem obiektywnym. Jest nam więc coraz trudniej, ale po co sami pogłębiamy ten kryzys populistycznymi pomysłami typu ograniczenie swobody świadczenia pracy, np. poprzez ograniczenie delegowania pracowników? 

Powiedział Pan, że to państwa członkowskie powinny być przewodnikami reformy UE. Akurat reformy w stronę koalicji skupionej wokoło strefy euro chcą państwa członkowskie. Konkretnie Francja i Niemcy. Poza tym sama UE to związek państw członkowskich i wydaje mi się, że przemawia głosem, który jest głosem większości, nie jakiegoś obcego brukselskiego bytu.

Nawet jeśli w gronie państw członkowskich nie zgadzamy się w konkretnej kwestii lub mamy różne pomysły na osiągnięcie tego samego celu, nie oznacza to, że lepiej zajmą się naszymi sprawami instytucje wspólnotowe. W końcu to rządy i parlamenty narodowe mają najbliższy kontakt z wyborcami i podatnikami, więc to one powinny kierować procesem decyzyjnym. Kluczowe jest także to, by kierunek reform zaakceptowały wszystkie państwa UE. To wydłuży proces leczenia, ale zapewni trwałe zdrowie.

Nie jesteśmy z definicji przeciwnikami instytucji ponadnarodowych. W wielu obszarach skutecznie współpracujemy z KE czy PE – choćby w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego i polityki sąsiedztwa. Mamy jednak wrażenie, że w przypadkach przez traktaty niedookreślonych kompetencyjnie albo wręcz nie dających Komisji podstawy do działania, KE wykazuje determinację do tworzenia faktów dokonanych na swoją korzyść. To naturalnie w konkretnej kwestii może być korzystne, ale budzi obawy w kontekście trwałości projektu europejskiego.

A na czym Pana zdaniem miałaby polegać korzyść takiego działania dla Komisji Europejskiej, instytucji stricte wspólnotowej?

Na posiadaniu większej władzy. Obserwując źródła i skutki brexitu oraz wyniki wyborów w niektórych państwach UE-15 widać, że wyborcy nie tylko w Polsce z niepokojem reagują na takie tendencje Brukseli czy Strasburga. Zatem nie tędy droga.

Wracając do tego, co powiedział Pan o zachodnich firmach inwestujących w Polsce, czy według Pana powinno nam zależeć na kontynuacji obecnej roli podwykonawcy Zachodu? Gdy naszą główną przewagą konkurencyjną jest niski koszt pracy, oczywiście, że nie leżą nam nowe unijne przepisy o pracownikach delegowanych, o których Pan wcześniej wspomniał.

Powoli ta rola, jak to Pani ujęła, „podwykonawcy Zachodu”, zmienia się. Ale nie obrażajmy się, że wielu dużych producentów przemysłowych i maszynowych lokuje swoje fabryki w Polsce – oferujemy lepsze warunki prowadzenia działalności biznesowej, wykwalifikowanych, ‎oddanych pracy pracowników, którzy są skłonni akceptować niższe wynagrodzenie niż na Zachodzie. Rząd Prawa i Sprawiedliwości stawia jednak na nowe technologie, na kreatywność małych i średnich przedsiębiorców, na start-upy, e-przemysł, e-usługi. Jak tylko się da, promujemy polską myśl technologiczną, która – w połączeniu z kapitałem zachodnim i skalą globalnych sieci –  będzie w przyszłości źródłem naszej konkurencyjności. Strategia premiera Morawieckiego, która przewiduje objęcie całego terytorium Polski warunkami specjalnej strefy ekonomicznej, sprzyja rozwojowi opartemu na jakości. Ale owszem, nadal zarabiamy mniej, chociaż ciężej pracujemy niż na Zachodzie i to się pewnie jeszcze jakiś czas nie zmieni. Mamy ogromny sektor rolniczy, mamy węgiel, mamy dziewiczy krajobraz naturalny – nie wstydzimy się tego i nie odwracamy się od tych tradycyjnych filarów polskiej gospodarki, lecz z sukcesem wykorzystujemy w naszej strategii gospodarczej.

Węgiel, o którym Pan wspomina, w coraz większym stopniu importujemy, głównie z Rosji.

Powiedział Pan, że jesteśmy zwolennikami wzmocnienia UE. Ale nie zawsze to współgra z tym co mówią politycy. Myślę o słowach prezydenta Dudy o ,,wyimaginowanej wspólnocie” i słowach premiera Morawieckiego, który opowiadał, jak dużo zainwestowaliśmy w infrastrukturę i że choć z tego dużo pochodzi z funduszy unijnych, bez nich też byśmy sobie świetnie poradzili. Prof. Ryszard Legutko przez wszystkie przypadki odmienia „piątą kolumnę”. Zaś Pan mi mówi, że Komisja Europejska niepokojąco próbuje wzmacniać swoją władzę. Wygląda to w efekcie tak, jakby z perspektywy PiS nie było sensu tej Unii wzmacniać.

Niektóre zachodnie redakcje i środowiska polityczne tworzą eurosceptyków tam, gdzie ich nie ma, bo nie potrafią powstrzymać ofensywy eurosceptyków u siebie. Chcemy wzmacniać UE. Ale nie zbudujemy nowej jakości, bezkrytycznie akceptując każdy pomysł, który zdobywa chwilowo najwięcej lajków czy retweetów. Chcemy reformować UE, a nie petryfikować to, co dzisiaj mamy i co jest źródłem obecnych problemów UE w postaci brexitu, zadłużenia, nieskutecznych granic.

„Wyimaginowana wspólnota, z której niewiele dla nas wynika” – moim zdaniem jest to stwierdzenie krytyczne i lekceważące znaczenie integracji europejskiej dla Polski.

Znaczenie tych słów było już wielokrotnie tłumaczone. Prezydent opisał naukowym językiem oczywisty fakt, że wspólnota unijna nie jest wspólnotą naturalną – opartą na jednym języku i pokrewieństwie. Ona została wymyślona, zadecydowana. Oznacza to m.in., że mamy prawo ją zmieniać, nadawać treść. Zresztą od momentu jej powstania przechodziła ona znaczące zmiany i dziś jest czymś zupełnie innym niż 10, 20 czy 30 lat temu. Premier Morawiecki – zwracając uwagę na to, że podmioty zewnętrzne, producenci czy banki w postaci dywidend i marż zyskują w sumie więcej niż my w postaci dotacji unijnych – także stwierdza prosty fakt.

Naszych korzyści z integracji nie umniejsza fakt, że skorzystały na nich również „podmioty zewnętrzne”. Tymczasem premier mówił, że byśmy sobie bez Unii poradzili równie świetnie. I znowu ten lekceważący ton.

Jeśli patrzymy na dyskusję o UE we Francji, Niemczech, Hiszpanii, nie mówiąc już o dyskusji towarzyszącej brexitowi, stawia się tam śmiałe pytania o przyszłość UE i nikt nie ma tego za złe. Stawianie także przez nas pytań i wysuwanie propozycji na jutro nie jest wyrazem eurosceptycyzmu. Wręcz odwrotnie – nie można ignorować faktu, że w Polsce nie mamy ani partii w parlamencie, ani znaczącego ruchu poza nim, które wzywałyby do rezygnacji z członkostwa w UE, co jest rzeczywistością w wielu państwach unijnej piętnastki. Takie partie zyskują w sondażach w tych państwach poparcie sięgające nawet powyżej 20 proc. To nie w Polsce należy szukać zagrożeń dla projektu europejskiego.

Mówił Pan o spadającym znaczeniu Unii, której udział w globalnym PKB stopniowo maleje, zresztą podobnie jak USA. W orędziu o stanie Unii Jean Claude-Juncker powiedział, że UE powinna być architektem, a nie tylko biernym obserwatorem tworzącego się nowego porządku światowego. Jednym z jego pomysłów na usprawnienie procesu decyzyjnego w stosunkach międzynarodowych byłaby rezygnacja z konsensusu na rzecz kwalifikowanej większości głosów. Co Pan o tym myśli?

Myślę, że niektórzy liderzy europejscy kompletnie nie zrozumieli, dlaczego doszło do brexitu i dlaczego tak a nie inaczej zagłosowali Włosi czy Austriacy. Niektórzy chcieliby sobie ułatwić życie, stawiając znak równości między UE jako całością a Francją i Niemcami, ale nie do takiej Unii wstępowali Polacy i inne narody. Nie chodzi mi tylko o Europę Środkową. Budowa konsensu jest trudniejsza niż podporządkowanie. Daje jednak trwalszy rezultat niż decyzje narzucane przez liczniejsze populacyjnie i bogatsze kraje.

Czyli rysuje się tutaj koncepcja, żeby UE była wspólnotą przede wszystkim pragmatyczną i gospodarczą.

Tak, tutaj upatrujemy jej roli. Wraz z siłą gospodarczą będziemy zdolni współkształtować porządek globalny, zasady handlu światowego, wyjść naprzeciw takim zagrożeniom, jak zmiana klimatu, stabilizować swoje sąsiedztwo.

A żeby je stabilizować skutecznie, musimy przede wszystkim pozostać projektem otwartym, czego Polska jest zdecydowanym zwolennikiem, zarówno w ramach UE, jak i NATO. UE musi pozostać obietnicą, a nie kurczącym się projektem.

Unia wciąż jest potęgą gospodarczą i mimo wzrostu gospodarek azjatyckich jeszcze długo nią pozostanie. Aktywnie też kształtuje wiele zasad międzynarodowej współpracy handlowej, np. zwalczając raje podatkowe, zmuszając pozaunijne koncerny do płacenia podatków tam, gdzie de facto odnotowują przychody, ale też promując ambitne zasady klimatyczne. I poza brytyjskim, na kolejne exity się nie zanosi.

UE ma nie być tylko oazą dobrobytu, ale osiągalną obietnicą lepszego życia dla tych, którzy są poza nią, ale są także w Europie. Jeśli tej obietnicy dołączenia nie ma, to jaką motywację do reform wewnętrznych miałyby mieć państwa spoza UE, np. państwa bałkańskie? Sami dobrze te zależności znamy ze swojego doświadczenia. Czy my podjęlibyśmy te wszystkie trudne decyzje, nie mając perspektywy członkostwa w UE? Byłoby nam trudniej zyskać akceptację społeczną.

Czy tak rozumianej Unii jako wspólnoty – i obietnicy – pragmatyczno-gospodarczej przyświecałyby jakieś wartości?

Zdecydowanie tak. UE jest wspólnotą wartości.

Tych z art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej? Niegroźna jest nam zatem perspektywa powiązania funduszy z praworządnością…

Jesteśmy wręcz za wprowadzeniem tej zasady, o ile będzie to powiązane z jednoznacznymi, obiektywnymi i mierzalnymi kryteriami. Czy ma chodzić tylko o widzimisię niektórych postaci szczebla unijnego, nie potrafiących się odnaleźć na narodowych scenach politycznych, odnośnie tego, jak Polska kształtuje swój wymiar sprawiedliwości, czy może spojrzymy też na kwestie zadłużenia wewnętrznego innych państw, czy też na realizację wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE, co w wielu państwach wychodzi średnio? Wiemy, że wolność przekonań religijnych, wolność słowa to są wartości, na których wspólnie się opieramy. Polska w swoich reformach sądowych nie podważa zasady niezależności sądów. To jest spór co do interpretacji, a nie zasad. Twierdzimy, że mamy prawo do reformy systemu, który nie działał i nie działa do tej pory, bo nie został jeszcze w pełni zreformowany. Angażujemy się w dialog z KE i wiele zastrzeżeń Komisji wzięliśmy pod uwagę. Tymczasem nadal część państw członkowskich zasłania się mantrą o tym dialogu, nie odnosząc się do argumentów. Skierowanie sprawy przez Komisję do Trybunału dodatkowo utrudnia proces polityczny, nie możemy przecież wytwarzać presji na sędziów.

Chodzi o wykorzystanie wszelkich dostępnych środków do zmotywowania polskiego rządu do zmian.

A my będziemy przedstawiać argumenty i dalej szukać odzewu. Na razie jesteśmy zawieszeni w dziwnej próżni.

87 proc. polskich respondentów, zgodnie z danymi najnowszego Eurobarometru, uważa, że przynależność do Unii Europejskiej jest dla Polski korzystna. Wydaje się to jednak uczucie dość powierzchowne. Co zrobić, aby polskie władze i obywatele przestali na Unię narzekać i czuli się naprawdę z niej zadowoleni?

To uczucie wydaje mi się rzeczywiste, a polskie władze na Unię „narzekają” nieporównywalnie mniej niż władze wielu innych państw członkowskich. Polacy oczekują od UE instrumentów zapewniających im bezpieczeństwo i rozwój. Widać, że np. odpowiedź na kryzys migracyjny, którą proponują rządy liberalne czy socjalistyczne nie znajduje poparcia – w przeciwieństwie do działań rządów państw Grupy Wyszehradzkiej. Ludzie chcą mieć poczucie pewności jutra. UE, która miałaby opierać się na instytucjach wybieranych pośrednio i w cyklach wyborczych różnych niż narodowe takiego poczucia by nie zapewniła. Ideał UE w oczach europejskich wyborców jest taki, że mają na nią wpływ, decydując o kształcie narodowego parlamentu i rządu. 

Ale sami też muszą na ten „ideał” zapracować. Tymczasem, średnia frekwencja w poprzednich trzech rundach wyborów do Parlamentu Europejskiego to 23 proc. Poza PE, Unia jest formą demokracji pośredniej, w której struktury wrośnięci są przedstawiciele głównych krajowych sił politycznych, legitymizowanych przez wybory, a także apolityczni urzędnicy reprezentujący wszystkie 28 państw.

Nie wierzmy w bajkę o „apolitycznych urzędnikach reprezentujących wszystkie 28 państw”. Proszę choćby przeanalizować strukturę narodowościową średnich i wyższych szczebli instytucji wspólnotowych. Bycie dobrym Europejczykiem oznacza wrażliwość na głos swoich wyborców w połączeniu z umiejętnością wypracowania rozwiązań akceptowanych przez wszystkie rządy członkowskie.

]]>
https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/interview/minister-bartosz-cichocki-panstwa-czlonkowskie-powinny-byc-liderami-reformy-ue/feed/ 0
Prawie 100 milionów Europejczyków cierpi na problemy psychiczne https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/prawie-100-milionow-europejczykow-cierpi-na-problemy-psychiczne/ https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/prawie-100-milionow-europejczykow-cierpi-na-problemy-psychiczne/#respond Wed, 28 Nov 2018 11:18:59 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=58643 Jeden na sześciu Europejczyków zmaga się z zaburzeniami psychicznymi, wskazuje najnowszy raport OECD i Komisji Europejskiej „Health at a Glance: Europe 2018”*. Pod tym względem Polska wypada nieźle – jesteśmy trzeci od końca z odsetkiem zachorowań na poziomie 14,9 proc. Jednak kondycja polskiej służby zdrowia nadal pozostawia wiele do życzenia.

 

Ponad milion Europejczyków rocznie umiera w wyniku chorób i urazów, którym albo dałoby się zapobiec, albo je wyleczyć – wynika z raportu „Health at a Glance: Europe 2018”. Dałoby się… gdyby tylko służba zdrowia działała lepiej.

Dodatkowo ok. 800 tys. Europejczyków rocznie umiera przedwcześnie z powodu palenia papierosów, nadmiernej konsumpcji alkoholu, niezdrowej diety lub efektów braku aktywności fizycznej.

Ogromnym problemem Europy są też choroby psychiczne. Aż 25 milionów Europejczyków cierpi na stany lękowe, 21 milionów ma depresję lub stany depresyjne, 11 mln zmaga się z uzależnieniem od alkoholu i/lub narkotyków, ok. 1,5 mln ludzi ma zaburzenia ze spectrum schizofrenii. A choroby psychiczne to nie tylko gorsza jakość życia, ale też zbyt często „życie przedwcześnie utracone” – jak piszą autorzy raportu. Ponad 84 tys. Europejczyków zmarło w wyniku problemów psychicznych i samobójstw tylko w roku 2015.

Psychiczna kondycja Europy

Statystycznie jeden na sześciu mieszkańców Unii Europejskiej cierpi na problemy psychiczne – głównie zaburzenia lękowe, depresję, uzależnienia od alkoholu czy narkotyków – wskazuje raport.

Choroby psychiczne dotykają przede wszystkim Finów, Holendrów i Francuzów (ok. 19 proc. populacji), zaś w najmniejszym stopniu Polaków, Bułgarów i Rumunów (poniżej 15 proc.). Najlepiej w rankingu wypadają kraje biedniejszej Europy Środkowej i Wschodniej, których obywatele – prawdopodobnie – rzadziej korzystają z pomocy psychiatrów i psychoterapeutów, bo ich na nią po prostu nie stać. Nie musi to koniecznie wynikać z tego, że cieszą się pełnym zdrowiem. W Polsce psychologowie masowo odpływają z sektora publicznego do prywatnego. W publicznym, oczekiwanie na wizytę może trwać 6 miesięcy, albo i dłużej – marne to pocieszenie, gdy akurat w naszym życiu zdarzyła się tragedia albo gdy nie chce się nam żyć, po prostu. W prywatnym, spotkanie z psychologiem kosztuje ok. 150. Jednorazowo można, ale miesięcznie niewiele osób stać na dodatkowy wydatek w wysokości ok. 600 PLN.

Tymczasem „dalsze rozszerzanie się zjawiska chorób psychicznych nie jest nieuniknione. Wiele europejskich krajów uruchomiło już specjalne programy, które mają na celu walkę z problemem. Wciąż wiele pozostaje jeszcze do zrobienia, aby skutecznie promować troskę o zdrowie psychiczne,” zauważa José Ángel Gurría, sekretarz generalny OECD. W Polsce jednak psychiatria wciąż traktowana jest po macoszemu.

Z powodu zaburzeń psychicznych Europejczyków, państwa członkowskie UE straciły w zeszłym roku średnio 4 proc. swojego PKB. Straty te wynikają ze zmniejszającego się poziomu zatrudnienia, spadku produktywności osób borykających się z zaburzeniami psychicznymi, wydatków na zwolnienia lekarskie oraz większych nakładów na programy pomocowe.

Kto żyje dłużej?

Średnia długość życia Europejczyków to dziś 81 lat. W Polsce 78 lat. Główne przyczyny śmierci w państwach UE to choroby układu krążenia (ponad 1,9 mln w 2015 r.) i nowotwory (1,3 mln), które łącznie odpowiadają za ponad 60 proc. zgonów.

Na różnicę w przewidywalnej długości życia znaczący wpływ ma płeć. Średnia długość życia w Europie jest średnio o ok. 7 lat wyższa dla kobiet. W Polsce o 8 lat – przewidywalna długość życia Polki to 82 lata, zaś Polaka to 73,9 lat.

To, ile lat będziemy żyli w dużej mierze skorelowane jest również z uwarunkowaniami socjoekonomicznymi. I tak 30-letni mieszkaniec Unii Europejskiej o niskim poziomie wykształcenia będzie żył średnio o aż 8 lat krócej niż jego równolatek posiadający stopień uniwersytecki. I tu także zaznacza się podział na Wschód i Zachód – mieszkaniec Europy Środkowo-Wschodniej będzie żył przeciętnie krócej ze względu na niezdrowy tryb życia i trudniejszy dostęp do ochrony zdrowia w tej części kontynentu.

Ile alkoholu piją Europejczycy?

Pod względem spożycia alkoholu Polska wcale nie należy do europejskiej czołówki, wbrew temu, jak często jesteśmy postrzegani. Znajdujemy się równo w połowie „stawki”. W Europie zdecydowanie najwięcej litrów alkoholu na głowę – bo aż 13,2 – spożywają Litwini, za którymi na drugim i trzecim miejscu plasują się Francuzi i Czesi (po 11,7 litra). Najmniej piją za to Grecy – 6,5 litra. Hellenowie nie zawsze jednak byli tak wstrzemięźliwi – w ciągu ostatniej dekady ograniczyli konsumpcję alkoholu prawie o 4 litry na głowę. A przypomnijmy, Grecja była krajem najbardziej dotkniętym przez kryzys gospodarczy, który wybuchł równo 10 lat temu. To mogło nie pozostać bez wpływu na ich styl życia. Drugie i trzecie miejsce od końca zajmują Włosi i Szwedzi, wypijający średnio po – kolejno – 7,1 i 7,2 litra na głowę.

Polacy piją przeciętnie po 10,4 litra alkoholu w ciągu roku. Dokładnie tyle co Rumuni i Belgowie. Co jest jednak ciekawe, w większości państw konsumpcja alkoholu maleje. Ale nie u nas. Jesteśmy jednym z tylko czterech krajów Europy, gdzie pije się teraz więcej niż 10 lat temu – obok Bułgarii, Łotwy i Szwecji. Wzrosty są nieznaczne – może poza Bułgarią, gdzie pije się dziś o litr więcej niż dekadę temu. Ale są.

Konsumpcja alkoholu to jedno, a choroba alkoholowa to drugie. Tak przynajmniej wynikałoby z opisywanego raportu. Problemy z alkoholem najczęściej diagnozowane są wśród mieszkańców wszystkich trzech państw bałtyckich.

Papierosy        

20 proc. Europejczyków pali papierosy. Najwięcej Bułgarów, Greków i Węgrów (kolejno po 28 proc., 27 proc. i 26 proc.), zaś najmniej Szwedów, Finów i Luksemburczyków (11 proc., 15 proc. i 16 proc.). Polska plasuje się nieco powyżej unijnej średniej z 23 proc. palących – tym razem zanotowaliśmy lekki spadek o 1 punkt procentowy.

Gorzej sytuacja wygląda wśród nastolatków. Polska jest jednym z zaledwie dwóch unijnych państw – obok Rumunii – gdzie pali dziś więcej 15- i 16-latków niż 10 lat temu. 25 proc. pytanych przyznało, że paliło w ciągu ostatnich 30 dni – o 5 p.p. więcej niż dekadę temu.

Mężczyźni palą znacznie więcej niż kobiety, średnio o 8 p.p. W Polsce różnica jest jeszcze wyższa i wynosi aż 12 p.p. – pali 29 proc. Polaków i 17 proc. Polek. Ale daleko nam do Cypru, Litwy, Łotwy i Rumunii, gdzie różnice oscylują ok. 25 p.p. Egalitaryzm państw nordyckich widoczny jest także w tym rankingu – w Szwecji, Finlandii, a także pozaunijnych Norwegii i Islandii różnica między płciami to zaledwie 1 p.p.

Narkotyki

Ponad 1/4 Europejczyków w wieku 15-64 lata przyznaje, że kiedyś spróbowało narkotyków. Najczęściej była to marihuana, znacznie rzadziej kokaina, amfetamina czy ekstazy. W ciągu ostatniego roku marihuanę zapaliło ok. 15 proc. Europejczyków w wieku 15-34. Najwięcej – ponad 20 proc. – Francuzów i Włochów.

Polska, obok Bułgarii, jest w marihuanowej czołówce wśród młodzieży w wieku 15-16 lat. Za to najrzadziej po marihuanę sięgają młodzi Duńczycy, Finowie i Szwedzi.

Chora służba zdrowia

Autorzy raportu przekonują, że cała Europa musi zwiększyć nacisk na ochronę zdrowia. Poprawa jej jakości mogłaby uratować aż 1,2 mln Europejczyków w samym 2015 r. – i ratować życie ok. 1 milionowi Europejczyków każdego roku. Tyle osób umiera bowiem z powodu chorób i urazów, których albo dałoby się uniknąć, albo je wyleczyć, gdyby pomoc przyszła szybciej lub wdrożona była bardziej efektywnie.

W Polsce też jest wiele do zrobienia. Na 1000 mieszkańców przypada u nas zaledwie 2,4 lekarzy. Od 2000 roku zanotowaliśmy w tej kwestii jedynie minimalną poprawę, wtedy jednak zajmowaliśmy piąte miejsce od końca. Dziś jest to miejsce ostatnie.

Poza tym tylko 60 proc. polskich pacjentów uważa, że lekarz poświęcił im podczas wizyty odpowiednio dużo czasu. Sytuacja ta nie wynika jedynie ze zbyt dużej liczby pacjentów, którzy czekają w kolejkach, ale również z nadmiernej biurokracji, jaką obarczani są lekarze.

Po konsultacji ze specjalistą pacjenci najczęściej udają się do apteki. Tam właśnie ujawnia się kolejny problem polskiej służby zdrowia – procentowy udział chorego w wydatkach na lekarstwa. Średnia unijna wynosi 34 proc., w Polsce natomiast pacjent pokrywa średnio 66 proc. kosztów leku. Podobny wynik zanotowano na Litwie, gorszy jedynie w Bułgarii i na Cyprze.

Wydatki państw na ochronę zdrowia wzrosły wraz z polepszającą się koniunkturą gospodarczą w Unii Europejskiej. Średnie nakłady państw OECD na ten cel wynoszą 9 proc. PKB. Na czele znajdują się Niemcy oraz Francja wydające po 11 proc. swojego PKB, natomiast Polska – z wynikiem jedynie 6,4 proc – utrzymuje się nieznacznie powyżej niskiej średniej państw wschodniej części UE.

 

*Raport „Health at a Glance: Europe 2018” jest wspólną inicjatywą Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) i Komisji Europejskiej. Badania, których wyniki zestawia raport zostały przeprowadzone w 28 państwach członkowskich UE, 5 państwach kandydujących i 3 krajach Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).

]]>
https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/prawie-100-milionow-europejczykow-cierpi-na-problemy-psychiczne/feed/ 0
Wojny z Rosją nie będzie https://www.euractiv.pl/section/grupa-wyszehradzka/special_report/wojny-z-rosja-nie-bedzie/ https://www.euractiv.pl/section/grupa-wyszehradzka/special_report/wojny-z-rosja-nie-bedzie/#respond Thu, 18 Oct 2018 13:13:02 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=special_report&p=57158 Głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski jest agresywna polityka Federacji Rosyjskiej. Czescy eksperci wskazują z kolei przede wszystkim zagrożenia wynikające ze zmieniającego się układu sił na świecie.

 

Artykuł jest częścią Raportu Specjalnego: Czesko-polska wizja przyszłości UE

 

Kto się boi Rosji?

Główne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski to przede wszystkim agresywna polityka Federacji Rosyjskiej, niestabilne sąsiedztwo na wschodniej i południowej flance NATO oraz terroryzm, zgodnie z Koncepcją Obrony Rzeczypospolitej Polskiej 2017 przygotowaną przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

Również Tomasz Smura z Fundacji Pułaskiego i Warsaw Security Forum wskazuje na Rosję jako na główne zagrożenie dla Polski zarówno w militarnym kontekście, jak i poza militarnym. Jego zdaniem stoimy przed ryzykiem dezintegracji Zachodu rozpadającego się na naszych oczach w wyniku nieprzewidywalnych decyzji Donalda Trumpa i wewnątrz unijnych sporów. A Kreml tylko zaciera ręce.

Czesko-polska wizja przyszłości UE

Być czy nie być w UE? Oto jest pytanie… Jednak nie w Czechach ani w Polsce. Dla obu krajów ważne jest pozostanie w Unii, dla korzyści, które daje, ale też przy możliwie jak najmniejszych kosztach własnych.
 

Raport specjalny powstał w ramach …

Rosja też jest cały czas prezentowana w przestrzeni publicznej jako nasz polski wróg nr 1– ludzie wszędzie widzą, czytają i słyszą, jak to prowadzi ona ćwiczenia wojenne tuż przy unijnej granicy, a potem, że kolejne prowadzi z Chinami, czyli w domyśle, że połączą swoje moce przeciwko Zachodowi, na którego przedmurzu jest przecież Polska, że prowadzi cyberataki wymierzone w USA (a ostatnio też nieudany – możliwe, że celowo – atak na Organizację ds. Zakazu Broni Chemicznej w Hadze), manipuluje mediami społecznościowymi i szerzy dezinformację.

Jednak generał Waldemar Skrzypczak, były dowódca sił lądowych i wiceminister obrony narodowej, oferuje słowa otuchy. Jego zdaniem wojny nie będzie. Polacy nie muszą się bać. Autorzy tego tekstu zapytali generała, dlaczego zatem tak bardzo boimy się Rosji. „Z powodu rosyjskiej propagandy” – odpowiada generał. Ta propaganda jest rozprzestrzeniana i potęgowana przez media, które szukają jak najbardziej „klikalnych” treści oraz przez polityków, którzy dobrze znają moc strachu. A Władimir Putin świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że wojnę z Zachodem by przegrała, a „Rosja już nigdy nie byłaby taka, jaką jest teraz – czyli … putinowska” – powiedział generał Skrzypczak.

Drugie poważne zagrożenie ma bardziej egzystencjalny charakter. Chodzi o dezintegrację porządku światowego, jaki znamy. Ten pogląd podzielają też Czesi. Dlaczego jest to groźna perspektywa i – jeśli rzeczywista – powinniśmy stać się „architektem” tworzącego się na nowo porządku światowego?

Ponieważ „sieć instytucjonalnych powiązań w ramach UE, NATO i ONZ pozwalała Zachodowi dawać sobie do ​​tej pory, choć nie zawsze idealnie (np. w przypadku kryzysu euro), radę z wyzwaniami, i to – dzięki współpracy – w stosunkowo tani i bezbolesny sposób” – mówi Tomáš Weiss z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Karola w Pradze.

Polska i Czechy: Jak „odnowić” miks energetyczny?

Zarówno w Polsce, jak i w Czechach węgiel stanowi główny filar energetyki. W Polsce odpowiada za około 80 proc. wytwarzanej energii. W Czechach udział węgla w koszyku energetycznym jest dwa razy niższy ze względu na rosnące znaczenie energii jądrowej.
 

Oba kraje …

Dodaje, że obecna sytuacja, w której państwa narodowe nie respektują już prawa międzynarodowego stopniowo ogranicza stabilność konstelacji światowej, prowadzi do częstszych konfliktów regionalnych i wynikających z nich problemów, takich jak upadanie państw i niekontrolowane fale migracji.

Zdaniem Ondřeja Ditrycha z Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Pradze zmniejszająca się rola multilateralizmu i wysiłki niektórych „wielkich graczy” na rzecz alternatywnych, częściowo rewizjonistycznych modeli układu światowego stanowią największe dziś zagrożenia. „Asertywne rozszerzanie stref wpływów oraz podważanie zaufania do instytucji politycznych i publicznych również jest z tym związane” – wyjaśnia analityk.

W tym kontekście Zachód, Unia Europejska i NATO – zamiast podążać drogą do osiągnięcia statusu światowej potęgi, oddaje się samo-dezintegracji. Główne siły, które inspirują i wspierają ten proces, to nieprzewidywalna, ale już przewidywalnie protekcjonistyczna polityka prezydenta USA Donalda Trumpa, amerykańsko-chińska spirala wojny handlowej, która może zwiastować nową recesję, alienacja Iranu, która ze względu na potencjalny wzrost cen ropy może doprowadzić do takiego samego efektu jak ww. wojna handlowa. Tomasz Smura wspomina także o presji migracyjnej na Europę – ubocznym skutku trwającej wojny w Syrii.

Negocjacje dotyczące przyszłego budżetu UE oznaczają walkę Polski i Czech o fundusze spójności

Brak ograniczeń w funduszach spójności i funduszach rolnych, większa elastyczność i mniejsze obciążenia administracyjne. W ten sposób Czechy i Polska widzą przyszły budżet UE.
 

 

Ten artykuł jest częścią raportu specjalnego: Czesko-polska wizja przyszłości Unii Europejskiej

Europejski budżet na okres po 2020 roku …

Swoje trzy grosze do dezintegracji Zachodu dorzuca też Rosja. „Putin miesza się w Europie, a Europa się przez niego kruszy. Pod tym względem jest on głównym wrogiem UE. Jego doktryna to: jeśli zachwieję Unią, zachwieję też NATO. W tym kontekście warto zdać sobie sprawę, że ani Viktor Orban, ani prezydent Słowacji Andrej Kiska nie grają w drużynie Grupy Wyszehradzkiej, ale także w zespole Kremla”- powiedział generał. Również prezydent Czech Miloš Zeman znany jest ze swoich prorosyjskich sympatii – na przykład bronił Rosji po zatruciu Siergieja i Julii Skripalów w Wielkiej Brytanii.

Smura wskazuje też na terroryzm. Jego zdaniem, pomimo tego, że wyzwanie terrorystyczne zmalało, sytuacja może się odwrócić. Radykalni muzułmanie, którzy pojechali walczyć w Syrii, mogą teraz chcieć wrócić na Zachód.

Ditrych wspomina również o wyzwaniach, takich jak wywołane przez człowieka zmiany klimatu, które obecnie przyczyniają się do destabilizacji słabiej rozwiniętych części świata, co może uderzyć Europę rykoszetem. Z czasem jednak zmiany klimatyczne dotkną też Europę bezpośrednio.

Jak Polska i Czechy mogą stawić czoła zagrożeniom?

Ani Polska, ani Czechy nie są w stanie poradzić sobie z tymi wyzwaniami samotnie, a nawet współdziałając w ramach V4. „Powinniśmy zatem być wiarygodnym sojusznikiem zarówno w ramach UE, jak i współpracy transatlantyckiej, bo to stanowi naszą gwarancję bezpieczeństwa” – powiedział Ditrych. To rozwiązanie wydaje się racjonalne zarówno dla Polski i Czech, jaki i dla innych państw UE.

V4 zbuduje ekspresową linię kolejową Budapeszt-Bratysława-Brno-Warszawa

Kraje Grupy Wyszehradzkiej ogłosiły w poniedziałek (1 października) plan budowy ekspresowej linii kolejowej między Budapesztem a Warszawą.
 

„Planowana dwutorowa linia pozwoliłaby na podróż pociągiem z prędkością 250 km na godzinę, z przystankami tylko w Budapeszcie, Bratysławie, Brnie i Warszawie” – poinformował …

Smura dostrzega duży potencjał dla Polski w umacnianiu jedności Zachodu poprzez prowadzenie mądrej mediacji między UE a USA. To znaczy, nie dwustronnie, jak wydaje się, że robimy to dzisiaj, ale w imieniu całej europejskiej wspólnoty.

Potrzebujemy też oczywiście konwencjonalnych możliwości obronnych, aby móc wykorzystywać je w operacjach UE i NATO. Polska inwestuje w swoją potęgę militarną. Jednak realizuje też pomysły, które mobilizują prawdopodobnie za duże środki proporcjonalnie do możliwej efektywności militarnej. Takie jak obrona terytorialna, która owszem, może ona wesprzeć potencjał militarny, ale tylko w wypadku zagrożenia hybrydowego, na granicach Polski lub w przypadku rzeczywistych zagrożeń terrorystycznych. „Diabeł tkwi w szczegółach” – podkreśla Smura. Jego zdaniem ważne jest, aby inwestować też w modernizację konwencjonalnej armii i sprzętu wojskowego. A te inwestycje są jak mówi obecnie ograniczane z powodu wyczerpania rezerw finansowych na wyżej wymienione jednostki obrony terytorialnej.

Główni partnerzy strategiczni

Istnieją jednak pewne różnice w perspektywach partnerstwa strategicznego dla obu krajów. Polska, obok NATO i UE, wskazuje na istotność bliskich stosunków z USA, historycznym sojusznikiem, przynajmniej na poziomie deklaratywnym – i też w zakresie współpracy wojskowej. Na poziomie regionalnym Polska obok V4 wymienia także Rumunię, kraje bałtyckie i skandynawskie dla aktywnej polityki wschodniej. Z drugiej strony, Czesi wymieniają Niemcy jako ważny filar ich regionalnej współpracy obronnej, obok V4. „Republika Czeska prowadzi również dwustronną współpracę obronną z innymi krajami. W ten sposób możemy poprawić zdolności naszych sił zbrojnych i nauczyć się współpracować z innymi podczas europejskich i transatlantyckich działań wojskowych”- mówi rzecznik czeskiego Ministerstwa Obrony Jan Pejšek.

V4 nie stoi za zmianami dotyczącymi migracji do UE – mówią eurodeputowani z Czech

Jeśli chodzi o politykę migracyjną, UE ostatecznie zmierza w kierunku, który proponujemy – mówią politycy krajów Grupy Wyszehradzkiej. Dwóch czeskich posłów do Parlamentu Europejskiego wskazuje, że wkład V4 w zachodzące zmiany może być ograniczony i należy wziąć pod uwagę także …

Zarówno dla polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jak i dla czeskiego Ministerstwa Obrony, zapewnienie bezpieczeństwa narodowego wymaga równoczesnego działania w trzech uzupełniających się wymiarach: sojuszniczych – opartych na NATO i UE, regionalnych – Grupie Wyszehradzkiej, oraz narodowych – mających na celu znaczne wzmocnienie własnych możliwości obronnych.

Zdaniem generała Skrzypczaka Czesi są wygodnymi partnerami dla wszystkich. Współpracują z tymi, którzy mają akurat przewagę, traktując wszystkich i wszystko z dystansem. „Czesi najbardziej cenią interesy gospodarcze, a nie polityczne” – powiedział. „To bardzo sprytne”.

Stan armii

Z krajów UE Polska ma szóstą najsilniejszą armię (po Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Włoszech i Hiszpanii). Działania wojenne na wschodniej Ukrainie oraz rosnąca śmiałość Rosji zmusiły polski rząd do zwiększenia wydatków na zakup sprzętu wojskowego.

Budżet MON na 2018 r. wynosi 41 mld PLN (około 10 mld EUR). Ta kwota nie wystarcza na zaspokojenie palących potrzeb polskiej armii. Powód? Wzrost kursu dolara, nieprzewidziany wzrost kosztów programu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej „Wisła” oraz przekroczenie kwot przeznaczonych na utworzenie Sił Obrony Terytorialnej (1,5 mld zł rocznie). „W tej chwili Polska nie byłaby w stanie obronić się przed atakiem ze strony Rosji czy Białorusi” – mówi generał Skrzypczak.

Grupa Wyszehradzka woli atom i węgiel od OZE

W krajach wyszehradzkich decydenci upodobali sobie węgiel i energię jądrową – kosztem źródeł odnawialnych. UE jest obecnie jedynym aktywnym i silnym graczem, który ma szansę wpłynąć na te preferencje, pisze Ada Ámon z berlińskiego think tanku E3G – Third Generation Environmentalism.
 

Unijne …

„Przeciwnik wie, że armia nie modernizuje się, że nie ma postępu, że szkolenie armii zostało ograniczone lub że buduje się formację paramilitarną, która nie pasuje do struktur NATO. Wróg czyta nasze media, obserwuje armię polską, ma agentów wszędzie. Na Kremlu śpią spokojnie” – dodaje generał.

Republika Czeska ma skromniejsze ambicje niż Polska. Praga nie marzy o tym, by stać się wiodącą potęgą regionalną. Zdaniem czeskich ekspertów, czeska armia jest w dobrym stanie i cieszy się szacunkiem w Europie, ale jednocześnie potrzebuje reformy. Ich zdaniem należy przede wszystkim wzmacniać już istniejące zdolności czeskiej armii.

„Zobowiązanie do dwóch procent PKB na armię to jedno, a rzeczywistość drugie. Przynajmniej w dwóch nadchodzących dziesięcioleciach najprawdopodobniej armia czeska będzie funkcjonować przede wszystkim w misjach poza krajem „- mówi Ditrych.

„Trudno przewidzieć, w jakich scenariuszach przyjdzie uczestniczyć armii czeskiej. Dlatego aby zapewnić przewidywalność wobec partnerów i firm przemysłu zbrojeniowego, ważne jest opracowanie strategii wdrażania nowych narzędzi finansowych, takich jak Europejski Fundusz Obronny czy współpracy w ramach PESCO „- dodaje.

PESCO

Polska, składając oficjalny wniosek o włączenie do PESCO czyli „stałej współpracy strukturalnej” w ramach UE, wskazała, że ​​nie powinna one w żadnym stopniu konkurować z NATO i uwzględniać potrzeby wschodniej Europy. Rozwój przemysłu obronnego, wspólne zamówienia na broń i dzielenie się sprzętem wojskowym, do czego dąży PESCO, to szansa na zwiększenie zdolności obronnych Europy. „Bezpieczniejsza Europa to bezpieczniejsza Polska” – uważa premier Mateusz Morawiecki. „Polska bierze udział w dziewięciu projektach PESCO. Po tych dwóch, które były we wstępnym procesie zgłoszone, także zgłosiłem sześć kolejnych i siódmy – organizowany przez Francję, dotyczący przeciwdziałania zagrożeniom biochemicznym – podkreślił minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

Grupa Wyszehradzka chce większych wpłat do budżetu UE

Brexit utworzy ogromną dziurę w unijnym budżecie o wartości 10,2 mld EUR. To, że po-brexitowa propozycja Komisji uwzględnia większy budżet dla mniejszej, ambitniejszej Unii może być korzystne dla Wyszehradu.
 
Bruksela chce przykręcić kurek z pieniędzmi dla V4
Pomimo faktu, że kolejne negocjacje …

Czesi zwracają również uwagę, że działania PESCO mogą rozwinąć czeskie zdolności w niektórych obszarach, ale nie zastąpią złożonego i wszechstronnego procesu planowania NATO. Działania UE powinny być jedynie uzupełnieniem działań NATO.

Rząd czeski uważa jednak, że PESCO jest „narzędziem umożliwiającym uczestniczącym państwom intensywniejszą współpracę i wspólne rozwijanie zdolności wojskowych. Jednocześnie postrzegamy to jako szansę dla Europy, aby wziąć na siebie większą odpowiedzialność w polityce obronnej i wzmocnić europejską część NATO „- przyznaje Jan Pejšek.

Firma Glomex Military Supplies oferuje ciekawe propozycje dla rozwoju przemysłu zbrojeniowego, które wpisują się w misję PESCO. Jak mówi rzecznik Jiří Grund, PESCO jest interesującą dla tego celu platformą. Decyzja, jaką drogą pójść, leży na barkach polityków – przemysł będzie musiał się dostosować. „Najgorszą rzeczą jest niepewność, co nastąpi dalej. Zmiana decyzji politycznej zajmuje godzinę, przebudowa przemysłu i rozwój nowych powiązań biznesowych na różnych rynkach trwa lata” – wyjaśnia Grund.

EFO – Europejski Fundusz Obronny

W ubiegłym roku Komisja Europejska uruchomiła Europejski Fundusz Obronny (EFO), aby pomóc krajom UE w dokładniejszym wydatkowaniu pieniędzy podatników, poprzez ograniczenie dublowania wydatków i współpracy– także międzypaństwowej – w celu uzyskania korzystniejszego stosunku jakości do ceny w zamówieniach publicznych. Zarówno Polska, jak i Czechy pozytywnie oceniają tę inicjatywę – niewątpliwie oznacza to dodatkowy budżet i mądrzejsze wydatki. Ale widzą także pewne „ale” i przestrzeń do poprawy.

Niemcom zależy na silnej Grupie Wyszehradzkiej – WYWIAD

Grupa Wyszehradzka to jedna z najlepiej funkcjonujących grup wewnątrz Unii Europejskiej. Berlin to dostrzega, ale stoi jednocześnie na straży jedności UE. W wielu obszarach Niemcom i V4 dużo dziś jednak do siebie bliżej niż Niemcom i Francji – przekonuje w …

Aby skorzystać z EFO, Polska może wspólnie z partnerami UE uruchomić projekty badawcze, programy rozwojowe, czy plany zakupów militarnych. Zakupy broni od podmiotów krajowych i przedsiębiorstw spoza UE oraz programy offsetowe nie będą mogły liczyć na wsparcie UE.

Jednocześnie wciąż wiele szczegółów dotyczących EFO wymaga doprecyzowania. To daje Polsce możliwość wynegocjowania ułatwień dla polskich firm obronnych w korzystaniu z funduszy UE. W szczególności Polska może dołączyć do PESCO konkretne propozycje dotyczące projektów przemysłowych i obronnych oraz programów pozyskiwania zdolności, tym bardziej, że priorytetem dla EFO będzie wsparcie finansowe dla projektów objętych PESCO – podkreśla analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) Marcin Terlikowski.

Również Praga widzi pozytywny potencjał EFO. Ale jest jedno potencjalne… „ale”. „Kluczową częścią będzie dla nas ochrona czeskiego przemysłu. Fundusze muszą być sprawiedliwie rozdzielane nie tylko na najbardziej wpływowe korporacje z największych krajów UE. Poza tym, propozycja 13 miliardów euro na lata 2021-2027 jest bardzo ambitna i nasuwa się pytanie, czy przemysł jest w ogóle w stanie zaabsorbować taką sumę pieniędzy”- mówi Pejšek.

Według Glomex fundusz może pomóc osiągnąć wyższą konkurencyjność, większą autonomię strategiczną i dostarczyć informacji na temat lepszego zarządzania wydatkami wojskowymi. „Biorąc pod uwagę nieprzewidywalne zachowanie niektórych globalnych graczy, kluczowe znaczenie dla Europy ma poprawa jej niezależności w zakresie zdolności wojskowych, transportowych i wywiadowczych” – mówi Jiří Grund.

Wszystkie te wydatki, inwestycje i mechanizmy współpracy nie zastąpią jednak największej gwarancji bezpieczeństwa jaką jest jedność UE i Sojuszu Transatlantyckiego. Bez względu na to, ile miliardów euro byśmy nie wydali, my – Polska, Czechy, Europa, Zachód – nie będziemy w stanie skutecznie stawić czoła wyzwaniom wynikającym z trwających zmian w ładzie globalnym w pojedynkę. I tylko razem możemy naprawdę być architektami tworzącego się globalnego ładu, a nie tylko widzami czy zwykłymi komentatorami wydarzeń międzynarodowych –nawiązując do życzenia Jean-Claude’a Junckera wyrażonego we wrześniowym Orędziu o Stanie Unii 2018.

Sofia: Szczyt Chiny i Europa Środkowo-Wschodnia

Umowy dotyczące m.in. transportu i infrastruktury oraz żywa dyskusja nad kierunkami dalszej współpracy – takie są efekty szczytu krajów środkowoeuropejskich oraz Chin, który odbył się 7 lipca w stolicy Bułgarii.
 
Spotkania w formacie „16+1” rozpoczęły się z inicjatywy chińskich władz, które chcą coraz …

]]>
https://www.euractiv.pl/section/grupa-wyszehradzka/special_report/wojny-z-rosja-nie-bedzie/feed/ 0