Reklama
Ustawa określa tryb rejestracji i wytwarzania materiału siewnego, głównie tradycyjnych odmian i nie zakazuje upraw genetycznie modyfikowanych. Zawiera jednak przepis dotyczący możliwości rejestracji odmian transgenicznych, który wywołuje wiele kontrowersji.
„Fatalnie się kończy bardzo zła praktyka legislacyjna, że wrzucamy do ustawy w ostatniej chwili problemy kontrowersyjne społecznie, bez debaty publicznej, bez dobrego przygotowania opinii publicznej” - ocenił Komorowski, którego za PAP cytuje interia.pl. Przestrzegał też przed nasileniem się takiej praktyki.
W czasie konsultacji prezydent powiedział, że "nie znajduje żadnego potwierdzenia", by genetycznie modyfikowana żywność była niezdrowa, a także że "nie istnieją żadne naukowe dowody na (jej) szkodliwość". W jego ocenie istnieją tylko lęki dotyczące potencjalnej szkodliwości żywności GMO, które należy spróbować rozładować.
Przyznał jednak, że w ostatnim momencie w parlamencie "parlamentarzyści wpadli na pomysł i wrzucili do ustawy zapisy dotyczące inżynierii genetycznej". W ocenie Komorowskiego, jest to przykład "złej i nieodpowiedzialnej legislacji" i zachowanie "nie w porządku" wobec zainteresowanych środowisk i opinii publicznej.
Większość ekspertów, którzy uczestniczyli w środowej debacie u prezydenta, przekonywała, że stosowanie żywności GMO nie niesie zagrożeń dla zdrowia. Prof. Michał Kleiber z PAN przekonywał nawet, że uprawa genetycznie zmodyfikowanej żywności w dużej skali jest szansą na przetrwanie naszego gatunku.
Niektórzy przyznawali jednak, że zapisy o GMO pojawiły się w ustawie o nasiennictwie niepotrzebnie. Do zawetowania ustawy o nasiennictwie namawiały prezydenta natomiast prof. Katarzyna Lisowska z Instytutu Onkologii w Gliwicach oraz prof. Ewa Rembiałkowska z SGGW. Prof. Lisowska zwróciła uwagę na trzy rodzaje zagrożeń związanych z GMO: dla środowiska i bioróżnorodności, zdrowotnych oraz społeczno-ekonomicznych.
Prof. Rembiałkowska przywołała wyniki badań, według których 70 proc. Polaków nie chce upraw GMO w naszym kraju. Przekonywała, że ich wprowadzenie - oprócz potencjalnych zagrożeń dla zdrowia – pociągnie za sobą zanikanie drobnych gospodarstw i ograniczenie możliwości eksportu polskiej żywności.
Na podjęcie decyzji w sprawie ustawy o nasiennictwie prezydent Komorowski ma czas do 24 sierpnia. „Prezydent z najwyższą uwagę wsłuchuje się w argumenty różnych stron prezentowane w dyskusji na temat skutków prawnych wprowadzenia tej ustawy” - powiedziała szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek, której wypowiedź znalazła się na stronie prezydent.pl. „Zawsze jednak podpisywana przez pana prezydenta ustawa musi być zgodna z konstytucją” – podkreśliła.
We wtorek ws. nowych regulacji Bronisław Komorowski wystosował list do premiera Donalda Tuska z prośbą o przekazanie dodatkowych stanowisk właściwych resortów w zakresie wpływu przyjętych rozwiązań na zdrowie obywateli oraz na stan środowiska i bezpieczeństwo ekologiczne.
Już w zeszłym tygodniu premier przyznał, że kwestia upraw genetycznie modyfikowanych jest to trudnym tematem i zapowiedział, że równie dobrze zrozumie jeśli Bronisław Komorowski podpisze ustawę o nasiennictwie, jak i jeśli tego nie zrobi. "To dylemat nierozwiązywalny" – ocenił premier na piątkowej konferencji prasowej premie, którego za PAP cytuje bankier.pl. "Jestem przeciwnikiem żywności genetycznie modyfikowanej jako człowiek" – zadeklarował.
Według szefa rządu, nikt nie chce, żeby polski rynek zalała genetycznie zmodyfikowana żywność, ale też nikt nie chce, by polskie rolnictwo straciło konkurencyjność na rzecz tych, którzy używają produktów genetycznie modyfikowanych, np. soi, kukurydzy do produkcji pasz dla trzody czy kurczaków.
Nowa ustawa wzbudziła wiele kontrowersji podczas prac w parlamencie. Najbardziej kontrowersyjny okazał się przepis dotyczący możliwości rejestracji odmian transgenicznych.
Wiceminister rolnictwa Jarosław Wojtowicz tłumaczył jednak w Sejmie, że został on wprowadzony w wyniku orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Stwierdził on bowiem, że zakaz obrotu i rejestracji takich upraw jest niezgodny z unijnym prawem i Polsce grożą z tego powodu kary finansowe.
„Minister rolnictwa może w drodze rozporządzenia wprowadzić zakaz stosowania materiału siewnego modyfikowanego genetycznie, a to jest gwarancją, że nawet jeżeli odmiana zostanie wpisana, to minister i tak zakaże jej uprawy - uspokajał Wojtowicz.
Przeciwko ustawie o GMO przed Sejmem kilkakrotnie protestowały organizacje ekologiczne. Ostatni protest, w sobotę, zorganizowało wiele organizacji ekologicznych, m.in. Zieloni 2004, Polska Wolna od GMO i Greenpeace, ale – jak przekonywał Dariusz Szwed z partii Zieloni 2004 - miał on charakter społeczny, „bo wiele prywatnych osób przyszło, by prosić prezydenta o niepodpisywanie ustawy o nasiennictwie".
Protest był zorganizowany w formie happeningu, podczas którego skandowano m.in. "GMO - to nie to". Protestujący trzymali liczne napisy przeciwko GMO, a także domagali się szerokich konsultacji społecznych w sprawie możliwości wprowadzenia upraw genetycznie modyfikowanych.
W opinii Szweda, ustawa przygotowała koalicja rządowa PO-PSL, żeby tylnymi drzwiami wprowadzić na polski rynek genetycznie modyfikowane nasiona. Tymczasem – argumentował Szwed - wprowadzenie masowej produkcji transgenicznych roślin może załamać polski eksport żywności, bo europejscy konsumenci nie chcą GMO.
Przypomniał, że już dziewięć państw europejskich, m.in. Niemcy i Francja, wprowadziło zakaz stosowania GMO, przeciwko GMO opowiedział się niedawno również Parlament Europejski. W ocenie Szweda, przywoływany przez rząd argument, że to Unia narzuca nam takie rozwiązania, jest w związku z tym nieprawdziwy.
Według innego uczestnika sobotniego protestu, Pawła Połaneckiego z koalicji Polska Wolna od GMO, nowa ustawa jest po to, żeby „jedna korporacja międzynarodowa mogła prowadzić na terenie Polski swój biznes” . Zwrócił uwagę, że nie doprecyzowano pojęcia obrotu nasionami, co umożliwia ich przywóz na tzw. użytek własny, a nasiona te nie służą do niczego innego jak do zasiewów. „Jest to sprzeczne z intencją rządu, którego oficjalne stanowisko brzmi: +Polska wolna od GMO+" – przypomniał Połanecki.
„Mamy nadzieję, że nasza argumentacja trafi do prezydenta. Skandalem będzie wprowadzenie tej ustawy do polskiego porządku prawnego. Jeżeli jednak prezydent ją podpisze, zostanie ona zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego” – zapowiedział.
Wicepremier Waldemar Pawlak zapewniał w czasie konferencji prasowej w Katowicach, że "nie ma zapisu, który by w jakikolwiek sposób pozwalał na uprawę roślin genetycznie modyfikowanych". Dodał, że nie popiera GMO ani modyfikowanych nasion, ale podkreślił, że np. cała soja, która jest w obrocie gospodarczym, to nasiona modyfikowane genetycznie
"Natomiast trzeba pamiętać o tym, że. Polski to nie dotyczy, bo w Polsce soi się nie uprawia, ale np. używa się jako paszy dla zwierząt, ponieważ po chorobie wściekłych krów zabroniono używania mączki mięsno-kostnej i soja stała się substytutem paszy wysokobiałkowej" – przypomniał Pawlak cytowany na stronie internetowej farmer.pl
Według wicepremiera, w tym konkretnym przypadku "trzeba brać pod uwagę, że Europa nie zezwala na uprawę roślin genetycznie modyfikowanych, ale też w Europie nie ma zakazu wykorzystywania tych roślin w obrocie". Podkreślił jednak, że "na pewno należy zdecydowanie unikać takich manipulacji, gdzie miesza się np. różne geny roślinne ze zwierzęcymi".
„Organizm genetycznie zmodyfikowany to organizm inny niż organizm człowieka, w którym materiał genetyczny został zmieniony w sposób nie zachodzący w warunkach naturalnych” – czytamy definicję umieszczoną m.in. na stronie ministerstwa środowiska. (bba)












