W skrócie:
Rozmowa z profesorem Januszem Reykowskim, psychologiem społecznym w Instytucie Psychologii PAN w Warszawie
* Poniższa rozmowa jest fragmentem książki „Historia ruszyła z kopyta” (Wydawnictwo Zysk i S-ka), zawierającej wywiady z czołowymi bohaterami wydarzeń ostatniego dwudziestolecia i jego komentatorami. Oprócz wywiadów zawiera także opis przygód związanych z dotarciem do rozmówców lub zapis redakcyjnych anegdot, odsłania więc „dziennikarską kuchnię”, pokazując, że gdzie nie pomoże wytrwałość, czasem przyda się fortel.
- W wielu krajach Europy obserwujemy, czasami dość radykalny, skręt w prawo. Z czego wynika tak duży sukces europejskiej prawicy?
- W przeszłości Lewica sformułowała postulaty nowych rozwiązań społecznych, a więc m.in. walczyła o 8-godzinny dzień pracy, o to, żeby środki produkcji znajdowały się w rękach publicznych, występowała przeciwko różnym formom dyskryminacji np. narodowej, rasowej itp. Część z tych ideałów została zrealizowana i stała się elementem ogólnodemokratycznego etosu, inne jak np. nacjonalizacja okazały się nienajlepszym pomysłem. Lewicowy pomysł na poprawę świata częściowo się zatem zrealizował, a częściowo się nie sprawdził. Nie sądzę, by obecnie pojawił się w Europie projekt lewicowy o odpowiedniej nośności, który by odpowiadał na problemy współczesnego świata. Partie socjalistyczne z różnych krajów powinny się wspólnie zastanowić nad takim projektem, który odpowiadałby sytuacji współczesnego świata.. .
- Co sprzyja teraz prawicy?
- Przedstawia ona pomysł, co zrobić z problemami, które ludzi dotykają. Mówiąc o pewnej przewadze prawicy w Europie, nie możemy zapomnieć o bardzo ważnym fenomenie Europy Zachodniej, którym są konflikty etniczno-religijne. Prawicy napędził głosów lęk przed imigrantami. Antyimigracyjne nastroje budują potęgę prawicy. Występuje to prawie we wszystkich krajach Zachodu. Prawica proponuje odpowiedź na pytanie, co zrobić z tym odczuwanym przez wielu ludzi zagrożeniem. Słabością lewicy jest natomiast to, że w tej sprawie nie ma nic do powiedzenia.
- Według sondaży polskie partie lewicowe z trudem przekroczyłyby próg wyborczy. Z czego wynika kryzys naszej lewicy?
- Praźródłem tego kryzysu jest fakt, że projekt lewicowy doznał historycznej klęski wraz z upadkiem obozu socjalistycznego. Pomysł na realizację wartości lewicowych okazał się polityczno-moralnie i ekonomicznie nieudany. Pociągnęło to za sobą zwątpienie w wartości lewicowe. W Polsce, na początku lat 80. badania opinii publicznej pokazywały, że istniała pewna wiara w socjalizm, przeważała np. opinia, że „państwowe jest lepsze niż prywatne”. Pod koniec lat 80. było już odwrotnie. Wielu Polaków uważało, że prywatyzacja jest dobra, różnica zarobków jest pożądana, a władza jednej partii niewskazana. Sposób myślenia o społeczeństwie i państwie wyraźnie się wtedy w Polsce zmienił i dawne lewicowe pomysły były odrzucane. Klęska realnego socjalizmu miała także poważne reperkusje dla socjalistycznych czy socjaldemokratycznych partii w Europie. One też zostały osłabione. Kilkadziesiąt la temu idea upaństwowienia, jako sposób radzenia sobie z problemami rynku, była bardzo popularna wśród lewicowych partii w Europie i wiele z nich, dochodząc do władzy, zaczynało od nacjonalizacji. Ta polityka prowadziła jednak w ślepy zaułek.
W miarę tego, jak okazywało się, że „realny socjalizm” to system i politycznie i gospodarczo niewydolny, nie spełniający społecznych oczekiwań, dochodziło do zaniku ideologii wśród ludzi lewicy. Wielu działaczy rządzącej partii w Polsce używało frazeologii lewicowej, ale to były rytuale formułki, a nie wyraz rzeczywistych przekonań – przynajmniej u dużej ich części. Większość przekształcała się w praktyków władzy. To zaciążyło również na stanie lewicowych partii, które się pojawiły po zmianie ustroju. U ludzi, którzy tworzyli te partie, w dużym stopniu nie było już wiary w lewicowe ideały; była tylko lewicowa retoryka. W dodatku retoryka, która uległa dominującemu dyskursowi o charakterze neoliberalnym. Toteż, gdy do władzy dochodziła partia lewicowa, realizowała ona tę samą politykę ekonomiczną i społeczną, którą realizowały partie centrowe czy prawicowe. Lewica przestała być lewicą, straciła własną tożsamość.
- Kolejną przyczyną kryzysu były rządy lewicowe w latach 2001-2004?
- Rządy te niemal zupełnie odeszły od lewicowych programów. Co gorsza, ludzie, którzy wtedy przejęli władzę, mimo swego doświadczenia, wykazali dość małą skuteczność jeśli idzie o rozwiązywanie ważnych społecznych problemów. Wprawdzie udało im się przezwyciężyć zapaść budżetową, a co najważniejsze, osiągnęli sukces w przygotowaniu naszego kraju do przystąpienia do UE, ale wiele innych spraw zostało zaniedbane. Równocześnie okazało się, że dla bardzo wielu z nich władza jest po prostu okazją do osobistego wzbogacania się legalnymi lub nielegalnymi sposobami. Doprowadziło to do wytworzenia obrazu SLD, jako partii nieuczciwych karierowiczów czy wręcz „zdemoralizowanej nomenklatury” zainteresowanej realizacją swoich własnych interesów zamiast celów publicznych.
Po spektakularnej klęsce wyborczej lewicy SLD podjęło próbę wewnętrznej przebudowy. Nastąpiło odmłodzenie kadry, stworzono LiD. Ale nie pojawił się nowy pomysł na Polskę, nowa oferta dla obywateli. Uważam to za kluczową sprawę. Jeśli lewica ma się odrodzić musi znaleźć nowe ujęcie rzeczywistych problemów społeczeństw pierwszych dekad XXI wieku, musi znaleźć alternatywę dla dominującego, neoliberalnego sposobu myślenia.
- W raporcie „Ocena wyniku wyborów i perspektywy Centro-Lewicy” wspomina pan o „nowej lewicy”.
- Nowa Lewica to formacja, która rozumie, że rozwiązanie problemów współczesności nie polega na odtwarzaniu starych zaklęć ideologicznych, że trzeba stworzyć nowy projekt, nowy język, nowe sposoby działania. Są w Polsce przesłanki dla powstania nowej lewicy -.w różnych miejscach kraju działają grupy młodych ludzi myślących w lewicowy sposób. Niektórzy z nich są już znani, jak ci skupieni wokół „Krytyki politycznej”. Inni dopiero zaczynają, jak np. tzw. „Nowy nurt” –grono młodych działaczy lewicowych partii. Opierając się na tych i wielu innych środowiskach trzeba zacząć budowę nowego programu lewicy..
- Gdzie są zatem osoby, które mają „serce po lewej stronie”?
- Jest ich całkiem sporo, ale sytuacja lewicy przypomina sytuację rozbitej armii, której żołnierze się rozpierzchli. Trzeba zebrać ich z powrotem. Zobaczymy, ilu da się zebrać. Trzeba pamiętać, że polityka prawicy w sposób „naturalny” generuje dążenie do poszukiwania alternatywy. Tak więc trzeba będzie zbierać nie tylko tych, którzy jeszcze zostali, ale także tych nowych, którzy dostrzegają głębokie wady prawicowej polityki, , którzy rozczarowują się ofertą obecnie dominujących partii.
- To, co odróżnia na razie lewicę od innych partii to postulat wolności obyczajowej i mniej lub bardziej wojowniczy antyklerykalizm.
- Niektórzy mają nawet taką pożałowania godną filozofię, w myśl której, skoro PiS odebrał lewicy hasła społeczne, to trzeba się skupić na problematyce obyczajowej, a w szczególności okazać radykalizm wobec instytucji konserwatywnych. Myślę, że jest to dla lewicy ślepy zaułek. Oczywiście, lewica współczesna, w odróżnieniu od tej z okresu realnego socjalizmu, musi połączyć zarówno dążenia o charakterze socjalnym z dążeniami do zagwarantowania wolności człowieka. Ale skupianie się na jednym z tych wymiarów i to w przesadnie radykalnej formie jest dalece szkodliwe. Kwestią fundamentalną jest odpowiedź na takie pytania, jak stworzyć realne możliwości awansu dla warstw upośledzonych. Kwestią fundamentalną jest odpowiedź na pytanie, jak stworzyć realne możliwości awansu dla warstw upośledzonych. Jak zmienić system edukacji w Polsce, aby przyczyniał się do awansu szerokich rzesz i sprzyjał modernizacji kraju. Wprowadzanie szkolnych mundurków z realizacją takiego zadania nie ma nic wspólnego.
PiS nie jest konkurentem, bo nie zaproponował prawie żadnego pomysłu na strukturalne przezwyciężenie tego upośledzenia. Oferował tylko pomysły, jak zadowolić doraźne potrzeby. A lewica przegrywa, bo nie ma tym warstwom społecznym nic do zaoferowania. I jeśli tak będzie nadal, to PiS ponownie dojdzie do władzy. On adresuje swoją retorykę i hasła programowe do tych grup społecznych, które czują się pokrzywdzone przez III Rzeczpospolitą.
- Jarosław Kaczyński podkreśla, że się w życiu niczego nie dorobił, a Aleksander Kwaśniewski szusuje na nartach w Szwajcarii.
- Przemiany kapitalistyczne w Polsce, które zaczęły się w 1989 roku, stwarzały możliwość szybkiego awansu grupom, które miały duży kapitał społeczny. Taki kapitał miała duża część dawnej nomenklatury, toteż jej niemała część bardzo dobrze skorzystała na zmianie ustroju. Ci ludzie ze względu na swoje życiorysy trzymali się SLD, ale ze względu na interesy zależało im na tym, by była to partia, popierająca neoliberalną politykę. Był to kolejny czynnik niszczący lewicę. Nie sądzę, by współczesna lewica mogła wystąpić do walki z rynkiem i ponownie próbowała haseł równości. Wszędzie tam, gdzie próbowano wprowadzić rzeczywistą równość, źle się to dla wolności kończyło, a i równości nie udało się osiągnąć. Trzeba szukać takich rozwiązań, aby z rozwoju ekonomicznego mogły korzystać nie tylko elity.
- Lepiej polską lewicę reformować czy budować od nowa?
- Proces budowania od nowa jest bardzo długi. Boję się, że w tym czasie dojdzie do recydywy konserwatywnego populizmu, który moim zdaniem jest niebezpieczny i ogranicza szanse rozwojowe Polski. Ale – w perspektywie historycznej - nowa formacja lewicowa powstanie i stworzy nową ofertę. Czy da się ten proces przyspieszyć i zbudować ją na tym niezbyt pewnym fundamencie, którym jest SLD? Uważam, że trzeba próbować to zrobić. Odbudowa lewicy zakłada m.in. podjęcie działań, które nastawione będą na otwierania szans dla ludzi, którzy w warunkach III RP czuli się upośledzeni Jest to ważne zadanie lewicowej partii.
