W skrócie:
O składzie przyszłych koalicji w Parlamencie Europejskim zadecyduje wynik czerwcowych wyborów. Przestrzegam przed traktowaniem przedwyborczej retoryki jako powyborczych strategii - powiedział w rozmowie z EurActiv.pl i EurActiv.com były przewodniczący Parlamentu Europejskiego a obecnie szef Ruchu Europejskiego Pat Cox.
Jako prominentny polityk irlandzki, znajduje się Pan w dobrej sytuacji, żeby ewentualnie potwierdzić komentarze, mówiące, że przed powtórnym głosowaniem nad ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego daje się odczuć nutę optymizmu. Czy nastroje się zmieniają?
Jeżeli patrzeć na wyniki sondaży, to nastroje rzeczywiście się zmieniają. Zmuszony jestem przyznać, że to nie jest wynikiem jakiegoś nagłego wzrostu poczytności owego traktatu. Sądzę, że w największym stopniu zmieniła się irlandzka gospodarka, która dotkliwie odczuła szybki, głęboki i dramatyczny upadek, który jest bez precdensu pod niektórymi względami. Skłoniło to opinię publiczną do refleksji i dało do myślenia, że w czasach ogromnej ekonomicznej burzy, jaka zapanowała na świecie, dla stosunkowo małej gospodarki bezpieczniej i korzystniej jest przeczekać ją w porcie.
Czy to jakąkolwiek różnica?
To jedynie wynik moich obserwacji. Myślę, że kontekst się zmienił. Wiele lat temu Jean Monnet powiedział, że zmiana kontekstu problemu, zmienia sam problem. Ja sam zamierzam się bardzo aktywnie włączyć w kampanie społeczeństwa obywatelskiego. Nasz rząd jeszcze nie ustalił daty, ale zakłada się, że będzie to na początku października. Trzeba walczyć oraz mieć nadzieję, że uda się wygenerować wystarczająco dużo rozpędu, by osiągnąc pozytywny wynik.
Czy będzie Pan angażować się jako przywódca Ruchu Europejskiego, czy jako zwykły obywatel?
To będzie osobiste. Mam zamiar tymczasowo ustąpić i zaprosić na ten okres czasu wiceprezydenta, by sprawował władzę nad Ruchem Europejskim. Nie dlatego, że kierowanie Ruchem jest sprzeczne z moją wolą podpisania Traktatu Lizbońskiego, lecz z nieco banalnych powodów.
Według irlandzkiego prawa, jeżeli organ publiczny przyznaje jakąś kwotę na kampanię podczas referendum, to musi po równo sfinansować strony „za“ jak i „przeciw“. Powinienem wyjaśnić, że Ruch Europejski nie uzyskał choćby centa od żadnej instytucji europejskiej, żeby walczyć w tej kampanii. Ja chcę być w podobnej pozycji co żona Cezara, aby być poza kręgiem podejrzeń, a więc na czas określony zrzekam się stanowiska.
Czy wciąż należy Pan do europeskiej rodziny Liberałów?
Tak. Nie w wysoce aktywny sposób, ale w zeszłym tygodniu byłem zaproszony do Brukseli by przemówić na ich zjeździe wyborczym, na który zjechało się około 500 kandydatów z 27 państw członkowskich. Europejscy Liberałowie mają mocnego kandydata na prezydenta Parlamentu Europejskiego – Graham’a Watson’a. EPL (Europejska Partia Ludowa) ma dwóch kandydatów
Czy wyczuwa Pan przybliżanie się pomiędzy EPL a Liberałami?
Nie mam takiego wglądu w sytuację, jak gdybym był członkiem Parlamentu Europejskiego. Po wyborach europejskich w 1999 r. typowy układy pomiędzy EPL a Socjalistami rozpadł się dlatego, że ówczesny niemiecki kanclerz Schroeder mianował obydwu niemieckich komisarzy ze swojej koalicji rządowej. To spowodowało pogorszenie się stosunków a nawet zgorszenie wśród niemieckich chrześcijańskich demokratów i członków CSU ponieważ z zasady zawsze jeden komisarz pochodził z rządu a drugi z opozycji.
Wówczas EPL było skłonne rozpatrzyć różne układy, dodatkowo w tamtym czasie EPL było po raz pierwszy największą partią. Dlatego też Liberałowie w bardzo przejrzystej debacie zawarli porozumienie polityczne, a nie koalicję, z EPL. Porozumienie zobowiązywało każdą ze stron do poparcia kandydata drugiej strony na prezydenta przez połowę czasu trwania kadencji. To nie była koalicja, ponieważ Liberałowie głosowali podobnie do EPP, ale w innych zagadnieniach głosowali razem z Socjalistami.
Ten układ działał. Patrząc w przyszłość, aby Liberałowie, Zieloni i inne partie, mogły zmobilizować większe partie, wymagane są zarówno dobre porozumienia osobiste między członkami i szersze zgodności programowe. Będziemy musieli zobaczyć, jaka będzie równowaga sił po wyborach w nowym parlamencie oraz jakie stabilne większości mogą z tego powstać, które będą w stanie działać podobnie jak Liberałowie. Oczywiście być może jedną z opcji będzie, że dwie największe grupy razem będą załatwiać sprawy. Nikogo by to nie zaskoczyło.
By przepychnąć akty prawne, Liberałowie mogą stać się cennym sojusznikiem dla EPL, jeżeli zgoda nad wpólnym programem zostanie osiągnięta.
Odpowiedzi na wszystkie takie pytania znajdują się w wynikach wyborów. Aby być efektywną większością, zdolną do działania, trzeba potrafić wygrywać większością kwalifikowalną w parlamencie. Przestrzegam przed traktowaniem przedwyborczej retoryki jako powyborczych strategii.
Co z populistami? Co z Libertas?
Pan Ganley kontestuje wyborców w Irlandii. Trudno mi jest pojąć, jak on może tak robić. Tu, w końcu, już wybierano niezrzeszonych. Czy on zostałby wybrany? Nie wiem, ale to byłoby możliwe. Ogólnie rzecz biorąc wydaję mi się, że być może Libertas niedocenili złożonośći rozwijania ogólnoeuropejskiej struktury.
Z moich długoletnich prób zbudowania rodziny ‚Liberałów‘ wiem, że wszędzie ogłaszanie, że się będzie kandydować jest jednym, a czymś innym jest rozglądanie się, spotykanie się z kolegami oraz budowa systemu. Jest to powolny proces. Poza tym, myślę, że zbiera on z różnych krańców Europy różnych egzotycznych populistów, a moja mama zawszę mawiała, że ocenia się człowieka po tym, jakich ma przyjaciół. Dlatego mimo ciągłych zapewnień, że on sam (pan Ganley) jest bardzo proeuropejski, jedno spojrzenie na jego przyjaciół wystarczy mi, żeby to wątpić w jego twierdzenie. On jest otoczony głębokimi sceptykami i w większości przypadków są oni na marginesie życia politycznego. Są to nacjonaliści i populiści do tego stopnia, który wyklucza powstanie jakiejkolwiek pozytywnej dynamiki w Europie.
