SPONSOR

W skrócie:
Rozmowa z Francisco Fernándezem Fábregasem, ambasadorem Hiszpanii

- Wśród priorytetów hiszpańskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej znajduje się wdrożenie zasad Traktatu Lizbońskiego, który wszedł w życie w grudniu zeszłego roku. Czy fakt, że Hiszpania jest pierwszym krajem, który ma obowiązek zapewniania działania nowego traktatu stanowi przewagę, czy wręcz przeciwnie?

- Przede wszystkim uważam, że wejście w życie Traktatu Lizbońskiego to wydarzenie bardzo korzystne dla wszystkich Europejczyków, ponieważ stanowi przejście od jednej koncepcji Europy do zupełnie innej: od Wspólnot Europejskich do Unii Europejskiej. Wdrożenie założeń Traktatu Lizbońskiego jest zadaniem niezwykłej wagi. Przypomina mi to pewne bardzo powszechne w Polsce zjawisko. Polacy kupują niewykończone mieszkania, które składają się z gołych ścian. Dopiero później kładą podłogi, kafelki, wstawiają drzwi i urządzają łazienkę. Wszystkie te prace można wykonać przy pomocy fachowca lub samodzielnie. Jeśli wykonawcą jest fachowiec, kafelki ułożone są równo, a łazienka lśni. Jeśli jednak próbuje się to robić samemu, efekt może nie być aż tak dobry. Przy wdrażaniu Traktatu Lizbońskiego, czyli przy wykańczaniu wnętrz europejskiego domu, również można korzystać z pomocy fachowców. W tym przypadku fachowcami są Hiszpania oraz instytucje unijne. Hiszpania położy cegły najlepiej jak potrafi, we współpracy z Komisją Europejską. Jest to zadanie dodatkowe, obok obowiązku zarządzania domem, ale Hiszpania wykonuje je z ogromną przyjemnością i to nie po to, aby gościć na czołówkach gazetach, ale dlatego, że to właśnie jej przypadło w udziale być krajem odpowiedzialnym za to trudne zadanie. Z tego powodu wdrażania w życie Traktatu Lizbońskiego nie należy traktować w kategoriach korzyści lub niedogodności. Jest to wyzwanie i jeśli mu sprostamy, dom będzie dobrze wykończony.

- W opinii wielu, Hiszpania, która przechodzi obecnie przez jeden z najgłębszych kryzysów ekonomicznych w Europie, nie jest odpowiednim krajem, żeby kierować europejską walką z trudnościami gospodarczymi, czy żeby mówić o planach odbudowy gospodarki. 

- Uważam, że w tym przypadku nie ma powodu, dla którego należałoby bronić Hiszpanii. Dlaczego? Ponieważ Hiszpania wcale nie jest odpowiedzialna za opracowywanie planu wyjścia z kryzysu. To dość powszechne nieporozumienie: myli się trenera drużyny z graczami. Gracze mają strzelać gole, a trener opracowuje strategię gry. Tym, kto planuje przebieg gry, jest Komisja Europejska i Rada Europejska, a nie Hiszpania! Potwierdził to nadzwyczajny szczyt Unii z 11 lutego, któremu przewodniczył Herman von Rompuy i w którym wzięły udział kraje członkowskie Unii Europejskiej. To właśnie podczas tego spotkania zostały przeanalizowane propozycje wyjścia z kryzysu. Czyje propozycje? Komisji Europejskiej, a nie Hiszpanii. Hiszpania może jedynie wyrazić swoją opinię, podobnie jak Polska, Francja czy Niemcy. To nie Hiszpania kieruje działaniami. Nie jest trenerem, tylko jednym z graczy w drużynie.

- Czy wraz z wejściem w życie Traktatu Lizbońskiego zmniejszyła się waga sprawowania półrocznej prezydencji przez państwa członkowskie?

- Nie dla wszystkich jest jasne, że wraz z wejściem w życie Traktatu Lizbońskiego następuje przejście od Wspólnot Europejskich do Unii Europejskiej. We Wspólnotach Europejskich co sześć miesięcy prezydencję obejmował inny kraj członkowski. W Unii Europejskiej jest przewodniczący Rady Europejskiej oraz Wysoki Przedstawiciel do Spraw Wspólnej Polityki Zagranicznej. To zupełnie nowa sytuacja i dopiero z czasem przekonamy się, czy nowe instytucje będą działać sprawnie. Hiszpania pomaga van Rompuyowi i (Catherine) Ashton, aby w tym trudnym okresie przejściowym - gdy nie mają jeszcze własnej ekipy, wystarczających zasobów ludzkich ani środków - mogli skorzystać ze wsparcia dyplomacji i urzędników hiszpańskich, aby rozpocząć pracę na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej i Wysokiego Przedstawiciela do Spraw Zagranicznych.

- Jak hiszpańska służba dyplomatyczna uczestniczy w sprawowaniu prezydencji? W jaki sposób zwiększyły się Pana obowiązki w ostatnim miesiącu?

- Hiszpańska służba dyplomatyczna, na szczęście dla Hiszpanii, składa się nie tylko z zawodowych dyplomatów, ale także z urzędników innych ministerstw hiszpańskich, którzy pracują za granicą. Hiszpańska służba dyplomatyczna, zarówno dyplomaci jak i inni urzędnicy, gdy Hiszpania odgrywa tak ważną rolę w życiu międzynarodowym, muszą poświęcać pracy dużo więcej godzin. Na początku lutego zorganizowałem w budynku ambasady roboczy obiad z polskim wicepremierem i ministrem gospodarki, Waldemarem Pawlakiem, w którym uczestniczyli także ambasadorowie pozostałych dwudziestu sześciu krajów Unii Europejskiej oraz przedstawiciele Komisji Europejskiej w Polsce. Miesiąc temu odbył się roboczy obiad z ministrem Radosławem Sikorskim, w takim samym składzie. W ciągu ostatniego miesiąca uczestniczyłem również w spotkaniu z polskimi dziennikarzami specjalizującymi się w sprawach europejskich, przedstawiłem program prezydencji hiszpańskiej w Sejmie, Senacie, a także w Izbie Handlowej. Chcę powiedzieć tylko tyle, że pracuję dużo więcej niż będę pracował od lipca. Dlaczego? Ponieważ wtedy przestanę być koordynatorem Unii Europejskiej w Polsce. Ta funkcja to wielki zaszczyt, chociaż wymaga pracy po czternaście godzin dziennie.

- Jakich rad udzieliłby Pan Polsce, która będzie sprawowała prezydencję Unii Europejskiej w przyszłym roku?

- Osobiście nie ośmielam się dawać nikomu rad, nawet moim córkom, a co dopiero krajowi o tak wielkich tradycjach jak Polska. Mogę co najwyżej pokusić się o myślenie na głos, ale w żadnym wypadku nie będą to rady. Polacy będą w tej samej sytuacji, w której znajduje się teraz Hiszpania, a w sytuacji, w jakiej znajduje się teraz Polska, jeszcze niedawno była Hiszpania. Chcę przez to powiedzieć, że tym, czym zajmuję się teraz, wy będziecie się zajmować w przyszłości i też będziecie pracować przez czternaście godzin dziennie. Przed Polską stoi jednak pewne wyzwanie, które Hiszpanii już nie dotyczy. Hiszpania sprawuje prezydencję Rady Unii Europejskiej po raz czwarty w historii. Dla Polski będzie to pierwszy raz. W dodatku Polska jest usytuowana w strategicznym punkcie dla Europy. Polska powinna skorzystać z własnej wiedzy, doświadczenia i dobrych praktyk w kontaktach z sąsiadami tak, aby Europa zdała sobie sprawę, że Unia Europejska nie kończy się na granicy z Ukrainą i nie powinna się tam kończyć. Polska powinna się stać sumieniem Europy w tej części kontynentu i otworzyć Unię na kraje, które ją otaczają i tak jak my należą do Europy.

Rozmawiała: Danuta Rydlewska

© EurActiv 2003-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.