W skrócie:
Rozmowa z Bartłomiejem Michałowskim, ekspertem ds. nowych technologii Instytutu Sobieskiego
- Jak w Polsce i Unii Europejskiej wygląda kwestia współpracy biznesu z nauką? I dlaczego cały czas ta współpraca raczkuje…
- Przez ostatnie lata w Polsce wiele się zmieniło, niestety jednak niewiele na polskich uczelniach i w sposobie ich organizacji. Funkcjonują one tak samo jak pół wieku temu, zresztą podobnie jest w całej UE. Inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie współpraca uczelni z biznesem prezentuje się modelowo. Przede wszystkim mechanizmy zachęcające do patentowania wynalazków przez naukowców wpisane są w strukturę działania uniwersytetów.
- Dlaczego tak jest?
- W Polsce i UE pokutuje podejście, że naukowiec pracuje dla realizacji wyższych celów. Gdy jednak dane odkrycie zostanie opublikowane, nie można go już opatentować.
- Jak można to podejście zmienić?
- Przede wszystkim potrzebna jest zmiana mentalności i uniwersytety powinny stać się kuźnią innowacji. W Polsce środowiska akademickie oczekują, że dostaną dużą pieniędzy z budżetu państwa, które rozsądnie wydadzą. Natomiast w Stanach Zjednoczonych uniwersytety – takie jak Harvard, Stanford, czy MIT – czerpią te pieniądze z patentów.
W Polsce nie ma mechanizmów zachęcających naukowców do patentowania wynalazków i czerpania z tego korzyści finansowych – dla siebie i uczelni. Przeciwnie, patentowanie wynalazków jest drogie, proces uzyskiwania praw ochronnych jest długotrwały, barierą są również skomplikowane procedury administracyjne.
Należy zatem przenieść mechanizmy stosowane w USA i zbudować w Polsce – i innych krajach UE – system współpracy nauki z biznesem.
- Czy liczba patentów to jedyny sposób oceny stopnia innowacyjności kraju?
Poza tym bierze się też pod uwagę liczbę nowopowstałych firm.
- Wszystkich? Przecież duża część MŚP powstaje dlatego, ponieważ to rozwiązanie jest narzucane przez pracodawcę. Takie firmy nie przyczyniają się raczej do wzrostu innowacyjności Polski…
Tak, przepisy podatkowe i prawo pracy zmuszają wiele osób do zakładania jednoosobowych firm, mimo, że ich praca powinna być traktowana jako typowy stosunek pracy. Takie rozwiązanie jest bardziej opłacalne dla pracodawcy, a czasem też dla samego pracownika – jeśli zarabia dużo i w innym przypadku musiałby płacić 40 procentowy podatek, zaś mając firmę płaci 19 proc.
Do zwiększenia poziomu innowacyjności państwa przyczyniają się nowopowstające firmy, ale te aktywne w innowacyjnych obszarach – np. informatyce i biotechnologii.
- Co, poza zmianą organizacji placówek akademickich i sposobu postrzegania naukowców jako ludzi stworzonych dla górnolotnych celów, może zmobilizować uczelnie do bardziej praktycznego podejścia do wynalazczości?
- Wiele firm amerykańskich powstało na bazie współpracy z przemysłem zbrojeniowym, a zatem w ramach zamówień rządowych, finansowanych z budżetu państwa. W Polsce rząd nie jest inicjatorem dużych projektów innowacyjnych. Oczywiście nie stać nas na realizację projektów kosmicznych. Stać nas by jednak było na radykalne uproszczenie polskiej administracji i jej informatyzację. Brakuje przede wszystkim głównego informatyka kraju, którego celem byłoby zaplanowanie i koordynacja informatyzacji kraju, tak by, przykładowo Polacy nie musieli wypełniać ciągle tych samych rubryk w kolejnych wnioskach – by stworzona została baza pewnych podstawowych informacji na temat obywateli.
Rozmawiała Karolina Zbytniewska

