W skrócie:
Grecka posłanka i była komisarz ds. zatrudnienia, spraw socjalnych i równych szans Anna Diamantopoulou powiedziała w rozmowie z portalem EurActiv, że Europa powinna zwalczać protekcjonizm, który niczym bumerang raz użyty wróci i uderzy w nas.
Była komisarz ds. zatrudnienia, spraw socjalnych i równych szans Anna Diamantopoulou należy do socjaldemokratycznej frakcji PASOK greckiego parlamentu
Kryzys gospodarczy zaczyna wzbudzać niepokoje społeczne w wielu krajach Europy, jak Grecja, Francja, Litwa i Wieka Brytania. W tym tygodniu francuskie związki spotkały się z prezydentem Nicolasem Sarkozy’m i próbowały przekonać go, by poprzez obniżkę podatków i zasiłki nadać działaniom ekonomicznym społecznego wymiaru. Czy uważa Pani, że w obecnej sytuacji jest miejsce na czynienie pakietu ratunkowego nieco bardziej społecznym?
Pojęcie „społeczny” nie jest dostatecznie jednoznaczne, ponieważ coś co dla rządu albo firmy jest społeczne, może nie być takie dla pracowników. W obecnej sytuacji pierwszymi ofiarami kryzysu są najsłabsi członkowie społeczeństwa.
Dlatego naszym najwyższym priorytetem powinno być wsparcie dla osób rzeczywiście najsłabszych a nie dla wszystkich. Musimy wyznaczać priorytety. W każdym społeczeństwie możemy określić kryteria i warunki wstępne, od których uzależnione będzie takie wsparcie. Pracownicy są przecież różni. Mamy pracowników w sektorze publicznym. Mamy także pracowników w sektorze prywatnym, przemyśle, usługach, zatrudnionych na stale, bądź czasowo. Mamy osoby bezrobotne i emerytowane.
Uważam, że na następne dwa lata powinniśmy uczynić to czasowym a nie permanentnym priorytetem. Muszą to być priorytety europejskie i narodowe. W tym momencie tak nie jest.
Jakie środki ma Pani na myśli?
Konieczne jest wsparcie dla najsłabszych członków społeczeństwa. Gdy kryzys minie staniemy w obliczu dnia zero, i wiele osób musi być na to gotowych. Jesteśmy zwykle przerażeni, gdy mówimy o korzyściach, ponieważ mamy bardzo złą sytuację. Jednak prawdziwa katastrofa nastąpi, jeśli zostawimy bez pomocy najsłabszą cześć społeczeństwa.
Będzie to miało drastyczne konsekwencje dla zachowań konsumenckich tych osób i ich poziomu konsumpcji. Wywoła poważne niepokoje społeczne, które będą miały znaczne konsekwencje dla całej gospodarki - ponieważ duża cześć społeczeństwa będzie żyła na skraju ubóstwa.
Jednym z głównych sektorów, które ucierpią z powodu kryzysu, jest przemysł samochodowy. Francja i Hiszpania w trosce o swoje firmy motoryzacyjne uderzyły w protekcjonistyczne tony. Czy broniąc krajowego przemysłu i rynku pracy nie zabijamy jednocześnie unijnej solidarności?
Sądzę, że powinniśmy otwarcie walczyć z protekcjonizmem, gdyż może on działać jak bumerang. Gdy go rzucisz, wróci do ciebie.
Ale ponieważ Unia Europejska nie stanowi politycznej jedności, mamy unię walutową lecz nie gospodarczą, wiemy, że nie ma władz gospodarczych ani wspólnej polityki gospodarczej, dlatego akceptujemy nieprzestrzeganie zasad konkurencyjności i pomoc publiczną. To oczywiste, że kolejnym krokiem będzie protekcjonizm.
Z jednej strony twierdzimy, że zasady konkurencji są takie same dla nas wszystkich. Jeśli są takie same dla każdego, to znaczy że nie możemy akceptować pomocy publicznej.
Rządy mówią „OK”, ale to są pieniądze naszych podatników, ponieważ nie mamy w całej Europie takich samych podatków, i dodają: chcemy przez kilka miesięcy naszymi pieniędzmi i ograniczeniem zasad konkurencyjności wspierać nasz własny kraj. Takie działania nie mają końca.
Czy za greckie pieniądze mamy wspierać banki w Turcji, Bułgarii czy Rumunii? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Wiemy, że są one bardzo ważne dla naszych banków, dla banków narodowych, ale czy w czasie, gdy kraj boryka sie z wieloma własnymi problemami, powinniśmy wykorzystywać pieniądze naszych obywateli do wspierania inwestycji w innych państwach?
Dlatego zamiast skłóconych polityków różnych państw, Komisja Europejska powinna pilnie ustanowić wspólną listę działań antykryzysowych. Dotyczy to zarówno gospodarki, jak i konkurencji i priorytetów społecznych. (tmw)



