W skrócie:
Pod hasłem „Europa bez barier" Czechy przejmują 1 stycznia 2009 roku sześciomiesięczne, rotacyjne przewodnictwo w Unii Europejskiej. Czesi będą musieli sobie radzić nie tylko ze skomplikowaną materią wspólnotową, ale również z problemem ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego w swoim parlamencie – zwraca uwagę portal EurActiv.com.

„Czechy są przygotowane" - oświadczył czeski premier Mirek Topolanek, który przejmuje obowiązki służbowe od dotychczasowego szefa Rady UE Nicolasa Sarkozy'ego.

W czasie nadchodzącego półrocza planowanych jest wiele ważnych  wydarzeń, m.in. inauguracja Baraka Obamy jako 44 prezydenta Stanów Zjednoczonych (20 stycznia). W kwietniu w Pradze ma odbyć się szczyt poświęcony Partnerstwu Wschodniemu z udziałem 27 państw członkowskich Unii oraz Ukrainy, Mołdawii, Białorusi, a także Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu, a 1 maja przypada piąta rocznica rozszerzenia UE o 10 nowych państw członkowskich (w tym także o Czechy i Polskę).

Przewidziane są też dwa szczyty UE w Brukseli: 19-20 marca i 18-20 czerwca. Ponadto planowane są trzy inne szczyty: UE-USA, UE-Rosja oraz UE-Bałkany. Jednak terminów tych spotkań jeszcze nie wyznaczono.

Deutsche Welle dodaje, że szef czeskiej dyplomacji Karel von Schwarzenberg liczy również bardzo na zorganizowanie szczytu UE-Izrael, ewentualnie z udziałem Palestyńczyków.

Od 1 stycznia do 30 czerwca Czechy będą miały obowiązek organizować i przewodniczyć unijnym szczytom i obradom ministrów państw członkowskich Unii.

Priorytety czeskiej prezydencji przedstawił w połowie listopada premier Mirek Topolanek, jako „trzy e": ekonomia, energetyka i stosunki zewnętrzne (ang.: economy, energy and external relations).

Ambicją Czech w dziedzinie stosunków zewnętrznych jest – jak można przeczytać na internetowej stronie czeskiej prezydencji – zwiększenie konkurencyjności Europy i wzmocnienie zaufania do rynku nie tylko konsumentów, ale również małych i średnich przedsiębiorstw.

Według słów Topolanka przytaczanych na tej stronie, czeski rząd zamierza ponadto „rozsądnie i efektywnie" stawić czoła kryzysowi finansowemu, żeby umożliwić w ten sposób dalszą reformę budżetu UE i unijnych polityk – zwłaszcza Wspólnej Polityki Rolnej – oraz  przeciwdziałanie bezrobociu.

Przy różnych okazjach wysocy przedstawiciele Czech podkreślali także, że Pradze zależy na doprowadzeniu do zniesienia wszystkich barier, jakie wciąż jeszcze ograniczają obywateli nowych państw członkowskich na unijnym rynku pracy.

W kwestii energetyki, Czechy bardzo wyraźnie opowiadają się za wspólną strategią na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego i – bardziej ogólnie – za wspólną polityką energetyczną UE.

„Jesteśmy przekonani, że najważniejszą rzeczą dla przyszłości i bezpieczeństwa Unii Europejskiej jest wspólna polityka energetyczna i mówienie jednym głosem w negocjacjach dotyczących zaopatrzenia w energię" – oświadczył Topolanek.

W stosunkach zewnętrznych Unii prezydencja kładzie główny nacisk na „nowe otwarcie" w stosunkach UE-USA po objęciu urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Baraka Obamę. Czesi zamierzają wykorzystać wybór nowego amerykańskiego prezydenta do – jak pisze EurActiv.com - budowy doskonałych relacji UE-USA i wprowadzenia Wspólnoty „w nową erę bardziej zrównoważonego i wielostronnego podejścia do globalnych wyzwań".

Według Deutsche Welle, ze szczególną uwagą Czechy będą obserwowały stanowisko Obamy wobec zainstalowania w Europie środkowej elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej.

EurActiv zwraca natomiast  uwagę, że Topolanek nie umieścił rozszerzenia Unii Europejskiej jako „czwartego e" (po angielsku „enlargement"). Jednak,  jak podkreślił czeski premier zapowiadając w tym półroczu szczyt UE-Bałkany,  „równie silnym priorytetem jest dla nas jest otwartość i dalsze  rozszerzenie UE". Czechom zależy na wyraźnym postępie krajów Zachodnich Bałkanów, zwłaszcza Chorwacji, na drodze do członkostwa w UE. Są jednak świadomi bardziej ostrożnego podejścia starych członków Wspólnoty w tej kwestii.

Czesi zapowiadają, że obchody piątej rocznicy rozszerzenia z 2004 roku, będą najważniejszym punktem czeskiego przewodnictwa.  Praga, a faktycznie cała Unia,  chce przy tej okazji przekazać przesłanie, że ostatnie rozszerzenie UE - niekiedy określane jako ponowne zjednoczenie Europy - było ważnym historycznym sukcesem.

W ocenie Deutsche Welle, Czesi zamierzają zrealizować ogromny program. Mimo że liczą się z  twardymi rokowaniami, chcą m.in. nakłonić europejskich przywódców do kompromisu w kwestiach, w których już widać duże różnice między narodowymi interesami poszczególnych krajów członkowskich UE.

Wicepremier Vondra podkreśla, że ważna jest zwłaszcza polityka gospodarcza, w której chodzi przede wszystkim o wspólne  przeciwdziałanie skutkom globalnego kryzysu. „W dziedzinie gospodarki należy wykonać trzy główne zadania: po pierwsze, musimy rozwiązać problemy związane z kryzysem finansowym, po drugie – zainicjować europejski plan umacniania gospodarki I po trzecie – prowadzić dyskusję na temat zreformowania światowego systemu finansowego" – cytuje Deutsche Welle słowa czeskiego wicepremiera i ministra ds. europejskich.

EurActiv.com podkreśla natomiast jako znaczący fakt, że przedstawiając priorytety prezydencji, Topolanek nie wspomniał o stosunkach UE-Rosja. Czechy należą bowiem do tych krajów, które mają tendencję do postrzegania letniego kryzysu wokół Gruzji, jako przykładu rosyjskiej agresji. Podobnie oceniają ten konflikt Polska, Estonia Litwa, Łotwa, Szwecja i Wielka Brytania.

Jednak Deutsche Welle przywołuje wypowiedź wicepremiera Vondry, który zapowiada prowadzenie rozmów z Moskwą. „Będziemy kontynuowali wznowione rokowania z Rosją i wychodzimy z założenia, że ustalone zostaną szczegóły planów partnerstwa UE z Europą Wschodnią"– podkreśla Vondra.

Wobec niepokoju, czy drugi (po Słowenii) nieduży, nowy kraj członkowski UE poradzi sobie z prezydencją, unijni urzędnicy  przestrzegają  przed dramatyzowaniem  sytuacji. Bruksela przypomina, że  Czechy – tak, jak każdy inny kraj przejmujący przewodnictwo we Wspólnocie – nie będzie „pisał programu na pustej kartce", a przejmie dorobek programowy „prezydenckiego trio": Francji, Czech i Szwecji.

„Unijne trio" kraje UE zdecydowały się wprowadzić wiosną 2006 roku. Dzięki temu plan unijnych działań  obejmuje nie pół, a półtora roku, a w jego przygotowaniu i realizacji wykorzystuje się doświadczenie nie jednego, a trzech różnych państw członkowskich. Pierwszy z 18-miesięcznych programów przygotowały wspólnie Niemcy, Portugalia i Słowenia.  Drugie "trio" stanowią: kończąca właśnie swoje przewodnictwo Francja, Czechy, które przejmują pałeczkę od 1 stycznia 2009 oraz Szwecja, a trzecim będą Hiszpania, Belgia i Węgry.

Premier Donald Tusk zapowiedział, że Polska będzie wspomagała Czechy, które - jako pierwszy kraj naszego regionu obejmie przewodnictwo w Unii Europejskiej. "Bardzo nam zależy, aby prezydencja czeska była prezydencją silną nie tylko dlatego, że jest to nasz sąsiad, nasz bliski przyjaciel, ale jest to kraj nowy, drugi z nowych, który prezydencję będzie prowadził i z całą pewnością doświadczenia najpierw słoweńskie, a następnie czeskie będą dla nas bardzo przydatnymi" - przekonywał Tusk. Według „Gazety Wyborczej" premier podkreślił także, że prezydencja Czech, jak i wcześniejsza - Słowenii, będzie dla Polski "bardzo cennym doświadczeniem".

Tym nie mniej wiele zachowań eurosceptycznego prezydenta Czech Vaclava Klausa (np. ostatnia wizyta w Irlandii, gdzie spotkał się z Declanem Galeny`em i innymi eurosceptykami w UE) budzi w Brukseli wątpliwości czy Czechy będą w stanie przewodzić Unii. EurActiv zwraca jednak uwagę, że polityczna władza prezydenta jest w Czechach dość ograniczona i działania Klausa nie powinny mieć znaczącego wpływu na plany Pragi i Brukseli.

Inne wątpliwości budzi sytuacja polityczna w Czechach po ostatnich wyborach w tym kraju. W ich wyniku rząd w Pradze (złożony z  Obywatelskiej Partii Demokratycznej ODS, chadeków  KDU-CSL i zielonych  SZ) został poważnie osłabiony i stracił większość w parlamencie. Mimo to, od objęcia władzy w zeszłym roku, gabinetowi premiera Topolanka udało się przetrwać aż cztery głosowania votum nieufności.

Wobec tylu wątpliwości kierowanych pod adresem Czech, a jednocześnie wielu ważnych i pilnych zadań stojących przed UE,  jeden z niemieckich europarlamentarzystów wpadł na pomysł, żeby Czechy zamieniły się na prezydencje ze Szwecją. „Szczerze, mam poważne wątpliwości, czy Czesi będą w stanie rozwiązać swoje problemy w nadchodzących tygodniach" – powiedział EurActiv.com konserwatysta Ingo Friedrich. Jego sugestię natychmiast odrzuciły jednak obie zainteresowane strony.

Bardzo aktywnych Francuzów podejrzewano natomiast o próbę zachowania wiodącej roli w Unii nawet po zakończeniu własnego przewodnictwa. Według mediów, Francja sugerowała, że zamierza kontynuować taką rolę co najmniej w niedawno utworzonej Unii Śródziemnomorskiej. Bardziej oficjalnie prezydent Sarkozy zapowiadał, że kontynuacja może być konieczna w związku z kryzysem w Gruzji.

Sam Topolanek powiedział jednak w rozmowie z „Gazetą Wyborczą", że wierzy w sukces czeskiego przewodnictwa. Jego zdaniem, sukcesem będą przede wszystkim dobrze przeprowadzone spotkania na wszystkich szczeblach - od grup roboczych, przez negocjacje ministerialne, aż po szczyty Unii. „Od ich przebiegu zależy, czy kraje członkowskie porozumieją się co do wspólnej polityki i posuną Unię do przodu" – powiedział. Podkreślił też, że doświadczenia Francji i innych krajów wskazują, że trzeba się liczyć „z wymuszonymi zmianami planu" wynikającymi z globalnych wstrząsów, wojennych konfliktów, czy katastrof. „Sukcesem dla mnie będzie więc także umiejętność reagowania na nieprzewidziane wydarzenia. Jeśli jednak Czesi coś umieją, to z pewnością improwizować" – podkreślił premier Czech. (bea)

© EurActiv 2003-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.