W skrócie:
Premier Belgii Herman Van Rompuy i unijna komisarz ds. handlu Catherine Ashton mają wiele wspólnego: nikt ich nie zna, nikt nie uważa za polityków wielkiego formatu, nikt nie ogłasza, że ich wybór jest przełomem w funkcjonowaniu UE – zauważa Deutsche Welle na swojej stronie internetowej komentując wybór „prezydenta” Unii Europejskiej i szefowej unijnej dyplomacji.
Zgromadzeni na szczycie przywódcy państw członkowskich (jednogłośnie i w zaskakująco krótkim czasie) wybrali w piątek 62-letniego Belga, chrześcijańskiego demokratę na pierwszego stałego przewodniczącego Rady Europejskiej, a 53-letnią brytyjską baronessę, członkinię Partii Pracy (która od połowy listopada jest komisarz UE ds. handlu) na szefową unijnej dyplomacji i – jednocześnie – wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej.
„W następnych miesiącach i latach mam zamiar pokazać, że jestem najlepszą osobą do tej pracy” – cytuje „DW” wypowiedź Catherine Ashton w wywiadzie dla radia BBC4. „Mam nadzieję, że moje konkretne umiejętności pokażą na koniec, że jestem najlepszym wyborem” – dodała.
Nowy przewodniczący Rady Europejskiej Van Rompuy zwrócił uwagę, że sam nie ubiegał się o ten urząd. „Jednak dziś obejmuję go z przekonaniem” – cytuje jego słowa KE w komunikacie.
Te dwa nowe stanowiska, ustanowiono na mocy przyjętego niedawno Traktatu Lizbońskiego, który ma wzmocnić pozycję UE na arenie międzynarodowej i usprawnić proces podejmowania decyzji.
Stały przewodniczący Rady Europejskiej, wybierany na dwa i pół roku, zastąpi system rotacyjnego przewodnictwa w Radzie, zgodnie z którym jedno z państw członkowskich przewodniczyło najważniejszym spotkaniom UE przez sześć miesięcy. Van Rompuy będzie m.in. przewodniczył ważnym spotkaniom Rady, reprezentował Unię na arenie międzynarodowej i Radę w kontaktach z innymi instytucjami UE.
Z kolei Catherine Ashton będzie inicjować działania w dziedzinie polityki obronnej i bezpieczeństwa. Ma też utworzyć sieć dyplomatów z całego świata, którzy będą stanowić unijny korpus dyplomatyczny. Jej urząd stanowi połączenie dwóch dotychczasowych stanowisk: wysokiego przedstawiciela ds. wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz komisarza ds. stosunków zewnętrznych.
W ocenie szefa Komisji Europejskiej José Manuela Barroso, "nie mogło być lepszego wyboru".
Jako pierwszy na wybór unijnych przywódców zareagowały Stany Zjednoczone. "Dwa nowe stanowiska i zmiany, jakie nastąpią po 1 grudnia, gdy w życie wejdzie traktat z Lizbony, jeszcze bardziej wzmocnią pozycję UE jako partnera USA" – napisał prezydent Barack Obama, którego cytuje Przedstawicielstwo KE w Polsce na swojej stronie internetowej.
Jednak już ekspert ds. Europy w waszyngtońskim Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) Reginald Dale w swoim komentarzu wyraził nieco odmienną opinię. „Góra urodziła mysz” – cytuje jego słowa wprost24. Amerykański ekspert był zaskoczony, że po tylu latach prób zreformowania UE wybrała „dwoje ludzi, o których nikt na świecie nie słyszał”.
Premier Chin, Wen Jiabao uznał natomiast ten wybór jako „kolejny ważny etap na drodze do integracji europejskiej”. ”Popieramy integrację europejską, ponieważ jesteśmy za światem zróżnicowanym i wielobiegunowym” – przywołuje jego słowa Detsche Welle.
„DW” zwraca też uwagę, że Moskwa gratulowała Unii na znacznie niższym szczeblu, bo ministra spraw zagranicznych. Siergiej Ławrow zadeklarował, że cieszy się z wejścia w życie Traktatu z Lizbony i dodał: "Chcemy współpracować z nowymi osobami w kierownictwie UE. Jestem przekonany, że Herman Van Rompuy utrzyma kurs na rozwój partnerstwa strategicznego z Federacją Rosyjską".
Według portalu niemieckiego radia, Niemcy są tym wyborem zdegustowani. Dziennik „Die Welt” w internetowym wydaniu zatytułował swój artykuł „Pan i Pani Nikt nie są najlepszym wyborem”. „Po wyborze Lady Ashton i pana Rompuy Europa nadal nie ma jednego numeru telefonu. Przy prawdziwych kryzysach światowi gracze wciąż będą dzwonić, tam gdzie dzwonili zawsze: do Londynu, Berlina i Paryża” – przewiduje gazeta.
Podobnie zareagował „Der Spiegel” tytułując swój artykuł: „Europa stawia na Nobodys”. „Przywódcy państw UE odetchnęli z ulgą: Unia ma teraz prezydenta i ministra spraw zagranicznych. Lecz to nie powód do dumy. UE znów zmarnowała szansę, by błyszczeć na scenie światowej” – napisał dziennik.
Kolejna niemiecka gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” kończy swój tekst pytaniem: „Czy nowowybrani mogą uosabiać przełom, który obiecywali rządzący, gdy bronili reformy UE wbrew krytyce i letargowi w państwach członkowskich?”.
„DW” podaje również informację o wynikach ulicznej sondy niemieckiej telewizji informacyjnej n-tv. Okazało się, że żaden z pytanych przechodniów nie rozpoznał na przedstawianych im zdjęciach ani Rompuya, ani Ashton. „To najlepszy dowód na to, że nawet w kraju, który jest motorem europejskiej integracji, i którego kanclerz poparła nowego szefa Rady Europejskiej, niewielu wie, kim są nowe oblicza Europy” konkluduje niemieckie radio na swojej stronie internetowej.
Jak pisze wprost.24, największy szwedzki dziennik "Dagens Nyheter" porównał wybór Van Rompuya do papieskiego konklawe. W opinii tej gazety, nieznany nawet w Europie Belg „bardziej sprawdziłby się jako watykański polityk niż jako unijny przywódca”. "Herman Van Rompuy jest tak nudny, że aż zegary stają" – cytuje za PAP redakcyjny komentarz szwedzkiej gazety.
Według tego samego portalu, w podobnie krytycznym tonie zareagowała włoska prasa. „Zdrada Traktatu Lizbońskiego, +pan i pani Nikt+ na czele Unii, +samobójcza droga+ przywódców UE, to stwierdzenia podsumowujące personalne decyzje unijnego szczytu, które portal cytuje za PAP.
Natomiast Adam Jasser z demosEuropa-Centrum Strategii Europejskiej apeluje, by dać szanse nowym przywódcom Unii. „Obydwojgu powinniśmy dać szansę, aby pokazali, co potrafią, zamiast z góry spisywać ich na straty i określać jako marne substytuty gwiazd typu Tony Blair czy Carl Bilet” – napisał w komentarzu dostepnym na stronie internetowej think-tanku. „Przy odrobinie szczęścia może się jeszcze okazać, że nie brak im charyzmy” - dodał.
W ocenie Jassera, „lament nad tym, że Unia Europejska sama zepchnęła się na margines polityki światowej wybierając stosunkowo mało znanych polityków na nowe unijne stanowiska, jest najprawdopodobniej nieuzasadniony, a z całą pewnością przedwczesny”. Podkreślił też, że dla przyszłości Unii większe znaczenie będą miały umiejętności Van Rompuya i Ashton, niż to, czy świat zna ich twarze. (bea)
