W skrócie:
Unia Europejska czeka jeszcze tylko na podpisy prezydentów Czech i Polski pod dokumentami ratyfikacyjnymi Traktatu Lizbońskiego. Irlandczycy bowiem opowiedzieli się już za tym Traktatem w zeszłotygodniowym referendum.

UE na globie-widok z satelity

W ocenie analityków, na których powołują się media, podpis Lecha Kaczyńskiego pod Traktatem jest już przesądzony, bo wielokrotnie zapowiadał, że złoży go po zaakceptowaniu tego dokumentu przez Irlandczyków.

"Dziennik Gazeta Prawna" ustalił nawet precyzyjny termin tego wydarzenia: środa 7 października, po powrocie z oficjalnej wizyty w Rumunii. Gazeta zapowiada także, że wcześniej marszałek Sejmu przedstawi na posiedzeniach prezydium i Konwencie Seniorów gotowy projekt ustawy kompetencyjnej. Przypomina przy tym, że ponad rok temu w Juracie prezydent i premier Donald Tusk zawarli porozumienie, zgodnie z którym podpis prezydenta został uzależniony od przyjęcia nowej ustawy kompetencyjnej, określającej m.in. kto i w jaki sposób reprezentuje Polskę za granicą.

Trudniejsza sytuacja jest w przypadku zdecydowanego eurosceptyka Vaclava Klausa. Czeka on bowiem na powtórne orzeczenie czeskiego trybunału konstytucyjnego, do którego ponownie odesłali ten dokument senatorowie, reprezentujących głównie prawicową Obywatelską Partię Demokratyczną (ODS).

Tym razem domagają się oni zbadania konstytucyjności całego Traktatu, bo jesienią ubiegłego roku Trybunał, również z inicjatywy Senatu, zajął się najbardziej kontrowersyjnymi fragmentami unijnego dokumentu i nie znalazł w nich sprzeczności z ustawą zasadniczą.

Tymczasem z sondażu Centrum Analiz i Badań Empirycznych (SANEP) - którego rezultaty podała, za PAP,  gazeta.pl. - wynika, że większość Czechów (44 proc.) chce, żeby Klaus podpisał Traktat Lizboński "natychmiast". Stanowisko prezydenta w tej sprawie poparło 37 proc. ankietowanych, a 19 proc. nie miało zdania w tej sprawie. Zwolennicy jak najszybszego zakończenia procesu ratyfikacyjnego są zdania, że odwlekanie podpisania tego dokumentu  szkodzi wizerunkowi ich kraju.

Sondaż, którego wyniki podała we wtorek czeska prasa, wykazał również, że gdyby rozpisano referendum, 53 proc. Czechów opowiedziałoby się za Traktatem. Zdecydowana większość respondentów - 63 proc. - wyraziła też zadowolenie z przystąpienia ich kraju do UE.

Natomiast brytyjscy konserwatyści apelują do czeskiego prezydenta, żeby nie podpisywał nowego Traktatu UE.  Zebrani na dorocznym zjeździe członkowie opozycyjnej partii torysów zbierają podpisy pod specjalną petycją. W oficjalnym stanowisku partii zapowiadają rozpisanie w Wielkiej Brytanii referendum, o ile zdążą przejąć tam władzę zanim wszystkie państwa członkowskie UE przyjmą Traktat.

Gazeta.pl informuje – powołując się na wtorkowe wydanie  "Guardiana" – że jeśli nie zdążą, to  „hipotetyczny rząd torysów przystąpi do akcji mającej na celu odebranie Brukseli niektórych uprawnień, m.in. dotyczących polityki socjalnej i zatrudnienia”. Będzie chciał także większego zakresu uprawnień dla rządów narodowych (kosztem Brukseli) w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości i polityki wewnętrznej. Kwestie te w Traktacie Lizbońskim nie podlegają narodowemu wetu.

Wybory w Wielkiej Brytanii mają się odbyć w maju przyszłego roku, a sondaże dają konserwatystom przewagę 12-15 punktów procentowych. (bea)

 

© EurActiv 2003-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.