W skrócie:
Unia Europejska wstrzymuje oddech przed irlandzkim referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, bo jego przeciwnicy uzyskali przewagę nad zwolennikami. Jeśli do przyszłego tygodnia nic się nie zmieni, to piątek 13 czerwca - kiedy zostaną ogłoszone oficjalne wyniki głosowania - może okazać się dniem, w którym Unia pogrąży się w egzystencjalnym kryzysie.
Opozycja wobec traktatu co najmniej podwoiła swoje szeregi: w minionych trzech tygodniach wzrosła z 17 proc. do 35 proc. - podał czwartkowy Irish Times wyniki badania TNS/MRBI.
Tymczasem poparcie dla tego dokumentu, który ma zastąpić unijną konstytucję (odrzuconą trzy lata temu we Francji i Holandii), spadło w tym samym okresie o 5 pkt. procentowych i wynosi 30 proc. Niezdecydowanych jest 28 proc., a 7 proc. obywateli Irlandii deklaruje brak zainteresowania udziałem w planowanym na 12 czerwca referendum.
Żeby uzyskać poparcie tych niezdecydowanych, rząd prowadzi narodowa kampanię na rzecz ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Natomiast unijne instytucje wstrzymały ze swej strony dyskusje na „wrażliwe” dla Irlandii tematy, takie jak podatki, reforma Wspólnej Polityki Rolnej czy polityki bezpieczeństwa. Chodzi o to, żeby uniknąć ich negatywnego wpływu na głosujących Irlandczyków, takiego, jaki na Francuzów i Holendrów wywarł w 2005 roku spór wokół dyrektywy usługowej (tzw. dyrektywy Bolkesteina).
Irlandia jest jedynym krajem UE, którego konstytucja wymaga przeprowadzenia ogólnonarodowego referendum w sprawie ratyfikacji unijnych traktatów. W pozostałych krajach członkowskich ratyfikacja Traktatu z Lizbony prowadzona jest w trybie parlamentarnym i nie przewiduje się tam - być może z wyjątkiem Wielkiej Brytanii - większych kłopotów. Mimo, że trwa tam już procedura ratyfikacyjna, to brytyjski sąd najwyższy ma rozstrzygnąć (na posiedzeniu 9 i10 czerwca) czy rząd nie powinien jednak rozpisać referendum w tej sprawie (decyzję o ratyfikacji drogą parlamentarną zaskarżył konserwatywny milioner Stuart Wheeler).
Unijni przywódcy konsekwentnie zaprzeczają, by istniał jakikolwiek plan B, w przypadku odrzucenia nowego traktatu UE w irlandzkim referendum. Jednak rząd Czech, które przejmują po Francji unijną prezydencję, przygotowały na pierwszą połowę przyszłego roku dwa warianty: jeden w razie odrzucenia Traktatu z Lizbony i drugi, zakładający jego przyjęcie.(b)
Źródło: EurActiv.com.
