W skrócie:
Polityczna burza wokół ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.

Polityczna burza wokół ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego trwa w najlepsze. Co gorsza szans na kompromis pomiędzy dwiema stronami sporu nie widać. Coraz bardziej prawdopodobnym rozwiązaniem wydaje się ogólnonarodowe referendum.

 

Po wcześniejszej decyzji Sejmu, który postanowił, że o losach ratyfikacji traktatu zadecyduje parlament, wydawało się, że z uchwaleniem odpowiedniej ustawy nie będzie większych problemów. Ratyfikację traktatu reformującego Unią Europejską popierała koalicja rządowa oraz „Lewica i Demokraci”. Trudno było przypuszczać, że największą przeszkodę stanowić będą politycy „Prawa i Sprawiedliwości” (PiS) oraz sam prezydent Lech Kaczyński, którzy jeszcze kilka miesięcy temu wynegocjowane przez siebie postanowienia wychwalali wszem i wobec jako swój wyjątkowy sukces.

 

PiS domaga się uzupełnienia rządowego projektu ustawy ratyfikacyjnej o preambułę swego autorstwa. Zapisałoby w niej m.in., że polska konstytucja jest najwyższym prawem w RP, a Traktat nie daje podstaw do tego, by w ramach UE były podejmowane "jakiekolwiek działania uszczuplające suwerenność" państw członkowskich. Wszystkie pozostałe kluby parlamentarne odrzuciły tę propozycje jako niezgodną z konstytucją. Platforma Obywatelska (PO) jako kompromisowe rozwiązanie zaproponowała zawarcie dużej części treści preambuły w osobnej uchwale, która przyjąłby Sejm. PiS odrzuciło ofertę uchwały, jako prawnie nieobowiązującej. W spór włączył się prezydent, który skierował do Sejmu własny projekt ustawy ratyfikacyjnej.

 

Koalicji rządowej i LiD brakuje do wymaganej prawem większości 14 głosów. Zwolennicy przyjęcia ustawy ratyfikacyjnej w wersji rządowej liczą na ewentualne poparcie projektu  przez grupę posłów PiS, którzy zagłosowaliby wbrew dyscyplinie partyjnej zarządzonej przez szefa partii Jarosława Kaczyńskiego. Wole głosowania za ratyfikacja ogłosił publicznie były minister zdrowia Zbigniew Religa. Według „Wprost” grono potencjalnych secesjonistów (za głosowanie niezgodne z linia partii grozi usunięcie z jej szeregów) jest znacznie szersze. Sęk w tym, że zgodnie ze swoją zapowiedzią prezydent w takim wypadku jest skłonny odmówić podpisania traktatu. Konstytucjonaliści są podzieleni w kwestii, czy takie zachowanie byłoby niezgodne z prawem. Niektórzy posłowie PO jednak już zagrozili Lechowi Kaczyńskiemu postawieniem przed Trybunałem Stanu i rozpoczęciem procedury impeachmentu.

 

Wyjściem alternatywnym pozostaje powrót do idei referendum, w którym zgodnie z sondażami wygrana zwolenników ratyfikacji wydaje się być pewna. Odmowa podpisania traktatu stanowiłaby w takim wypadku sprzeciwienie się woli narodu, czyli najwyższego suwerena. W tej kwestii zdecydowana większość specjalistów prawa konstytucyjnego twierdzi, że prezydent będzie wówczas zmuszony do ratyfikacji traktatu.

 

Problemem pozostaje jednak frekwencja. Aby wynik referendum był prawnie wiążący w głosowaniu musi wziąć udział ponad 50 proc. uprawnionych. Aby to osiągnąć PO planuje zmienić ustawę o referendach. Zgodnie z proponowanymi zmianami głosowanie trwałoby dwa dni (niedziela i poniedziałek) a do spisu wyborców można będzie się dopisac przez Internet.

© EurActiv 2003-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.