W skrócie:
Rumunię czeka czas trudnych negocjacji politycznych, ponieważ żadna z partii nie wyszła z niedzielnych wyborów parlamentarnych jako jednoznaczny zwycięzca.

Jeszcze w niedzielę wieczorem z sondaży z lokali wyborczych wynikało, że w wyborach zwyciężyli socjaldemokraci z 36,2 proc. głosów przed Partią Demokratyczno-Liberalną prezydenta Traiana Basescu, która miała zebrać tylko 30,5 proc.

Po przeliczeniu 71 procent oddanych głosów ogłoszono jednak, że Partia Demokratyczno-Liberalna (PD-L) ma 34 proc. poparcia, a postkomunistyczna Partia Socjaldemokratyczna (PSD) - 33 proc.

Rządząca obecnie Partia Narodowo-Liberalna (PNL) premiera Calina Popescu-Tariceanu zdobyła 18 proc. głosów, a Demokratyczny Związek Węgrów w Rumunii (UDMR) – 6 proc. Po raz pierwszy od 1996 roku do parlamentu nie wejdzie nacjonalistyczna Partia Wielkiej Rumunii, która  w 2000 roku zdobyła 20 proc. głosów i była drugą co do wielkości siłą polityczną w rumuńskim parlamencie. Tm razem nie udało jej się nawet przekroczyć 5-procentowego progu wyborczego.

Oficjalne wyniki wyborów mają zostać opublikowane 6 grudnia. Posłowie będą miały wówczas 10 dni na zwołanie parlamentu i kolejne 10 dni na nominowanie premiera.

Ponieważ żadna z partii nie zdobyła większości, prezydent zgodnie z konstytucją będzie miał prawo odrzucić zaproponowanego kandydata. Basescu nie zaakceptuje z pewnością ani przewodniczącego PSD Mircei Geoany ani szefa PNL Calina Popescu Tariceanu, z którym jest głęboko skonfliktowany. Basescu zamierza doprowadzi do tego, by fotel szefa rządu objął polityk PD-L Teodor Stolojan.

Według analityków prawdopodobieństwo zawarcia koalicji przez PSD i PNL wynosi 35 proc., podczas gdy szanse na powtórzenie koalicji PDL i PNL - 30 proc., a powołanie koalicji PSD i PD-L - 20 proc.

Frekwencja w wyborach w Rumunii wyniosła zaledwie 39,5 proc. i była najniższa od 1989 roku.  (tmw)

© EurActiv 2003-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.