W skrócie:
W czwartek wieczorem rozpoczął się w Brukseli nieformalny szczyt Unii Europejskiej, w czasie którego szefowie państw i rządów mają uzgodnić wspólne stanowisko na przyszłotygodniowy szczyt G20 w Pittsburgu – podał onet.pl za PAP.
Jednym z najpoważniejszych problemów jest ustalenie limitów premii dla menedżerów banków. Państwa Unii opowiadają się bowiem za ograniczeniem wypłat prezesom czy członkom zarządów banków, natomiast Waszyngton sygnalizował, że nie zaakceptuje zapisów określających maksymalną wysokość premii. Według Deutsche Welle premier Luksemburga Jean-Claude Juncker opowiedział się nawet za tym, żeby „w razie konieczności” UE podjęła w tej kwestii decyzje na własną rękę.
Premier Szwecji Fredrik Reinfeldt, którego cytuje PAP, wyraził przed rozpoczęciem obrad przekonanie, że unijnym przywódcom uda się „wypracować jeden, wspólny język na rozmowy G20". "Potrzebujemy wyznaczenia górnego pułapu premii. Mam nadzieję, że będziemy mieć dzisiaj europejskie porozumienie w tej sprawie. Oczywiście wiemy, że USA są przeciwko temu pomysłowi" - powiedział.
Zgodnie z projektem deklaracji, na szczycie wydana zostanie zgoda, by MFW odgrywał "kluczową rolę" w światowej gospodarce, a unijna składka na środki MFW potrzebne krajom, które kryzys wpędził w tarapaty finansowe, wzrosła o jedną trzecią do 125 mld euro.
Ma być też mowa o koordynacji działań prowadzących do przezwyciężenia światowego kryzysu gospodarczego i o finansowaniu przeciwdziałania zmianom klimatycznym. "Negocjacje posuwają się zbyt wolno - powiedział Reinfeldt. - Czas, aby światowi przywódcy się obudzili. Naprawdę potrzebujemy teraz od nich działania".
Przewiduje się również, że czwartkowe wieczorne spotkanie będzie okazją do rozmów o obsadzie unijnych stanowisk po wejściu w życie Traktatu z Lizbony (o ile 2. października Irlandczycy powiedzą „tak” w powtórnym referendum ratyfikacyjnym) i o składzie przyszłej Komisji Europejskiej, którą będzie kierował - zatwierdzony w środę przez Parlament Europejski na drugą kadencję - Jose Manuela Barroso.
Gazeta.pl podała za PAP, że premier Donald Tusk potwierdził przed odlotem na unijny szczyt to, o czym media elektroniczne informowały od rana: USA zrezygnowały z instalacji tarczy antyrakietowej. Powiedział też, że rozmawiał w czwartek z prezydentem Barackiem Obamą, a z tej rozmowy wynika, że po zmianie decyzji ws. tarczy Polska "ma szansę uzyskać dość ekskluzywną pozycję". Tusk nie chciał jednak podać szczegółów zanim Waszyngton nie przedstawi oficjalnego stanowiska w tej sprawie.
Portal podał też za agencją Reutera, która - powołując się na przedstawiciela ministerstwa obrony USA – poinformowała w czwartek, że Stany Zjednoczone postanowiły zreorganizować swój program obrony antyrakietowej w Europie. Chcą zrezygnować z dużego stacjonarnego systemu na rzecz takiego, który będzie w stanie sprawniej walczyć z zagrożeniem ze strony irańskich rakiet krótkiego i średniego zasięgu. (bea)
