W skrócie:
Agitacja w internecie i praca wolontariuszy, to elementy kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, które wzbudziły najwięcej wątpliwości przy ocenie prawidłowości finansowania – wynika z raportu Fundacji Batorego z monitoringu finansowania zeszłorocznej kampanii wyborczej do PE.
W ramach projektu Fundacji Batorego, trwającego od lutego zeszłego roku, monitorowana była kampania przedwyborcza kandydatów do PE. Zbadano kampanię pięciu głównych komitetów wyborczych i partii: KW Platforma Obywatelska, KW Prawo i Sprawiedliwość, KW Polskie Stronnictwo Ludowe, KKS Sojusz Lewicy Demokratycznej-Unia Pracy oraz KKW PdP-Centrolewica.
W czerwcu gotowe były pierwsze wnioski, które potem zestawiono z analizą sprawozdań finansowych złożonych w październiku przez komitety wyborcze. Obserwatorzy przyglądali się temu, z jakich źródeł jest finansowana kampania i jak wydawane są pieniądze.
Z przedstawione go w piątek raportu wynika, że w porównaniu z poprzednimi kampaniami wyborczymi w Polsce naruszenia nie są rażące, ale jednak są. Najczęstsze, to: wykorzystywanie środków publicznych do finansowania kampanii, nieodpłatne wykorzystywanie na jej potrzeby zasobów partii politycznych, nieoznaczanie - zwłaszcza w kampanii prowadzonej w internecie - materiałów wyborczych i finansowanie kampanii ze źródeł prywatnych - na przykład, przez zaprzyjaźnione z kandydatem podmioty gospodarcze.
Państwowa Komisja Wyborcza potwierdziła tylko część zastrzeżeń fundacji, bo niektóre „miękko” naruszały przepisy, były działaniami na granicy.
W zeszłorocznej kampanii do PE kandydaci w większym stopniu niż dotychczas wykorzystywali internet – zwłaszcza portale regionalne i lokalne. Chętnie też wykorzystywano portale społecznościowe, takie jak Facebook i Nasza-klasa.pl.
Często też zamieszczano reklamy google, przy czym w wielu z nich brakowało informacji o źródle finansowania. Autorzy raportu są zdania, że "przepisy ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego (oraz inne ustawy wyborcze) powinny wreszcie uwzględnić istnienie tego medium i związanych z nim form komunikacji".
W piątkowym spotkaniu uczestniczyli m.in. eurodeputowani PO: prof. Lena Kolarska-Bobińska i Rafał Trzaskowski oraz zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia niektórych projektów ustaw z zakresu prawa wyborczego, Witold Gintowt-Dziewałtowski
Wskazywali oni m.in. na trudność ustalenia granicy między spontanicznym wyrażaniem poparcia dla kandydata przez internautów - np. na blogach, portalach społecznościowych, czy forach - a kampanią wyborczą. Tymczasem internet nie jest uznawany za środek masowego przekazu.
Rafał Trzaskowski, który prowadził swoją - jak przyznał - "trochę nieortodoksyjną" kampanię również za pośrednictwem internetu, podkreślił, że bardzo trudno jest uregulować przepisami aktywność na portalach internetowych. Ostrzegł przed niebezpieczeństwem wprowadzania zbyt ostrych regulacji , które - jego zdaniem - mogą grozić ograniczeniem aktywności obywatelskiej i zamknięciem "dopływu świeżej krwi do polityki".
Uczestnicy spotkania zwracali też uwagę na problem udziału woluntariuszy, ponieważ obowiązujące przepisy ograniczają ich pracę w kampanii wyłącznie do rozklejania plakatów i rozdawania ulotek.
Przeciwko ograniczaniu wolontariatu opowiedziała się w czasie dyskusji prof. Lena Kolarska-Bobińska, zwracając uwagę, że ludzie "bardzo często chcą pomóc", a ograniczanie tego "jest niemożliwe i niemoralne", ponieważ należy promować aktywność w polityce.
Poseł Gintowt-Dziewiałtowski zwrócił uwagę na jeszcze jedną niejasność dotyczącą kampanii: udział "partyjnych celebrytów europejskich" przyjeżdżających na spotkania, którzy formalnie nie są finansowani z budżetów kampanii wyborczej.
