W skrócie:
Negocjacje w Kopenhadze osiągnęły półmetek, ale w poniedziałek zostały – z inicjatywy państw afrykańskich – przerwane na kilka godzin – podały media elektroniczne. Najbiedniejsze kraje domagały się zapewnień, że rozmowy w większym stopniu skupią się na kontynuacji protokołu z Kioto, który – jako jedyny dokument prawnie wiążący - zobowiązuje 37 uprzemysłowionych państw do redukcji emisji gazów cieplarnianych.
Państwa afrykańskie otrzymały wsparcie krajów z grupy G77, skupiającej 130 państw rozwijających się. Według portalu cire.pl, wszystkie te państwa uważały, że uczestnicy szczytu klimatycznego w Kopenhadze bagatelizują znaczenie odnowienia przez państwa uprzemysłowione zobowiązań podjętych w ramach protokołu z Kioto na okres po jego wygaśnięciu w 2012 roku.
Jak podaje portal chronmyklimat.pl, po tygodniu obrad prace prowadzą dwie grupy: grupa robocza ds. protokołu Kioto i grupa robocza ds. współpracy długoterminowej. Pierwsza z nich ma uzgodnić poprawki do protokołu z Kioto, którego pierwszy okres zobowiązań dobiega końca w roku 2012, a druga – ustalić reguły nowego porozumienia, które będzie obejmować wszystkie kraje, w tym Stany Zjednoczone. Na razie obie propozycje zawierają cele redukcji emisji dla krajów uprzemysłowionych, które nie mogą zostać obniżone.
Według portalu chronmyklimat.pl debata nad formą porozumienia, toczy się obecnie w kierunku dwóch prawnie wiążących dokumentów. Ministrowie i głowy państw, którzy przyjadą do Kopenhagi będą musieli do piątku rozwiązać jeszcze wiele problemów.
W propozycji pierwszej grupy roboczej (pracującej nad poprawkami do Kioto) wciąż przewiduje się budzącą kontrowersje energetykę jądrową oraz technologię wychwytywania i składowania dwutlenku węgla (CCS). Ponadto obecna tam definicja lasów nadal obejmuje plantacje i wciąż brak rozwiązania problemu nadwyżki przyznanych uprawnień do emisji (AAUs).
Propozycja drugiej grupy (pracującej nad nowym porozumieniem) nadal ma – zdaniem ekologów - niejasną formę i nie wiadomo, czy będzie tylko decyzją, porozumieniem politycznym, czy prawnie wiążącym traktatem.
Kraje uprzemysłowione nadal nie są skłonne do przyjęcia bardziej ambitnych celów w redukcji emisji gazów cieplarnianych. Najmniejsze ograniczenia deklarują Stany Zjednoczone, Rosja, Nowa Zelandia, Australia i Kanada. Brak ambitnych deklaracji redukcji ze strony tych krajów – zauważają ekolodzy - oznacza, że nawet osiągnięcie ambitnych celów przez pozostałe nie pozwoli uniknąć najgorszych konsekwencji zmian klimatu.
Przypominają też, że z opracowań naukowych wynika, że do roku 2020 w odniesieniu do roku 1990 niezbędne są redukcje o co najmniej 40 proc. Według ostatnich raportów Ecofys i Climate Analitics, dotychczasowe deklaracje państw dają w sumie około 8-12 procentową redukcję i jeśli zobowiązania nie zostaną podwyższone, to poziom gazów cieplarnianych w atmosferze wzrośnie do 800 ppm (parts per million, jednostki na milion), a w rezultacie globalna temperatura podniesie się o 3,5°C.
Tymczasem, jak powiedział przewodniczący grupy G77, Lumumba Da-Ping z Sudanu, „cel 2°C to pewna śmierć dla Afryki i całkowita dewastacja krajów wyspiarskich”. „Pomysł, że teraz zaczniecie od 4 proc., a w 2050 dojdziecie do 50 lub 80 proc., oznacza po prostu, że nie obchodzi was życie ludzi, którzy będą ginąć, zanim nie zaczniecie działać bardziej skutecznie”- przytacza portal chronmyklimat.pl wypowiedź Sudańczyka.
Innym kontrowersyjnym tematem negocjacji kopenhaskich jest właśnie finansowanie ograniczania emisji i adaptacji do skutków zmian klimatu w krajach rozwijających się. Unia Europejska jako pierwsza zadeklarowała przeznaczenie 2,4 mld euro rocznie w ramach tzw. szybkiej ścieżki wsparcia w latach 2010-2012.
Tymczasem kraje rozwijające się, zwłaszcza państwa afrykańskie szacują, że pomoc ta musi wynosić około 195 miliardów dolarów rocznie – połowa powinna zostać przeznaczona na redukcję, a połowa - na działania adaptacyjne do zmieniających się warunków klimatycznych.
Kraje europejskie uważają, że konieczne jest w związku z tym utworzenia nowego mechanizmu finansowania ochrony klimatu w krajach rozwijających się, np. wprowadzenie podatku od międzynarodowych transakcji finansowych.
Dla wielu krajów najbardziej narażonych na skutki zmian klimatu od sukcesu negocjacji zależy ich przetrwanie – podkreślają ekolodzy. (bea)
