W skrócie:
Była minister rozwoju regionalnego, posłanka PiS Grażyna Gęsicka oskarżyła rząd premiera Donalda Tuska o nieudolność w wykorzystywaniu pieniędzy z Unii Europejskiej. Obecna szefowa resortu Elżbieta Bieńkowska broniąc się podkreśliła, że Polska jest na 3. miejscu w UE pod względem wykorzystania unijnej pomocy.
Tymczasem eksperci uspokajają, że potrzebna jest jedynie zmiana przepisów, żeby pieniądze z Unii można było łatwiej i efektywniej wykorzystywać.
Według wyliczeń Gesickiej, rząd wydał zaledwie 0,38 procent środków z unijnych funduszy na lata 2007-2013. Była minister uważa też, rząd nie zrealizuje planów wykorzystania pieniędzy z funduszy na rok 2009. Do końca roku planowano bowiem wydanie 16,8 mld zł, a dotychczas podpisano umowy jedynie na 8,1 mld zł. "Gdyby rząd kontraktował umowy na lata 2007-2013 w takim tempie jak dotąd, to trwałoby to 33 lata " – powiedziała w czasie poniedziałkowej konferencji prasowej Gęsicka.
Natomiast obecna minister Elżbieta Bieńkowska podkreśliła, że z 0,38 proc. wydatkowanych środków, po roku pracy tego rządu Polska jest na trzecim miejscu w Europie. Zapewniła też, że w liczbach bezwzględnych wydaliśmy dotychczas najwięcej w Europie.
„Moja poprzedniczka wiedziała dobrze, że zostawia w szafie wiele trupów, spraw niezałatwionych, których załatwienie nie zajmuje miesiąc czy dwa” – mówiła w odpowiedzi na krytykę Gęsickiej Bieńkowska. Dodała, że rząd Donalda Tuska już wszystkie te zaległości nadrobił. Przypomniała także, że poprzedni rząd po roku funkcjonowania poprzedniej perspektywy finansowej UE (lata 2004-2006) wykorzystał 0,002 proc. dostępnych pieniędzy. „I ja bym w życiu z tego nie robiła zarzutu, ponieważ programy europejskie wyglądają tak, że najtrudniejszy jest początek i koniec” – dodała szefowa resortu.
Zwróciła ponadto uwagę, że gdyby jakiekolwiek fundusze były zagrożone, to KE wysłałaby o tym informację i opinia publiczna już by o tym wiedziała.
Tymczasem uspokajają również eksperci, a kilka ich opinii przytacza na swojej stronie tvn24.
Sławomir Tokarski z gabinetu unijnej komisarz ds. rozwoju regionalnego Danuty Hubner powiedział, że na razie Polska nie ryzykuje utraty pieniędzy z Unii Europejskiej. Dodał, że dotychczas żaden z krajów członkowskich nie przesłał płatności na sumę większą niż ułamek procenta.
Marek Kozak z Uniwersytetu Warszawskiego przypomniał, że unijne pieniądze przeznaczone na lata 2007-2013 trzeba wydać do końca 2015 roku. „Jeżeli przyśpieszy się podpisywanie umów, to powinniśmy zdążyć je wykorzystać” - uważa.
Marcin Chludziński, ekspert z Instytutu Jagiellońskiego i doradca w zakresie funduszy europejskich podkreślił, że fundusze z UE nie znikają, tylko przechodzą na następne lata. „Jednak wydawanie pieniędzy, które się skumulują jest mniej efektywne” - przestrzega.
Jego zdaniem, problemy z dystrybucją unijnych funduszy wynikają ze zbyt skomplikowanych procedur jakie obowiązują w Polsce w ich przydzielaniu.
Również w opinii Marka Kozaka potrzebna jest głęboka reforma przydzielaniu funduszy.
W jego opinii, bez wprowadzenia zmian wszystkie kolejne rządy będą miały podobne problemy. Ekspert zwrócił uwagę, że państwo nie ma zaufania do beneficjentów i traktuje każdego z nich jak potencjalnego oszusta, a ponadto urzędnicy są zbyt ostrożni. „W poprzednich okresie kontraktowania funduszy słyszałem o przypadkach odrzucania wniosków tylko dlatego, że były podpisane długopisem niewłaściwego koloru” - dodał.
Eksperci podkreślają, że skomplikowane procedury ubiegania się o unijne pieniądze nie wynikają z wymogów Unii Europejskiej, ale polskiej administracji. (bea)



