W skrócie:
Polska nie wyklucza weta wobec unijnego mandatu na grudniową konferencję w Kopenhadze ws. przeciwdziałania zmianom klimatycznym – podały media elektroniczne za PAP, która powołuje się na źródła zbliżone do rządu.
Głównym tematem rozpoczynającego się w czwartek po południu, dwudniowego spotkania przywódców unijnych państw i rządów jest właśnie uzgodnienie mandatu UE na kopenhaski szczyt klimatyczny. W czwartek do Brukseli leci zarówno premier Donald Tusk, jak prezydent Lech Kaczyński.
„Na weto jesteśmy przygotowani nie tylko my, ale też inne kraje biedniejsze, w tym Grupa Wyszehradzka (oprócz Polski, także Czechy, Słowacja, Węgry). Obecna propozycja kształtu mandatu jest dla nas nie do przyjęcia” – cytuje te źródła Onet.pl.
Już wcześniej Polska zapowiadała, że będzie walczyć o bardzo konkretne zapisy podziału przeznaczanych na ochronę klimatu obciążeń finansowych między poszczególne kraje członkowskie UE, a zwłaszcza o to, żeby biedniejsze kraje Unii – w tym sama Polska - nie musiały płacić za to więcej niż bogatsze państwa członkowskie.
Według ministra ds. europejskich Mikołaja Dowgielewicza, podstawą do wyliczenia zobowiązań poszczególnych krajów członkowskich powinien być poziom płatności na zewnętrzne zobowiązania Unii Europejskiej (czyli różnica między kwotą wpłacaną na pomoc rozwojową, a udziałem krajowego - np. polskiego - PKB w unijnym PKB), a nie poziom emisji dwutlenku węgla, co proponują bogatsze kraje członkowskie.
„Rozmawiamy o kwotach rzędu 200-300 milionów euro rocznie. Gdyby UE zobowiązała się płacić 8 miliardów euro, polski wkład wyniósłby 231 milionów euro rocznie. To jest ten wariant, który Polska wspiera” – cytuje ministra onet.pl. Wyjaśnił, że dopóki nie wiadomo ile będzie wynosić polska składka do budżetu Unii, nie można podać bardziej konkretnej sumy.
Uzgodniono, że wsparcie UE dla biedniejszych krajów jest konieczne, żeby w Kopenhadze mogło dojść do porozumienia w sprawie tzw. protokołu post-Kioto, czyli redukcji emisji http://temat.onet.pl/co2dwutlenku węgla po roku 2012.
Premier Tusk - który leci do Brukseli już w czwartek rano - powiedział w przeddzień szczytu, że zależy mu na osiągnięciu wspólnego stanowiska przed Kopenhagą, ale również na tym, żeby w tym stanowisku było "precyzyjnie powiedziane kto i jakie ciężary musi ponieść". „Precyzyjnie jakie, czyli wyliczone w gotówce” - uściślił.
„Żeby nie było tak, że do Kopenhagi Unia Europejska pojedzie pełna romantycznych marzeń o ochronie klimatu i na końcu powstanie z tego mechanizm, że takie państwa, jak Polska będą musiały płacić dużo więcej niż niektóre bogate państwa” – przytacza wypowiedź premiera Onet.pl.
Szef polskiego rządu zapewniał, że nie dopuści, by Polska - albo jakikolwiek inny kraj - wyjechała z Brukseli "z poczuciem krzywdy (...) tylko dlatego, że jest państwem nie tak zamożnym, jak te największe, najbogatsze państwa UE".
Możliwe, że tematem najbliższego szczytu UE będzie również wstępny skład nowej KE. Polskim kandydatem na komisarza jest Janusz Lewandowski, a polski rząd chciałby, żeby odpowiadał on za unijny budżet.
Wśród kandydatów na przewodniczącego Rady Europejskiej – to nowa funkcja, którą wprowadza traktat Lizboński – wymieniany jest premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, premier Holandii Jan Peter Balkenende, premier Luksemburga Jean-Claude Juncker, były premier Finlandii Paavo Lipponen i była prezydent Irlandii Mary Robinson.
Natomiast wśród kandydatów na drugie nowe stanowisko - wysokiego przedstawiciela UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa - pojawiają się nazwiska szefa dyplomacji Wielkiej Brytanii Davida Milibanda, Szwecji - Carla Bildta, byłego sekretarza NATO Jaapa de Hoop Scheffera i fińskiego komisarza ds. rozszerzenia Olli Rehna.
Innym tematem czwartkowo-piątkowego spotkania ma być nowa architektura nadzoru finansowego.
Donald Tusk leci do Brukseli w czwartek wcześnie rano, bo jeszcze przed unijnym szczytem ma spotkać się w sprawie kosztów ochrony klimatu z przywódcami krajów Grupy Wyszehradzkiej, a także Bułgarii, Rumunii, Łotwy, Litwy i Słowenii. Ponadto spotka się z politykami Europejskiej Partii Ludowej. Natomiast Lech Kaczyński przyleci do Brukseli później, bezpośrednio na szczyt. (bea)
