SPONSOR

W skrócie:
Większość nowych krajów UE nie posiada możliwości wywierania skutecznego wpływu na politykę Unii Europejskiej i wcale nie jest takim wpływem zainteresowana. Siedzieć z tyłu i obserwować napływ funduszy strukturalnych – oto europejska strategia większości nowych państw członkowskich. Ale nie Polski. - Chcemy się liczyć - tak, zdaniem Nathaniela Copsey'a z Aston Centre for Europe i Karoliny Pomorskiej z Uniwersytetu z Maastricht, mówią Polacy.

- Polska jest krajem wyróżniającym się spośród grona nowych państw członkowskich UE – powiedział Nathaniel Copsey podczas konferencji zorganizowanej przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych. - Jako jedyna ma precyzyjnie zdefiniowane interesy narodowe i chce je realnie promować. Wraz z Karoliną Pomorską przedstawił on 4 marca w Warszawie wyniki badań zawarte we wspólnej książce „Poland's Power and Influence” („Polska siła i wpływ”), która ukaże się w lipcu bieżącego roku. Wspólnie omówili jakościowe zmiany, dotyczące czynników, które decydują o sukcesie Polski w promowaniu  swoich priorytetów na szczeblu europejskim w latach 2007-2009.

Bardziej skuteczne sojusze

- W latach 2005 – 2007 relacje polsko niemieckie bardzo się pogorszyły, co ma ogromne znaczenie, ponieważ – jak wyjaśniła K. Pomorska – pozycja Polski w UE zależy od jej stosunków z Niemcami, które z kolei są uzależnione od polskich relacji z Rosją. Szczególnie złym sygnałem wysłanym do europejskich partnerów było polskie veto w sprawie negocjacji porozumienia z Rosją w 2006 roku. Po zmianie rządu w 2007 roku polskie zdolności budowania sojuszy wyraźnie się polepszyły. Bardzo dobrym wyborem był alians dotyczący Partnerstwa Wschodniego z bardziej umiarkowaną Szwecją. - Szwedzi przetłumaczyli tę inicjatywę na język zrozumiały w Brukseli - powiedziała autorka książki.

My versus oni

Polska cierpi jednak cały czas z powodu niedociągnięć na szczeblu administracyjnym. Nie potrafimy wciąż „grać na wielu fortepianach”: łączyć różnych polityk europejskich i osiągać sukces, łamiąc opozycję danego kraju w sprawach dla nas ważnych poprzez przyjmowanie twardej postawy w innych grupach roboczych, które mogą być dla Polski mało znaczące, a za to fundamentalne dla konkurenta. Jeżeli już coś nam się uda przeforsować, rzadko śledzimy losy naszej inicjatywy w Komisji Europejskiej, czego przykładem jest projekt Partnerstwa Wschodniego. Co gorzej, brakuje współpracy między polskimi urzędnikami w Brukseli i w Warszawie. Ludzie wracający ze stolicy UE, zamiast zostać w Warszawie i przekazać zdobytą wiedzę są natychmiast przenoszeni w inne regiony świata. Nad wszystkim górują problemy z tożsamością: myślenie „my versus oni” cechuje podejście polskich urzędników do UE.

Dziękujemy, Gruzjo

Polskie zdolności przekonywania, a także europejska skłonność do słuchania naszych argumentów, zwiększyły się po kryzysie w Gruzji, który zakończył się wojskową interwencją Rosji. Wiarygodność Polski poprawiła się po upadku rządu Prawa i Sprawiedliwości, tym niemniej jednak pomysł Partnerstwa Wschodniego kurzył się na półce. Polska od lat podkreślała, jak ważne jest bezpieczeństwo i pomoc dla państw byłego Związku Radzieckiego, ale dopiero po wojnie w Gruzji Barroso zwołał specjalne spotkanie i zapowiedział, że Partnerstwo Wschodnie musi zacząć działać.

Wskazówki na przyszłość

- Polska musi nauczyć się cenić konstruktywną dwuznaczność -  mówił N. Copsey za zakończenie spotkania. Ważna jest również biurokratyzacja polityki – unikanie wchodzenia w politykę, gdzie tylko to możliwe. Polska powinna wyznaczyć sobie małe i konkretne cele, które jest w stanie osiągnąć w krótkim czasie. Logika małych kroków pomoże Polsce wywierać namacalny wpływ na europejską politykę. Podsumowując autorzy książki stwierdzili, że największym wyzwaniem jest integrowanie przez Polskę swoich wartości z politykami europejskich w taki sposób, aby nikt sobie z tego nie zdawał sprawy.   (dar)

© EurActiv 2003-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.