W skrócie:
Dwudniowy szczyt Unii Europejskiej, który rozpocznie się w czwartek, odbędzie się w tej samej co zwykle sali, ale z mniejszą niż zwykle liczbą krzeseł – zwróciła uwagę Informacyjna Agencja Radiowa (IAR), na która powołuje się portal bakier.pl.
Przewodnicząca obecnie pracom UE Szwecja postanowiła bowiem zorganizować ostatni szczyt swojego przewodnictwa (kończy prezydencję 31 grudnia) już na zasadach, jakie wprowadza Traktat Lizboński, który wszedł w życie z początkiem miesiąca.
Nowy traktat przewiduje, że w spotkaniach Rady Europejskiej może uczestniczyć tylko jeden przedstawiciel każdego z państw członkowskich i jedynie wyjątkowe okoliczności mogą pozwolić na rozszerzenie delegacji.
Dzięki temu – zauważa IAR – stół przy którym toczą się rozmowy będzie mniejszy, bo będzie przy nim stało tylko po jednym krześle dla przedstawiciela każdego z 27 państw członkowskich: prezydenta lub premiera.
Dotychczas każdy z krajów Unii miał do dyspozycji dwa krzesła: jedno dla szefa państwa lub rządu, a drugie dla ministra spraw zagranicznych. Gdy w składzie delegacji znajdował się zarówno premier jak i prezydent - co zdarzało się Polsce, ale również kilku innym krajom – szefowie dyplomacji musieli wychodzić z sali obrad.
W przypadku Polski przy stole pozostawali Lech Kaczyński i Donald Tusk, a Radosław Sikorski wchodził tylko wtedy, kiedy zwalniało się miejsce. W tym tygodniu na spotkanie Rady Europejskiej ministrowie spraw zagranicznych już nie zostali zaproszeni.
Jednak np. polski prezydent i polski premier będą musieli za każdym razem ustalać wcześniej, który z nich pojedzie do Brukseli. W tym tygodniu takie uzgodnienia wyjątkowo nie są potrzebne, bo - jak zapowiedziała Kancelaria Prezydenta - Lech Kaczyński zostaje w kraju. (bea)
