W skrócie:
Półroczne przewodnictwo Francji w Unii Europejskiej kosztowało 151 mln euro i okazało się droższe niż przeciętne koszty prezydencji sprawowanej przez inne kraje – podał za PAP Onet.pl, powołując się na raport francuskiej Izby Obrachunkowej, odpowiednika polskiej Najwyższej Izby Kontroli.
Francja przewodniczyła pracom Unii Europejskiej w drugiej połowie zeszłego roku.
Przewodniczący senackiej komisji ds. finansów Jean Arthuis - którego rozmowę z dziennikiem "La Tribune" przywołuje Onet – powiedział, że koszty przewodnictwa innych krajów członkowskich UE kształtują się "w okolicy 70 mln" euro. Jak jednak podkreślił, francuska prezydencja była i tak tańsza niż przewidywano - o 28 mln euro.
Arthuis zwrócił uwagę, że pieniądze, które wydała w zeszłym roku Francja, są porównywalne z kosztami prezydencji innych dużych krajów. Podał przy tym przykład Niemiec, które przewodniczyły UE w 2007 roku.
Dochodzenie Izby Obrachunkowej wykazało m.in., że we wydatki rzędu 30 mln, nie zostały we francuskim rozliczeniu w ogóle uwzględnione. Szef senackiej komisji ds. finansów tłumaczył to tym, że w czasie francuskiej prezydencji do wielu wydarzeń dochodziło w ostatniej chwili. Uznał jednak, że nie wszystkie z 500 wydarzeń zorganizowanych w tym czasie były niezbędne. W ocenie Arthuisa, ich liczba nie przyczyniła się bowiem do sukcesu Francji, a ważne okazały się dwa lub trzy, m.in. reakcja na wojnę w Gruzji. (bea)
