W skrócie:
Szczyt klimatyczny w Kopenhadze zakończył się fiaskiem, ale następny – najpóźniej za pół roku – ma większe szanse powodzenia – wynika z informacji mediów elektronicznych po zakończeniu konferencji ONZ poświęconej przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym.
W trakcie negocjacji, zakończonych w nocy z piątku na sobotę, światowym przywódcom nie udało się podjąć decyzji w sprawie redukcji gazów cieplarnianych o 20 proc. do 2020 roku. Szczyt „odnotował” jedynie porozumienie w sprawie ochrony klimatu: zatwierdził w drodze specjalnej procedury dokument uzgodniony wcześniej przez około 30. krajów o najbardziej rozwiniętych gospodarkach.
Według agencji AFP, która powołuje się na źródła dyplomatyczne, konkretne decyzje w sprawie ograniczenia emisji zapadną już w styczniu. Natomiast prezydent Francji Nicolas Sarkozy - na którego powołuje się, za PAP, Onet.pl - powiedział w piątek wieczorem, że do końca stycznia wszystkie kraje mają dopiero przedstawić na piśmie swoje plany ograniczenia emisji CO2. Według Informacyjnej Agencji Radiowej zapowiedział także, że kolejny światowy szczyt klimatyczny odbędzie się w Niemczech w ciągu pół roku.
Media podkreśliły jednocześnie, że prezydentowi USA Barakowi Obamie i przywódcom czterech państw rozwijających się: Chin, Indii, Brazylii i RPA - udało się osiągnąć porozumienie dotyczące weryfikacji działań podejmowanych zwłaszcza przez Chiny i Indie, które mają chronić przed globalnym ociepleniem. Uzgodniono mianowicie, że gospodarki rozwijające się będą same nadzorowały swoje działania, a raz na dwa lata będą przekazywać wyniki inspekcji Organizacji Narodów Zjednoczonych.
W kopenhaskim szczycie uczestniczyli m.in.: prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Barack Obama; premier Chin Wen Jiabao; prezydent Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew; przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso; Frederik Reinfeldt premier Szwecji, która w grudniu kończy półroczne przewodnictwo w Unii Europejskiej; kanclerz Niemiec Angela Merkel; prezydent Francji Nicolas Sarkozy; premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown i Jose Louis Rodrigez Zapatero - premier Hiszpanii, która rozpocznie unijną prezydencję z dniem 1 stycznia 2010.
Polskę reprezentował premier Donald Tusk, który po powrocie z klimatycznego szczytu ocenił, udało się tam ochronić interesy Polski.
W trzystronicowym dokumencie, przyjętym na zakończenie kopenhaskiego szczytu, nie podano żadnych konkretnych wartości dotyczących zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych. Zapisano jedynie, że działania na rzecz zmniejszenia emisji powinny być wystarczające do tego, by wzrost temperatury na świecie do 2050 r. nie przekroczył 2 st. C w porównaniu z epoką przedindustrialną.
Uzgodniono również, że w latach 2010-2012, w tzw. pakiecie startowym, państwa uprzemysłowione przekażą krajom rozwijającym się 30 mld dolarów na walkę ze zmianami klimatu. Natomiast w kolejnych latach - do 2020 r. - mają przeznaczać na ten cel po 100 mld rocznie.
W porozumieniu z Kopenhagi nie ma tam natomiast mowy o 2010 roku, jako terminie zawarcia prawnie wiążącego traktatu, po osiągnięciu politycznie wiążącego porozumienia w Kopenhadze. Prezydent USA Barack Obama, oświadczył bowiem, że nie będzie ono prawnie wiążące, gdyż wymaga to więcej pracy, a przede wszystkim więcej zaufania między państwami uprzemysłowionymi i rozwijającymi się.
Mimo to amerykański prezydent uważa, że światowym przywódcom udało się dokonać „znaczącego i bezprecedensowego przełomu”. „Po raz pierwszy w historii wszystkie znaczące gospodarki wzięły na siebie odpowiedzialność za walkę ze zmianami klimatu” - uznał Obama, którego za PAP cytuje tvn24.
Z nieco większą rezerwą do wyników kopenhaskiego szczytu odniósł się w sobotę sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun, którego cytuje za PAP portal Pb.pl. ”Być może nie jest to to, czego byśmy oczekiwali, ale ta decyzja konferencji stron (konwencji klimatycznej ONZ) jest kluczowym etapem" – ocenił.
Natomiast szef delegacji Sudanu i przewodniczący grupy G77 Lumumba Stanislas Di-Aping, ostro skrytykował dokument uzgodniony przez grupę najbardziej rozwiniętych krajów. "Popełniono dziś poważne wykroczenie przeciwko ubogim, przeciwko tradycji przejrzystości i partycypacji na równych prawach wszystkich stron konferencji, a także przeciwko zdrowemu rozsądkowi" – przytacza jego wypowiedź Pb.pl.
Jeszcze ostrzej zareagował lider organizacji Greenpeace Kumi Naidoo, który określił Kopenhagę jako "miejsce zbrodni na klimacie". Natomiast szef organizacji Friends of the Earth International, Nnimmo Bassey uznał wynik szczytu klimatycznego za "katastrofę dla biednych", skazującą ich na skutki zmian klimatycznych.
Centrum Informacyjne Rządu (CIR) podkreśliło w piątek informując o powrocie polskiego premiera ze szczytu klimatycznego, że „szef rządu zaznaczył, że na kopenhaskim szczycie udało się ochronić interesy Polski”.
Przypomniało także, że wyjeżdżając na klimatyczny szczyt Tusk zapewnił o gotowości Polski „do solidarnego działania w walce ze zmianami klimatycznymi”, zastrzegając jednak, że jedynie „w ramach realnych możliwości naszego kraju”. „Dla Polski, inaczej niż dla niektórych krajów, to nie jest rozmowa marzycieli, to jest rozmowa o być albo nie być polskiej energetyki, polskiego przemysłu” – podkreślił wtedy szef rządu. (bea)
