W skrócie:
Frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego sukcesywnie spada. Eurodeputowani wierzą jednak, że tendencję tę uda się odwrócić , bowiem Parlament Europejski ma obecnie nieporównywalnie większą władzę niż w 1979 roku, kiedy to po raz pierwszy Europejczycy głosowali na swoich posłów w wyborach bezpośrednich. Wpływ parlamentu rośnie z kadencji na kadencję. Wyborcy coraz lepiej wiedzą też, jak ważny jest ich głos w parlamencie.

Frekwencja w wyborach europejskich historyczne minimum osiągnęła w 2004 roku, po rozszerzeniu unii o dziesięć nowych krajów. W 2004 frekwencja spadła do 46 proc. z 62 proc. w 1979 roku. W ostatnich wyborach przy urnach dopisali obywatele "starej" piętnastki. Dużo niższe zainteresowanie wykazali w 2004 roku mieszkańcy dziesięciu krajów nowoprzyjętych do UE. Najniższą frekwencję – 17 proc. - miała Słowacja. Polska z wynikiem  21 proc. uplasowała się na przedostatnim miejscu.

Przeciwdziałanie słabej frekwencji znalazło się na liście zadań większości posłów do Parlamentu Europejskiego. Słowacki deputowany z grupy EPP-ED, Miroslav Mikolášik liczy, iż w 2009 roku doświadczymy znaczącej odmiany. "Mamy nadzieję, że uda nam się podwoić frekwencję z 2004 roku. Moi wyborcy muszą być pewni, iż będę zdecydowanie wspierał unijną politykę spójności, która stanowi korzyści dla naszego kraju".

Polski poseł do Parlamentu Europejskiego Mieczysław Janowski z grupy UEN ma także nadzieję, iż frekwencja w Polsce podwoi się, gdyż obywatele dostrzegają wymierne korzyści z członkowstwa w UE. "Chciałbym oszacować poziom uczestnictwa w wyborach w 2009 roku na około 40%. Nowe państwa członkowskie odczuły pozytywne efekty wykorzystania funduszy UE, tym samym będą uczestniczyć w wyborach z większym entuzjazmem."

To brak informacji w mediach krajowych na temat kwestii europejskich zniechęcił Słowaków do udziału w wyborach w 2004 roku", twierdzi Zita Pleštinská z centroprawicowej grupy EPP-ED. Podkreślając rolę prasy zastrzegła, że: "jeżeli media nie będą koncentrować się na sprawach europejskich, nasi obywatele nadal sceptycznie będą odnosić się do głosowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego".

Estonia miała w 2004 frekwencję na poziomie 27 procent. Poseł Toomas Savi z grupy Liberałów i Demokratów ALDE również oczekuje wyższej frekwencji wyborczej dzięki pozytywnym skutkom uczestnictwa jego kraju w UE. "Po pięciu latach w Unii Estończycy lepiej zrozumieją to, co się dzieje w PE". (tmw)

© EurActiv 2003-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.