W skrócie:
Cyfrowa biblioteka prowadzona przez Google będzie zawierać wyłącznie publikacje autorów ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii i Kanady – przewiduje ugoda zawarta pomiędzy Google a przedstawicielami branży wydawniczej.
Z poprawionego porozumienia zawartego pod koniec ubiegłego tygodnia w Nowym Jorku wynika, że na portalu Google Books znajdą się jedynie te dzieła, które wyszły już z druku i zarejestrowane zostały w USA lub pochodzą z Wielkiej Brytanii, Australii lub Kanady.
Według ugody poszukiwaniem właścicieli praw autorskich, którzy sami się nie zgłosili, zajmować będzie się organizacja non profit Book Rights Registry, która wypłacać będzie wynagrodzenie autorom i wydawnictwom. W skład zarządu organizacji wejdą przedstawiciele każdego czterech państw uczestniczących w projekcie.
Poszukiwanie właścicieli praw autorskich finansowane będzie z części zysków pochodzącej z dzieł, do których nikt nie rości sobie pretensji. Fundusze te nie będą mogły być przeznaczone na inny cel. może zostać wykorzystana przez Book Rights Registry do odnajdywania właścicieli praw autorskich i nie może być wykorzystana w innych celach.
Na mocy porozumienia wynagrodzenie właścicieli praw autorskich wynosić będzie 63 proc. zysków. To oni będą decydować, w jaki sposób udostępniane będą ich dzieła: czy bezpłatnie czy też na licencji Creative Commons. Będą mogli również decydować o tym, , jaką ilość stron użytkownik Google Books będzie mógł wydrukować.
Autorzy oraz wydawcy do 31 marca 2011 roku mogą ubiegać się o zapłatę) za udostępnienie książki do digitalizacji. Honorarium wynosić będzie od 60 do 300 dolarów. Z kolei do 9 marca 2012 roku mogą natomiast wnioskować o usunięcie swojej książki z biblioteki Google.
Za pośrednictwem Programu Partnerskiego Google do projektu mogą dołączać także autorzy i wydawcy pochodzący spoza krajów objętych porozumieniem. (tmw)

