SPONSOR

PARTNER

W skrócie:
Przedłuża się konflikt rosyjsko-ukraiński wokół przesyłu gazu przez terytorium Ukrainy. Unia Europejska zaapelowała do obu stron o natychmiastowe wznowienie dostaw do państw członkowskich i zapowiedziała wystąpienie w tej sprawie do sądu. Tymczasem prezydent Lech Kaczyński poparł w środę stanowisko Kijowa.

gaz,zawor, snieg (EurActiv.com)

Ukraiński Naftohaz znów odmówił w środę rosyjskiemu Gazpromowi przyjęcia paliwa przeznaczonego dla odbiorców w innych państwach europejskich.

„Otrzymaliśmy od Gazpromu takie samo zlecenie, jak wczoraj. Odpowiedzieliśmy, że nie możemy go zrealizować, ponieważ odetnie to od dostaw nasze regiony” – przytacza słowa szefa Naftohazu, Ołeha Dubiny tvn24.

Dopływ rosyjskiego gazu przez Ukrainę do UE został wstrzymany 7 stycznia. Rosjanie tłumaczyli, że do odcięcia dostaw zmusiła ich Ukraina podkradając paliwo, a Ukraińcy tłumaczyli, że z gazu przeznaczonego dla innych państw europejskich pobiera tylko tzw. gaz techniczny. Domagali się również obecności unijnych obserwatorów, którzy monitorowaliby przepływ rosyjskiego gazu przez Ukrainę.

Ukraińska premier Julia Tymoszenko oświadczyła, że jej kraj wznowi tranzyt pod warunkiem, że  - jak powiedziała na środowej konferencji prasowej w Kijowie  - „wznowieniu dostaw gazu ziemnego do Unii Europejskiej będzie towarzyszyć zapewnienie ukraińskiemu systemowi przesyłowemu przez stronę rosyjską 21 mln metrów sześciennych gazu na dobę na potrzeby techniczne”. Tymczasem Rosjanie uważają, że zapewnienie ciśnienia należy do strony ukraińskiej, a nie do Gazpromu.

Robert Fico, premier Słowacji - której zapasów gazu nie wystarczy nawet na dwa tygodnie - apelował w środę w Kijowie o przywrócenie dostaw. „Jest prośba o rozmowy między premierami Rosji i Ukrainy. (…) Nie interesują nas wasze stosunki z Rosją. Interesuje nas, byśmy mieli gaz” – powiedział podczas spotkania z Tymoszenko.

Tymczasem szefowa ukraińskiego rządu obarcza Moskwę wyłączną odpowiedzialnością za brak dostaw „błękitnego paliwa”. Utrzymuje także, że również w jej kraju brakuje gazu i że Kijów w niczym nie jest w stanie pomóc.

Również prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko obarcza odpowiedzialnością za konflikt Moskwę. Na wspólnej z prezydentem Lechem Kaczyńskim konferencji prasowej w Wiśle powiedział w środę, że  jego kraj zapłacił "co do grosza" za dostawy rosyjskiego gazu i zapewnił, że pobrał "ani jednego metra sześciennego" bez opłaty.

"Jeśli istnieje wola polityczna do przekazywania gazu przez Rosję na wschodnią granice Ukrainy, to nie ma żadnych technologicznych problemów w przekazywaniu gazu na Zachód' - przytacza słowa ukraińskiego prezydenta na swojej stronie internetowej „Gazeta Wyborcza”.  Juszczenko powiedział, że Ukraina oczekuje od Rosji dostarczenia tyle gazu, ile zakontraktowały kraje europejskie. Dodał, że jego kraj chciałby rozpocząć rozmowy na temat technicznych warunków dostarczania z Rosji na Ukrainę 50- 55 mld metrów sześć. gazu, z których 12 proc. stanowi tzw. gaz technologiczny. Wezwał przy tym do natychmiastowego podjęcia rozmów w sprawie kontraktu na tranzyt gazu rosyjskiego w bieżącym roku.

Ukraiński prezydent poinformował także, że Kijów zwrócił się do Komisji Europejskiej z prośbą o zbadanie okoliczności, które doprowadziły do kryzysu, a także rosyjskiego oskarżenia jego kraju o kradzież gazu. Zaproponował nawet Rosji podanie jego kraju do sądu, jeśli uważa, że winna jest strona ukraińska.

Juszczenko uznał ponadto, że cena 450 dolarów za tysiąc metrów sześciennych, której domaga się Rosja nie jest ceną rynkową. Zwrócił uwagę że inne kraje, np. Niemcy czy Czechy płacą za gaz o wiele mniej, mimo że leżą znacznie dalej od Rosji, a ponadto Moskwa płaci za mało za tranzyt.

Prezydent Kaczyński przyznał rację stronie ukraińskiej. "To był gaz, który miał w istocie odciąć możliwość zaopatrywania wschodniej Ukrainy w gaz z zachodniej Ukrainy, miejsca, gdzie są magazyny gazu" - powiedział odnosząc się do argumentów Kijowa, że trasa tranzytu narzucona przez Rosję uniemożliwia zaopatrywanie w gaz części Ukrainy. "Jest w interesie Ukrainy i Polski, żeby prawda wyszła na jaw" - podkreślił polski prezydent.

Natomiast premier Rosji Władimir Putin - który w środę spotkał się w Moskwie z premierami Mołdawii, Słowacji i Bułgarii: Zinaidą Grecianii, Robertem Fico i Sergejem Staniszewem -oskarżał Ukrainę. „Ubolewamy z powodu tego, co się dzieje, jednak ze swojej strony robimy wszystko, aby wznowić tranzyt” – zapewnił.  Szefowie rządów tych trzech krajów przyjechali do Moskwy, żeby zabiegać o przywrócenie dostaw rosyjskiego gazu.

Także prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew odpowiedzialnością za obecny kryzys obarcza Kijów. ”Jesteśmy zakładnikiem wewnętrznej sytuacji politycznej na Ukrainie” – cytuje słowa rosyjskiego prezydenta tvn24.

Miedwiediew – który, w przeciwieństwie do UE, nie chce ograniczać tego konfliktu do dwustronnego sporu handlowego - zaproponował zwołanie 17 stycznia "szczytu szefów państw i rządów krajów, które otrzymują gaz z Rosji lub są państwami tranzytowymi". Sekretarz prasowa rosyjskiego prezydenta Natalia Timakowa poinformowała, że Miedwiediew zaprasza również Ukrainę.

Unia analizuje tę propozycję i na razie nie odpowiada.

Przewodniczący KE Jose Manuel Barroso ostrzegł w środę obie strony konfliktu, że jeśli dostawy gazu do krajów UE nie zostaną "natychmiast" wznowione, to ryzykują otrzymanie pozwów sądowych. „Jeśli umowa sponsorowana przez UE nie będzie honorowana, to KE będzie radziła firmom europejskim, żeby zaskarżyły tę sprawę do sądu” - powiedział na plenarnym posiedzeniu Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.  

Z kolei Mirek Topolanek, premier Czech przewodniczących w tym półroczu UE, wezwał do opracowania planu "nowego bezpieczeństwa energetycznego" Unii, który zakładałby większy udział alternatywnych źródeł energii. Zaapelował o ponowne rozważenie koncepcję tworzenia rezerw gazu i ropy na 120 dni. „Alternatywą dla takiego planu – cytuje jego wypowiedź tvn24 - byłyby przede wszystkim inne źródła energii, w tym energia jądrowa”.

W ocenie premiera Czech, priorytetem UE  powinna być budowa gazociągu z rejonu Morza Kaspijskiego przez Turcję do Europy.

Natomiast czeski minister przemysłu i handlu Martin Rziman i komisarz ds. energii Andris Piebalgs zwrócili uwagę we wspólnym liście unijnej prezydencji i Komisji Europejskiej skierowanym do obu stron gazowego konfliktu, że unijni obserwatorzy są już na stanowiskach i zaopatrzenie w gaz ziemny powinno zostać wznowione w pełnym wymiarze. Wcześniej Moskwa uzależniała wznowienie dostaw od obecności unijnych obserwatorów, którzy monitorowaliby przepływ rosyjskiego gazu przez Ukrainę.

W piśmie wysłanym we wtorek do ministrów ds. energii Rosji Siergieja Szmatko i Ukrainy Jurija Prodana, czeska prezydencja i KE ostrzegły, że dostawy gazu nie zostaną natychmiast wznowione, to wiarygodność Ukrainy i Rosji jako godnych zaufania partnerów zostanie nieodwracalnie zaprzepaszczona. (bea)

© EurActiv 2003-2010. Wszelkie prawa zastrzeżone.