W skrócie:
Premier Belgii Yves Leterme zrezygnował ze stanowiska i podał swój rząd do dymisji. Dymisję gabinetu musi jeszcze przyjąć król Albert, który - w wydanym w czwartek po południu oświadczeniu - zapowiedział, że nie ma zamiaru się z tym spieszyć.

Jeżeli rezygnacja rządu zostanie zaakceptowana, to przedterminowe wybory parlamentarne powinny się odbyć w czerwcu. Tymczasem ten pogrążony w politycznym kryzysie kraj, już od 1 lipca przejmuje od Hiszpanii  przewodnictwo w Unii Europejskiej.

Powodem dymisji rządu Leterma jest brak porozumienia między partiami francusko- i niderlandzkojęzycznymi w sprawie reformy państwa.

Dymisja belgijskiego rządu spodziewano się od czasu wystąpienia z koalicji flamandzkiej partii liberalnej. Flandria domaga się bowiem wzmocnienia regionów, a Walonia nie chce osłabiać państwa federalnego. Od lat toczy się bowiem spór między francuskojęzycznymi, biedniejszymi Walonami i niderlandzkojęzycznymi, bogatszymi Flamandami. Ci drudzy chcą większej autonomii, która - według Walonów - doprowadziłaby jedynie do rozpadu Belgii. Belgijskiemu premierowi nie udało się także rozwiązać spornej kwestii wyborczych i językowych praw frankofonów, którzy mieszkają we flamandzkich gminach wokół Brukseli.

W opinii Flamandów, ściągający do stolicy francuskojęzyczni Belgowie zaburzają językową i kulturową równowagę w Belgii - 35 gmin na przedmieściach Brukseli zamieszkuje 100 tysięcy Walonów,  którzy zwykle głosują na kandydatów posługujących się językiem francuskim.

„Nie ma innego wyjścia, dymisja jest konieczna” – cytują media słowa wicepremiera i ministra finansów Didier Reyndersa po czwartkowym nadzwyczajnym posiedzeniu rządu

To już kolejny raz Yves Leterme nie jest w stanie utrzymać w koalicji i decyduje o dymisji rządu. Dziennik.pl pisze powołując się na belgijskie media, że dla Walonów szef rządu był od lat niewiarygodny - zwłaszcza po tym, jak okazało się, że nie zna hymnu własnego państwa i zamiast niego cytuje "Marsyliankę".

Tymczasem obecny „prezydent” Unii Europejskiej Herman Van Rompuy - który przed objęciem tej funkcji był premierem Belgii - zapowiadał, że będzie chciał doprowadzić do rozładowania napięcia między dwiema częściami kraju do połowy 2010 roku. „W czasie (unijnej) prezydencji nie możemy ryzykować kryzysu politycznego” – przypomina Euractiv.com słowa Van Rompuya wypowiedziane latem zeszłego roku.

© EurActiv 2003-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.