W skrócie:
Wiktor Janukowycz wygrał II turę wyborów prezydenckich na Ukrainie, uzyskując przewagę 3,48% nad Julią Tymoszenko. Nie należy oczekiwać podważenia wyniku wyborów. Ponieważ „kohabitacja” nowego prezydenta z Julią Tymoszenko, która pozostaje premierem, nie zapewni niezbędnej jednolitości działań centralnych organów państwa, Janukowycz będzie szukać możliwości stworzenia koalicji Partii Regionów z Naszą Ukrainą, komunistami i Blokiem Łytwyna oraz powołania przez nią rządu. Jeśli ten plan się nie powiedzie, prawdopodobne staną się przedterminowe wybory parlamentarne jesienią 2010 roku.
Żródło: Ośrodek Studiów Wschodnich
Autor: Tadeusz A. Olszański
Wyniki wyborów
Głosowanie 7 lutego przeszło bez poważniejszych zakłóceń, a obserwatorzy krajowi i międzynarodowi zgodnie uznali, że pewne niedociągnięcia i nadużycia nie miały wpływu na wynik wyborów. Liczne skargi, zgłoszone przez sztaby Julii Tymoszenko w sądach, nie podważą wyniku wyborów, nawet gdyby znacząca ich część została uwzględniona. Podobnie nie rokuje szans powodzenia próba zaskarżenia ostatecznej decyzji Centralnej Komisji Wyborczej. Oficjalne wyniki wyborów powinny zostać ogłoszone do 18 lutego, a inauguracja nowego prezydenta powinna nastąpić w ciągu 30 dni od ogłoszenia wyników.
Frekwencja wyniosła 69,15% (o 2,4 punktów procentowych więcej niż w pierwszej turze, przy czym wzrost miał miejsce zarówno w obwodach wschodnich, jak i zachodnich). Zgodnie z nieoficjalnymi wynikami Wiktor Janukowycz otrzymał 48,95% głosów, a Julia Tymoszenko – 45,47%; w liczbach bezwzględnych stanowi to 12,5 i 11,6 mln głosów. Wyniki te są zgodne z danymi badań exit-poll. Przeciw obojgu kandydatom oddało głos 4,36% wyborców (1,1 mln) – dwukrotnie więcej niż w pierwszej turze.
Julia Tymoszenko nie uznała wyniku wyborów, zapowiadając zaskarżenie ich do sądu, zrezygnowała natomiast z inicjowania protestów ulicznych, zdając sobie sprawę z braku gotowości społeczeństwa do udziału w nich, a także z tego, że ich fiasko pogorszyłoby jej szanse w dalszej rozgrywce. Zwraca uwagę, że ani pierwszego, ani drugiego dnia po wyborach nie zabrała ona publicznie głosu; wydaje się, że gra na czas, poszukując rozwiązania, które pozwoliłoby jej „zachować twarz” wobec wyborców, a także opanować sytuację we własnym Bloku, w którym po wyborach ujawniły się poważne różnice poglądów.
Wiktor Janukowycz 10 lutego (po ogłoszeniu nieoficjalnych wyników wyborów) przekazał mediom oficjalne oświadczenie, w którym zaapelował do Julii Tymoszenko o uznanie wyników wyborów i podanie się do dymisji, a do frakcji, tworzących koalicję – o jej rozwiązanie tak, by można było podjąć oficjalne rozmowy w sprawie nowej większości rządowej.
Perspektywy dalszego rozwoju wydarzeń
Ukraina jest w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej i politycznej. W związku z walką wyborczą nie doszło do przyjęcia budżetu ani nawet opracowania realistycznego projektu budżetu na rok bieżący, a bez wznowienia kredytowania zagranicznego Ukrainie grozi załamanie finansów publicznych. Bez zapewnienia spójności działania centralnych organów państwa nie ma szans na wznowienie przez MFW finansowego wsparcia dla Ukrainy. Wyjście z tej kryzysowej sytuacji wymaga współpracy prezydenta, rządu i parlamentu, na co nie ma szans, gdy na czele rządu wciąż stoi Julia Tymoszenko, a w Radzie Najwyższej nie ma wyraźnej większości rządowej.
Naturalnym rozwiązaniem byłyby przedterminowe wybory parlamentarne, jednak mniejsza niż oczekiwano przewaga Janukowycza w wyborach prezydenckich nie daje popierającej go Partii Regionów pewności zdecydowanego zwycięstwa w wyborach do Rady Najwyższej. Niewysoka przegrana może natomiast zachęcać premier Tymoszenko do podjęcia kolejnej próby sił w wyborach parlamentarnych.
Dla Partii Regionów pierwszoplanowym celem jest jak najszybsze odsunięcie Julii Tymoszenko od władzy i utworzenie rządu, który razem z prezydentem realizowałby interesy polityczne i gospodarcze tego ugrupowania. Jednak niezależnie od tego, w jaki sposób zostanie to zrealizowane, wypracowane w najbliższych tygodniach rozwiązanie będzie przejściowe, ostatecznie prowadząc do przedterminowych wyborów parlamentarnych (jesienią 2010 lub później). Rada Najwyższa w obecnym składzie nie jest bowiem w stanie wyłonić większości, gwarantującej sprawne stanowienie prawa oraz stabilne poparcie dla rządu przez ponad dwa lata, pozostające do końca kadencji.
W pierwszej kolejności nastąpi próba zawiązania przez Partię Regionów koalicji z dotychczasowymi koalicjantami Bloku Julii Tymoszenko (BJuT): Naszą Ukrainą (która może ją poprzeć jedynie w części) i Blokiem Łytwyna, a także z komunistami. Kluczowe jest tu stanowisko frakcji Naszej Ukrainy, bez której poparcia niemożliwe jest stworzenie nowej większości. Rozmowy podjęte w tej sprawie (na razie nieoficjalne) są niełatwe: dla znacznej części polityków Naszej Ukrainy koalicja z Partią Regionów jest nadzwyczaj trudna do przyjęcia ze względów ideowych, z drugiej zaś strony pojawiają się pogłoski o wygórowanych żądaniach reprezentantów Naszej Ukrainy co do objęcia stanowisk w rządzie. Stworzenie takiej koalicji, nazywanej „antykryzysową” i „techniczną”, pozwoliłoby powołać nowy rząd, na czele którego stanąłby najprawdopodobniej Mykoła Azarow, były wicepremier i minister finansów.
Jeśli uda się zrealizować ten scenariusz, dalsze decyzje podjęte zostaną po wyborach komunalnych (rozpisanych na 30 maja), które pozwolą ocenić szanse głównych sił politycznych w ewentualnych jesiennych wyborach parlamentarnych: jeśli ocena ta wypadnie korzystnie dla Partii Regionów – można oczekiwać rozpisania takich wyborów na wrzesień lub październik.
Jeśli nie uda się powołanie „antykryzysowej” koalicji, należy oczekiwać, że Partia Regionów doprowadzi do rozbicia obecnej koalicji i przegłosowania wotum nieufności dla rządu Julii Tymoszenko (do czego w parlamencie Ukrainy jest wystarczająca większość), a następnie ponownie będzie próbować wciągnąć część Naszej Ukrainy do koalicji.
Natomiast powołanie „szerokiej koalicji” BJuT z Partią Regionów wydaje się obecnie mało prawdopodobne. Oznaczałoby ono pozostanie Julii Tymoszenko u władzy, co jest nie do przyjęcia dla Partii Regionów i niekorzystne dla obecnej premier, gdyż utrudniałoby przygotowania do kolejnych wyborów.
W razie niepowodzenia prób stworzenia nowej koalicji, jedynym wyjściem pozostaną przedterminowe wybory parlamentarne jesienią (rozwiązanie parlamentu jest możliwe, jeśli w ciągu miesiąca nie powstaje nowa koalicja). To rozwiązanie oznacza jednak wiele miesięcy bezpardonowej walki między prezydentem a rządem (bo w takim wypadku obecny rząd „w stanie dymisji” będzie funkcjonował do wyborów) i paraliż państwa.
