W skrócie:
Chcąc realizować swoje cele w sferze bezpieczeństwa, Unia Europejska musi zwiększyć własne możliwości prowadzenia wojskowych operacji stabilizacyjnych. Inicjatywy idące w tym kierunku podążają jednak utartymi ścieżkami i napotykają ciągle na te same problemy. Warto więc zaproponować odważną wizję przezwyciężenia tych trudności – utworzenie ponadnarodowej siły zbrojnej, Armii Europejskiej.
Żródło: Polski Instytut Spraw Międzynarodowych
Autor: Marcin Terlikowski
* Powyższa analiza jest abstraktem większego, anglojęzycznego opracowania tego samego autora pt. „European Army – How to do it right”, należącego do serii PISM Strategic Files, dostępnego pod adresem internetowym http://www.pism.pl/pokaz/id/216
Problemy z reformą instytucjonalną, wynikłe z irlandzkiego referendum, nie mogą przesłonić faktu, że Unia Europejska odniosła w ostatnich latach duże sukcesy i jest postrzegana jako wpływowy aktor w stosunkach międzynarodowych. Szereg unijnych państw członkowskich, a także kraje pozaeuropejskie i organizacje międzynarodowe oczekują dziś znacznie większego niż dotychczas zaangażowania Unii w rozwiązywanie najważniejszych globalnych problemów, a szczególnie w stabilizację kryzysów i konfliktów poprzez wojskowe misje pokojowe. Jednak oczekiwania te jaskrawo kontrastują z praktycznymi możliwościami prowadzenia przez Unię takich operacji.
W ramach Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (EPBiO), uruchomionej dziesięć lat temu, Unia Europejska przeprowadziła już ponad 20 misji pokojowych o różnym charakterze, zadaniach i wielkości. Choć dorobek operacji cywilnych oceniany jest najczęściej pozytywnie, to jednak misje wojskowe ujawniły poważne problemy, których przyczyny leżą zarówno w obszarze polityki, jak i finansów. Ich rozwiązanie jest konieczne, jeśli Unia chce zwiększyć swoją zdolność do działania w sytuacjach kryzysowych i móc realizować tym samym swoje cele polityczne w sferze bezpieczeństwa.
W ostatnich kilkunastu miesiącach pojawiło się wiele pomysłów na rozwój EPBiO. Najbardziej kontrowersyjne okazały się różne idee utworzenia wielonarodowej „armii europejskiej” złożonej z jednostek wojskowych państw członkowskich, oddanych pod wspólne dowództwo. Takie wizje zaprezentowali minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier, prezydent Nicholas Sarkozy, a w 2007 r. prezydent Lech Kaczyński i ówczesny premier Jarosław Kaczyński. Upadły one szybko, gdyż okazało się, że w Unii nie ma zgody na tak odważne inicjatywy, a Francja, sprawująca aktualnie prezydencję w Unii, ograniczyła się ostatecznie do postulatów przyspieszenia rozwoju EPBiO. Podjęcie dyskusji nad tymi planami może być jednak bardzo trudne ze względu na problemy z ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego oraz konflikt rosyjsko-gruziński, będące dla Unii problemami priorytetowymi.
Biorąc pod uwagę te trudności warto zaproponować alternatywny pomysł na rozwiązanie słabości Unii Europejskiej w sferze wojskowej – utworzenie Armii Europejskiej o charakterze ponadnarodowym, a nie wielonarodowym. Armia taka nie składałaby się zatem z narodowych kontyngentów wystawianych przez państwa członkowskie Unii, lecz z własnych jednostek, utworzonych z zawodowych żołnierzy – obywateli państw unijnych, służących w oparciu o indywidualne kontrakty. Miałaby swój jednolity mundur, jeden roboczy język komunikacji, a co najważniejsze autonomiczny łańcuch dowodzenia całkowicie niezależny od narodowych sił zbrojnych państw członkowskich. Byłaby dowodzona przez centralne europejskie dowództwo, obsadzone oficerami, którzy, podobnie jak szeregowi żołnierze, nie reprezentowaliby państw członkowskich tylko służyli wyłącznie w strukturze Armii Europejskiej. Na poziomie politycznym Armia podlegałaby natomiast Radzie Unii Europejskiej, która miałaby wyłączne prawo decyzji o jej użyciu. Strategiczne decyzje o kierunkach jej rozwoju podejmowałoby odrębne, nowo powołane ciało międzyrządowe, złożone z właściwych ministrów.
Armia Europejska o proponowanym kształcie byłaby siłą szybkiego reagowania, zdolną do podejmowania najtrudniejszych misji stabilizacyjnych, włącznie z tymi, które mogłyby wiązać się z czynną walką. Liczebność Armii, gwarantująca zdolność do realizacji takich zadań, to około 10 tys. żołnierzy, utrzymywanych w gotowości do pojawienia się w rejonie kryzysu w kilkanaście dni od zapadnięcia decyzji o jej użyciu. Zastosowanie systemu trzech zmian, wymagającego pozostawienia w odwodzie sił dwukrotnie większych od tych, które przebywają na misji, oznaczałby jednak, że całkowita wielkość Armii wyniosłaby ok. 30 tys. żołnierzy.
Aby realizować działania stabilizujące w wyjątkowo niestabilnych regionach, objętych działaniami grup rebelianckich, terrorystycznych czy bandyckich, Armia powinna móc przeprowadzać tzw. operacje połączone, a więc wykorzystujące jednostki lądowe, powietrzne i morskie. Musiałaby zatem dysponować mobilnymi oddziałami piechoty, przemieszczającymi się z użyciem pojazdów opancerzonych i śmigłowców. Ponadto powinna móc przeprowadzać ograniczone ataki z powietrza z użyciem bojowych śmigłowców, patrolować akweny, a także posiadać własne jednostki zapewniające wsparcie logistyczne i rozpoznanie terenu działań. Co oczywiste, musiałaby też dysponować transportem o zasięgu międzykontynentalnym.
Pomimo rozbudowanych zdolności wojskowych, Armia Europejska jednak nie zastępowałaby narodowych sił zbrojnych państw członkowskich, a wręcz przeciwnie – współpracowałaby z nimi. Armie narodowe mogłyby zatem zapewniać, w szczególnie trudnych przypadkach, np. intensywne wsparcie ogniowe z powietrza czy morza. Narodowe kontyngenty mogłyby też przejmować od Armii obowiązki stabilizowania regionu już po zakończeniu głównych działań – wykonywałyby wówczas zadania typowe dla operacji utrzymywania pokoju. Armia korzystałaby też z doświadczeń i zasobów narodowych akademii wojskowych, co wspierałoby proces szkolenia jej kadr.
Przedstawiona tutaj wizja jest z pewnością odważna i kontrowersyjna. Nie należy mieć złudzeń, że zyskałaby szybkie poparcie wszystkich państw Unii. Można założyć, że z inicjatywą powołania takiej ponadnarodowej siły zbrojnej mogłaby wyjść jedynie grupa członków Unii. Mogliby oni utworzyć Armię poprzez wynegocjowanie odrębnego traktatu, który byłby otwarty dla pozostałych państw unijnych pod określonymi warunkami (m.in. zobowiązania do wnoszenia składek na pokrycie kosztów utrzymywania Armii). W takim przypadku dla powodzenia całego projektu kluczowe byłoby właśnie uzyskanie jak najszerszego członkostwa państw unijnych. W przeciwnym razie Armia postrzegana byłaby jako siła wojskowa nie reprezentująca Unii Europejskiej, a tylko grupę jej członków. To z kolei mogłoby prowadzić do niemożności jej wykorzystania w sytuacjach kryzysowych.
Utworzenie Armii Europejskiej o proponowanym kształcie rozwiązałoby większość problemów i słabości EPBiO. Przy użyciu Armii Unia Europejska mogłaby dokonywać efektywnej projekcji siły w regionach kryzysów, chroniąc swoje wartości i interesy oraz wspierając swoje strategie polityczne wobec określonych państw czy regionów. Stałaby się wówczas znacznie silniejszym niż obecnie aktorem w sferze bezpieczeństwa międzynarodowego. Armia Europejska mogłaby też w przyszłości ewoluować w siły zbrojne Unii Europejskiej, będące zwieńczeniem procesów integracji na kontynencie.
