Prezydent Filipin chce zamknąć przedstawicielstwo UE

Prezydent Filipin Rodrigo Duterte, źródło Wikipedia

Prezydent Filipin Rodrigo Duterte, źródło Wikipedia

Prezydent Filipin Rodrigo Duterte w pełnym emocji i przekleństw przemówieniu oskarżył Unię Europejską o spiskowania przeciwko jego krajowi. Oświadczył, że ma dowody, iż Bruksela chce doprowadzić do wykluczenia Filipin z ONZ. Zagroził też wydaleniem z kraju dyplomatów z przedstawicielstwa UE w Manili.

 

„Chcecie nas wykluczyć z ONZ? Proszę bardzo, wy sk..!” – krzyczał podczas swojego przemówienia prezydent Filipin Rodrigo Duterte. Zagroził, że jest w stanie wydać nakaz wydalenia w ciągu 24 godzin ambasadora UE oraz pozostałych unijnych dyplomatów. Oskarżył przy tym Unię Europejską o chęć wpływania na wewnętrzną sytuacją w jego kraju oraz spiskowanie w celu wyrzucenia go z Organizacji Narodów Zjednoczonych. „Mieszacie się w nasze sprawy, bo jesteśmy biedni. Dajecie nam pieniądze, ale zaraz potem zaczynacie się tu rządzić i mówić nam jak mamy postępować” – dodał Rodrigo Duterte. Swoje wypowiedzi okraszał dużą liczbą wulgaryzmów, ale mimo zapowiedzi nie przedstawił ostatecznie żadnych dowodów na wrogie działania UE.

Co zdenerwowało prezydenta Filipin?

Rodrigo Duterte rozsierdziła krytyka, jaka padła pod jego adresem ze strony grupy zachodnich polityków, którzy odwiedzili jego kraj, aby na miejscu zapoznać się z kontrowersyjną polityką walki z gangami narkotykowymi, jaką prowadzi filipiński prezydent. Część siedmioosobowej delegacji stanowili obywatele UE: Szwecji, Niemiec i Włoch, ale w skład grupy wchodzili również obywatele USA i Australii. Dlatego Europejska Służba Działań Zewnętrznych (ESDZ) odpowiedziała na oskarżenia prezydenta Filipin tylko krótką notką dementującą przybycie na pacyficzny archipelag jakiekolwiek oficjalnie unijnej delegacji. Jak poinformowała Bruksela, Manilę odwiedziła delegacja Sojuszu Postępowego, międzynarodowej organizacji zrzeszającej 140 socjaldemokratycznych partii politycznych. Projekt ten zainicjowało w 2013 r. niemieckie SPD, ale nie jest on związany z instytucjami UE.

„Unia Europejska i Filipiny współpracują ze sobą konstruktywnie i produktywnie w bliskim partnerstwie i w wielu obszarach, włączając w to rzecz jasna obszar Narodów Zjednoczonych” – napisano w oświadczeniu Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych. Jak dodano, współpraca  ta dotyczy „wielu kwestii, w tym handlu, a Filipiny zrobiły w tej dziedzinie ogromny postęp zwiększając wydatnie swój eksport do UE”. ESDZ podkreśliła też, że Przedstawicielstwo UE w Manili nie miało związku z organizacją wizyty delegacji Sojuszu Postępowego, a jakiekolwiek wypowiedzi członków tej delegacji nie reprezentują stanowiska UE w żadnej kwestii.

Konflikt UE-Filipiny: Manila odrzuca unijną pomoc

Filipiny zdecydowały, że nie będą przyjmować pomocy finansowej od Unii Europejskiej. Wolą pozostać „niezależne”.
 

Filipiny poinformowały dziś (18 maja), że rezygnują z otrzymywania pomocy ze strony Unii Europejskiej. Sekretarz wykonawczy (odpowiednik polskiego szefa kancelarii) Salvador Medialdea, jeden z głównych doradców prezydenta Rodriga Duterte, tłumaczył, że jest to podyktowane chęcią uniezależnienia się kraju od UE.
Rodrigo Duterte i …

Kim jest Rodrigo Duterte?

Rodrigo Duterte rządzi Filipinami od czerwca 2016 r. Z powodu swojego niekonwencjonalnego języka, emocjonalnych wypowiedzi, konserwatywnych poglądów i zamiłowania do noszenia czapek z daszkiem bywa nazywany „filipińskim Donaldem Trumpem”. Przez wiele lat był burmistrzem miasta Davao na wyspie Mindanao – czwartej co do wielkości aglomeracji Filipin. Gdy wygrał wybory prezydenckie zapowiedział ostrą walkę z handlem narkotykami. Do czynów przeszedł niemal natychmiast. Na jego polecenie policja bez wyroku sądowego zabija na ulicach osoby, które handlują narkotykami. Z danych policji wynika, że odkąd Duterte objął władzę, zabito już w ten sposób ponad 3850 osób. Brutalne kroki podjęte przez filipińskiego prezydenta w wojnie z narkotykami zostały skrytykowane przez wiele międzynarodowych organizacji i instytucji, w tym także samą UE. Duterte odpowiadał zwykle ostro. W ubiegłym roku oskarżył krytykujące go Francję i Wielką Brytanię o kolonialne zakusy wobec Filipin. Również wtedy zapowiadał wydalanie zachodnich dyplomatów. W przypadku filipińskiego prezydenta zwykle wszystko kończy się jedynie na groźbach.

Dziś rano prezydent Duterte odebrał jednak policji prawo do strzelania na ulicy do handlarzy narkotyków. Stało się to po głośnej pomyłce. Mundurowi porwali i zamordowali w Manili południowokoreańskiego biznesmena, biorąc go za głowę azjatyckiej mafii. W sierpniu natomiast w mieście Caloocan policja zastrzeliła 17-letniego chłopca, również biorąc go za handlarza narkotykami. Odtąd, zamiast policjantów  z nielegalnymi uzależniającymi substancjami walczyć będą agenci specjalnie do tego powołanej służby specjalnej. Rodrigo Duterte nie słynie jednak z konsekwencji. W styczniu zawieszał już policji uprawnienia do pozasądowych egzekucji. Po upływie pięciu tygodni jednak je wówczas przywrócił.