Islandia: Premier sprzedał papiery wartościowe tuż przed wybuchem kryzysu

Ustępujący premier Islandii Bjarni Benediktsoon, źródło: Facebook

Dziennikarze islandzkiego śledczego portalu „Stundin” ujawnili, że Bjarni Benediktosson w październiku 2008 roku, na kilka godzin przed tym, gdy władze przejęły ratunkowo jeden z największych w kraju banków, sprzedał swoje udziały w należącym do tej instytucji funduszu inwestycyjnym. To właśnie awaryjna nacjonalizacja m.in. upadającego banku Glitnir rozpoczęła wielki kryzys sektora finansowego na Islandii.

 

Ustępujący właśnie premier Bjarni Benediktsson w 2008 roku był szeregowym posłem centroprawicowej Partii Niepodległości. Zasiadał jednak wówczas w parlamentarnej komisji gospodarki i podatków. Z tego powodu miał dostęp do wielu informacji dotyczących stanu islandzkich finansów oraz często kontaktował się służbowo z prezesami największych na wyspie przedsiębiorstw, zwłaszcza w sektorze bankowym i inwestycyjnym.

Podejrzane transakcje premiera

6 października 2008 r. rząd przyjął rozporządzenie o przejęciu kontroli nad największymi bankami w kraju. Cały sektor bankowy zaczynał się bowiem mocno chwiać w posadach. Ratunkowa nacjonalizacja wywołała jeszcze większy popłoch na rynku, co doprowadziło do poważnego spadku wartości islandzkiej korony oraz obniżenia wartości akcji, obligacji i jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych. Tymczasem Benediktsson w ciągu kilku dni poprzedzających wydanie rozporządzenia wyprzedawał swoje papiery wartościowe. Jednostki uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym „Sjodur 9”, należącym do jednego z przejętych przez państwa banków – Glitnir, Benediktsson upłynnił na kilka godzin przed podjęciem przez rząd decyzji dotyczącej sektora finansowego. W sumie pozbył się denominowanych w islandzkiej walucie papierów o wartości około 165 mln koron (ponad 1,4 miliona euro).

Działania ustępującego premiera sugerują zdaniem „Stundin”, że mógł on wiedzieć o tym co wydarzy się 6 października. Dokumenty, do których dotarli islandzcy dziennikarze (i które przekazali także współpracującej z nimi redakcji brytyjskiego dziennika „Guardian”) sugerują, że mogło dojść do tzw. insider tradingu. To przestępstwo polegające na uzyskiwaniu cennych, ale tajnych informacji na temat gospodarki, których posiadanie zaburza rynkową równość inwestorów. Dziennikarze obu redakcji przyznają jednak, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, iż Bjarni Benediktsson wiedział o planach rządu.

Islandia: „darmowa” geotermia za miliard dolarów

Islandia: bardzo droga geotermia

Zabrzmi to, jakby piekło zamarzło, ale w największej elektrowni geotermalnej na Islandii brakuje naturalnie powstającej pary do napędu turbin. Oczywiście nie oznacza to, że na wyspie gejzerów ostygły podziemne „kotły”,  Islandczycy trochę miejscami przesadzili ze skalą ich eksploatacji. W ten sposób podobno darmowa energia źródeł geotermalnych okazuje się być nie taka …

Z ujawnionych dokumentów wynika natomiast, że bank starał się ostrzec przed możliwością bankructwa kilku swoich najbardziej zaprzyjaźnionych klientów. Co więcej, informacje o planach rządu mógł uzyskać właśnie od Benediktssona. W jednym z opublikowanych przez „Guardiana” maili prezes banku Glitnir Einar Örn Olafsson pisał bowiem do jednego ze swoich asystentów Làrusa Weldinga: „Bjarni Ben mówi, że FME mocno nad tym teraz pracuje. Czy ktoś kontaktował się z Jònasem?”. FME (Fjármálaeftirlitið) to rządowa agencja nadzorująca funkcjonowanie rynku finansowego. To właśnie ta instytucja rekomendowała rządowi przejęcie upadających banków Glitnir, Landsbanki i Kaupthing.

Cytowany mail został wysłany, gdy raport FME był już omawiany przez islandzki gabinet. Zdaniem dziennikarzy „Bjarni Ben” to Benediktsson, zaś „Jònas” to dyrektor FME Jònas Fr Jònsson. Co więcej, Benediktsson od lat dobrze zna się prywatnie z Olafssonem. Spotykał się z nim także kilkakrotnie krótko przed wybuchem kryzysu w towarzystwie ówczesnego lidera Partii Niepodległości Illugiego Gunnarssona.

Benediktsson: Nie złamałem prawa

Sam Benediktsson natychmiast opublikował na Facebooku swoje oświadczenie w tej sprawie.  Zapewnił, że nie miał pojęcia o planach przejęcia przez państwo banków, a dyspozycję sprzedania papierów wartościowych wydał wcześniej. „Realizacja takiego zlecenia trwa kilka dni roboczych, właśnie dlatego, aby uniemożliwić ich nagłą sprzedaż, gdyby ktoś miał nielegalne informacje” – tłumaczył premier. „To czysty przypadek, że realizacja mojej dyspozycji wypadła akurat na kilka godzin przed zmianami na rynku” – dodawał. Zapewniał też, że kwestia bankructwa islandzkich banków w 2008 r. była już wielokrotnie badana przez śledczych, a on prezentował wszystkie dokumenty w tej sprawie i „nikt nawet nie sugerował, że można mi postawić jakieś zarzuty w tej sprawie”.

Dziennikarzy „Guardiana” przekonywał zaś, że nie miał wówczas dostępu do tajnych raportów FME, a w wyniku upadku islandzkiego sektora finansowego sam stracił bardzo wiele pieniędzy. Swoich udziałów w różnych inwestycjach pozbywał się natomiast sukcesywnie od marca 2008 r., ponieważ chciał walczyć o przewodnictwo w swojej partii, a potem udział w rządach i planował uniknąć konfliktu interesów. Faktycznie w 2009 r. został przewodniczącym Partii Niepodległości, a cztery lata później ministrem finansów i gospodarki. Po kolejnych wyborach stanął na czele rządu.

Zapytany o maila, jakiego wysłał prezes banku Glitnir do swojego współpracownika, Bendiktsson odparł, że przypomina sobie przeprowadzoną w tamtym czasie rozmowę telefoniczną z Olafssonem, ale „nie pamięta o czym rozmawiali”. Choć brak twardych dowodów na złamanie prawa, sprawa z 2008 r. stawia w bardzo niekorzystnym świetle premiera i jego Partię Niepodległości przed zaplanowanymi na 28 października przyspieszonymi wyborami. Bjarni Benediktsson podał swój rząd do dymisji po tym jak rozpadła się rządząca koalicja. Premier ustąpił, gdy wyszło na jaw, że zataił razem z ministrem sprawiedliwości informację, iż jego ojciec wydał poręczenia za mężczyzną skazanym za pedofilię i znęcanie się nad nieletnią. Trwająca zaledwie 10 miesięcy kadencja Bjarniego Benediktssona na stanowisku premiera była najkrótszą w historii Islandii. Ustępujący szef rządu przekonuje więc, że wyciągnięcie mu spraw sprzed niemal dekady jest próbą uderzenia w jego partię przed wyborami, do których zostało już mniej niż 3 tygodnie.

Premier Islandii podał się do dymisji

Centroprawicowy gabinet upadł, gdy wyszło na jaw, że szef rządu razem z minister sprawiedliwości ukryli fakt, iż ojciec premiera napisał list poręczający za pedofila. Nowe wybory odbędą się najprawdopodobniej w listopadzie.